Martwy sygnał
Rok 2053, Cascade City – megalopolis rządzone przez korporacje i Sieć. Zlecenie wydawało się proste: wejść, wykraść dane, wyjść. Tego, co odkrył Jett, nie da się odzobaczyć.
Maksymilian Fuławka
4/24/2026


Cascade City, Stany Zjednoczone Zachodniego Wybrzeża, rok 2053.
Przez brudną, ciemną alejkę szybkim krokiem przemknął mężczyzna. Było już po zmroku i choć wyszedł poza perymetr obserwowanego przez korporacje, „bezpiecznego" centrum, nie zważał na mijanych przez niego narkomanów, bezdomnych i ulicznych gangusów badających go ostrożnym wzrokiem. Czy to jego pokerowy wyraz twarzy, czy też taktyczna kurtka z poliwęglanu – coś wskazywało, że wyraźnie ma swoje intencje i lepiej mu w nich nie przeszkadzać.
Wreszcie zatrzymał się przy ukrytym za kontenerem wejściu do jednego z budynków. Stanął na chwilę przed drzwiami. Z góry pojawiło się czerwone światełko, znad drzwi wysunęła się mała kamera, a zaraz potem skaner szybko prześwietlił jego sylwetkę.
– Jett? – dobiegł głos z wyraźnie przestarzałego domofonu.
– Kod „neuro" – mężczyzna odpowiedział.
Na chwilę nastała cisza. Rozległ się jednak charakterystyczny dźwięk domofonu i drzwi się otworzyły.
Jett obejrzał się za siebie, po czym wszedł na klatkę schodową, skręcił w prawo i zszedł do piwnicy. Kiedy był już w podziemnym korytarzu, usłyszał cichy odgłos pikających serwerów. Otworzyły się przed nim kolejne drzwi, tym razem zdecydowanie bardziej nowoczesne.
Wszedł do ciasnego, ciemnego pomieszczenia, lekko oświetlonego przez zielone neony i kilka monitorów. Przy biurku siedział inny mężczyzna, ubrany w ciemną bluzę. Ze swojego miejsca Jett widział zarys jego okularów i rozczochranych włosów.
Mężczyzna odwrócił się na swoim krześle i lekko się uśmiechnął na widok Jetta.
– Czyli jednak? – powiedział.
– Coda, nawet nie zaczynaj – Jett westchnął, podchodząc do drugiego mężczyzny. Stanął naprzeciwko monitorów z założonymi rękami, lecz na pierwszy rzut oka nie był w stanie niczego wywnioskować z widniejących na nich danych.
– Widziałeś w ogóle, jaki skaner tu zainstalowałem? Nieźle, co? – spytał Coda, obracając się na swoim krześle. – W zasadzie zainstalowałem to za duże słowo… zhakowałem to, co już tu było.
– No, mega profesjonalnie – sarkastycznie zaśmiał się Jett. – Jak wejdzie tu agent korporacji, też będziesz go pytał o imię?
– Byliśmy umówieni, tak? – mina Cody spoważniała. – Chodzi o to, żeby sprawdzić czy ktoś jest w Sieci czy nie.
Sieć była podstawą funkcjonowania – ale też podstawą inwigilacji. Już od dzieciństwa mieszkańcom wszczepiano złącza neuronalne, które służyły… tak naprawdę do wszystkiego. Od płatności, przez komunikację aż po śledzenie wiadomości i rozrywkę – wszystko odbywało się w Sieci. Każdy miał swój własny interfejs rozszerzonej rzeczywistości, na którym mógł wyświetlić to, co chce. Korzystały na tym przede wszystkim korporacje, które za pomocą spersonalizowanych algorytmów w czasie rzeczywistym wyświetlały i dostosowywały reklamy dla każdego użytkownika.
Odłącznicy – jak to przyjęło się mówić na osoby żyjące poza Siecią – najczęściej korzystali z czarnorynkowych lub zhakowanych złączy, które pozwalały im na ominięcie korporacyjnych algorytmów śledzących każdy ruch. Oczywiście wiązało się to z ograniczeniami, chociaż i te dało się obejść za pomocą zaszyfrowanych czatów, darknetu i prywatnych stron.
