Artykuły

S.

Twory
To zaczęło się już w przedszkolu. Mam wrażenie, że ona była wszędzie tam gdzie ja. Czułam jej obecność, kiedy byłam sama, ale też kiedy otaczały mnie inne dzieci. Była w moim pokoju, na placu zabaw, u babci. Towarzyszyła mi nawet kiedy poszłam do szkoły. Mam wrażenie, że znikała jedynie podczas zabawy z rodzicami…czyli prawie nigdy. Mam na imię Eliza i chciałabym w końcu opowiedzieć moją historię.

Jak już wspomniałam – S. poznałam bardzo dawno temu, w czasach kiedy misie trzeba było przewijać i karmić, a samochody marki Hot Wheels znaczyły więcej niż to, czym podjeżdżasz pod przedszkole. Ja już wtedy stawiałam na książki. Początkowo oglądałam obrazki, wymyślając do nich własne historie, a z biegiem czasu powoli łączyłam kolejne litery, przekonując się, że ani trochę nie miałam wcześniej racji. Wtedy właśnie w moim życiu pojawiła się ona. Godzinami siedziała ze mną na dywaniku w różowe kwiatki i przyglądała się temu co robię. Szczerze mówiąc, nie zwracałam na nią szczególnej uwagi, ponieważ świetnie czułam się w swoim własnym świecie. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że może być zła ani że nadejdą czasy, w których będę od niej wielokrotnie uciekała. W pewnym momencie nawet sama przed sobą przyznawałam, że jest ona moją najlepszą przyjaciółką. „Umiesz liczyć? Licz na siebie!” powtarzała mi jak mantrę. To właśnie ona nauczyła mnie, że ciężka praca popłaca bardziej niż jakiekolwiek układy a jedynym bytem, który nigdy nas nie zostawi jest nasze własne sumienie. Z perspektywy czasu uważam, że miała ona niemały wpływ na to kim się stałam i gdzie teraz jestem. Jednak do takich wniosków doszłam dopiero niedawno, więc skupmy się lepiej na początkach naszej znajomości.

S. przez kilka lat była niczym niemy obserwator mojego życia. Nikt jej nie zauważał, ale też nikomu nie przeszkadzała. Czasami potrafiła znikać na cały dzień, a innym razem nie opuszczać mnie nawet na minutę. Mimo że pojawiała się najczęściej kiedy byłam smutna lub wściekła, to jej obecność jakoś nigdy nie była pokrzepiająca. Im byłam starsza, tym bardziej irytowało mnie to jej pojawianie się wszędzie tam, gdzie najmniej chciałam ją zobaczyć. Kaśka wyśmiała moją nową sukienkę przed Bartkiem i wszystkimi jego kolegami – pojawiła się S. Przewróciłam się na rowerze i ze skręconą kostką musiałam prowadzić go do domu przez dwadzieścia minut – towarzyszyła mi S. Rodzice się kłócili – S. była ze mną. Moja ulubiona niania urodziła własne dziecko i przestała mnie odwiedzać – S. patrzyła jak tęsknię. Idąc do szkoły myślałam, że się jej jakoś pozbędę, że poznam nowych przyjaciół i już zawsze będę szczęśliwa u ich boku. Tak jednak nie było. S. nie była osobą, którą można wyrzucić za drzwi, albo wykrzyczeć jej w twarz, że ma się do ciebie więcej nie zbliżać. Byłam wściekła, ponieważ każde jej pojawienie się zwiastowało katastrofę. Wiele razy płakałam przez nią po nocach i niejeden raz wychodziłam w połowie imprezy po tym jak uświadomiła mi, że nikt tam nie chce się ze mną bawić. Jedno zdarzenie z tamtego nastoletniego okresu szczególnie utkwiło mi w głowie.

Był piękny dzień, słońce już od kilku tygodni dawało się we znaki, a ja całymi dniami nie wychodziłam z pokoju. Ktoś mógłby pomyśleć, że to kara dla zaledwie szesnastoletniej dziewczynki, ale ja czułam się wtedy najszczęśliwsza na świecie. Od trzech tygodni bowiem mogłam nazywać się zaszczytnym mianem „znajomej Marka”. Marek był najsłodszym chłopakiem w całej szkole i całe rzesze fanek przychodziły na każdy mecz prowadzonej przez niego drużyny piłki chińskiej. A ja miałam jego numer telefonu! Całymi dniami wyczekiwałam na wiadomości od niego i cieszyłam się za każdym razem, kiedy dioda w moim telefonie zaczynała mrugać na zielono. Najlepsze w tej całej historii jest to, że Marek faktycznie pisał. CODZIENNIE. Chociaż dzisiaj nie jestem już taka pewna, czy prośby o zadania domowe i darmowe korepetycje z matematyki na pewno były pretekstem do rozmów ze mną, tak jak mi się wtedy wydawało. Tak czy inaczej, ten złotowłosy bóg był największą miłością mojego nastoletniego życia. Byłam tak zajęta (a raczej pochłonięta planowaniem jak umebluję nasze przyszłe mieszkanie i nazwę dzieci), że nie zauważyłam S., która snuła się po kątach i próbowała przypomnieć o swoim istnieniu. W tamtym momencie zwyczajnie dla mnie nie istniała. Myślałam nawet, że już nigdy nie poczuję jej obecności. Wszystko zmieniło się, kiedy zadałam mu pytanie na ask.fm.

