Artykuły

Mój przyjaciel Stres

Spojrzenia
Nie lubimy stresu. Ja też go nienawidziłam. Ba, do dzisiaj czasami wchodzę z nim na wojenną ścieżkę. Jednak coraz częściej akceptuję jego obecność. On czasem po prostu będzie. I to jest normalne. Odważę się nawet na stwierdzenie, że potrzebne. Bo co, jeśli przez różne trudy życia przebrnęliśmy nie pomimo niego, a dzięki niemu? Jakiś czas temu postanowiłam zapanować nad podenerwowaniem i ściskaniem w żołądku, które, jak mi się wydaje, pojawiało się dużo częściej, niż powinno. Ciężka to droga, ale w końcu poczułam gotowość, by spojrzeć na cały ten stres nie jak na (nie)miłościwie panującego nade mną, a raczej jak na równego mi kompana, który czasem wepchnie mnie w kałużę, a innym razem utrzyma w pionie, żebym przeszła przez jezioro suchą stopą.

Przyszła mi właśnie do głowy wizja, że stres jest dla mnie trochę jak Osioł ze „Shreka” – nieco irytujący towarzysz, który uczepił się i nie chce zniknąć, sam powodując po drodze trochę kłopotliwych sytuacji, ale też ratując te beznadziejne. Dziurawe ręce, drżący głos czy szybki, płytki oddech często próbują skomplikować mi życie, np. gdy właśnie mam wziąć w dłoń mikrofon i zacząć śpiewać na koncercie. I czasami nawet im się to udaje. Ale mnie za to udaje się nie rozpamiętywać takich zdarzeń, które są dla mnie przywołanym wcześniej wdepnięciem w kałużę. Otrzepuję nogi i idę dalej. Równocześnie, ten mój przyjaciel Stres nie pozwala mi pomyśleć o niczym innym, niż o tym, że za chwilę mam wyjść na scenę (a być może czasem jeszcze myli mi się tekst) albo napisać ważny egzamin (do którego wcale nie uczyłam się tygodniami). To nie pozwala mi się rozpraszać. Kieruje moje myśli na właściwe tory i gromadzi wszystkie możliwości mojej głowy, żeby ani przez chwilę nie odpłynąć i nie spowodować tym żadnej katastrofy. I nagle każde słowo w piosence ma swoje miejsce. I właśnie przypomniałam sobie odpowiedź na ostatnie pytanie na egzaminie, która była zapisana w prawym górnym rogu drugiej kartki moich notatek. A najlepsze jest uczucie błogiej ulgi po każdym takim wyzwaniu. Gdybym wcześniej nie kręciła się niespokojnie we wszystkie strony, teraz nie doceniłabym spokoju, jaki mi towarzyszy po powrocie do domu z koncertu albo wyjściu z uczelnianej sali.

To jest właśnie eustres – rodzaj stresu, który mobilizuje do działania, pobudza koncentrację i towarzyszy nam w większości ważnych lub nowych wydarzeń życiowych. Nie pozwala nam się nudzić, a może pomóc w rozwoju lub podczas zmian. Dlatego może warto się z nim zaprzyjaźnić. Jednak nie na długo – koniec końców mobilizację, którą nam dał, trzeba zamienić w działanie. Inaczej może przerodzić się w stres destrukcyjny – dystres, a to już niestety zupełnie inna bajka niż Shrek…



Źródło:

[1] Poradnikzdrowie.pl: Eustres, czyli jak zamienić stres na coś pozytywnego
https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/rozwoj-osobisty/eustres-czyli-jak-zamienic-stres-na-cos-pozytywnego-aa-39GS-PFUo-n7La.html#gdzie-jest-granica-miedzy-stresem-a-eustresem [10.06.2022]