– Dobra, przejdźmy do rzeczy – powiedział Jett, wreszcie odwracając się w stronę Cody i mierząc go wzrokiem. – Jeśli to kolejna z twoich bezsensownych zagrywek…
– To już nie te czasy! – przerwał mu Coda. – Widzisz… – westchnął, opierając się o biurko i przecierając lekko okulary. – Mówię ci, to naprawdę dobre zlecenie.
– Mówisz? – Jett uniósł lekko brew.
– Jak często masz szansę okraść korporację?
– Rzadko. Bo szanuję własne życie – Jett przewrócił oczami, w jego tonie dało się usłyszeć frustrację.
Coda oparł się w swoim krześle i popatrzył na Jetta z założonymi rękami.
– Pięćdziesiąt kafli. Na osobę – wreszcie powiedział.
Jett szybko wypuścił powietrze i na chwilę zawiesił wzrok na suficie.
– Kto ci płaci? – spytał.
Na twarzy Cody pojawił się mały uśmieszek, który sugerował, że nawet jakby chciał, to by nie powiedział.
– Ktoś, komu bardzo zależy na upadku Neuroforge.
– Czyli jakaś inna korporacja, pewnie też zbrojeniowa – wymamrotał Jett.
– A jakie to ma znaczenie? Pieniądze to pieniądze.
– Wiesz, czego nauczyły mnie lata w służbach specjalnych? – Jett podniósł głos – Że jak zaczynasz bawić się w korpo-wojny, zawsze ktoś będzie chciał cię wykiwać. A w większości przypadków przepłacasz za to życiem.
Coda siedział przez chwilę w ciszy, wpatrując się w podłogę. Po chwili wreszcie popatrzył znowu na Jetta.
– Słyszałem niedawno trzy ptaszki. Pierwszy mi powiedział, że bronie neuronalne od Neuroforge zaczęły zachowywać się… dziwnie. Nieprzewidywalnie. Drugi ćwierkał coś o tym, że zachciało im się pakować bardzo dużo kasy w AI. A od trzeciego słyszałem, że… bańka zaraz jebnie… a z nią całe Neuroforge. Nie chcesz trochę przyspieszyć tego procesu?
– Neuroforge się bawi w AI…? – Jett zapytał, lekko przecierając brodę.
– Mhm. Neuronalna broń połączona z AI… pomyśl o implikacjach – Coda znowu się uśmiechnął.
– Mimo wszystko… myślę, że ta misja to samobójstwo.
Coda wzruszył ramionami.
– Wiesz jak to jest. Gigant nigdy nie spodziewa się, że upadnie. Kradzież tych danych nie będzie jakimś mega wyzwaniem – oni są tak megalomańscy, że nawet nie spodziewają się, że jakaś grupa losowych najemników napadnie im na serwery.
W pokoju zapadła cisza. Jett bez słów wpatrywał się w monitory.
– Czyli w to wchodzisz? – spytał Coda.
– A powiedziałem, że wchodzę?
– Jeszcze nie wyszedłeś z pokoju.
Ponowna cisza.
– Pokaż mi, z kim mam pracować – Jett po chwili powiedział.
– Przyjdź jutro o tej samej porze. Akurat będzie reszta zespołu.
Jett westchnął i popatrzył przez chwilę na podłogę. Nagle odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z pokoju. Zanim opuścił piwnicę, usłyszał jedynie dźwięk zamykających się za nim automatycznych drzwi.
________________
Mieszkanie Jetta było ciasne, tak jak w przypadku większości mieszkańców Cascade City. Mieszkał w jednym z wielu megabloków, które stanowiły podstawowe miejsce zamieszkania dla klasy pracującej. Okolica nie była najlepsza – tło wypełniał szum przebiegającej niedaleko trasy I-5, przy otwartym oknie czuć było smród z kanałów Harbor Island, a przez okno widać było korporacyjne centrum. Ogromne wieżowce z wielkimi neonami przyćmiewały swoją monumentalnością resztę panoramy.