“Kto Ci się podoba? hihi”
“Moja dziewczyna Kamila jest najpiękniejszą dziewczyną na caaaałym świecie <3”

Później było już tylko gorzej. Marek przyprowadzał swoją dziewczynę na nasze cotygodniowe spotkania z matematyką, a moje serce z każdym dniem pękało bardziej. Od tamtej pory już nie leżałam na łóżku z telefonem w ręku, ale z S. u boku całymi dniami słuchałyśmy smutnych piosenek, objadając się słodyczami. Nikt nie mówił, że pierwsza miłość musi być bajkowa.

Dlaczego jednak właśnie ta historia jest dla mnie tak ważnym elementem życia? Dlatego, że po tym całym okresie rozpaczy połączonym z dojrzewaniem niesamowicie się zmieniłam. Kiedy szłam do liceum brakowało mi pewności siebie, która umożliwiłaby mi zawiązanie nowych przyjaźni czy też dopuszczenie kogoś bliżej mnie. Wtedy właśnie całymi dniami towarzyszyła mi S. Byłam wściekła i uważałam ją za winną wszystkiego co działo się w tamtym czasie nie po mojej myśli. “Dlaczego ja?! Dlaczego przyczepiłaś się do mnie i od tylu lat nie pozwalasz mi odetchnąć i ułożyć sobie życia z innymi ludźmi?! Dlaczego nie możesz w końcu odejść? Czy nie napatrzyłaś się już na wystarczającą ilość mojego cierpienia?” – nieustannie zadawałam sobie i jej takie i podobne pytania. Miałam wrażenie, że zawładnęła całym moim życiem i nie byłam w stanie od niej uciec. W obecności S. czułam się taka malutka i nieważna. Tak mijały kolejne miesiące, a nawet lata. Miałam dość tego, jak wygląda moje życie i tego, jak bezsilna jestem. Postanowiłam wykorzystać to, że istota tak silna i znacząca jak S. polubiła mnie i towarzyszy mi każdego dnia. Przyzwyczaiłam się do jej obecności i nawet powoli zaczynałam ją doceniać. Okazało się, że zaakceptowanie jej stworzyło dla mnie wiele nowych możliwości. Czytałam dużo więcej niż dawniej, a w moje ręce trafiały coraz ambitniejsze lektury. Za jej namową, korzystając z nadmiaru wolnego czasu, zaczęłam też pisać. Razem poszłyśmy na siłownię i zmieniłyśmy moją dietę na bardziej zbilansowaną. Dzięki S. znalazłam czas na naukę języków obcych i szkolenia z branży, w której chciałam pracować. Rozwijałam się i rozkwitałam z dnia na dzień. Czułam się szczęśliwa w swoim towarzystwie, ale też w towarzystwie S. i nawet nie chciałam zmieniać tego stanu rzeczy. W końcu zaczęłam spełniać marzenia i stałam się człowiekiem, którym zawsze chciałam być. Chociaż przestało mi zależeć na byciu częścią jakiejś grupy i przebywaniu w otoczeniu “fajnych” ludzi to oni sami zaczęli zabiegać o moją uwagę. W moim życiu pojawiało się coraz więcej wartościowych osób, ale też więcej szans, które zawsze wykorzystywałam. Już się nie bałam. Teraz jestem w drodze na szczyt i otwarcie przyznaję, że wszystko co mam zawdzięczam S., która zaczęła powoli wycofywać się z mojego życia i teraz pojawia się tylko sporadycznie, aby zobaczyć jak sobie radzę. Zawsze przyjmuję ją z otwartymi rękami i wykorzystuję te krótkie spotkania, aby spojrzeć w głąb siebie.

S jak Samotność. Samotność, która wydaje się straszna i niepożądana, ale dobrze wykorzystana może zmienić całe życie. Samotność, która trapi większość nastolatków i młodych dorosłych. Nie bójmy się jej. W rękach wojownika nawet poduszka może być bronią.