Artykuły

Przedatowane dzieła popkultury, czyli co by nie przeszło w tym dziesięcioleciu | Gilmore Girls

Do przewidywanego terminu obrony mojej pracy magisterskiej  zostało coraz mniej czasu. W związku z powyższym czas spędzony na portalach streamingowych typu Netflix został zwiększony o przynajmniej dwa razy. Serial, który ma siedem sezonów (a każdy z nich około 20 czterdziestominutowych odcinków) wydał się więc perfekcyjnym wyborem w tym trudnym dla każdej studentki i każdego studenta czasie. 


Spieszę z wyjaśnieniem użycia słowa “przedatowany”: w tytule - moja mama nazwa tak przedmioty, którym skończył się czas przydatności do spożycia. Nie wiadomo dlaczego, ale uznałam, że to niezłe określenie tego, o czym chcę pisać.


Oryginalna seria Gilmore Girls,czyli - jak zawsze w niezwykle trafnym - polskim tłumaczeniu Kochane Kłopoty, została nakręcona między 2000 a 2007 rokiem. Możemy zatem podziwiać gustowne jak na tamte czasy kreacje i fryzury, przysłuchujemy się setkom wiadomości nagranych na automatyczną sekretarkę i odświeżamy sobie działanie (lub w niektórych przypadkach dowiadujemy się o istnieniu) pagera. Poza tym uroczym folklorem wczesnych lat 2000. znajdziemy też dialogi i zachowania dosyć niepokojące, przedatowane, które nie byłyby mile widziane (i dobrze!) w XXI wieku. 

Akcja Gilmore Girls jest osadzona w Stanach Zjednoczonych, dokładniej w Connecticut, niedaleko Hartford i tylko trochę dalej od Nowego Jorku. Oczywiście porównywanie ówczesnych realiów amerykańskich do realiów polskich byłoby nieodpowiednie i trochę szalone, dlatego mój ogląd na sprawę będzie bardziej ogólny, aniżeli drobiazgowy. 

Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, był pojawiający się zaskakująco często jak na dzisiejsze standardy body shaming, czyli zawstydzanie czyjegoś ciała. Warto tutaj nadmienić, że obie główne bohaterki, Rory i Lorelai, są kanonicznie ładne, noszą starannie dobrane ubrania i niemal zawsze mają nienaganne fryzury. Pozostając w kanonie, są na pozycji uprzywilejowanej. Co kilka odcinków z ich strony w kierunku, o zgrozo, innych kobiet, padają różnego rodzaju obraźliwe komentarze dotyczące wyglądu. W jednym z pamiętnych odcinków Rory w swoim artykule do gazety uniwersyteckiej nazwała balerinę z recenzowanego przedstawienia “hipopotamem”. Co gorsza - za użycie tego słowa otrzymywała od innych bohaterów serialu słowa aprobaty!
 
Takie zachowania były tym bardziej szkodliwe, że obie główne bohaterki są chodzącymi przykładami gloryfikacji szkodliwych nawyków - jedzą wyłącznie śmieciowe jedzenie i nienawidzą sportu. Są jednak szczupłe, więc - zupełnie jak czasami w prawdziwym życiu - daje im się przyzwolenie na komentowanie w ten sposób innych ludzi.
 
Drugim, może dla wielu niemal niedostrzegalnym szczegółem, który wybitnie wskazuje na czas powstania serialu, jest używanie wyrazu gay jako oszczerstwa. Nie wiem, czy wymaga to dodania jakiegokolwiek komentarza - tak się po prostu nie robi. I już. Nie ma nic złego w byciu osoba homoseksualną i insynuowanie, jakoże ktoś miałby takową być po to, by obrazić rozmówcę jest zwyczajnie słabe i nieszczególnie mądre. Poziomem przypomina nieironiczne żarty z blondynek.
 
Ostatni, ale chyba najczęściej pojawiający się w serialu element, na który chcę dziś ponarzekać, to skrajnie stereotypowe przedstawianie różnych narodowości. Rodzina najlepszej przyjaciółki Rory, Lane Kim, pochodzi z Korei Południowej. O ile sama Lane wyślizguje się na wszystkie strony, by umknąć przed etykietką “typowej dziewczyny z azjatyckiego domu”, to jej mama jest uosobieniem stereotypu - restrykcyjna, surowa chrześcijanka, która trzyma córkę z daleka od wszelkich “grzesznych” niebezpieczeństw i pragnie dla niej jedynie dobrego wykształcenia i później najchętniej stabilnego życia u boku męża. Jeszcze gorzej wygląda kwestia matki Lorelai, Emily Gilmore, przedstawicielki wyższej klasy średniej, zatrudniającej niemal codziennie nową gosposię. Kolejne pokojówki pochodzą z różnych stron świata i jedynymi cechami ich osobowości są stereotypy dotyczące krajów, z których pochodzą. Większość jest oczywiście hiszpańskojęzyczna i często niezbyt dobrze posługują się językiem angielskim. Kolejny niewygodny akcent wprowadz główna bohaterka serialu, Lorelai, która notorycznie wyśmiewa swojego współpracownika, Michela, przedrzeźniając jego francuski akcent. Dla polskiego odbiorcy może się to nie wydawać wcale straszne lub nie na miejscu, zatem dla zobrazowania niezręczności takiego przedstawiania postaci posłużę się przykładem: wyobraźmy sobie, że w niemal wszystkich kasowych, amerykańskich serialach, w  których występują Polacy, są oni przedstawiani jako ludzie bardzo gościnni, ale jednak alkoholicy i złodzieje (taki przecież panuje stereotyp!).
 
Wiadomo - dziełka popkultury są niemal zawsze tylko fikcją, ale jednak mają wpływ na kształtowanie rzeczywistości i opinii - czasami również tych krzywdzących. Normalizacja takiego postępowania przekłada się  później na egzystencję każdego z nas. Od czasu do czasu warto więc sobie przypominać o tym, co niekoniecznie dobrego może nam przynieść niewinna rozrywka.