Usiadł na sofie i otworzył butelkę z tanim piwem ChromBrew. Wziął łyk, a na rozszerzonym interfejsie odpalił mapę. Jego oczom ukazał się widok miasta z lotu ptaka. Skoro miał brać udział w skoku na Neuroforge, nie chciał popełniać błędów z przeszłości. Musiał się rozeznać w terenie.
Przybliżył lekko mapę i przez chwilę przelatywał wzrokiem przez kolejne dzielnice miasta. Wreszcie zatrzymał się na zachodniej dzielnicy przemysłowej zaraz obok Harbor Island. Wzdłuż toksycznej rzeki Duwamish znajdowały się ogromne centra danych, magazyny i ośrodki przemysłu ciężkiego. Oczywiście wszelkie nazwy zostały wymazane z mapy – tak samo jak zdjęcia satelitarne niektórych budynków, co można było zauważyć po nienaturalnie zduplikowanych fragmentach infrastruktury czy dziwnych pustych przestrzeniach. Intuicyjnie wiedział jednak, że Neuroforge nie jest biało-kołnierzykową korporacją z Bellevue. Jeśli trzymają gdzieś swoje dane, to pewnie w najbrudniejszej części miasta.
Wyłączył mapę i westchnął, biorąc kolejny łyk piwa. Na chwilę wstał i podszedł do biurka. Otworzył jedną z szuflad. Wśród stosu dokumentów, starych papierów i innych śmieci, odnalazł małą odznakę z symbolem CRISEC. Pomyślał o zleceniu jeszcze raz i jego pięść zacisnęła się wokół odznaki. Szybkim ruchem wrzucił ją z powrotem do szuflady.
Myślał, że już skończyły się czasy brania kontraktów dla korporacji.
Ale jak widać, los miał inne plany.
________________
Kiedy kolejnego dnia Jett wszedł do piwnicy Cody, zobaczył tam dwie inne osoby. O ścianę opierał się krótko ostrzyżony mężczyzna w luźnej zielonej kurtce, a na krześle obok Cody siedziała nieco młodsza kobieta z krótkimi, ciemnoniebieskimi włosami. Miała na sobie ciasną kamizelkę z wieloma kieszeniami – po jej wyglądzie Jett stwierdził, że zapewne jest techniczką albo hakerką.
– O, dobra, mamy wszystkich – powiedział Coda, obracając się w stronę Jetta.
Mężczyzna w zielonej kurtce podszedł do niego i pewnym ruchem wyciągnął rękę.
– Jay – powiedział.
– Jett.
Kobieta nawet nie spojrzała w jego stronę – jej oczy skupione były na ekranach, które wyświetlały jakieś ujęcia z monitoringu.
– A to jest Aya – dodał Coda.
Aya zerknęła w stronę Jetta i od niechcenia mu machnęła.
Jett podszedł do biurka i spojrzał na monitory. Widać było obraz z kamery przemysłowej przedstawiający wjazd do jakiejś placówki. Choć rozdzielczość nie była najlepsza, nie dało się przeoczyć wielkich budynków praktycznie pozbawionych okien. Nawet w nocy ruch był spory – przez bramę przejeżdżały przeróżne ciężarówki, w oddali widać było wózki widłowe, kontenery przenoszone przez dźwig czy spacerujących pracowników. Wysokie kominy jednego z budynków dopełniały tło, przy okazji zanieczyszczając powietrze.
– Jak się tam dostaliście? – spytał Jett.
– Ktoś zostawił nam backdoor w ich sieci – powiedziała Aya. – Wychodzi na to, że Neuroforge zabezpieczyli się po łebkach.
– Tajemniczy backdoor z nieznanego źródła, co? – Jett oparł się o biurko, spoglądając na resztę zespołu.
– Wcale nie – wtrącił się Coda. – Tym „ktosiem" jest mój kontraktor.
– Czyli nieznane źródło.
– Coda mówi, że zaufane. To mi wystarcza – powiedziała Aya.
