Artykuły

Bezinteresowność mieszka w libańskim vanie

Portrety Spojrzenia
Dopóki wielkie niedole wśród świata
są jako węzły, co łączą plemiona,
nie mów: «jam obcy» — bo wskażę ci brata.

Maria Konopnicka

Uwikłanie w kontrast

Wychodzę ze spotkania w Pałacu Potockich i wraca do mnie świat w dźwiękach rozszalałego wiatrem październikowego wieczoru. Kraków jest gwarny, Kraków tętni życiem i świeci w oczy ciemności rzędem dumnie czuwających lamp. Otoczona nagle przypadkowymi słowami przechodniów, porządkuję i wciskam głęboko w pamięć te dopiero co zasłyszane od syryjskiego lekarza Ferasa Alghadbana – laureata Nagrody im. Sérgio Vieira de Mello w kategorii „Osoba” za działalność humanitarną prowadzoną w ramach organizacji Endless Medical Advantage (EMA). Porządkuję tamte słowa pospiesznie, bo nie chcę ich zgubić, boję potknąć się o szyldy, ulotki i pokrzykiwania wielkiego miasta, zagapić i zwyczajnie zapomnieć. Kraków jest gwarny, myślę z rosnącym przerażeniem, jak w tym gwarze dać wyraźność temu jednemu głosowi, który próbuje opowiedzieć ważną historię? Nie mam na to recepty. Mam tylko tamte słowa, które chcę wszyć w materiał świadomości miasta jak guziki o atrybucie nieodpadania. Słuchajcie, polskie uszy, nie pędźcie przez chwilę, nogi, to jest opowieść Ferasa.

Introdukcja

„O nadziei w mroku” – to hasło patronowało wydarzeniu 22 października, którego głównymi bohaterami byli dr Feras Alghadban i jego współpracowniczka Asma Patel  – dyrektorka generalna kliniki EMA. Spotkanie odbywało się w Pałacu Potockich. Rozmowę z gośćmi prowadziły Beata Kowalska i Aleksandra Lipczak (zaangażowane w oddolną inicjatywę Witajcie w Krakowie, która skupia się na pomocy uchodźcom w Polsce). Na początku poproszono Ferasa, by przybliżył swoją historię.

Opowieść Ferasa

Feras lubił swoje życie. Lubił je, a potem przyszedł rok 2011 i Syrię zaczął pożerać konflikt. Przerwana dotychczasowość nie miała już powrócić. Feras Alghadban, mimo medycznego wykształcenia, zajmował się importem i eksportem, ale kiedy w 2011 roku został ostatnim pozostałym lekarzem w swojej miejscowości, a ludzie zaczęli przychodzić do jego domu prosząc o pomoc, nie było odwrotu. Nie mógł odrzucić wymagającej roli, którą narzucił mu los. Świadomość, że od niego zależy, czy dana osoba otrzyma jakiekolwiek medyczne wsparcie dawała mu siłę i odwagę, by działać nawet w skrajnych sytuacjach. Nagle musiał stać się specjalistą od wszelkich przypadłości, z jakimi przychodzili mieszkańcy. Bywało, że podejmował się leczenia, do którego w normalnych warunkach potrzebowałby osobnego przeszkolenia. Jednak nie było na to czasu i miejsca w popadającym w ruinę kraju. Pracował w ten sposób przez kilka lat dopóki sytuacja polityczna nie zmusiła go do ostatecznego kroku – ucieczki z Syrii.

Zerwanie łączności

Zostawić za sobą musiał wszystko, co znał. Opuszczenie ojczyzny zmazywało jego przeszłość. Znikał wśród tłumu doktor Feras Alghadban znany w okolicy, rozpoznawany przez mieszkańców. Stał się anonimową częścią wielkiego zjawiska – był uchodźcą, jednym z wielu. Szacuje się, że w Libanie – czteromilionowym państwie, graniczącym z rozrywaną wojną domową Syrią – przebywa obecnie około 1,5 miliona Syryjczyków, dla których lokalne prawo nie jest zbyt łaskawe, rzadko wpływając na poprawę ich sytuacji. Libański rząd nadaje uchodźcom status „gości”, pozbawiając się odpowiedzialności za koszmar ludzi, którzy w ostatecznym akcie desperacji porzucają swoje domy, by zmierzyć się z surową rzeczywistością obozów uchodźczych. Same obozy często nie mają charakteru oficjalnego i zakładane na terenach należących do osób prywatnych wiążą się z pobieraniem za nie opłat. Zatem bywa, że mieszkanie w namiocie w skrajnych warunkach (nierzadko bez dostępu do bieżącej wody) obciąża finansowo syryjskich „gości”, których prawny status znacznie ogranicza możliwości legalnego zarobku. Taka sytuacja sprzyja nadużyciom w sferze zatrudnienia. Trudne do wyobrażenia ubóstwo Syryjczyków na uchodźstwie sprawia, że są oni gotowi podjąć się pracy w pozostawiających wiele do życzenia warunkach, byleby utrzymać siebie i swoich bliskich. Wiele dzieci pozbawionych jest całkowicie dostępu do edukacji, a duża część z nich nie poznała innej rzeczywistości niż ta obozowa, gdzie opuszczone garaże, budynki mieszkalne bez toalet i drzwi, gdzie nie dający schronienia ani przed mrozem, ani przed upałem namiot ktoś musiał nauczyć się nazywać domem.

