Ich Troje (prawie) bez cenzury

Osobista, pełna brzydkich słów i odkrytych pośladków relacja z juwenaliowego koncertu.

Natalia Klinik

6/2/2026

15 maja 2026, w ramach Juwenaliów Krakoskich, odbył się koncert zespołu Ich Troje. Betonowy teren byłego lotniska na Czyżynach zgromadził całą rzeszę fanów – i choć znaczną większość stanowili rozentuzjazmowani swoim świętem studenci, nie zabrakło również starszych, długoletnich słuchaczy. Pogoda zdecydowanie nie sprzyjała. Możnaby nawet pomyśleć, że chciała wszystkim spłatać figla, bo gdy o 23:00 wybrzmiały pierwsze dźwięki muzyki, jak na zawołanie zaczął padać rzęsisty deszcz, który towarzyszył zebranym aż do ostatniego bisu. Na szczęście nikomu nie przeszkodziło to w fantastycznej zabawie.

Choć sama nazwa grupy wskazuje na raczej nieliczny skład, na scenie poza trójką wokalistów można było zaobserwować również zespół muzyczny oraz grupę taneczną, która pojawiła się na scenie w ozdobnych masko-kagańcach. Sam Michał Wiśniewski wyszedł zza kulis zamaskowany, z wymyślnym pióropuszem na głowie, odsłaniając się dopiero pod koniec utworu Pokaż Swoją Twarz. Następnie wybrzmieli Ci wielcy, po których artysta w końcu przywitał się z publicznością. Nie omieszkał przy tym zaznaczyć, że każdy ze zgromadzonych studentów może być jego dzieckiem.

Po chwili na scenie pojawił się drugi z wokalistów – Jacek Łągwa – z utworem Lecz to nie to. Podczas krótkiej dygresji nawiązał do trwającego aktualnie Konkursu Piosenki Eurowizji i poprosił o trzymanie kciuków za tegoroczną reprezentatnkę Polski – Alicję Szemplińską. Należy tu zaznaczyć, że zespół Ich Troje również wiąże z tym konkursem swoją historię – w 2003 roku wystąpił na nim z utworem Keine Grenzen – Żadnych Granic, zajmując przy tym siódme, drugie najwyższe w historii Polski, miejsce.

Artystka wykonała następnie solowy kawałek Perfekcyjna miłość, a zaraz po nim, wraz z Michałem Wiśniewskim, Kochaj mnie kochaj. Gdy jedni się przebierali – a trzeba zaznaczyć, że spektrum strojów było tak szerokie, że można było poczuć się, jak na pokazie mody – inni, a konkretnie Jacek, śpiewali Nową Ziemię.

Następnie na scenę wrócił Michał, a wymyślne kostiumy poszły w odstawkę. Artysta wyszedł do publiczności boso, w niebieskiej piżamie i z zakrwawioną twarzą. Siedząc na huśtawce, zaśpiewał niezwykle emocjonalną Jenny. Na koniec występu, Wiśniewski podniósł nad głowę tuloną dotąd do piersi poduszkę i uderzył nią jedną z leżących na ziemi tancerek. W powietrze wzniosły się chmary pierza, a piosenkarza wyprowadzono ze sceny w kaftanie bezpieczeństwa. Z publicznością został jedynie jego głośny krzyk.

Po mrożącym krew w żyłach występie zza kulis wrócił Łągwa, wykonując utwór Tobą oddychać chcę. Następnie pojawiła się Martyna, która w błyszczącym stroju i cekinowej czapce policyjnej zaśpiewała Zastrzel mnie, prezentując przy tym minimalistyczny pokaz burleski.

Niektóre piosenki Michał Wiśniewski zapowiadał, przybliżając datę ich wydania, wprowadzając przy tym kontekst historyczny i nutę nostalgii. Nie inaczej było w przypadku wydanego w 2001 roku Powiedz. Artysta nie zrobił chyba jednak wystarczającego researchu w kwestii wieku aktualnych studentów, gdyż zapytana o to, kto się w tamtym roku urodził, publika podniosła ręce bardzo nielicznie. Sam utwór został zaśpiewany w pełnym składzie, choć nawet gdyby na scenę nie wyszedł żaden z artystów, chórki publiczności byłyby w stanie udźwignąć go na swoich barkach – a nawet gardłach. Z biegiem lat, nieodłącznym elementem tego wykonu stały się wzniesione do nieba pochodnie. Nie inaczej było na juwenaliowej scenie. A powstały dzięki nim podniosły klimat pozwalał zapomnieć, że wciąż był to jedynie występ w ramach studenckiego festiwalu.


