Artykuły

Gdyby jutra miało nie być

Twory
Moje miasto – Warszawa. Pełna dymu, ludzi, świateł, samochodów. Z każdej strony słychać głosy, każda ulica tętni życiem, o każdej porze dnia na chodnikach można kogoś spotkać. Tutaj nigdy nie jest cicho, a człowiek nigdy nie czuje się sam. Ludzie przyjeżdżają z różnych stron świata w poszukiwaniu lepszego życia, pieniędzy i miłości, a potem pochłania ich wir obowiązków i już nigdy nie wracają do wcześniejszego życia. Wielkie miasto już niejednego pozbawiło empatii i odruchów ludzkich. W świecie korposzczurów i celebrytów nie ma miejsca na myślenie o tym, co pomyślą inni i jak będą się czuli – liczy się sukces, pozycja i uznanie. Są tutaj też tacy jak ja – ludzie, którzy spędzili całe życie na warszawskich osiedlach i od dziecka poznawali ciemniejszą stronę tego miasta. Mało kto zdaje sobie sprawę, że za każdym rogiem ktoś przeżywa tutaj swój mały dramat. Jedni zmagają się z uzależnieniami, inni z chorobami, a jeszcze inni z samotnością. W naszych rejonach nie spełnia się sen o Warszawie pełnej blasku, słońca i piękna. Tutaj panuje bieda i smutek a każdy walczy o przeżycie. Nikt nie ma śmiałości, by marzyć o czymś lepszym, nikomu nie udało się stąd wyrwać. Mało tego, nikomu taki stan rzeczy nie przeszkadza. Czy w głębi duszy każdy z nas nie chciałby czasami żyć z dnia na dzień, popijając kolejne piwka na trzepaku w blasku zachodzącego słońca i nie przejmować się tym, czy jego strój jest odpowiedni, czy nie? Mam wrażenie, że ja i Warszawa to jedno, że kiedy przemierzam jej ulice, jestem częścią tej masy a ona jest częścią mnie. Lubię oglądać przejeżdżające samochody i neony, wracając z imprez. Lubię zasypiać, słysząc szum ulicy i inne dźwięki świadczące o tym, że kiedy się obudzę, życie będzie toczyło się dalej, że nic się nie zatrzymuje ani nie kończy wraz z początkiem nocy. Jednak tego wieczoru jest inaczej. Tej nocy wszystko zniknie, a świat zmieni się nie do poznania. Tej nocy nie widzę samochodów, nie słyszę zwyczajowych odgłosów Warszawy, nie widzę ludzi błąkających się bez celu. Tej nocy idę sam i sam zamierzam zakończyć swoją wędrówkę przez życie.

Od czego to wszystko się zaczęło? Od wiadomości, że na naszą planetę z zatrważającą prędkością leci nieznane ciało niebieskie, którego lądowanie najprawdopodobniej zniszczy życie na Ziemi. Witamy w 2085 roku. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu zapewne nikt by w to nie uwierzył, a życie biegłoby dalej. Historia jednak udowodniła nam, że wszystko jest możliwe oraz wszystko kiedyś się skończy. Ja zadowalam się takim tłumaczeniem, ci bardziej “oczytani” stwierdziliby zapewne, że to wielokrotnie powtarzane obliczenia rozbudowanej i zaawansowanej aparatury badawczej obsługiwanej przez nieomylnych dotąd naukowców wykazały zbliżający się koniec. Niech każdy wierzy, w co chce, a i tak wszyscy skończymy tak samo.

Wróćmy jednak do mojej wędrówki ulicami miasta. Jak ja wykorzystuję mój ostatni dzień na Ziemi? Nie robię tego. Od lat żyję tak, jakby jutra miało nie być: bawię się, korzystam z każdej nadarzającej się okazji, próbuję wszystkiego, co tylko dostanie się w moje ręce i nie przywiązuję się do nikogo. Dlatego właśnie dzisiaj błąkam się sam i nigdzie nie dążę. Ostatni raz przemierzam znajome ulice i zaglądam w miejsca, które poznawałem przez całe życie. Nie widzę tu już żadnych znajomych twarzy, ale przed oczami przewijają mi się kolejne wspomnienia pozwalające mi powrócić do lat dzieciństwa, do nastoletnich wybryków i do pierwszych decyzji podejmowanych jako dorosły człowiek. Cieszę się, że przeżyłem trzydzieści lat w tym miejscu, posmakowałem wolności, przyjemności i niezależności. Jestem gotowy odejść z podniesioną głową, patrząc i słuchając tego, co towarzyszyło mi, kiedy zasypiałem i kiedy się budziłem, kiedy byłem zakochany i kiedy walczyłem ze złamanym sercem, kiedy robiłem głupstwa i kiedy starałem się postępować dobrze. Gdyby jutra miało nie być, ale wiedziałbym o tym tylko ja, zrobiłbym z całą pewnością coś głupiego. Okradłbym bank albo włamałbym się na stację benzynową i całą noc jadł i pił to wszystko, co zawsze musiałem poddawać selekcji, bo nie mogłem pozwolić sobie na zakup wszystkiego naraz. Dzisiaj jednak wszystko jest otwarte, nikt niczego nie pilnuje, nikomu na niczym nie zależy. W takich warunkach nawet najbardziej kreatywna akcja nie sprawiłaby mi radości. Pozostaje więc tylko wędrówka.

