Artykuły

O gniewie, część 2

Spojrzenia
Te wydarzenia utwierdziły mnie jednak w przekonaniu, że czasem jedyną reakcją, która jest moim zdaniem moralnie słuszna jest właśnie gniew. Bierność jest tym, co karmi zło, które dzieje się obecnie (i zawsze działo) w światowej polityce. Odwracanie wzroku, gdy komuś obok dzieje się krzywda i ignorowanie bieżących wydarzeń legitymizuje rządzących do tego, żeby obchodzić się ze swoimi obywatelami (i nie tylko) coraz okrutniej. Gniew z kolei stanowi swego rodzaju zaprzeczenie bierności – wzywa do działania i nie pozwala na to, żeby zapał ostygł. Gniew ten dało się wyczuć na każdym proteście przeciwko różnorodnym wykroczeniom państwa – niósł on tłum, dopingował go i pozwalał odnaleźć siłę, aby iść dalej. Znalezienie w sobie tego uczucia i siły, aby je wyrazić może okazać się często właśnie tym, co jest w stanie wygrać z instytucjami, które ucieśniają innych. Rolą obywatela jest działanie na rzecz tych, którzy są słabsi i nie mogą walczyć o swoje prawa – a bierność jest zaprzeczeniem tej postawy. Z kolei, kiedy atakowane są moje własne prawa nie wyobrażam sobie przyjmować tej sytuacji ze spokojem – to właśnie złość, która we mnie wzbiera pozwala mi otrzeć łzy i działać na rzecz bezpieczeństwa oraz wolności swojej i innych. Te doświadczenia przypominają o tym, że niektóre „doniosłe” doświadczenia, czyny i uczucia nie mają miejsca jedynie gdzieś daleko, w abstrakcyjnych rzeczywistościach i nieprawdopodobnych książkach, ale również w naszej codziennej, bliskiej rzeczywistości. I nie tylko abstrakcyjni, doskonale stworzeni (na potrzeby fikcji literackiej lub rzeczywistości społecznej) bohaterowie je odczuwają i się z nimi mierzą. Rozterki etyczne są obecne w życiu każdego człowieka – a gniew jako uczucie jednocześnie tak silne, niebezpieczne i owocne, jest w każdym życiu wyjątkowo dotkliwie obecne.

