„Jak mam rozpoznać dobre czasy, póki jesteśmy w nich?”. Lordofon na Juwenaliach Krakoskich 2026
Relacja z koncertu na Strefie Polibuda.
Gabriela Światłowska
5/28/2026


Niesamowita trupa ponownie na Juwe
Lordofon – czyli duet muzyczny, w którego skład wchodzą Maciej Poreda (wokal, gitara, teksty) i Michał Jurek (produkcja, perkusja) – powraca na Juwenalia Krakowskie już trzeci rok z rzędu, po raz pierwszy jednak od premiery ich najnowszej płyty „Niesamowita trupa Pana Hiroszimy” z 2025 roku. W tym roku usłyszeć ich mogliśmy 15 maja na Strefie Polibuda zaaranżowanej na czyżyńskim pasie startowym dawnego Lotniska Rakowice-Czyżyny, obok artystów takich jak Lotta, Łydka grubasa, Strachy na lachy oraz Ich troje.
Niewiele informacji można znaleźć w sieci na temat członków zespołu czy jego historii, trzy fakty są jednak pewne: mają na swoim koncie już trzy albumu i EPkę, pochodzą z Łomży i jak nikt inny potrafią sprawić, aby tłum na koncercie doskonale się bawił.
Nie inaczej jest dziś, gdy zapaleni fani zespołu ochoczo gromadzą się pod sceną Strefy Polibuda, niezrażeni ponurą, dżdżystą pogodą ani treścią porannego alertu RCB ostrzegającego przed gwałtownymi burzami. Zresztą, juwenalia nie mogłyby być juwenaliami, gdyby nie powracające co roku deszcz i niewiosenny chłód.
Wygląd sceny różni się od tego, do którego zespół zdążył przyzwyczaić swoich juwenaliowych fanów – w odróżnieniu od zeszłych lat, brak jest elementów nawiązujących do wizualiów którejkolwiek z płyt. Tym razem show budują multimedia realizowane z kamer filmujących artystów, czasem tylko przeplatane utrzymanymi w czarno-bieli materiałami filmowymi, oraz praca świateł, których dynamikę i kolory znakomicie dostosowano do energii i atmosfery danych utworów. Ze względu na zakończoną jakiś czas temu trasę koncertową promującą „Niesamowitą trupę Pana Hiroszimy”, muzycy odcinają się od charakterystycznej dla tej płyty estetyki – kostiumy w postaci rogatej czapki Poredy i koszuli z krawatem Jurka idą w odstawkę, zastąpione strojami kojarzącymi się typowo hiphopowo, w odróżnieniu od wcześniej prezentowanego przez nich image-u.
Oprócz samych członków zespołu, na scenie występuje również Hubert Woźniakowski – jak sami artyści wielokrotnie podkreślają: wnuk Jacka Woźniakowskiego, pierwszego prezydenta Krakowa po reformie ustrojowej. To nie pierwsza ani ostatnia współpraca tego basisty z Lordofonem – w zbliżających się dniach wystąpią razem jeszcze w Katowicach i Warszawie.
Widzowie mieli okazję usłyszeć cały przekrój muzyki zespołu – zarówno liczne kawałki z najnowszej płyty, jak i znane i lubiane utwory sprzed lat, w tym nawet „16mm” z debiutanckiej EPki „Plastelina” z 2019 roku. Patrząc po reakcji widowni, fani ze szczególnym entuzjazmem reagują na te, wydawać by się mogło, bardziej niszowe, być może zapomniane już trochę przez szerszą publikę kawałki ze starszej dyskografii zespołu. Nie oznacza to jednak, że najpopularniejsze utwory spotkały się z negatywnym przyjęciem – wręcz przeciwnie, „Francoise Hardy”, „Prywatna wyspa” czy „Grawitacja” zostały z radością odśpiewane i wyskakane przez zgromadzonych.
Zdania co do wyższości i niższości poszczególnych juwenaliowych scen są co prawda podzielone, powiedzieć można jednak, że w takich trudnych warunkach przyrody to Strefa Polibuda z jej betonowym podłożem sprawdza się najlepiej dla entuzjastycznych fanów Lordofonu – jeśli skakać do melodii i iść w pogo, to lepiej nie w błocie.




