Artykuły

Carbon offsetting – jakieś pytania?

Spojrzenia
Narażona za wszystkich stron na greenwashing, gładko brzmiące strategie klimatyczne przedsiębiorstw i pełne pustosłowia wypowiedzi polityków, do tematu kompensowania śladu węglowego podeszłam ostrożnie. Przekonana jednak, że w walce o planetę nadającą się do komfortowego życia potrzeba nam różnorodnych działań, pokonałam swój sceptycyzm i postanowiłam zagłębić się w zagadnienie.

Pierwszym krokiem koniecznym do swobodnego poruszania się po temacie jest poznanie nomenklatury. Przystąpiłam więc do dzieła.

Angielskie wyrażenie carbon offsetting można rozumieć jako kompensację lub równoważenie; śladu węglowego. Czyli czego? Śladem węglowym nazywamy emisje dwutlenku węgla, a także innych gazów cieplarnianych (ich emisje przeliczane są na ilość CO2, które wywołałyby taki sam efekt) powstające w wyniku naszych działań – podróżowania, jedzenia, korzystania z prądu i ciepła. Ślad węglowy posiadają wszyscy i wszystko – twoja mama, twój pies, twoja firma i twój ulubiony kubek na kawę. Ślad węglowy własny czy należący do przedsiębiorstwa można oszacować korzystając z internetowych kalkulatorów i gotowych zestawień. Z ciekawości sprawdziłam ilość CO2 wyemitowanego przez produkcję bochenka chleba (około 1 kg) oraz przez samolot lecący z Krakowa do Warszawy (około 1200 kg).

Ślad węglowy już mamy. Teraz co z tym offsettingiem?

Kompensowanie śladu węglowego polega na finansowaniu projektów, które wychwytują lub pochłaniają CO2 z atmosfery albo powstrzymują jego emisję. Osoba lub firma chcąca zrównoważyć swoje emisje zakupuje odpowiednią ilość świadectw węglowych (moja autorska nazwa na angielskie carbon credits). Każde z zakupionych świadectw to rekompensata za jedną tonę wytworzonego CO2.

Kompensowanie śladu węglowego jest konieczne, żeby osiągnąć zerową emisję netto, czyli net zero – taki stan gospodarki, w którym ilość wyrzucanych w powietrze gazów cieplarnianych jest równa ilości tych gazów, które z atmosfery wychwytujemy lub pochłaniamy. Droga do net zero prowadzi najpierw przez maksymalne ograniczenie spalania kopalin, a następnie przez kompensowanie pozostałych, niemożliwych do usunięcia emisji.

Zdobywane mozolnie informacje zaprowadziły mnie do kolejnych pytań. W jaki sposób można pozbywać się dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych z atmosfery? Organizacje zajmujące się carbon offsettingiem proponują kilka pomysłów. Pierwszym z nich jest dosłowne wyłapanie dwutlenku węgla i umieszczenie go w bezpiecznym miejscu. Sekwestrować, czyli właśnie wychwytywać i długoterminowo więzić dwutlenek węgla można na przykład w specjalnie przygotowanych formacjach geologicznych. Sprawnymi pochłaniaczami dwutlenku węgla są też drzewa, dosłownie karmiące się tym gazem. Wiele projektów kompensujących wiąże się z więc z sadzeniem drzew. Równoważenie śladu węglowego odbywa się również przez wspieranie energetyki odnawialnej czy zrównoważonego rozwoju w krajach globalnego południa, co oprócz korzyści środowiskowych może przynieść też społeczne. Wachlarz opcji jest szeroki, a osoba próbująca skompensować swój szkodliwy wpływ na stan atmosfery może wybierać z katalogu dostępnych projektów, realizowanych na całej kuli ziemskiej.

Przebrnąwszy przez etap pierwszy i posiadając już podstawowe rozumienie potrzebnych pojęć, można zadać najważniejsze pytanie: ile to kosztuje? Zakup jednego świadectwa węglowego to wydatek około 8-12 euro, w zależności od wspieranego projektu. Dla porównania – w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (UE ETS) 1 tona wyemitowanego CO2 kosztuje obecnie 77,5 euro.

Ta rozbieżność ceny wywołała na moim czole zmarszczki podejrzliwości. Brzmi to na razie zbyt dobrze, żeby mogło być prawdziwe. Krytycznym okiem spojrzałam jeszcze raz na dotychczas zgromadzone informacje. Wątpliwości co do słuszności zjawiska pojawiły się jedna za drugą.

Po pierwsze: możliwość taniego kompensowania śladu węglowego daje przedsiębiorstwom przestrzeń do greenwashingu. Mogą przecież cały czas zwiększać swoje emisje, offsetować je i twierdzić, że osiągnęły neutralność klimatyczną. W zamyśle kompensacja powinna być wsparciem w przechodzeniu na niskoemisyjne technologie lub równoważyć niemożliwe do uniknięcia zanieczyszczenia. Nie ma jednak sposobu, żeby zweryfikować, czy firmy rzeczywiście dążą do minimalizowania swoich emisji, czy tylko łatwo i tanio wpisują osiągnięcie net zero w dokumenty o społecznej i środowiskowej odpowiedzialności ich biznesu.

