Artykuły

Przeczytać siebie – o ,,Normalnych ludziach” Sally Rooney

Optyka
„Jedna z najważniejszych powieści ostatnich lat”, „Literacki fenomen dekady”, „Jedna z ulubionych książek Baracka Obamy” – takie opisy powieści Sally Rooney przeczytamy na okładce. Co sprawia, że „Normalni ludzie” tak bardzo zapadają w pamięć?

Chcąc przybliżyć historię opowiedzianą przez Rooney, można zacząć od miejsca, w którym dzieje się akcja – Irlandii. Tło historii zarysowane jest delikatnie, nienachalnie, ale kto miał okazję tej kraj odwiedzić lub chociaż o nim czytać, niewątpliwie doceni przewijające się charakterystyczne miejsca, takie jak Trinity College, Galway, Dublin i mniejsze irlandzkie miasteczka – zawsze lekko szare, deszczowe i chłodne, niezależnie od pory roku. Życie toczy się swoim tempem i do tego życia dopasowują się mieszkańcy, bohaterowie „Normalnych ludzi”. Ale kto konkretnie pojawia się w powieści Rooney?

Marianne i Connell – dwójka głównych bohaterów, których czytelnik poznaje w szkole średniej. Zupełnie różni – ona z bogatego domu, unosząca się dumą, wykluczana przez rówieśników. On wychowany w skromnych warunkach, ale bardzo lubiany w liceum. Między rodzinami nastolatków jest specyficzne połączenie, które już od początku nakreśla jeden z problemów występujących w historii: matka Connella sprząta w domu Marianne. Opisywane różnice klasowe wyraźnie zarysowują się w relacji, która między nimi się pojawia, a którą za wszelką cenę chcą przed światem ukryć.

Rooney przeprowadza nas przez lata relacji (przyjaźni, może miłości?) między Marianne a Connellem – poznajemy ich w styczniu 2011, a ostatni rozdział datowany jest na luty 2015. Bohaterowie w tym czasie kończą liceum, zdają egzaminy, dostają się na studia, wyjeżdżają na wymiany studenckie, dostają pierwszą pracę. Słowem – wchodzą w dorosłość i właśnie to przejście jest kolejnym pokazanym wątkiem.

Na tej drodze od liceum do skończonych studiów bohaterowie towarzyszą sobie cały czas. Mają momenty, w których są sobie bardzo bliscy, jak i takie, w których kontakt jest mocno ograniczony albo nie występuje zupełnie. To jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe połączenie między nimi sprawia, że tak trudno jednym słowem nazwać, co się między nimi dzieje – próba wyjaśnienia przewija się na każdej stronie wpływając na kolejne decyzje młodych ludzi.

Podsumowując trzy główne wątki występujące w „Normalnych ludziach” – różnice klasowe, wejście w dorosłość i relacje w obecnych czasach – nie dziwne, że historia przemawia, zapada w pamięć i nie pozwala się oderwać. Są to tematy niezwykle aktualne, współczesne i dotyczące (kiedyś, teraz lub w przyszłości) każdego z nas, więc czytelnik może stosunkowo łatwo utożsamić się z bohaterami.

W tym momencie należy również wspomnieć zabieg autorki, który do takiego utożsamienia się z bohaterami zaprasza i zachęca. Opisy Rooney nie są wylewne. Zaczynając książkę, można odnieść wrażenie, że są wręcz skąpe, tak wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych. Jednakże jej język na tyle mocno oddziałuje na wyobraźnię, że zarówno miejsca, wydarzenia jak i postacie wizualizują się już po przeczytaniu pierwszych zdań akapitu. Może jest to spowodowane tym, że pozostawiając stosunkowo dużo miejsca na dopowiedzenia, czytelnik korzysta z tej okazji i angażuje się w opowiadanie historii? Po części sam stwarza fikcyjny świat zostawiając tam cząstki siebie, swoich obaw i problemów? A może Rooney poznała tę idealną liczbę słów potrzebną, aby historię opowiedzieć, czytelnika zaciekawić, wyobraźnię uruchomić?

Kogo właściwie Rooney opisuje? Czy Connella i Marianne można nazwać normalnymi ludźmi? Jak tę historię ja, czytelnik, mogę odnieść do siebie? To są kolejne pytania, z którymi Rooney nas zostawia. Niewątpliwie, jest to książka prowokująca do myślenia i wymyślania, zanurzenia się i zgubienia w historii bohaterów. Przeczytać „Normalnych ludzie” to trochę jak przeczytać siebie.