Artykuły

Kotki, pieski i jak pozbyć się wszystkich dywanów z domu

Twory
Od dnia, w którym wyprowadziłam się z domu na studia, a  było to już jakiś czas temu, bardzo pragnęłam mieć zwierzątko. Najlepiej takie do przytulania, puszyste, urocze i  – oczywiście – dobrze ułożone. To marzenie długo jeszcze miało się nie spełnić. Pierwszą przeszkodą w drodze do jego realizacji stał się akademik. Wprawdzie co jakiś czas słyszałam legendy o przemycaniu psa/kota/węża/szczura do tego przybytku, ale brakowało mi odwagi na łamanie zasad panujących w domu  studenckim (no dobra, może nie wszystkich). Po kilku latach rozstałam się z akademikiem i tym sposobem powitałam nowy etap w swoim życiu.

Kiedy opcja adopcji psa lub kota stała się już dla mnie realna stwierdziłam, że muszę dobrze się przygotować. Wtedy już wiedziałam, co to domy tymczasowe i uznałam, że jeśli chcę być odpowiedzialną opiekunką to najpierw muszę się dowiedzieć jak to jest w ogóle żyć ze zwierzęciem. I wtedy wchodzi ona, cała na biało – fundacja, a wraz z nią instytucja domu tymczasowego. Była to dla mnie nie tylko możliwość przebywania z pupilami, ale też okazja aby zrobić coś dobrego. 

Dom tymczasowy jest alternatywą dla schroniska – miejscem, w którym zwierzę ma swoich opiekunów i czeka  w nim na adopcję. Zazwyczaj fundacje zapewniają wszystko, co jest potrzebne pupilowi:  jedzenie, niezbędne akcesoria (smycze, legowiska, drapaki, maty dla szczeniąt) oraz zabawki. W moim przypadku – a jestem pewna, że w niemal każdym – przed przyjęciem zwierzęcia należało wypełnić ankietę. Organizacja zbiera wówczas informacje, takie jak nasz poziom aktywności, godziny pracy, tryb życia, metraż domu lub mieszkania, wcześniejsze doświadczenia. Jeśli spełnimy postawione wymagania, rozpoczyna się proces dobierania nam zwierzaka.  U nas pierwszą “tymczaską” była roczna suczka. Nigdy wcześniej nie miałam psa, więc na początku zadawałam wolontariuszom mnóstwo pytań a oni cierpliwie odpowiadali na każde, nawet najbardziej banalne i  kiedy piesek do nas przyjechał czułam się dobrze przygotowana. 

W tym miejscu zaznaczę, że należy być świadomym jednego – pies lub kot, który do nas przyjedzie może wcale nie być potulną kuleczką futra, która grzecznie załatwia się na trawniku lub w kuwecie i przez osiem godzin cichutko siedzi sobie sama w domu. To zwierzęta, które bardzo często przebywały wcześniej w ekstremalnych warunkach – przypięte ciasnymi łańcuchami do budy, rodzące mioty młodych w każdym okresie rui, czasem gorzej: bite, głodzone, zupełnie zapomniane. W byciu opiekunem tymczasowym jest jednak ogromny przywilej: mamy bowiem szansę na to, by nauczyć podopiecznego życia wśród ludzi, w dodatku w domu lub w mieszkaniu.

Sunia, która mieszkała z nami przez jakiś czas była (i nadal jest!) istnym wulkanem energii. Bardzo przyjazna, pojętna, kochana, uwielbiająca się przytulać… ale też płacząca, kiedy nie miała nas w zasięgu wzroku, szalejąca na spacerach i warcząca, jak  tylko spojrzało się na nią w czasieposiłku.

Nie będę ukrywać – było trudno. Mimo to, każda minuta poświęconej jej uwagi, każda godzina nauki i każda noc, w trakcie której mogła spać w ciepłym łóżku sprawiały, że kolejne dni stawały się trochę łatwiejsze i dla niej, i dla nas. Po czasie,kiedy już się do siebie przyzwyczailiśmy, nadszedł dla niej  kolejny etap, który już nie przewidywał jej w moim mieszkaniu. 

Nie będę kłamać , kiedy wyjeżdżała do swojego nowego miejsca zamieszkania płakałam jak bóbr. Wiedziałam, że nie rozstajemy się na zawsze, i że najpewniej będę słyszała o niej jakieś wieści, ale i tak bolało.  wątpię, że nawet doświadczonych i długoletnich opiekunów tymczasowych ten moment nie boli. Jednak podpisując umowę wiesz na co się piszesz. I podczas pożegnania zdajesz sobie sprawę, że to zwierzę, które już w życiu przeszło czekają teraz tylko lepsze chwile. 

A później były koty. A teraz kotka, która mieszka u nas od trzech miesięcy. I kocham ją, chociaż wiem, że ona nie zostanie tu na zawsze , bo nie mam pojęcia w jakim miejscu będę za rok -  ale warto.

I nie jest to jednak  tak, że kiedy jesteś opiekunem tymczasowym zwierzęcia, to nie możesz go adoptować. Oczywiście, że możesz! W przypadku fundacji, z którą współpracuję, przez pierwsze dwa tygodnie dom tymczasowy jest „pierwszy w kolejce”, jeśli zgłosi chęć przyjęcia na stałe pupila, którym się zajmuje.Niemniej, może to nieść za sobą konsekwencje – jeśli dane zwierzę jest nosicielem jakiejś choroby (np. FIV w przypadku kotów) lub nie znosi innych zwierząt, to najprawdopodobniej trudno będzie tymczasować kolejne. Mimo wszystko jest to już indywidualna decyzja i wierzę, że jeśli ktoś ją podejmie, to będzie dobrze przemyślana. 
Z całego serca polecam rozważenie opcji zostania domem tymczasowym. Najlepiej z uprzednim rozpisaniem sobie tabelki plusów i minusów w Excelu. Aha – i najlepiej przed przyjazdem zwierza schowajcie wszystkie dywany. Zwłaszcza te włochate. Uwierzcie, wiem co mówię.