Artykuły

Szukając kamienia wśród brylantów

“Listopad dwudziestego ósmego roku był deszczowy i wietrzny. Tak też było tego dnia, kiedy Genowefa zaczęła rodzić swoje drugie dziecko. [...] W tym samym czasie na jesiennym firmamencie Saturn rozłożył się w Strzelcu jak wielka lodowa góra. Potężny Pluton, planeta która pomaga przekraczać wielkie granice, tkwił w Raku. Tej nocy przygarnął do siebie Marsa i delikatny Księżyc. Wrażliwe uszy aniołów wychwytywały w harmonii ośmiu nieb brzękliwy dźwięk podobny do dźwięku filiżanki, która spada i rozbija się drobny mak.” - Prawiek i inne czasy, Olga Tokarczuk

10 października roku 2019, to dzień, w którym zatrzymał się świat. Literacki świat w Polsce. W tym dniu Olga Tokarczuk została laureatką literackiego Nobla za rok ubiegły. Część społeczeństwa została zachęcona do zapoznania się z jej twórczością, zaś księgarnie podkasały rękawy i rozpoczęły intensywną lawinę zamówień na publikacje naszej świeżo upieczonej noblistki. Na półki trafiło mnóstwo pozycji, w tym te bardziej rozpoznawalne, czyli: „Bieguni” i „Księgi Jakubowe”.

Obie te książki, mimo że wybitne, to słowem i objętością potrafią odstraszyć najwytrwalszego czytelnika. Co więc przeczytać w swoim pierwszym spotkaniu z Tokarczuk? Odpowiedzią mogą być dwie powieści. „Prowadź swój pług przez kości umarłych” lub „Prawiek i inne czasy”. I o tej drugiej książce dzisiaj co nieco opowiem.

Może zacznijmy od początku. Właśnie, od tego ‘początku’. Według Biblii, na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, zaś starożytni Grecy i Rzymianie uważają, że na początku był Chaos. Wchodząc w świat powieści noblistki, musimy zapomnieć o innych początkach i dać się prowadzić przez nowo mitologizowany świat. 

W tym świecie docieramy do Prawieku, miejsca w środku wszechświata. Wsi, która od północy graniczy z Taszowem, a z południa z Jeszkotlem. Zachodnią stroną Prawieku są nadrzeczne łąki, trochę lasu i pałac, a wschodnią - rzeka Białka. Przez Prawiek przepływa również rzeka Czarna, która łącząc się z Białką, daje nurt Rzece. Prawiek jest miejscem nabrzmiałym mitycznie. Ma strażników na każdej granicy czterech stron świata. Strażników będących archaniołami.

W tym niecodziennym miejscu, które prawdopodobnie leży w okolicy Kielc, żyją i przeżywają swój czas mieszkańcy wsi. Może pomyślisz, że ‘przeżywać swój czas’ to dziwne sformułowanie, ale nie w ramach tej powieści. Tokarczuk tworzy sagę dwóch głównych rodzin i pozostałych bohaterów podczas dwóch wojen światowych i początku PRLu w Polsce. Czas, w jakim osadzona jest akcja, nie jest przypadkowy. Nic nie pokazuje natury ludzkiej bardziej niż bieda, wojna i śmierć. Wszystkie te rzeczy są nieodzowną częścią tej wsi.

Każdy rok to wyzwanie dla mieszkańców. Proboszcz walczy z wylewami Białki na okoliczne łąki. Genowefa Niebieska musi sama zarządzać młynem po odjeździe męża do armii carskiej na wojnę, zaś Kłoskę trapi bieda. Z takim obrazem spotykamy się na początku powieści. Wydarzenia przedstawiane nam nie są radosne i kolorowe, a im dalej tym los stawia coraz to większe trudności.

Mimo takich wydarzeń Tokarczuk nie używa skomplikowanego języka oraz wielu złożonych zdań do opisu przestrzeni. Język powieści jest prosty i zrozumiały. Autorka więcej uwagi skupia na historii i wydarzeniach niż na szczegółowym opisie jak to złowrogo szumią wierzby. Co więcej, Tokarczuk nie skąpi w dosłowności. Czytelnik może poczuć się zaskoczony, gdy niespodziewanie postać odda się przyjemności cielesnej lub też zacznie prostytuować się.

Cała powieść prowadzi nas do niejasno określonego końca. Wywołuje refleksje o życiu i śmierci, swoim czasie w tym świecie oraz przemianom, jakim on ulega. Odbiorca odczuwa każdy, ten dobry i zły, czas mieszkańców wsi. Jest to książka, która daje jasne przekazy za sprawą fabuły. Ale czy to jedyny sposób jej odbioru?

Co ciekawe, właśnie nie jedyny, nie podwójny, a wielowymiarowy. Tokarczuk pozostawia tak wiele przestrzeni do interpretacji swojej powieści, że nie jestem w stanie powiedzieć, na ilu płaszczyznach sam o niej myślałem. Patrząc na przykład znajdujący się na początku tego tekstu, możemy zauważyć jak zgrabnie porównane są narodziny jednego z bohaterów do tłuczącej się filiżanki. Jakie ma to znaczenie? Naczynie jest pewnym odbiciem na życiu tego bohatera, który rodzi się z pewną wadą, która trwa przy nim kształtując jego, jako człowieka.

Takie przykłady można podawać niezliczenie, ale to już pozostawiam Ci, abyś mógł czerpać radość ze zaznajomienia się z powieścią. Dobrym sposobem jest przeczytanie jej przynajmniej dwa razy. Po raz pierwszy, skupiając się na fabule, obrazowi psychologicznemu bohaterów i mitologicznej wsi. Po raz drugi, odczytując wszelkie nawiązania kulturowe i społeczne m.in. do mitu o Demeter i Korze, który jest nadwyraz zabawnie uwspółcześniony, czy też do buddyzmu, opisując kilkukrotne tworzenie świata przez Boga.

Gdybym miał krótko opisać, do czego porównałbym Prawiek, powiedziałbym, że jest on jak garnek, w którym gotujemy zupę. Do gotującej wody wrzucamy świeże warzywa i mięso. Czas gotowania zmienia powoli składniki, zabiera im wigor, postarza je, żeby na końcu miały zostać zjedzone. Sam Garnek nie pozostaje bez szwanku. Ślady kolejnych gotowań zup są widoczne wraz z odpaleniem na spodzie. I to samo dzieje się w Prawieku. Czas jego mieszkańców przemija, a Prawiek pozostaje taki sam wraz z pozostawionymi śladami jego osadników.

Jest to dobry moment, aby zakończyć rozważanie na temat czy warto przeczytać tę książkę, bo warto, i pójść ją kupić. Jako że wciąż trwamy w czasie pandemii, to zachęcam do wspierania mniejszych i prywatnych księgarń, gdzie, jak mam nadzieję, książka będzie dostępna.