Boisko między blokami. To tutaj spędzałem całe dnie, beztrosko kopiąc piłkę. W tym miejscu poznałem swoich przyjaciół, którym do dziś ufam bardziej niż komukolwiek innemu. Czasy, w których każda osoba przybywająca na ten kawałek betonowej nawierzchni była od ręki przyjmowana do drużyny piłkarskiej, wspominam naprawdę dobrze. Wtedy dla nikogo z nas nie liczyło się: jak wyglądasz, w co jesteś ubrany, czy się jąkasz, czy może wstydzisz się powiedzieć cokolwiek. Liczyło się tylko to, że umiesz kopnąć piłkę w kierunku bramki (no i może, że nie jesteś dziewczyną). Dzisiaj widzę tu Smutną Twarz. Tak nazwałem mężczyznę, którego widuję, kiedy podąża do pracy bardzo wcześnie rano, kiedy wraca z pracy późną nocą, a słyszę często, kiedy kłóci się z żoną, w którymś z mieszkań w budynku numer cztery. Wydawać by się mogło, że skoro nigdy z nim nie rozmawiałem, to go nie znam, ale nic bardziej mylnego. Uważny obserwator może poznać człowieka, widując go od czasu do czasu, lepiej niż jego ulubiony sąsiad palący z nim grilla co weekend. Wystarczy zwrócić uwagę na wyraz jego twarzy, zachowanie, czy też rozkład dnia. Smutna Twarz pracuje całymi dniami, a często też nocami. Mam wrażenie, że poświęcił on całe swoje życie, aby zarabiać pieniądze dla swojej rodziny. Za każdym razem, kiedy widzę tego mężczyznę, jest on zmęczony i smutny, z nikim nie rozmawia, patrzy gdzieś w ziemię. Mimo wszelkich starań, w domu kłóci się z żoną o to, że całymi dniami go nie ma, ale też o to, że nie wystarczyło jej na kolejne wydatki. Obserwując jego życie, tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że nigdy nie założę rodziny, bo to same problemy. Dzisiaj, o dziwo, Smutna Twarz wcale nie jest smutna. Widzę, jak gania za piłką w towarzystwie dwóch małych chłopców. Wszyscy wyglądają na bardzo szczęśliwych – są pobrudzeni od częstych wywrotek i mają włosy w wielkim nieładzie, ale ich twarze przyozdobiły wypieki, a podwórko co chwilę wypełnia śmiech. Dzieci nie mogą nacieszyć się towarzystwem taty i widzę, jak przytulają go po każdej strzelonej bramce i po każdym opowiedzianym żarcie. Dawno nie widziałem takiego szczęścia w tym miejscu. Smutna Twarz ma na imię Łukasz. Jest zwykłym człowiekiem, kocha swoją rodzinę i chce dla niej jak najlepiej. Dlatego właśnie pracuje nieustannie, chcąc zapewnić dzieciom lepszy start, aby nie czuły się gorsze od nikogo. W tym wszystkim jednak stracił to, co jest o wiele cenniejsze od pieniędzy – czas. Nie widział, jak jego dzieci stawiają pierwsze kroki, uczą się nowych rzeczy i dorastają. Jeśli jutro nie istnieje, cieszę się, że ostatnie chwile życia ta rodzina spędza razem. Dobrze jest, kiedy Twoi bliscy wiedzą, że są kochani i wiedzą, że lubisz ich towarzystwo. Pokazanie im tego, nawet tylko raz, jest lepsze niż całe bogactwa świata. Kiedy pieniądze tracą wartość, pojawia się miłość i rozjaśnia czyjś cały świat. Dzięki za to Kosmosie.