Wzruszyć zdawał się nawet sam Wiśniewski. „K*rwa, ja czasami sobie żartuję, ale serio czuję się jak Krzysiu Krawczyk, który przyjeżdżał na juwenalia”. Takimi słowami główny wokalista skomentował zachowanie publiczności. Wykorzystał również okazję, by podziękować wszystkim swoim fanom za ostatnio otrzymane wyróżnienie – przyznanego na zeszłorocznym Pol’and’Rock Festivalu Złotego Bączka. Była też to niejako zapowiedź kolejnego utworu – Najpiękniejszy festiwal świata (Supeł).

Refren piosenki bezpośrednio nawiązuje do chyba najbardziej flagowego elementu juwenaliowych koncertów – ochoczego zachęcania artystów do ściągnięcia bielizny, lub – bardziej obrazowo – pokazania dupy.


Sam występ muszę niestety ocenić bardzo negatywnie. Zapewne wpłynęły na to osobiste oczekiwania, ale całość wykonania, dialog między wokalistami, czy towarzyszący mu performans, wydały mi się po prostu nieprzećwiczone i sztuczne. Sytuację uratował na szczęście zjawiskowy, wykonany tanim biedronkowym winem, champagne shower [4]. A ja – choć zawiedziona – i tak wyśpiewałam cały utwór razem z artystami.

Kolejna piosenka – zresztą nie pierwsza tu wspomniana – pochodziła z najnowszego albumu pt. Wybiła jedenasta. Została napisana z myślą o nowej wokalistce, która z Wiśniewskim i Łągwą śpiewa zaledwie od początku 2025 roku. Sama Majchrzak zauważyła, że jest młodsza od historii zespołu Ich Troje, co – mimo że raczej nikogo nie dziwi – z pewnością stawia sytuację w zupełnie nowym świetle. Utwór Dziewczyny ulicy, jak powiedział Wiśniewski, miał nazywać się Dz*wki ulicy, jednak tytuł nie pasował mu do dziewczęcego wizerunku artystki. Zakładam, że ostateczna postać utworu również różniła się od pierwowzoru:

Fot. Milena Stawarz, KSAF

Fot. Milena Stawarz, KSAF

Fot. Patryk Major, KSAF

Fot. Patryk Major, KSAF

Fot. Patryk Major, KSAF

[1]  Ich wär so gerne mal ein Astronaut,

Der von dort oben auf die Erde runterschaut.

Denn alle, die dort oben einmal waren,

Sie alle sagen es ist wunderbar
Ich Troje – Keine grenze

[2]  Ich Troje – Najpiękniejszy festiwal świata (Supeł)

[3]  Ich Troje – Wypijmy za to

[4]  z ang. szampański prysznic – zabieg, często towarzyszący celebracji, polegający na otwarciu butelki szampana i obfitym polewaniu nim siebie i otoczenia

[5]  Ich Troje – Dziewczyny ulicy

[6] z hiszp. Dom z papieru

Tak bardzo chciałbym kiedyś zostać astronautą,

Który tam z góry spogląda na Ziemię.

Bo wszyscy, którzy kiedyś byli tam w górze,

Oni wszyscy mówią, że jest pięknie [1].

Dalsza zapowiedź tego utworu ograniczyła się jedynie do słów „Wiśniewski, k*rwa, poleciał w kosmos, to ja mogę to zaśpiewać”. Chodziło oczywiście o polskiego astronautę – Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego – ale zdaje się, że nikomu nie przeszkadzało to, że na scenie zamiast niego pojawił się czerwonowłosy Michał. Utwór wybrzmiał w pełnym składzie, prezentując przy tym najnowszą wokalistkę grupy – zaledwie dwudziestojednoletnią Martynę Majchrzak.


Rozplączemy granic supeł,

Zawołamy: pokaż dupę!

