Artykuły

Autobus, którego nie ma


Kiedy politycy wypowiadają słowa "wykluczenie komunikacyjne", mają zwykle na myśli miejscowości całkowicie pozbawione transportu publicznego(...). Ale wykluczenie komunikacyjne to również końcówki filmów znane tylko z opowieści. Zajęcia dodatkowe, w których się nie uczestniczy. Zbierane miesiącami kwitki z zaświadczeniami o opóźnieniach. Wizyty u lekarzy które się nie odbyły. Randki, na które nie udało się zdążyć i związki których nie udało się utrzymać. Radość, gdy udało się złożyć papiery do wymarzonego liceum w Sanoku, przegryzione goryczą, gdy na powrotny autobus trzeba było czekać 3 godziny, a właśnie padał deszcz. – Olga Gitkiewicz, „Nie zdążę”




Wykluczenie komunikacyjne to szeroki temat. Może dotyczyć różnych form przemieszczania się, może mieć różne stadia zaawansowania, może doskwierać i utrudniać życie bardziej lub mniej. Najważniejsze jest jednak to, że zagadnienie to dotyczy ogromnej liczby Polek i Polaków, szczególnie mieszkańców mniejszych miast, miasteczek i wsi. Co właściwie oznacza to wyrażenie? Wykluczenie komunikacyjne jest to stan, w którym konkretne grupy społeczne lub całe obszary są wykluczone z transportu (lub dostęp do tej usługi jest dla nich zdecydowanie utrudniony) oferowanego przez infrastruktury rządowe (również gminne, powiatowe, miejskie). Ma to swoje szeroko zakrojone skutki dla życia ludzi dotkniętych tym problemem. Dotyczą one niemal każdej strefy ich życia, przez edukację i opiekę zdrowotną, aż po relacje towarzyskie.

            Z perspektywy dużego miasta, w którym kłopot z komunikacją miejską właściwie nie istnieje, a rezygnacja z samochodu jest raczej wyborem dyktowanym ekologią niż przymusem związanym z finansami lub złym stanem dróg, dyskusja o problemie transportowym wydaje się być niemal bezzasadna. Wystarczy jednak oddalić się nieco od Krakowa lub sięgnąć pamięcią do swojego wcześniejszego miejsca zamieszkania (na przykład w moim przypadku – Podkarpacia, gdzie problem jest wyjątkowo zintensyfikowany) lub odwiedzanych przez siebie odleglejszych zakamarków Polski, aby dojrzeć, że jest to aktualna sprawa, która jest równie realna i trudna jak każdy inny problem społeczny.

            Dokładniej zagadnienie wykluczenia komunikacyjnego opisuje Olga Gitkiewicz w swojej książce „Nie zdążę”. Jest to reportaż, który kompleksowo, a jednocześnie obrazowo opisuje wykluczenie komunikacyjne w Polsce. Autorka zabiera nas w podróż po Polsce, która nie jest tak oczywista jak mogłaby nam się wydawać – pełna jest zapomnianych przez sieci komunikacyjne wsi, złamanych marzeń o dobrej szkole i odwlekających się w nieskończoność wizyt u lekarza. Okazuje się, że w Polsce nadal są miejsca do których nie sposób jest dotrzeć inaczej niż samochodem, a jego brak sprawia, że jest się zdanym na łaskę lub niełaskę na przykład prywatnych przewoźników autobusowych. Kto kiedykolwiek mieszkał w małej miejscowości oddalonej od większego ośrodka miejskiego, z pewnością będzie wiedział o czym mowa – autobusy, które czasem przyjeżdżają zgodnie z planem, czasem spóźnione godzinę, a czasem wcale. Marznięcie na przystanku w środku zimy i wstawanie o 5, żeby zdążyć do szkoły w sąsiednim mieście. Dostosowanie swojego życia do rozkładu jazdy busów, bo jeżeli nie zdąży się na ten ostatni (zazwyczaj o 17), to innej opcji powrotu do mieszkania zwyczajnie nie ma. Wszystko to chleb powszedni każdego, kto zdany jest na łaskę gminnego transportu, który działa lepiej, gorzej lub wcale. Gitkiewicz pokazuje nam wiele takich historii, przedstawia ludzi, którzy niekiedy żyją tak nawet od kilkudziesięciu lat – ukazuje, jak żyją, jak sobie radzą, jakie są największe bolączki ich życia. Jest to najdobitniejszy przykład tego jak wiele w naszym życiu zmienia to, gdzie mieszkamy oraz gdzie i jak szybko jesteśmy w stanie dotrzeć. Najczęściej determinuje to nasz poziom edukacji, zdrowia, socjalizacji – a więc może to całkowicie odmienić nasz tryb życia.

            Oczywiście, jak każdy problem społeczny, wykluczenie komunikacyjne najmocniej uderza w najuboższych. O ile codzienne dojeżdżanie do miejsca pracy 30 minut samochodem może być po prostu uciążliwe i nieprzyjemne, o tyle czekanie na mrozie godzinę na autobus, aby ostatecznie spóźnić się do szkoły lub lekarza, stanowi ogromne utrudnienie życia. Samochód (mimo wszystkich swoich wad, na przykład w kontekście ekologii) jest swoistym gwarantem bezpieczeństwa transportowego – mając go, jesteśmy w stanie dojechać właściwie wszędzie. Jego naczelną wadą jest jednak to, że nie jest to urządzenie łatwo dostępne – zarezerwowane jest jedynie dla bogatszej części społeczeństwa. Reszta skazana jest na to, co zapewni im państwo – a więc autobusy, pociągi, tramwaje. Te z kolei zależą często od niewydolności związaną z nieodpowiednim zarządzaniem, złym stanem nawierzchni, po której się poruszają i przede wszystkim – niewydolnym dostarczaniem tych usług do mniejszych, odleglejszych miejscowości i wsi.

            Ostatni rozdział „Nie zdążę” stanowi oryginalną, humorystyczną (chciałabym wierzyć, że humorystyczną – może lepszym słowem będzie tu jednak: ironiczną) analizę polskiej kolei. Jest to instytucja, która boryka się z wieloma problemami – wieczne spóźnienia pociągów, psujące się tory, omijanie niektórych stacji, problemy z zarządzaniem, niekiedy przestarzałe pociągi niedostosowane do osób niepełnosprawnych (a jeśli takie nie są, często trzeba za to sporo dopłacić), niezrozumiale długie czasy przejazdów – wszystko to składa się na nie najlepszy obraz tego aspektu transportu. Autorka opisuje polską kolei oczami przyszłych pokoleń, którym przyjdzie ocenić ten dziwny twór – i nie jest dla niego zbyt łaskawa. 

            Olga Gitkiewicz nie jest najprzychylniejszym sędzią polskiej sytuacji transportowej. Trzeba jednak przyznać, że jest za to sędzią empatycznym względem ludzi i (na ile to możliwie w tym kontekście) również sprawiedliwym. „Nie zdążę” to pozycja, po którą warto sięgnąć, przede wszystkim dlatego, że to kawałek dobrego polskiego reportażu, który obnaża nasz kraj tam, gdzie jest to zdecydowanie potrzebne. Wykluczenie komunikacyjne to problem często spychany na dalszy plan, zapominany, przemilczany przez lokalnych i wyżej postawionych polityków. Jest to jednak coś, co dotyka ludzi szczególnie często i nie pozwala im normalnie funkcjonować, a więc powinno na stałe zagościć w naszej świadomości.