Kolejnym punktem, który chciałbym odwiedzić ostatni raz, jest tramwaj. Dzisiaj oczywiście nie jedzie, ale można wejść do środka i przysiąść na starych, wyniszczonych fotelach. Pamiętam, jak jeździłem tą linią co tydzień ubrany w odświętny strój, aby zjeść domowy obiad u babci. Wtedy nie znosiłem tych wyjazdów i kombinowałem jak mogłem, aby tylko wymigać się od tego “przykrego obowiązku”. Dzisiaj oddałbym wiele, żeby zjeść jeszcze raz ten sernik z tajemnego przepisu, albo wysłuchać babcinych opowieści o jej latach dzieciństwa. Babcia była bowiem jedyną kobietą, której opowieści, patrząc z perspektywy czasu, były naprawdę ciekawe i ukazywały mi lepsze spojrzenie na świat. Dzisiaj na tych tramwajowych fotelach widzę Papużki. Nazwałem je tak, ponieważ zawsze widywałem je razem. Śmiały się, rozmawiały o chłopakach i szkole, pokazywały sobie zdjęcia wymarzonych butów i planowały wspólne imprezy. Kojarzył je chyba cały pojazd, ponieważ zachowywały się głośno i nie zwracały na to żadnej uwagi. Jedna z nich wysiadała jednak kilka przystanków wcześniej. Wtedy zachowanie drugiej zmieniało się diametralnie. Po krótkim “hejka” rzuconym na pożegnanie, dziewczyna zatapiała się w swoich myślach. Czasami wyglądała na smutną, a innym razem wydawała się szczęśliwa, bujając w obłokach. Niejednokrotnie widziałem, jak przegląda ich wspólne zdjęcia, analizując bardzo dokładnie każdy szczegół. Dzisiaj Papużki siedzą razem w pustym tramwaju i płaczą. Nie są to jednak łzy smutku, ale szczęścia. Nie chciałem ich podsłuchiwać, ale ciekawość wzięła górę. Okazało się, że w przeddzień Zmiany w końcu Marzycielka wyznała miłość swojej przyjaciółce i została nie tylko wysłuchana, ale też usatysfakcjonowana reakcją. Okazało się, że dziewczyny dusiły w sobie wielkie uczucie przez wiele miesięcy, bojąc się reakcji otoczenia i drugiej przyjaciółki. Jeśli jutra ma nie być, dobrze, że udało im się to wyjaśnić teraz i mają jeszcze kilka godzin, aby nacieszyć się sobą. Tak sobie myślę, że zapewne miło jest umierać, kochając i będąc kochanym przez tę samą osobę. Trzymam kciuki za Papużki i dziękuję Kosmosowi za rozwiązanie tego dnia języków ludziom takim jak one.

Dyskoteka. Chyba nie muszę mówić, że spędziłem tu bardzo dużo czasu. Na pewno jednak może dziwić fakt, że przez chwilę (bardzo krótką) pracowałem tutaj na wejściu. Nie jestem w stanie zliczyć godzin, które spędziłem, stojąc tu w jednym miejscu i patrząc w okna kamienicy przede mną. Po dwóch tygodniach dobrze wiedziałem kto, o której godzinie chodzi spać, jaka jest rutyna wieczorna mieszkańców i kto zdradza żonę, kiedy ta jest w pracy. Szczególnie jednak moją uwagę zwróciła Starsza Pani. Mieszka ona na pierwszym piętrze i potrafiła spędzać każdy wieczór dokładnie w ten sam sposób. Starsza Pani robiła sobie herbatę, przegryzała herbatniki i oglądała albumy ze zdjęciami. Codziennie kartkowała te same albumy przez czas tak długi, że początkowo myślałem, że przysnęła na swoim wielkim bujanym fotelu. Czasami herbata z pewnością wystygała całkiem, a ona wciąż jak zaczarowana patrzyła w swój skarb. Zgadywałem, że w jej rodzinie wydarzyła się jakaś wielka tragedia, o której nie może zapomnieć. Dzisiaj jednak widzę w jej mieszkaniu dodatkowe postacie. Starszą Panią odwiedziły dzieci i wnuki, przez uchylone okno słychać ich piski i fragmenty rozmów. “Tak się cieszę, że udało nam się to dzisiaj wyjaśnić. Myślałam, że jesteście obrażeni”. “Mamo, byłam pewna, że nie chcesz nas widzieć po tym wszystkim, co powiedziałam”. Złem tego świata jest nadmierne myślenie. Spodziewamy się, że jeden błąd skreśla nas w oczach drugiej osoby, ale nie zawsze tak jest. Często odcinamy się od bliskich, bo jest nam zwyczajnie wstyd za coś, co zrobiliśmy i boimy się sprawdzać co oni o tym myślą. Jeśli jutra ma nie być, to cieszę się, że dzieci wracają do rodziców, a krzywdy zostają wybaczone. Dzięki Ci Kosmosie, że spuściłeś na ludzi w ten ostatni dzień dar szczerej rozmowy.

Jeśli kiedyś na Ziemi znów narodzi się życie albo okaże się, że prognozy się nie sprawdziły, to mam nadzieję, że znajdzie te wynurzenia ktoś, kto potrzebuje właśnie rady, ukierunkowania. Ja dzisiaj jestem sam, ale Ty nie musisz być. Wokół Ciebie jest pełno ludzi, których być może nie zauważasz, ale oni o Tobie myślą i pamiętają każdego dnia. Jeśli masz szansę, to ich przeproś, albo daj się przeprosić. Jeśli jest coś, o czym chcesz porozmawiać, ale się boisz – zrób to dzisiaj. Jeśli potrzebujesz pomocy, bo nie umiesz się odnaleźć – udaj się do specjalisty, on Ci pomoże. Nie bój się i nie szukaj wymówek. Miliony osób od powstania świata straciły swoją szansę na szczęście przez nadmierne myślenie, strach, pogoń za czymś, co w ostatecznym rozrachunku nie ma znaczenia. Wiem, że nie jest to proste i wymaga od Ciebie poświęcenia, ale naprawdę warto. Trzeba otaczać się ludźmi, przy których czujemy się dobrze, kochać otwarcie i korzystać z obecności osób, które Cię wychowały, zanim udadzą się na wieczny odpoczynek. Wyobraź sobie, co by było, gdyby jutra miało nie być…