Jednak nawet gniew z najbardziej wzniosłego powodu, który zostanie przemieniony w najbardziej szczytne działania, może był destrukcyjny dla osoby, która go odczuwa. Jeśli zmagamy się z nim przez długi czas, jego siła może się z nami w pewien sposób zrosnąć – będzie kumulować się tak długo, aż całkowicie nas zmieni. Nawet najwspanialsze idee potrafią zatruć życie człowieka, nie pozwalając mu myśleć o niczym innym. To kolejny przykład destrukcyjnego działania gniewu, a jego doskonałą ilustrację może stanowić
V jak Vendetta w reżyserii Jamesa McTeigue. Motywacje głównego bohatera wydają się szczytne, a jego działanie, chociaż zdecydowane i kontrowersyjne – słuszne. Punkt kulminacyjny swojego planu przywrócenia kraju w ręce obywateli, planował całymi latami. Całość jego życia pochłonął wyłącznie ten temat – mimo tego, że szczytny, zabrał z życia głównego życia to, co ważne i tak bardzo ludzkie – miłość, czułość i obecność drugiego człowieka. Wszelkie polityczne idee reprezentują w pewien sposób wyższe dobro – wyższe przede wszystkim dlatego, że nie mają przysłużyć się do dobrobytu jednostki, ale wszystkich obywateli i obywatelek. Ci, którzy walczą z głodem, nierównościami społecznymi, dyskryminacją i łamaniem praw człowieka poświęcają ze swojego życia niezwykle wiele. Oddają swój wolny czas, potencjalną karierę zawodową, ale przede wszystkim – swoje uczucia, emocje i swój spokój, po to, aby innym żyło się lepiej. Motywacją dla tych działań często jest właśnie gniew, który rodzi się z własnych doświadczeń (dyskryminacji, biedy, czy innych form wykluczenia), ale również obserwacji świata, dużej empatii i braku zgody na krzywdę innych. Ta umiejętność walki o innych jest piękna, ale również – wyniszczająca. Potrafi przejąć właściwie całe życie, dyktując zasady i niekiedy odbierając możliwość czucia tego, co pozytywne i lekkie. Główny bohater V jak Vendetta wybrał więc śmierć w imię swojej idei, w imię dobra innych ludzi i wolności, w którą wierzył, pozbawiają się jednocześnie możliwości życia w miłości, która wreszcie mu się przytrafiła. Gniew stanowi więc siłę, która może złamać nie tylko ustrój polityczny, ale również – ludzkie życie. Mam jednak poczucie, że rzadko oba te zniszczenia mają miejsce oddzielnie. Pełna deklaracja sprawie, która ma szanse faktycznie odmienić społeczny ustrój, niezbyt często może być okupiona jedynie niewielkim wysiłkiem. Każde zwycięstwo ma więc swoją cenę – i często jest to cena komfortu psychicznego i życia socjalnego tych, którzy walczą o daną sprawę. Nie jest to jednak jedynie abstrakcyjny temat rodem z filmu pełnego metafor. Wiele aktywistów i aktywistek deklaruje, że ich działalność społeczna doprowadziła ich do pewnego wypalenia (zarówno zawodowego jak i psychicznego), które utrudnia im codzienne funkcjonowanie oraz zaburza ich zdrowie psychiczne.

Arystoteles dzielił gniew na słuszny, czyli ten, który stanowi swego rodzaju środek pomiędzy porywczością a nieczułością oraz niesłuszny, nieuzasadniony – czyli ten nadmierny, wyniszczający. Ten podział zdecydowanie jest mi bliski – według niego gniew nie jest jednoznacznie zły lub dobry. Wszystko zależy od tego, jakie są jego motywacje, w jaki sposób zostanie wykorzystany i czy ten, który go odczuwa, będzie w stanie go opanować i przekierować w odpowiednią stronę. Mam więc, zupełnie już prywatne odczucie, że to, co cenimy najbardziej w życiu codziennym – czułość, delikatność, zdolność do wybaczania, łagodność, a więc swoiste zaprzeczenia gniewu, stoi w pewnej sprzeczności do tego, co cenimy w życiu publicznym – a więc brak uległości, wytrwałość, zdolność do niezgody na złe traktowanie. Ten dualizm gniewu stanowi dla mnie pewien paradoks – zawieszenie pomiędzy potrzebą łagodności i gniewu. Na szali waży się więc działanie, reprezentowane często właśnie przez gniew (a przynajmniej – często przez niego napędzane) i bierność, która chociaż teoretycznie nie może wyrządzić nikomu krzywdy, bywa tym, co przypieczętowuje wyrok na pokrzywdzonych. Myślę jednak, że o ile niewłaściwie działanie, pomyłkę, można ludziom wybaczać, o tyle lekceważenie i obojętność należą do najcięższych przewinień. Odwracanie głowy wtedy, gdy innym dzieje się krzywda nie tylko nie ma szans nic zmienić w rzeczywistości, ale również nie wspiera psychicznie tych, którym dzieje się krzywda. Nie wolno jednak zapominać o tym, że to właśnie gniew jest tym, co krzywdzi innych – a więc co jest powodem tego, co powinno słuszny gniew wywoływać. Jest to swego rodzaju niekończące się koło, które niezwykle trudno przerwać. Rolą człowieka jest więc balansowanie między gniewem a spokojem i dbanie o to, by wykorzystywać to równie potężne co niebezpieczne uczucie tylko wtedy, gdy jest to konieczne.