Artykuły

Oko otwierać, mimo dymu patrzeć – o „Bestiariuszu nowohuckim” Elżbiety Łapczyńskiej

Optyka

Książka, której nie było, teraz jest

„Aż oczy nie mogą zaakceptować czegoś, czego tu nie było”, słyszę podczas pewnego zimowego spaceru. I choć tamte słowa dotyczyły nie Nowej Huty a sztucznego zbiornika wodnego, który pojawił się w zwykłej dotąd wsi, to w momencie usłyszenia ich, myśli powędrowały w stronę amarantowej okładki Bestiariusza nowohuckiego Elżbiety Łapczyńskiej. Podobne stwierdzenie autorka formułuje podczas jednego z wywiadów promujących jej debiut. Jako jeden z powodów, dlaczego sięgnęła po temat Huty, pisarka powołuje się na osobiste doświadczenia. Wspomina swoją dziecięcą reakcję, kiedy słysząc opowieści o tym dziwnym, urbanistycznym tworze trudno było jej pojąć, że „nie było miasta, teraz jest”. Budziły się tajemnicze wyobrażenia o Nowej Hucie pojmowanej na wpół magicznie. Ten odcień niezwykłości, dziwności miejsca być może hibernował w świadomości autorki przez lata, by w końcu przelać się na słowo pisane. Powstał Bestiariusz nowohucki.

Elżbieta Łapczyńska (rocznik 1987), z wykształcenia filozofka, na co dzień zajmująca się copywritingiem, zadebiutowała w ubiegłym roku zbiorem ośmiu opowiadań o Nowej Hucie lat pięćdziesiątych. Wydana przez Biuro Literackie książka, to finalny efekt prac w ramach wyróżnienia Pierwsza książka prozą 2019. Bestiariusz nowohucki doczekał się pozytywnego przyjęcia w środowisku literackim. Tymoteusz Milas nazywa go, stosując zapożyczone ze sportowego kontekstu określenie, „Debiutem jak marzenie!”. Ów debiut przyniósł autorce między innymi Nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO 2020, Nagrodę Conrada czy też nagrodę Krakowska Książka Miesiąca. Otrzymał również nominację do Literackiej Nagrody Gdynia, Nike, Literackiej Nagrody m.st. Warszawy, a także do Paszportów Polityki. Nie można powiedzieć, żeby nazwisko Łapczyńskiej przeszło bez echa – ono z tym echem maszerowało odważnie przez 2021 rok. Wielodziedzinowe zainteresowania i zaangażowanie pisarki (projekty reżyserskie, związek ze światem muzyki, współpraca nad komiksem czy udział w KMLU Kursie Kreatywnego Pisania) wydają się znajdować swoje ostateczne ujście w Bestiariuszu..., który pozostawia w umysłach czytelników_czek wspomnienie o słowach, które coś jakby malują, coś śpiewają.

Bestie i maszyny, to znaczy: ludzie

Tytuł książki nawiązuje do uprawianego od czasów średniowiecza gatunku literackiego, dziś rozumianego jako zbiór opisów zwierząt istniejących i fantastycznych. W czasie powstawania pierwszych bestiariuszy zakładano realność wszelkich opisywanych tam stworzeń, a twórcy tego typu dzieł utrzymywali je w tonie naukowym. Namysł nad celowością posłużenia się tym słowem do przepisania historii o Nowej Hucie i jej mieszkańcach, połączone ze świadomością silnie zaakcentowanego związku między maszyną a człowiekiem naprowadza na trop, że odbywa się tu próba przekraczania tego, co „ludzkie”. Książka Łapczyńskiej wpisuje się w nurt posthumanistyczny, gdzie podział „człowiek versus reszta” pozbawiany jest przywileju „oczywistości”, a istotowość, świadomość wychodzą poza sztywne ramy antropocentrycznego rozumienia. Jednocześnie tytuł całości, jak i sposób tytułowania samych opowiadań (każde rozpoczyna się od sformułowania: „O tym, jak...”), przywodzą na myśl pewną baśniowość, mają zakodowany pewien potencjał legendy. To sygnał tego, co będzie towarzyszyć podczas lektury książki, a o czym Łapczyńska wspomina w wywiadzie dla Domu Literatury, czyli, że te historie są skonstruowane na zasadzie sąsiedztwa możliwości z niemożliwością, że czytelnik_czka ma się zastanawiać: „To jest tak czy nie jest?”. Mówiąc o swoich opowiadaniach, autorka posługuje się kategorią pewnej „dziwności”. Ta dziwność sprawnie przenika i infekuje elementy świata rzeczywistego Bestiariusza..., ostatecznie pozostawiając odbiorców w surrealistycznej zadumie.