Jett westchnął i znów spojrzał na monitory. Coś mu w tym wszystkim nie pasowało.
– Na razie może i tak – wreszcie powiedział. – Ale jeśli chcesz przejąć system na czas naszego małego ataku, będziesz musiała się połączyć przez złącze. Zaufasz na tyle, żeby to zrobić?
– Już nie takie rzeczy robiłam. A ty? Dużo gadasz, ale–
– Dobra, spokojnie już! – przerwał jej Coda. – Wszystko jest sprawdzone, okej?
Jett szybko wypuścił powietrze nosem i skrzyżował ręce, ale nic nie powiedział.
– Rozumiem, że masz już doświadczenie, tak? – odezwał się Jay, który do tej pory stał z tyłu, przysłuchując się rozmowie. Spojrzał na Jetta.
– Pracowałem w terenie. A ty?
– Przemyt – Jay kiwnął głową. – Coda powiedział nam, że większość brudnej roboty przypadnie na ciebie.
– Taki jest ten twój plan? – Jett zwrócił się do Cody.
– Wyluzuj, skąd to zwątpienie? – powiedział Coda, wstając z krzesła. – Już wszystko wam mówię.
Kliknął coś myszką, po czym na jednym z monitorów pojawiło się zdjęcie placówki Neuroforge z lotu ptaka. Teren dookoła obiektu zgrywał się z badaną wcześniej przez Jetta okolicą rzeki Duwamish – od razu rozpoznał to miejsce jako jeden z ukrytych fragmentów na mapie.
Widoczny był monumentalny budynek z kominami, ten sam, który Jett zauważył już na nagraniu z monitoringu. Podpisany był jako „centrum danych", ale większą uwagę zwrócił na drugi, niepozorny budynek, kilkukrotnie mniejszy od pierwszego. Zaznaczony był na czerwono, a nad nim widniał napis „serwerownia".
– Od razu mówię, nie myślcie, że Neuroforge trzyma wszystkie serwery w jakimś malutkim budynku – zaśmiał się Coda. – Ale… to, czego potrzebujemy już tak.
Wskazał na większy budynek.
– To duże coś to ich centrum treningowe dla AI, a tu… – na chwilę przerwał, żeby przybliżyć mniejszy budynek. – Na serwerach trzymają dane konkretnie z tego centrum.
Jett oparł się o ścianę z założonymi rękoma.
– Problem jest taki, że serwery zabezpieczone są firewallem – kontynuował Coda. – Możemy dostać się do monitoringu i tak dalej, ale same dane już trzeba fizycznie zgrać na pendrive'a. Tu wchodzisz do gry – kiwnął głową w stronę Jetta.
– Znaleźliście jakieś wejście?
– Oczywiście, i to całkiem sprytne – uśmiechnął się Coda, przybliżając mapę na prawą stronę mniejszego budynku. Szybko coś kliknął i nagle na mapie pokazał się oznaczony czerwoną linią podziemny tunel, który wykraczał poza ogrodzenie placówki.
– Jak się okazuje, Neuroforge niezbyt dba o środowisko. Kto by pomyślał? – mówił dalej.
Jett przewrócił oczami, a Aya parsknęła śmiechem.
– Ten tunel bezpośrednio łączy serwerownię z rzeką i właśnie on będzie naszą furtką – wytłumaczył Coda.
– Jedyny problem jest taki, że nie wiemy gdzie dokładnie prowadzi – powiedziała Aya. – Ale powinniśmy być w stanie namierzyć cię, gdy będziesz już w środku.
– No, no… – Jett oparł się rękoma o biurko, uważnie patrząc na mapę. – To nawet nie jest taki zły plan. Aż się zaskoczyłem.
– Mówiłem ci. To już nie te czasy, co kiedyś – powiedział Coda z lekkim uśmieszkiem.
– Skoro już wszystko wiemy, to chyba czas na zwiad? – wtrącił się Jay.
Coda kiwnął głową i spojrzał na Jetta.
