Artykuły

Relacja z (nie)istnienia

Twory
To jest dzień, jak każdy inny. Według kalendarza gregoriańskiego liczę, że to dwudziesty i czwarty wschód słońca trzeciego okresu umownego. Wstaję automatycznie i z pamięci odtwarzam ciąg tzw. “normalnego funkcjonowania” wyuczonego metodą prób i błędów. Czas dzisiaj wszystko nieubłaganie goni swoimi wąsami.

Wiem, że głodne, zmęczone i przestraszone — poznaję te właściwości jak naukowiec formujący hipotezy, mając swój intelekt za swojego jedynego sprzymierzeńca. Wiem, że… a może nie wiem? Bo skąd mogę mieć pewność w ogóle, że te myśli mogę mienić swoimi, a nie skradzionymi w sposób podły i bezczelny? Wiem… nie wiem… Dywagacje te mogą nie mieć końca, jednak wykrzywiony wąs oznajmia mi, że nadeszła już pora wcielenia się w dorosłego.

Tak więc ruszam w tą szaleńczą pogoń, pogoń za jednym uciekającym nieostrym punktem, tylko po to, by — jak już ten wygaśnie — ruszyć bez wytchnienia za następnym. 

Tym razem udaje mi się złapać za wodze i wymienić kawałek papierka na kilka brzęczących żelastw. Siadam wśród samotności ramion przypominających puzzle wrzucone do ciasnego pudełka. Wszystkie z nich tworzą jeden obraz, ale każdy może odnaleźć harmonię tylko z kilkoma innymi elementami.

Siadając, zdaję sobie sprawę, że miną milenia, zanim dotrę do kresu wędrówki. Kurczę się bezwiednie, chowając się w środku, tylko po to, aby po chwili znowu wrócić do pierwotnej wielkości. 

Patrzę na świat złożony z stęchłej tektury i fragmentów zapomnianych historii powycinanych z telegazet, słysząc w słuchawkach urokliwy smród skwaśniałych obrazów. Karmazynowe niebo rozbryzgane po przedniej szybie autobusu rzuca poświatę wspomnień obcych, nikłych, nieostrych. Tuż przed głową kierowcy widzę czuły dyskomfort i starsze panie zawodzące pieśni kościelne. Na miejscu przy oknie — nagranie przemijającej drogi z Sandomierza do Żmiącej i głośne rozmowy zakrapiane śmiechem. Po prawej, w odbiciu na szybie zachodzi nad Bałtykiem słońce i  czuję szorstki wiatr mierzwiący mi włosy, zimne fale odbijające się od kostek i słone krople spływające po policzku. Czuję tam.

Z obojętnością obserwuję, jak jeden z bohaterów przeciska się na przód autobusu. “Na następnym poproszę”. Mrugnęło właśnie Muzeum Narodowe. Pora spowrotem założyć zbroję.

Zaburzenie depersonalizacji/derealizacji jest rodzajem zaburzenia dysocjacyjnego w kryteriach diagnostycznych zaburzeń psychicznych DSM-5, które obejmuje uporczywe lub nawracające poczucie odłączenia (oddzielenia) od własnego ciała lub procesów psychicznych, występujące zwykle z poczuciem bycia zewnętrznym obserwatorem własnego życia (depersonalizacja) lub bycia odłączonym z otoczenia (derealizacja). Depersonalizacja i derealizacja może mieć podłoże w doświadczeniach silnego stresu, zaniedbania w okresie dzieciństwa, przemocy fizycznej, psychicznej czy seksualnej. 

Jeśli myślisz, że mogą u Ciebie występować te objawy skontaktuj się z lekarzem lub psychoterapeutą. 

Jeśli jesteś studentem/studentką AGH możesz szukać pomocy na stronie: https://www.dss.agh.edu.pl/opieka-zdrowotna/pomoc-psychologiczna/
Możesz też zgłosić się do najbliższego ośrodka interwencji kryzysowej https://oik.krakow.pl/ lub fundacji leonardo http://fundacja-leonardo.pl/, gdzie możliwe są darmowe sesje z psychologiem, psychoterapetą, psychiatrą. 

źródła:
https://www.msdmanuals.com/professional/psychiatric-disorders/dissociative-disorders/depersonalization-derealization-disorder [dostęp 03.04.2022]
https://www.verywellmind.com/depersonalization-and-derealization-2584238 [dostęp 03.04.2022]