Szpigiel, Szpigiel, pokaż rogi...

Debiut Łapczyńskiej składa się z ośmiu opowiadań i epilogu. Każda z historii opatrzona jest na końcu datą odsyłającą nas każdorazowo do jakiegoś wycinku czasu z lat pięćdziesiątych. Zabieg ten autorka nazywa podpowiedzią dla odbiorcy. Ma ona zachęcać do zabawy w porządki chronologiczne i „przyłapywanie” pojawiających się bohaterów na migracjach między opowieściami. To zaproszenie do gry w przesuwanie pionkami po planszy Bestiariusza..., pozwolenie, żeby ich wszystkich powyciągać, przyjrzeć się, poustawiać wedle ustalonego porządku jest tyle satysfakcjonujące, co przerażające. Do ruchomych bohaterów dołączony jest domek – Nowa Huta. To się prosi o zabawę lalkami. To kusi. Czytelnik_czka może między innymi zarejestrować, że fragment otwierający pierwsze opowiadanie (O tym, jak ptak z ludzką głową nawiedził Emila) i ostatni moment ósmej historii (O tym, jak Huta zyskała proroka), to ta sama sytuacja, jedno wydarzenie obfotografowywane dwoma, różnymi parami nowohuckich oczu, to rok 1954, pierwszy spust surówki, od którego wiele się zaczęło i po którym równie wiele się skończyło. Badając dalej okruszki orientacyjnie rozrzucone po Bestiariuszu... domyślamy się, że Emil z Jedynki smęcił cały czas o Irmie z Siódemki (którą zdradziło przed nami to chroniczne rozklekotanie), że Mistrz Śmierci trwał w swojej roli bardzo długo, skoro rozmawiał o tym jeszcze z Martą z Epilogu albo, że mała kobieta z Czwórki nie zdołała ukryć swojej tożsamości i głupie było jej tajne posługiwanie się inicjałami, bo przecież Łapczyńska zdążyła ją zdemaskować już w Jedynce. Poddanie się temu interaktywnemu wymiarowi czytania Bestiariusza... upodabnia nas pod pewnym względem do Doktora Szpigla – enigmatycznej postaci eksperymentującego na terenie Huty niby-lekarza, niby-naukowca – który, w ten czy inny sposób, towarzyszy bohaterom kolejnych opowiadań. Być może jego tożsamość nieopatrznie zapożyczamy (on zapożycza nas?). W końcu ustami postaci z Epilogu autorka przestrzega: „To może być nikt i każdy”. Myśleliśmy, że to roztropna strategia – ten udział w niezadeklarowanym śledztwie, te próby dołapania Szpigla. Tymczasem, nie ma nagrody za to całe węszenie. Zostajemy z niejasnym poczuciem, że f i k c y j n y Szpigiel r e a l n i e nas zaprzągł do jednego ze swoich dziwnych eksperymentów. Piąte opowiadanie, to o Samsonie, opatrzone jest najpóźniejszą datą: 1958. Ostatnie zdanie z tej części nabiera więc symbolicznego wydźwięku w kontekście przeżytej całości: „– Pomóż – wyjęczałem. Odszedł szybkim krokiem”.


Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha – o języku

Żar. Żeliwo. Kadź. Kotły. Turkot. Bulgot. Łomot. Tumult. Piętrzące się ciężkie słowa przychodzą po lekturze jak pocztówki z podróży. Przypomina się cały zasób zgrzytów i chrzęstów, z którymi Elżbieta Łapczyńska robi coś niezwykłego – masywność i ociężałość określeń, które muszą się pojawić w ramach opisu Nowej Huty, podciąga do melodyczności, powabu zdań. Tworzywo zmienia gęstość, choć jego przeznaczenie pozostaje to samo. „Jak gdyby to była piłeczka, nie stal” – przypomina się wbijany do dziecięcych głów wiersz Lokomotywa Juliana Tuwima. Język, którym operuje Elżbieta Łapczyńska, jest dla mnie oryginalny, jest „próbą ulepienia czegoś nowego” przy jednoczesnym zachowaniu sprawności w zakomunikowaniu odbiorcy tego, co dzieje się na kartach opowieści. Funkcjonuje na potrzeby swoich bohaterów. Przynosi fantazyjne myślenie o kolorze, gdy służy Ricie i Rucie (O tym, jak Rita i Ruta przestały być tą samą osobą), w innym momencie zaś robi się ascetyczny, dostosowując się do stryja Leona i Alberta, którzy „bez mówienia są mniej” (O tym, jak Mistrz Śmierci odkrył, co to znaczy umrzeć). Autorka wspomina o jeszcze jednej cesze, którą starała się wyrazić zastosowanym w opowiadaniach językiem – chodzi o niedefinitywność, nieprzezroczystość. Ta wydawać by się mogło programowa dla Bestiariusza... „mglistość” ma pozostawiać przestrzeń dla odbiorcy do snucia, do interpretacji niewyraźnych kształtów we mgle.