Początki EMA

Feras wspomina, że był to jeden z najcięższych momentów jego życia. Często dzień kończył płacząc z bezradności. Odarty ze wszystkiego – łącznie z jakimikolwiek dokumentami, które mogłyby potwierdzić jego doświadczenie zawodowe – skrajnie nieznajomy na libańskiej ziemi, prawie, że nieobecny. W pierwszym okresie po ucieczce trudnił się sprzedażą warzyw i owoców. Dopiero później poznał ludzi z organizacji pozarządowych zaangażowanych w działania na rzecz uchodźców. W końcu mógł opowiedzieć o prawdziwym Ferasie Alghadbanie, o tym, co przeżył, czego doświadczył i co jest w stanie zrobić, by realnie wesprzeć ludzi w podobnej sytuacji. Zapotrzebowanie na pomoc medyczną na terenie obozów dla uchodźców było i wciąż jest ogromne. To niekończąca się historia wymagających interwencji lekarza Syryjczyków, brakujących specjalistów, wyczerpujących się szybko zapasów lekarstw i nieubłaganego wyścigu z czasem. W pewnym momencie Feras zaczął przyjmować pacjentów nawet w swoim samochodzie. To właśnie wtedy wpadł na pomysł założenia mobilnej kliniki, która umożliwiłaby mu przemieszczanie się pomiędzy obozami i niesienie pomocy tam, gdzie było to najpilniejsze. Tak powstała inicjatywa Endless Medical Advantage. Słowo „endless” idealnie wpasowuje się w postawę reprezentowaną przez doktora Ferasa, o którym bliscy znajomi mówią, że jest człowiekiem gotowym działać nawet przez dwadzieścia godzin na dobę i traktować to jako coś oczywistego. Sam Feras mówi o wykonywanej pracy jako o swojej prywatnej misji wobec świata, wobec ludzi. Uważa, że nie był w stanie zrobić tego wcześniej i nie mógłby obecnie porzucić pracy medyka, że przyjęcie innego modelu życia w „lepszym”, bezpieczniejszym kraju nie dałoby mu ani spokoju, ani szczęścia. „W innym miejscu może mógłbym dożyć i stu lat w dostatku, ale czy miałoby to jakieś znaczenie? Tam żyję ze świadomością, że choćbym miał zginąć za parę miesięcy, to robię coś, co ma prawdziwą wartość”. Feras Alghadban kończy swoją opowieść uśmiechem. Słuchając go nie wątpi się, że ten człowiek, mimo przeżytych tragedii, potrafi dosięgnąć szczęścia, a co więcej potrafi się tym szczęściem dzielić z innymi.

Opowieść Asmy

Więcej o funkcjonowaniu Endless Medical Advantage dowiadujemy się od Asmy Patel. Jak sama przyznaje jej życiowe doświadczenie i sposób patrzenia na pewne sprawy znacznie różniły się od historii współpracującego z nią Ferasa. Jako młoda dziewczyna z Wielkiej Brytanii zaangażowała się w pracę wolontariacką. Zdobyła praktykę w różnych miejscach na świecie jako wolontariuszka, jeszcze zanim dowiedziała się o początkującej organizacji EMA, z którą zdecydowała się związać losy. Nie wiedziała jeszcze, że to, co pierwotnie miało być krótkoterminowym wyjazdem do Libanu rozciągnie się na lata, a ona sama zaangażuje się całym sercem w ten, wówczas dopiero kiełkujący, projekt. Wspomina pierwsze zderzenie z libańską rzeczywistością – sam jeden Feras Alghadban i jego van, którym przemierzał wiele kilometrów, by dotrzeć do potrzebujących i udzielić im podstawowej pomocy medycznej. Nikogo więcej. Asmę zdumiał ten człowiek, który praktycznie wszystko robił sam. A pracy nie brakowało. Pomoc zdecydowanie była tu potrzebna. Nie dało się potem tak po prostu wrócić, zostawić tej sprawy i zapomnieć o walce, którą Feras podejmował dzień w dzień. Została. Obecnie jako dyrektorka generalna EMA zajmuje się koordynacją pracy organizacji. Dysponują dwoma mobilnymi klinikami, którymi z pomocą wolontariuszy docierają nawet do najbardziej odizolowanych obozów dla uchodźców. Ostatnie miesiące stanowiły szczególne wyzwanie dla EMA. Liban niedawno nawiedziły gwałtowne sztormy i ulewy, które spowodowały wiele szkód na terenie obozów. Załoga EMA docierała w miejsca dotknięte kataklizmem, ratując poszkodowanych. Sytuacja pandemiczna również odbiła swoje piętno na społeczności w Libanie. Doktor Feras wraz ze swoim zespołem w tym trudnym czasie starał się zapewnić niezbędną ilość opieki jak największej liczbie osób. Warto również wspomnieć o ich szybkiej reakcji na tragiczne wydarzenia z sierpnia 2020 roku, kiedy w Bejrucie doszło do wybuchu silosów magazynujących saletrę amonową. Ludzie z Endless Medical Advantage przez kolejne dni dojeżdżali do stolicy, by zająć się opatrywaniem poszkodowanych. Za tę tytaniczną pracę na rzecz bliźnich Feras Alghadban został uhonorowany Nagrodą im. Sergia Vieiry de Mello, która ma na celu wyróżnić osoby i organizacje zaangażowane w działania humanitarne i w promocję pokoju na świecie.