Pozwolimy sercom, nogom

Tańczyć pogo! [2]

Nie inaczej było tym razem, gdyż niedługo po zakończeniu utworu, spod sceny rozległy się krzyki namawiające do takiegoż właśnie obnażenia. Wiśniewski stwierdził, że „k*rwa, jakbym miał bardziej względną dupę, to bym k*rwa pokazywał”, a kolejne nawoływania skwitował zdaniem „nie ma lateksu nie ma dupy k*rwa no”. Odmowę tłumaczył również wyglądem swoich wiekowych genitaliów, ale może oszczędzę czytelnikom bezpośredniej cytacji.

Myślę jednak, że najciekawszą wypowiedzią wokalisty związaną z tylną częścią ciała, były słowa, którymi zakończył całą rozmowę. Mianowicie – „à propos dupy, jakbym chciał mieć szóstą żonę, kopnijcie mnie w dupę”. I chyba nie trzeba tego szerzej komentować.

Po dość długim, jak pomyślałam o tym w trakcie koncertu, ustępie o dupie, Michał z Martyną wykonali utwór Razem, a jednak osobno, humorystycznie nawiązując przy tym do dzielącej ich różnicy wieku.

Muszę przyznać, że występu, który nastąpił później, zupełnie nie zrozumiałam. Zaczęło się od „k*rwa słyszałem, że wczoraj moja była zabawiała Kraków. Mandaryna. Znacie Ev’ry night???”. Zabrzmiało to jak zapowiedź gościnnej gwiazdy – i faktycznie nim było – jednak, gdy Michał zaczął mówić, o artystce, która przyjechała z Ameryki, mogłaby być jego córką i o której tak właśnie myśli, wiadomo było, że nie będzie to była żona piosenkarza. Na scenie pojawiła się za to Samantha, która zarówno kowbojskim wyglądem, jak i zamerykanizowaną polszczyzną nie pozostawiła złudzeń, że przybyła właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Artystka zaśpiewała, a raczej niestety – zafałszowała – utwór, który mógł nosić nazwę Sweet disguise. Z tym, że wszystko to wydaje mi się tak nierealne, że zarówno Samanthę, jak i jej tajemniczą piosenkę, mogłam sobie po prostu wymyślić.

Za ten papieros tuż po

I ten szampan tuż przed

Za pocałunek w tę noc

I za stosunek w dzień [3]

W końcu przyszedł czas na mój ulubiony kawałek zespołu Ich Troje – zapowiedziane jako „piosenka, która doprowadziła do tego, że 20 lat temu ludzie prokreowali na potęgę, jak króliki” – Wypijmy za to. Refren utworu wzrusza mnie od pierwszego razu, gdy go usłyszałam.

*

*

Dziewczyny z dzielnicy tam, gdzie latarni czerwień lśni.

Nienawidzą ulicy, o miłości mają sny.

Wracają tam każdego dnia, a nad ranem słychać tylko cichy płacz.[5]

Myślę, że była to bardzo trafna decyzja, bo ballada – zupełnie inna niż główna twórczość grupy – jest poważna, smutna i jak najbardziej wzruszająca.

Na fali tego właśnie wzruszenia, Michał wspomniał rok 1999, kiedy to w jednym z warszawskich hoteli popijał drinka i podpisywał papiery na piosenkę, bez której teraz trudno wyobrazić sobie koncert Ich Troje. No i chyba wszyscy się zgodzą, że być na ich koncercie i nie usłyszeć A wszystko to... (bo Ciebie kocham), to tak, jakby nie być tam wcale. Choć nie ma to bezpośredniego związku z utworem, muszę wspomnieć o tym, że artysta miał na sobie czerwone futro. A czemu o tym wspominam? Bo szkoda by było nie zacytować wypowiedzi, którą zakończył flagowy utwór: „Pamiętacie k*rwa jak będziecie sobie kupować prawdziwe k*rwa futro z Temu, to 69zł, ale maść na pryszcze, które potem wychodzą – 200zł”.