Kategoria oka wobec kategorii dymu

Zastanawiając się, w jaki sposób ująć tę odczuwaną zbieżność, pokrewność tak różnego przecież zbioru postaci i wydarzeń przedstawionych u Łapczyńskiej, dla ułatwienia wypisuję na kartce kategorie, który wydały mi się najbardziej uwypuklone w Bestiariuszu. Patrzę przez chwilę na tę listę i intuicyjnie podkreślam „oko” i „życie w oparach, w dymie”. Być może ryzykownie byłoby uznać je za naczelne dla całej książki, przyjmuję je więc za naczelne kategorie w moim indywidualnym odczytaniu tych historii. Dostrzegam bowiem w opowieściach o Nowej Hucie dosłowną i tę bardziej symboliczną walkę o wzrok w warunkach niesprzyjających patrzeniu. To miejsce cały czas zdaje się spowite mgłą, wyziewami z kombinatu. Opary wkradają się nie tylko do ulic, klatek schodowych i mieszkań, ale powoli oblepiają tamtejszych ludzi, włażą gorącem do ich wnętrzności. Wzrok „do siebie” staje się wyzwaniem na równi z próbą posłania spojrzenia w stronę dymiącej kadzi z surówką.

Motyw oczu dość wyraźnie zasygnalizowany jest już w pierwszym opowiadaniu m.in. w wiadomości I. do E.: „PANIE E., ZAMGRUGAJMY KAŻDE POTEM” czy wtedy, gdy Samanta przypomina Emilowi o Szpiglu: „Doktor Szpigiel badał oczy, gdyśmy nie patrzyli. Gdy oczy były zajęte śrubami, przewodami, naprawami albo zapatrzone w dal. Bywał wszędzie, kręcił się pomiędzy”. Mistrz Śmierci z drugiego opowiadania nie mógł znieść spojrzenia figury świętego Dionizego, przeszkadzało mu to w wypełnianiu narzuconego przez Szpigla obowiązku. U Rity i Ruty oczy były tym narzędziem, które zespalało je najsilniej, to one podarowały im wspólnotę rozumienia kolorami, to na wzroku opierał się najbardziej efektowny wątek ich takoż-samości. W historii O tym, jak mała kobieta zerwała się do biegu, w samym środku wydarzeń bohaterka traci wzrok, co powoli wprowadza ją w poczucie kompletnej obcości wobec ciała, tego, co to ciało zrobiło. Utrata wzroku, to nagłe, zniewalające nie-widzenie było stanowczą odmową uczestniczenia w konsekwencjach sytuacji, której stała się sprawczynią. „– Nie chcę być w tym sama – załkałam. – Już nic nie widzę, nawet pana. Chcę się wydostać z tego ciała”. I dalej: „(...) złociste iskry i dym, dym unoszący się nad sześciometrową kadzią. I tak jak ona unosiła się w przestworza ciemnej hali, tak samo ze mnie wyparowywało to, co drażniło. To, co bodło jak rzęsa pod powieką”. W opowiadaniu o Samsonie Juliusz Poważny, który wielokrotnie umierał na zlecenie Doktora Szpigla, dochodzi do wniosku: „Podobno z otwartych oczu nie popłynęła mi nawet jedna łza. Wygląda więc na to, że dusza wylatuje spod powiek”. Szósta historia (O tym, jak człowiek bez twarzy nie pozwalał mówić) wprowadza do nowohuckiego uniwersum postać mężczyzny, który staje się niemożliwy do trwania, wyrwany z kontekstu życia przez fałdę stopionej skóry demolującej usta, uszy i oczy. „Nie widać, czy cierpi, przeklina, czy może stoicko znosi ból, nie poznam tego po owalnej części ciała obciągniętej kawałkiem tkanki”. W sposób „nie wprost” dynamikę wzrok-dym można odczytywać w jednym z najbardziej, w moim odczuciu, intrygujących, bogatych w mikroświaty opowiadań ze zbioru, czyli w O tym, jak arszeniczki pożegnały śmierć. Bohaterki umacniały się w swoim patrzeniu na siebie, na swoje ciało, na mężczyzn, na Nową Hutę dzięki arszenikowi. To on nadawał im ostrość spojrzenia, pewność w postrzeganiu rzeczy. Mgliste było wszystko poza Nocnicą, poza rytuałem posypanego trucizną chleba. Wzrok, to skupienie na tym, co postrzegalne, materialne. „W Nocnicy mieszkały kobiety, które hołdowały materii. To, co ulotne jak słowa, formowały w przedmioty”. Ważna jest tu postać Sońki – tej, która „ma oko” do dostosowania odpowiedniej dawki arszeniku do osoby. Scena, gdzie rozdziela ostatnie zasoby trucizny z puszki, zasoby, którymi musi wykarmić wszystkie mieszkanki, jest wyraźną aluzją do biblijnego rozmnożenia ryb i chleba. Odbywa się tam zatem unaoczniony cud nad materią. Tym bardziej doniosły, że zaraz po nim miał nastąpić powolny koniec świata, jaki znały. Przyszłość arszeniczek, w związku z pozbawieniem ich źródła „mocy”, miała pójść z dymem.

