Artykuły

Młodość, czyli kilka słów o „Pokoleniu”

Rozległ się ostry dzwonek, tramwaj odjechał, uwożąc Matyldę. Maćkowi się wydało, że razem z nią odjeżdżają wszystkie jego naiwne złudzenia, wiara w człowieka, ufność i dziecinne zarozumialstwo – cały kawałek jego życia, zwany potocznie młodością. ~ Małgorzata Musierowicz, Opium w rosole

Mam 20 lat (chociaż niektórzy próbują mi wmówić, że 21) – nie urodziłam się z telefonem w dłoni, ale swój pierwszy egzemplarz dostałam już w podstawówce. Pierwszy komputer w naszym domu pojawił się wraz z moimi narodzinami i umiałam go obsługiwać od kiedy tylko pamiętam. Noszę szerokie spodnie, chociaż w 2012 nie ominęła mnie moda na kolorowe rurki i grzywkę, zasłaniającą większość mojego nastoletniego czoła. Nie jem mięsa, jestem świadoma nadchodzącej katastrofy klimatycznej i wierzę, że moje pokolenie ma szansę coś zmienić – trudno więc przypisać mnie gdziekolwiek indziej, niż do generacji Z.

„Pokolenie” opowiada więc o mojej generacji, choć o ludziach nieco ode mnie młodszych – uczniach i uczennicach amerykańskiego liceum. Opowiada o ich przygodach, poszukiwaniach samych siebie, przyjaźniach, miłościach i trudnościach, z którymi przychodzi im się zmagać, samodzielnie lub w grupie przyjaciół. Lista problemów, z którymi walczą, jest nie tylko długa, ale i niezwykle różnorodna – od problemów rodzinnych, przez odnajdywanie swojej seksualności i tożsamości, aż po ataki terrorystyczne, które są obecnie trudnym zagadnieniem dla wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych.

Czy serial jest wręcz naszpikowany stereotypami dotyczącymi tego pokolenia? Od razu muszę przyznać, że odpowiedź brzmi “tak”. Czy mimo wszystko polecam ten serial? Jak najbardziej. Wydaje mi się, że sztuka, a więc również seriale, nie mają za zadanie być wiernym zwierciadłem rzeczywistości, które dba o oddanie każdego detalu danego problemu. Produkcja filmowa czy serialowa to przestrzeń, w którą możemy się zanurzyć, żeby zrozumieć dane środowisko czy grupę i móc lepiej się im przyjrzeć, przejść kilka metrów w ich butach, spojrzeć na świat z ich perspektywy. Moim zdaniem serial wspaniale spełnia tę rolę – tworzy świat, w którym nie ma właściwie nic, oprócz tej słynnej młodości. Wszystko, co możemy tam zobaczyć, jest uzależnione od bohaterów – nie ma tam miejsca na obiektywizm, bo obiektywna rzeczywistość przecież nie istnieje. Tym, co szczególnie doceniam w tej produkcji, jest jej – moim zdaniem – uczciwe oddanie relacji ludzi w moim wieku z technologią. Jest ona obecna w wielu dziedzinach ich życia i towarzyszy im niemal stale, ale nie zastępuje tym samym relacji międzyludzkich. Wręcz przeciwnie – pomaga w nich, dokumentuje rzeczywistość, pozwala pozostać w kontakcie, stanowi ucieczkę w niekomfortowych sytuacjach. Ta wizja technologii, która po prostu splotła się z naszym życiem, nie stworzyła nowej rzeczywistości, ale rozszerzyła tę już istniejącą. Wydaje mi się dobrze opisywać faktyczny stan rzeczy.

W serialu warto docenić również bardzo przyjemne kadry i grę aktorską, której właściwie nie czuć. Ma się raczej poczucie, że słucha się opowieści znajomych, niż ogląda wielomilionową produkcję. Warto także zwrócić uwagę na niezwykle aktualne odniesienia kulturowe – do TikToka, RuPaula, czy dziwnie satysfakcjonujących filmików o zgniataniu przedmiotów. Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę pozycję – szczególnie na jakąś pochmurną niedzielę, w którą będziecie potrzebować zanurzenia się w innym, pełnym kolorów świecie.