*

Dawno nie wspominałam o Jacku Łągwie, ale uwierzcie, że przez cały koncert przewijał się na scenie i dzielnie śpiewał z pozostałymi członkami zespołu. Przyszła jednak pora na jego drugi solowy występ, a konkretnie utwór Elektryk. Nawiązuje on do prawdziwej historii artysty, który w trakcie pandemii – ze względu na niestabilną sytuację rynku muzycznego – zapisał się do szkoły dla dorosłych i zdobył tam tytuł technika elektryka. Przyznał, że niedawno zaczął również studia na Wydziale Elektrotechniki Politechniki Łódzkiej, jednak ze względu na inne zobowiązania zawodowe, rzucił je po pierwszym semestrze. Kto wie, może kiedyś zdecyduje się je skończyć i razem z nami – studentami – będzie świętował juwenalia nie na scenie, a pod nią.

A jeśli już o studentach i juwenaliach mowa, to do wykonania kolejnego utworu, artyści potrzebowali pomocy trzech pijących-praktykujących studentów. Nikogo oczywiście do tego nie namawiali, ALE… Ale wcale nie musieli, bo na scenie w mgnieniu oka pojawiła się poszukiwana trójca. I co tam się nie działo. Był breakdance, były nagie torsy, tańce, śpiewy i toasty. A konkretniej – toasty za cały Babski świat. Na koniec utworu jeden z odważnych studentów pozwolił sobie nawet na wyrwanie Wiśniewskiemu mikrofonu i wykrzyczenie do niego „JUWE- JUWE- JUWENALIA”. Zmobilizował tym zgromadzoną pod sceną publiczność, a artysta, choć z początku skonfundowany, przyznał w końcu, że „no k*rwa lepiej by tego nie zrobił”.

Nie można było przecież przegapić też okazji do kolejnego ustępu o dupie i choć muzycy wciąż nie chcieli na ten pomysł przystać, brawurowy student, już w połowie wyganiany ze sceny przez ochronę, ściągnął spodnie, odwrócił się tyłem i zadowolił żądną dupy publikę.

Tytuł kolejnego zagranego utworu zaczyna się od słowa „zawsze”, ale nie, to jeszcze nie ten, o którym myślicie. Zanim wybrzmiał ten, na który wszyscy czekali, artyści wykonali wspólnie Zawsze pójdę w Twoją stronę.

Ale nie będę już nikogo dłużej trzymać w niepewności. Bo, jak powiedział Wiśniewski, „to jest k*rwa fascynujące – była Magda, była Ania, była Justyna, ale nigdy nie było KAŚKI”. I wybrzmiało w końcu Zawsze z Tobą chciałbym być. Nie muszę chyba pisać o panującej wśród publiki wrzawie, o niosących się po całych Czyżynach radosnych głosach, ani o ogromnym wzruszeniu artystów. Takich rzeczy nie trzeba przecież dopowiadać.

Na koniec nie zabrakło również smaczków dla fanów serii La casa de papel. Zespół wykonał oryginalną, włoską wersję utworu Bella Ciao, a na scenie towarzyszyli mu przebrani w znane z serialu maski i kombinezony tancerze. Zdawać by się mogło, że tym właśnie akcentem cały koncert się zakończy, jednak po głośnych nawoływaniach, zespół wrócił na scenę, by zaśpiewać Nie pytam Cię o miłość oraz polską wersję utworu Susanna, który w oryginale wykonuje zespół The Art Company. Osobiście właśnie tę aranżację preferuję, jednak tej spolszczonej (i nieco bardziej wulgarnej) słuchało się równie dobrze.

*

*

To nie był zwykły koncert. To było absolutne show pełne wymyślnych, zmienianych przy każdym utworze strojów; muzyki, która koiła zmysły i atmosfery, którą wspominać będę jeszcze przez długie tygodnie. Z tego wszystkiego zdążyłam już nawet zapomnieć o tym deszczu, który nie chciał przestać padać..

„Idźcie w pokoju, bawcie się dobrze jeszcze dzisiaj, jutro też jest dzień, Michał Wiśniewski” – to jedne z ostatnich słów, które padły ze sceny. I ja też Wam tego, drodzy studenci, życzę. Korzystajcie z życia, imprezujcie, nie myślcie za dużo o przyszłości i odetchnijcie sobie w te (i każde kolejne) juwenalia. Adiós.

Kontakt

Sprawdź nasze social media!

E-mail

redakcja@bis.agh.edu.pl

© 2026. All rights reserved.