– Dobra, możemy lecieć – Jett wyprostował się, kiwnął w stronę Jaya i ruszył w stronę drzwi. – Rozumiem, że wy tu będziecie?
– Tak jest, panie kapitanie – powiedział Coda, na co Jett znów przewrócił oczami.
Jett opuścił pokój, a chwilę po nim to samo zrobił Jay. Na wyjściu z budynku przywitał ich deszcz. Ruszyli w stronę ulicy, gdzie zaparkowana była ciemna, niewyróżniająca się niczym furgonetka.
________________
Pod osłoną nocy powoli jechali przez ulicę prowadząca wzdłuż brzegu rzeki Duwamish. Nawet w furgonetce dało się poczuć drażniącą woń toksyn i zanieczyszczeń. Mimo, że ruch o tej porze nie był duży, nie wyróżniali się za bardzo – wszak nikt nie będzie podejrzliwy na widok kolejnej furgonetki w dzielnicy przemysłowej. Jett wyświetlał na swoim złączu neuronalnym mapę okolicy oraz pobrany wcześniej plan od Cody.
– Z tego co widzę, ten tunel powinien być gdzieś… tu.
Zatrzymali się. Faktycznie, mimo braku oświetlenia, zobaczyli dużą wystającą z gruntu rurę, która wpadała bezpośrednio do rzeki. Obok niej zauważyli dwie sylwetki z charakterystycznym kształtem gogli założonych na kaski.
– Noktowizory? – spytał Jay.
– Chyba tak – powiedział Jett – To musi być to. Niecodziennie widzi się byle jaki kanał, obstawiony strażnikami.
Ruszyli znowu. Pojechali trochę dalej aby opuścić pole widzenia strażników po czym zatrzymali się na parkingu jednego z pobliskich zakładów.
– Tutaj będę czekał – powiedział Jay, wyłączając silnik. – Powiedz mi tylko jedno… skąd znasz Codę?
– Skąd to pytanie? – zawahał się Jett, spoglądajac na drugiego mężczyznę.
– Wolę wiedzieć, z kim pracuję. Robiłem już dla niego zlecenia, ale jakoś o tobie nie słyszałem.
– Można powiedzieć, że był odpowiednią osobą w odpowiednim czasie. Potrzebowałem pieniędzy, a on miał kontrakty.
– To nic nie znaczy – zaśmiał się Jay. – Każdy by mógł coś takiego powiedzieć.
– On potrzebował kogoś do brudnej roboty, a ja mam wszczepy bojowe i doswiadczenie w terenie.
– W jakim zawodzie potrzebują wszczepów bojowych?
– W takim, o którym zwykle się nie mówi.
Jay kiwnął głową. Popatrzył na chwilę w stronę tunelu, którego nie było już widać z ich aktualnego miejsca.
– A dlaczego akurat ten kontrakt? Na pewno znalazłbyś łatwiejsze zlecenia. Nie wiem, zbić jakiegoś typa, odzyskać dług… bez wkradania się do korpo placówki.
Jett chwilowo się zawahał, po czym znów się odezwał.
– Wiesz, o co toczy się gra? – spytał.
Jay odpowiedział kiwnięciem głową.
– No właśnie. Nie ufam Neuroforge. Ani trochę. Jeśli zaczynają bawić się w AI, to musi dziać się coś złego – kontynuował Jett – To całe zlecenie śmierdzi mi na kilometr, ale jeśli mogę jakoś im zaszkodzić, to chętnie to zrobię.
– Tu się zgadzam – powiedział Jay. – Choć mimo wszystko, Coda mnie jeszcze nie zawiódł.
Jay ponownie odpalił silnik. Wyjechali z parkingu i udali się w drogę powrotną. Jett jeszcze raz zerknął na tunel i strażników go obserwujących. W noktowizorze jednego z nich przez chwilę odbiły się światła pobliskiej latarni.
________________
Nadszedł dzień ataku.
Furgonetka zatrzymała się na poprzednio odwiedzonym przez nich parkingu. Jett wysiadł i włączył swój HUD – kąciki jego wizji wypełnił interfejs nakładkowy, który miał dostosowywać się w czasie rzeczywistym do warunków bojowych.