Fenomen Lordofonu
Lordofon na przestrzeni tych kilku lat nieprzerwanej obecności stał się czymś na kształt „juwenaliowego klasyku” – koncertu, na który powraca się co rok, wiedząc, że można spodziewać się po nim studenckiej energii i świetnej zabawy. Skąd się to bierze? Przepisu na ten sukces doszukiwałabym się w połączeniu trzech składników: charyzmatycznej prezencji artystów, energetyzującej muzyki, a także tekstów, w których każdy znajdzie fragment, z którym mógłby się utożsamić. Dzięki temu, Poreda i Jurek potrafią zaskarbić sobie serca tych, którzy przed koncertem jeszcze ich nie znają, rozruszać widzów, którzy kojarzą zaledwie parę najpopularniejszych kawałków i podtrzymać sympatię wiernych fanów.
Chryzma artystów – zwłaszcza Poredy, który w trakcie występów odpowiada za relację z publicznością – przekłada się na wyjątkową zdolność pracy z tłumem. Relacja sceny z widzami jest szczera i niewymuszona – wokalista nie tylko animuje publikę, ale i prowadzi z nią ciągły dialog, w którym odpowiedzi i reakcje zgromadzonych wydają się naprawdę go interesować, nie zaś stanowić jedynie konieczny element w z góry zaplanowanym scenariuszu. Kiedy – jak zresztą co roku – artyści deklarują, że to Kraków jest ich ulubionym miastem do koncertowania, wierzymy im. Gdy wokalista zarządza, że na jego sygnał wszyscy unoszą ręce w górę i obracają się w miejscu, widzowie robią to z entuzjazmem i ochotą.
Te umiejętności organicznego animowania tłumu mają świetny wpływ na odbiór całego koncertu – widz nawet gdyby chciał, nie ma czasu się znudzić, bo w odpowiednio dobranych momentach ciągle dostarczane są mu nowe bodźce. Najpierw się obracamy, potem wszyscy łapiemy za ręce i kołyszemy w rytm melodii, a za chwilę gasną wszystkie światła na scenie, a my wyciągamy telefony z włączoną latarką. A wszystko to zmyślnie dobrane do etapu koncertu i klimatu granego utworu.
Kiedy na koniec koncertu Poreda pyta, czy w tłumie są jakieś osoby pogujące, chętnych jest wielu. Na czas idealnie nadających się ku temu utworów „ChatGPT” i „Prąd w galarecie” widownia zamienia się w roztańczoną, zderzającą się chmarę.
W tym roku Poreda nie schodzi sam do pogo, jak miało to miejsce w ubiegłym roku na Strefie Żaczek, mają miejsce jednak inne mniej lub bardziej spontaniczne zdarzenia, w trakcie których widownia może poczuć się bliżej z artystami. Odśpiewane zostaje „Sto lat” dla pana taty Michała Jurka, który jak się okazuje, jest gdzieś w tłumie i niedawno miał urodziny. Na czas utworu „Prywatna wyspa”, który oryginalnie wraz z Lordofonem wykonuje Hi Hania, na scenę zaproszona zostaje fanka Milena, chętna, by zaśpiewać partie nieobecnej wokalistki. Udaje jej się to świetnie i zbiera liczne owacje.
Lordofon schodzi ze sceny po aż dwóch utworach zagranych na bis, pożegnany burzą oklasków. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku zespół również zawita na Juwenalia Krakoskie i zapewni studentom możliwość poczucia tej atmosfery młodości i wakacyjnej beztroski, do której już zdążył przyzwyczaić.




fot. Zuzanna Serwin / KSAF
fot. Stanisław Gondek / KSAF
fot. Stanisław Gondek / KSAF
fot. Stanisław Gondek / KSAF
Grafika: Aleksandra Kamińska