Najjaskrawiej model oczu wobec oparów realizuje się w ostatnim opowiadaniu – O tym, jak Huta zyskała proroka. Główny bohater ma zdolność patrzenia mimo dymu, mimo kurzu. Co więcej, okazuje się, że w warunkach takiej mglistości ma on dar widzenia przyszłości. Pokonując wzrokiem fabryczne wydzieliny, staje się wszechwiedzącym, zyskuje Prawdę o Nowej Hucie i w końcu o sobie samym. Jest w tym jednak zupełnie odosobniony. Nikt poza nim nie sięgnie tak daleko, nie przekona się, jak to jest patrzeć tam, gdzie bucha para. Ostatecznie prorok musi przestać. Wiedza staje się nieznośna. Zobaczył za dużo, za odważnie. A inni nie mogą, nie potrafią tak, jak on, więc jego prawda nie ma prawa się liczyć. Nie chcą słuchać, jak ziemia się emancypuje. Nie chcą o tym słyszeć, więc w Epilogu, bez dodatkowych ostrzeżeń, to się po prostu dzieje. Tajemnicza Marta Fornarius przyjeżdża do miasta, które „jest skończone”. Skończone wszystkimi możliwymi znaczeniami.

Trudne dziecko

Bestiariusz nowohucki to propozycja Elżbiety Łapczyńskiej do rozliczenia się z Nową Hutą. Wyśnione miasto idei dziś jeszcze wydaje się potrzebować tego o nim gadania. Bo to rzeczywiście niepojęte – uwierzono, że na starej ziemi można świat potraktować od nowa. Kto to był, jak się tam zaczynało to życie? Myślę, że każdy, kto podejmie się osadzenia wzroku między strony Bestiariusza... będzie w stanie złapać choć jeden, krótki moment, gdy oko przedrze się przez mgłę. I dojrzy podsunięty przez Łapczyńską obraz rodzącej się Nowej Huty – jako tamtej ziemi siłą wświdrowane w brzuch dziecko ze stali.



Źródła:
Grzemska A., Łapczyńska E., Czytanie z symptomów, https://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/czytanie-z-symptomow/ (dostęp: 06.06.2022).
Milas T., O tym, jak ogień Nowej Huty kroczył za nimi, https://nowynapis.eu/tygodnik/nr-111/artykul/o-tym-jak-ogien-nowej-huty-kroczyl-za-nimi (dostęp: 06.06.2022).
https://www.biuroliterackie.pl/biuletyn/elzbieta-lapczynska-bestiariusz-nowohucki/ (dostęp: 06.06.2022).
Burszta A., Strona A, Strona B: Rozmowa Artura Burszty z Elżbietą Łapczyńską, biuroliterackie, [video:] https://youtu.be/yVTMB-5FQEg (dostęp: 06.06.2022).
Rabizo-Birek M., Elżbieta Łapczyńska | rezydencje literackie Wrocławia Miasta Literatury UNESCO, Dom Literatury, [video:] https://youtu.be/fm4rrMzf_a0 (dostęp: 22.01.2022).