Lekcja podawania ręki

Wyróżnienie postawy doktora Alghadbana nabiera szczególnej wagi w obecnym czasie kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej. Feras, sam wiele przeżywszy przez te lata spędzone najpierw w popadającej w ruinę Syrii, a potem w społeczności uchodźczej, mówi, że komuś z zewnątrz, komuś dla kogo to tylko opowieści o (nie)życiu daleko stąd, migające od czasu do czasu nagłówki w prasie czy skrótowe komunikaty w mediach, trudno pojąć, jak wielka, dramatyczna, podszyta rozpaczą siła kieruje ludźmi, którzy ryzykują wszystko, by dać sobie choć cień szansy na „inny świat”. Nie da się wytłumaczyć bycia uchodźcą. To pasmo niewysłowionych cierpień, których widmo dźwigane będzie w pamięci do końca życia. To doświadczenie, o które nikt nie prosił i którego nikt nikomu nie życzy. To obrazy zrujnowanych ojczyzn i dźwięki upadających serc. Świat dawał nam już tyle lekcji, a jednak wciąż trzeba przypominać, że jak komuś coś upadnie, to się pomaga podnieść.

Człowiek w tunelu

Lubimy ideę „światła w tunelu”, jakiejś nadziei tajemniczo zesłanej, ratującej nas z opresji. Tylko to mityczne światło ma często konkretne imię i nazwisko, historię obleczoną w konstelację niewyobrażalnego wysiłku i niespotykanej dawki empatii. To jakiś niezłomny duch człowieka wierzącego, że dobro, to nie jest coś, co powinno się dawkować i aplikować tylko wybranym. Asma Patel mówi już pod koniec spotkania, że jeśli ktoś wątpi w XXI wieku w istnienie bezinteresowności, to wystarczy spojrzeć na Ferasa Alghadbana, który dla niej jest uosobieniem tej wartości zagrożonej wyginięciem. Bezinteresowność jeździ więc libańskim vanem i ten akt niekończącej się, pełnej poświęcenia trasy jest najlepszym dowodem na to, że zdanie „Człowiek człowiekowi…” nie zawsze musi kończyć się źle.



Więcej informacji na temat działalności Endless Medical Advantage można znaleźć na ich stronie internetowej:
https://www.endlessmedicaladvantage.com/
oraz w mediach społecznościowych:
https://www.facebook.com/EndlessMedicalAdvantage/
https://www.instagram.com/emalebanon/?fbclid=IwAR377-haU87yvpkyzKaArroqlLzwODOCfRR8a2seBjnVk2h9pJ35WCFjBcg

Zachęcamy również do odwiedzenia facebookowej strony Witajcie w Krakowie, gdzie można dowiedzieć się o aktualnych działaniach podejmowanych w celu pomocy społeczności uchodźczej: https://www.facebook.com/WelcomeKrakow/?ref=page_internal

Źródła: 
https://kbfbilety.krakow.pl/wydarzenia/o-nadziei-w-mroku-spotkanie-z-dr-ferasem-alghadbanen-i-asma-patel
https://www.facebook.com/WelcomeKrakow/posts/4824342667599243
https://www.radiokrakow.pl/aktualnosci/krakow/organizacje-pomocowe-i-syryjski-lekarz-laureatami-nagrody-im-sergia-vieiry-de-mello
https://www.nytimes.com/2020/08/08/world/middleeast/Beirut-explosion-protests-lebanon.html
https://www.unhcr.org/lb/shelter