Artykuły

O świecie, w którym nawet z wędką sobie nie poradzisz

„Wierzę we wściekłość. Uważam na ogół, że sprawy, które mogą zostać przedyskutowane w spokoju, bez emocji, bez złości, to sprawy mało istotne. Że liczą się tylko te, które budzą w tobie awersję, choćby tylko chwilową, wobec oponenta” – Martín Caparrós



 „Głód” to nie jest książka dla jesieniar. Nie nadaje się do czytania w wielkim fotelu, pod grubym kocem, w swetrze z H&Mu, z kubkiem gorącej czekolady. Nie nadaje się nawet, żeby zrobić jej zdjęcie i wrzucić na instagramowe story. Właściwie do czytania jej nie ma ani dobrego miejsca, ani czasu – „Głód” jest niewygodnym, smutnym, ciężkim, przygniatającym i niestety niesamowicie potrzebnym reportażem-podróżą po najbiedniejszych zakątkach świata.

            Martín Caparrós prowadzi czytelnika przez 7 krajów – Niger, Indie, Bangladesz, Stany Zjednoczone, Argentynę, Sudan Południowy i Madagaskar. Jest to podróż nie tylko przez różnorodne, często całkiem odmienne kultury, ale przede wszystkim przez różne oblicza tytułowego głodu. Autor stawia przed czytelnikiem jedno z najtrudniejszych zadań: zrozumieć. Zrozumieć, jak wiele różnych twarzy ma niedożywienie. Od kompletnego braku środków w Nigerii i niemal zsakralizowanego niejedzenia w Indiach, przez konieczność szukania produktów spożywczych na ogromnych wysypiskach śmieci w Argentynie, aż po konsumowanie pożywienia ekstremalnie niskiej jakości w Stanach Zjednoczonych. Zmusza to czytelnika do spojrzenia na ten problem z szerszej perspektywy i wyjścia poza komercyjny przekaz medialny, w myśl którego niedożywienie to jedynie obraz afrykańskich dzieci, którym możemy pomóc poprzez wysyłanie kilku SMS-ów na numer kolejnej organizacji pomocowej. Jak się okazuje – niestety, zazwyczaj nie jest to sposób na pomoc, a być może jedynie na zagłuszenie naszych wyrzutów sumienia. Organizacje te często działają w nieefektywny sposób, przy czym większość przekazywanych im środków finalnie nie trafia do tych najbardziej potrzebujących, a “rozchodzi” się gdzieś po drodze (między innymi na kwestie organizacyjne, łapówki czy formy pomocy, które wcale nie poprawiają sytuacji). Oczywiście, w tym miejscu w głowie czytelnika z pewnością rozbrzmiewa jeszcze inne, fundamentalne pytanie: dlaczego właściwie mowa tutaj o jakichkolwiek wyrzutach sumienia? Co przeciętny europejski czytelnik ma wspólnego z kryzysem żywieniowym na drugim końcu świata? To jedno z zagadnień które Caparrós porusza w swojej książce. Nie od dzisiaj wiadomo, że codzienne wybory każdego z nas kształtują rynek i warunkują to, jak wygląda świat. Jednak kwestia głodu to, jak się okazuje mechanizm niezwykle złożony, wielowarstwowy i trudny. Nie ulega wątpliwości, że to przez państwa zachodu sytuacja w Afryce jest tak dramatyczna, że to my kształtujemy tak ogromny popyt na mięso, tworzymy tak wiele śmieci i nie reagujemy tak efektywnie jak powinniśmy na krzywdę drugiego człowieka. Jednak z całkiem logicznych pobudek nachodzą nas wątpliwości: czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie, czy jednostka liczy się w tej całej skomplikowanej machinie, czy zmiana nastawienia i zachowań ma szansę jakkolwiek wpłynąć na rzeczywistość, skoro w tej grze karty rozdają ogromne korporacje i rządy?

            Autor właściwie nie daje odpowiedzi na to pytanie. Jeśli miałabym wymienić to, co najbardziej uderza mnie w tej książce zapewne byłby to właśnie fakt stawiania czytelnika przed okrutnymi faktami i problemami, nie dając mu żadnych rozwiązań czy odpowiedzi. Z pewnością trudna w odbiorze może być również postać samego autora, który mimo reportażowego charakteru swojej książki nie hamuje się zbytnio z wyrażaniem w niej swoich poglądów politycznych czy własnej hipokryzji (Caparrós mimo tego, że wielokrotnie podkreśla, jak istotne jest zredukowanie ilości produkowanego i spożywanego mięsa, by poprawić sytuację żywieniową na świecie, sam wegetarianinem nie jest. Tłumaczy to jedynie swoim argentyńskim pochodzeniem, a więc tym, że spożywanie dużej ilości wołowiny ma we krwi).

Mimo to “Głód” został okrzyknięty jednym z najważniejszych reportaży ostatnich lat i z tą tezą trudno się nie zgodzić. Książka bulwersuje, złości, wywołuje wyrzuty sumienia, zmusza do myślenia i współodczuwania z ludźmi z najdalszych zakątków świata. W dobie dzisiejszej, globalnej dyskusji na temat planety, kapitalizmu i zrównoważonej polityki, jest to ważny głos, który pokazuje, jak kruchy jest człowiek i jak łatwo przychodzi nam o tym zapomnieć.