Cień dnia codziennego
Zawsze kiedy słuchamy muzyki, sięgam po jego telefon.
Oliwia Rojek
4/30/2026


Zawsze kiedy słuchamy muzyki, sięgam po jego telefon. Klikam w Spotify i moim oczom ukazują się dziesiątki playlist. U mnie nie ma takiego porządku, ostatnia playlista, jaką stworzyłam, powstała jeszcze w podstawówce (nie licząc tej na osiemnastkę). Było kilka podejść w kolejnych latach, ale zawsze nieudanych. Te próby przypominają bardziej niedokończone, chybione pomysły, czasem z fajnym tytułem. U niego jest inaczej — każda piosenka ma swoje miejsce, mogę puścić coś ze względu na typ muzyki, rok wydania czy też vibe. Dlatego zawsze muzyki słuchamy z jego telefonu.
Przesuwając kciukiem w poszukiwaniu odpowiedniej playlisty, prędzej czy później trafiam na playlistę zatytułowaną „ból jest częścią człowieczeństwa”. Zawsze zatrzymuję się na niej myślami, chociaż palec odskakuje z taką prędkością, że ciężko stwierdzić, czy mój umysł zdążył przeczytać całą nazwę. Czasami zastanawiam się, po co mu ta playlista. O czym myśli, jak jej słucha? Kiedy jej słucha? Wiem, że utwory na niej są raczej dołujące aniżeli podbudowujące.
Razem słuchaliśmy jej tylko raz. Wracaliśmy z pogrzebu. Miał smutne oczy. Chociaż w sumie było w nich też trochę skupienia. Zapytałam, o czym myśli, nie uzyskałam odpowiedzi. Zastanawiałam się wtedy, czy skupienie, które czasami przysłania smutek oczu, to próba oderwania się od dołujących myśli. A może był skupiony na przeżywaniu bólu. Przeżywanie bólu. To możliwe, skoro nazwał tak playlistę.
Czasem zastanawiam się nad tym człowieczeństwem. Kto sprawia, że jesteśmy smutni? A może to my chcemy być smutni? Oczywiście są momenty, kiedy smutek jest normalny, naturalny, jak wtedy, kiedy słuchaliśmy tej playlisty. Ale czasem nie. Może to odważne stwierdzenia, ale nie uważacie, że ludzie zapadają się w sobie? Ostatnio mam wrażenie, że smutek jest wszędzie, stał się nierozłącznym elementem naszego społeczeństwa. A chciałabym wierzyć, że powinien być wypadkową sytuacji, na które niezbyt często natrafiamy w życiu.
A może wcale tego smutku nie ma tak wiele, jak mi się wydaje. Chociaż spójrzcie. Wszyscy z grobowymi minami. W tramwaju. Na korytarzu. Na ulicy. W sklepie. Mięśnie ust lekko opuszczają usta w dół. Powieki chyba próbują zrobić to samo z oczami. A policzki, one już od dawna się nie unosiły. A może po prostu nie jesteśmy szczęśliwi? Ale czy to od razu oznacza, że jesteśmy smutni? Nie wiem, ale tak mi się wydaje.
Smutek jest wszędzie. Ostatnio byliśmy w kinie. Wiecie, co powiedział po seansie? Że od dawna nie oglądaliśmy filmu, który byłby dobry i wywoływał uśmiech na twarzy na koniec seansu. I gdy o tym pomyślałam, to miał rację. Do kina chodzimy często. Cofałam się pamięcią do zakończeń innych filmów. Raz film był tak dramatyczny, że ludzie nie byli w stanie wstać mimo już lecących napisów. Kolejnym razem na koniec widownia westchnęła w tak dziwny sposób, że skłonna byłabym nazwać to bardziej krótkim szlochem, a nie westchnieniem. Dzisiaj, kiedy siedziałam w kinie, zdałam sobie sprawę, że czekam na kolejny smutny film.
Czy każdy film jest smutny? Może akurat my takie wybieramy? Ale w sumie wszystko jest smutne. Wystawy w galeriach przecież też zwykle poruszają we mnie coś, co wprowadza mnie w dziwnego rodzaju smutek. A może ja takie wybieram? A świat dookoła? Bloki bez koloru. Betonowe płyty zamiast plant. I stary autobus. Świat też jest smutny? A może tylko ja go tak widzę? Wiadomości, newsy, artykuły. Wszystkie non stop opowiadają dramatyczne historie, które wydarzyły się w dalszej lub bliższej przeszłości. Spodziewacie się pewnie pytania, czy może akurat takie podpowiada mi algorytm. Ale nie. Tutaj jestem bardziej pewna, że takie informacje trafiają też do was. A to wszystko za sprawą pewnej teorii.
Ostatnio słuchałam podcastu. Ani jego treść, ani nawet kontekst nie są tutaj istotne. Jedynie jedna, mało znacząca dygresja prowadzącego. Powiedział on bowiem, że to my sami jako ludzie wolimy słuchać informacji złych zamiast dobrych. Powodów doszukiwał się w pierwotnej potrzebie człowieka 一instynkcie przetrwania. Podobno dzięki złym informacjom dochodzącym z zewnątrz jesteśmy w stanie „zdystansować” się od zła. Odsunąć się od niego. Zniknąć mu z oczu. Bowiem kiedy coś złego przytrafia się komuś, jest to jednoznaczne z faktem, że nie przytrafiło się nam. Co, jeżeli chodzi o szanse na przetrwanie, jest informacją w teorii pozytywną.
Informacja ta, jest tylko w teorii pozytywna, bo jakby nie było, przecież stykamy się z jakąś tragedią. I może nasza podświadomość jest zadowolona, że zły przypadek i tym razem nie wylosował nas w ruletce. Ale jak mamy być zadowoleni? Czyjś ból, smutek czy strach nie jest przecież powodem do poczucia zadowolenia. Może i są tacy, których taka informacja „nie rusza”. Jednak większość z nas jest raczej empatyczna. Dlatego tragedia wywołuje u nas raczej smutek. Większy. Mniejszy. Westchnięcie. Przygnębienie. Łzy w oczach. Więc to, czego z jednej strony tak pragniemy dla dziwnego poczucia wygranej w zawodach przetrwania, na koniec dnia wywołuje w nas smutek.
Może się mylę. Ale mam wrażenie, że świat jest smutny. Może trochę mniej, niż mi się wydaje. Albo trochę bardziej. A może dla każdego z nas jest smutny inaczej. W końcu każdy z nas ma inną wrażliwość. Inne rzeczy są bardziej istotne dla mnie. Inne dla ciebie. Różne perspektywy. Różne emocje? Ten sam smutek? Raczej nie. Może stwierdzenie, że wszędzie smutku szukamy, byłoby za raptowne. Ale stwierdzenie, że w pogoni za szczęściem tracimy je w cieniu dnia codziennego, wydaje mi się trafne. Może to czas, aby wystawić światu receptę. Może to czas, aby coś zmienić? Nie wiem. Może po prostu zastanówmy się nad tym.
Jesteś smutny? Kiedy ostatni raz czułeś się szczęśliwy? Myślisz o tym w ogóle? Odpowiedzi, że robisz wszystko, aby być szczęśliwym, mnie nie interesują. Pytam, co robisz, żeby teraz. W tym momencie. Być szczęśliwym. Czytanie tego felietonu sprawia, że czujesz szczęście? Raczej nie. To wstań i pomyśl, co zrobić, aby tak było, zamiast to czytać. Chyba że smutek jest dobry. Potrzebny ci. To po prostu zastanów się: dlaczego tak jest?