Po drugie: czy projekty wspierane przez offsetowanie nie powinny być traktowane jako priorytetowe inwestycje przez samorządy, państwa i organizacje międzynarodowe? Zrównoważony rozwój uboższych krajów, postęp w energetyce odnawialnej oraz sekwestracja CO2 to działania pilnie potrzebne i ich realizacja nie powinna opierać się o niewielkie sumy dobrowolnie przekazywane przez małe podmioty. Projekty te powinny być realizowane tak czy owak. Jeśli równocześnie, zamiast rozpraszać się carbon offsettingiem, przedsiębiorstwa skupiłyby się na zmniejszaniu ilości wydzielanych zanieczyszczeń, podróż w stronę neutralności klimatycznej mogłaby stać się szybsza.

Po trzecie: co, jeśli wymienione projekty rzeczywiście zostałyby zrealizowane niezależnie od pieniędzy płynących ze sprzedaży świadectw węglowych? W takim przypadku przecież offsetting jest jedynie poklepywaniem się po plecach, nieprzynoszącym żadnych realnych korzyści.

Po czwarte: skąd pewność, że jeśli zapłacimy za wychwycenie tony CO2, to ilość faktycznie pochłoniętego dwutlenku węgla nie będzie mniejsza? Weryfikacja niektórych szacunków może okazać się niemożliwa, a wychwytywanie CO2 rozciągać się w czasie. W przypadku kompensacji przez sadzenie drzew tona, za którą zapłacimy w 2022 roku, może zostać pochłonięta dopiero za kilkanaście lat, kiedy sadzonka zmieni się w dorosły okaz. W mechanizmach ocieplenia klimatu czas jest kluczowy – im dłużej dwutlenek węgla zostaje w atmosferze, tym dużej wpływa na jej ogrzewanie. Tona pochłonięta dzisiaj jest warta więcej niż tona wychwycona za 10 lat.

Co więcej, nie wszystkie sposoby wychwytywania dwutlenku węgla są permanentne. Zasadzone drzewa kiedyś umrą i rozkładając się, uwolnią zmagazynowany węgiel, podziemne magazyny CO2 mogą rozszczelnić się pod wpływem awarii lub trzęsienia ziemi, a okres użytkowania odnawialnych źródeł energii to tylko kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.

Po dokładnym przemyśleniu tematu mój początkowy sceptycyzm wydawał się jak najbardziej uzasadniony. Skoro jednak nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych reklamuje na swoich portalach carbon offsetting, a do firm korzystających z tego rozwiązania należą tacy giganci jak Microsoft czy Marks&Spencer, nie mogłam być pierwszą osobą zgłaszającą wątpliwości.

Rzeczywiście, okazuje się, że wypracowano pewne metody pozwalające na unieważnienie przynajmniej niektórych moich zarzutów. Jedną z nich jest powstanie niezależnych certyfikatów, które przyznawane są tylko projektom kompensującym CO2 wykazującym się rzeczywistą sprawczością w zakresie zmian klimatu i pozytywnym wpływem na lokalną społeczność. Do takich certyfikatów należą na przykład Gold Standard for the Global Goals, Verified Carbon Standard i The Climate Action Reserve.

Co świadczy o wysokiej jakości świadectwa węglowego? Musi ono być dodatkowe, czyli finansować przedsięwzięcie, które w przeciwnym razie nie miałoby szansy na powstanie. Ilość dwutlenku węgla możliwa do pochłonięcia przez dany projekt powinna być realistyczna i nieprzeszacowana. Zmiana, którą wprowadza inwestycja, ma być stała. Dane świadectwo węglowe powinno być sprzedawane tylko jednokrotnie i nie może wiązać się ze znaczącymi społecznymi i środowiskowymi szkodami.

Jeśli sprzedawane świadectwa węglowe rzeczywiście będą dobrej jakości, to z czasem ceny za kompensację tony węgla powinny rosnąć – wszystkie łatwe do zrealizowania i tanie projekty zostaną zakończone i trzeba będzie szukać coraz ambitniejszych celów. Zlikwiduje to również problem carbon offsettingu jako tańszej i przystępniejszej metody wprowadzania ekologicznych rozwiązań w przedsiębiorstwach.

Więc jak to jest kompensować ślad węglowy, dobrze? Jak z większością rzeczy, to nie jest tak, że dobrze albo niedobrze. Carbon offsetting nie może być jedyną strategią dążenia do neutralności klimatycznej. Jako wspomaganie w okresie przejściowym i neutralizowanie koniecznych emisji, których jeszcze nie da się uniknąć – wydaje się sensownym rozwiązaniem, pod warunkiem, że finansowane przedsięwzięcia spełniają wymagania jakości. Uważam, że offsetting nie powinien być jedynym pomysłem na znalezienie funduszy potrzebnych do wprowadzania niezbędnych zmian, takich jak rozwijanie energetyki odnawialnej czy poprawa wydajności energetycznej, a jedynie wspomagaczem dobrych projektów.

Kompensowanie śladu węglowego zdecydowanie nie jest więc najmocniejszą z kart, jaką możemy zagrać w partii o wygodne życie na Ziemi, ale warto je mieć w swojej talii.


źródła:
dostęp 26.10.2022 r.