– Wszystko słychać? – usłyszał głos Ayi przez złącze.
– Tak jest – odpowiedział. – Ruszam w stronę wejścia.
Przeszedł przez ulicę i schował się za murkiem. Szedł chwilę przy ścianie, aż w końcu przemknął w stronę krzaków, gdzie na moment się zatrzymał. Widział już wejście do tunelu i dwóch strażników z noktowizorami. Teraz, gdy mógł lepiej się przyjrzeć, zauważył kabury z pistoletami przy ich pasach.
Uruchomił skan, a na jego interfejsie pojawiły się zarysy sylwetek strażników – widoczne tak długo, jak utrzyma odpowiedni dystans, potrzebny do odczytania ich sygnatur cieplnych.
Tylko kwestią czasu było, zanim jeden z nich zobaczy go przez noktowizor. Jak podpowiadał mu HUD, był 15 metrów od pierwszego strażnika – dawało mu to kilka sekund na wyjście z krzaków, przemknięcie i atak.
Na interfejsie pojawiło mu się menu z dostępnymi hackami bojowymi; widział też, że strażnicy nie mieli zbytnio zaawansowanych złączy – znaczyło to, że jego atak nie powinien wywołać alarmu ani zostawić śladu w Sieci. Odpalił grupowy hack, który na kilka sekund zakłócił obraz z noktowizorów, w kolejce wrzucił też Zwarcie wycelowane w bardziej oddalonego strażnika.
Wyskoczył z krzaków i zobaczył dezorientację w ruchach strażników. Dobiegł do pierwszego i założył mu duszący chwyt, zanim ten zdążył wyciągnąć pistolet.
– Co jest?! – drugi zdążył krzyknąć.
Wtem jednak odpaliło się Zwarcie i troche dymu wyleciało spod hełmu strażnika – przeciążenie złącza. Strażnik padł nieprzytomny. Pierwszy, którego trzymał Jett, po chwili również stracił przytomność.
Jett rozluźnił ramiona i wypuścił powietrze. Wyciągnął pistolet jednego ze strażników, razem z jednym dodatkowym magazynkiem. Spojrzał na wejście do kanału. Ku jego zdziwieniu nie było żadnej kraty ani niczego podobnego – kanał był otwarty. Ostrożnie wszedł do środka, jeszcze raz zerkając na leżących za nim strażników.
– Jestem w środku – powiedział.
– Dobra, widzę cię na mapie – usłyszał Ayę. – Nie powinni o tej porze wylewać tędy toksyn, ale jak coś, to miej się na baczności.
– Rozumiem.
Odpalił latarkę. Kanał był wąski i niski – musiał iść w lekkim pochyleniu, trzymając się jednego z bocznych podwyższeń, które pozwalały mu uniknąć toksycznych ścieków zalegających na dnie.
– W placówce… mało ludzi…. widzę… kamerach – im dalej szedł, tym bardziej głos Ayi się urywał.
Po chwili kompletnie stracili kontakt. Zdany był na siebie, przynajmniej do czasu wyjścia z tunelu. Każdy jego krok wywoływał dudniące echo, a co jakiś czas słyszał z góry szum serwerów – zapewne dobiegający z różnych budynków, pod którymi przechodził. Wreszcie dotarł do małej wysepki – po prawej stronie kanału znajdowały się jakieś nieoznaczone drzwi. Pamiętał pokazany przez Codę plan – to jeszcze nie było jego wyjście. Kanał powinien kończyć się w placówce Neuroforge, przynajmniej według mapy.
HUD wyświetlił ostrzeżenie o występujących w pobliżu toksynach. Usłyszał dźwięk szybko spływającej cieczy, która coraz szybciej się zbliżała. Zatrzymał się na wysepce i przywarł do drzwi. Chwilę później przez kanał przeleciała mieszanka ścieków, toksycznych odpadów i bliżej nieokreślonych rzeczy. Złapał się za nos i kilka razy kaszlnął – zapach toksyn od razu wypełnił jego nozdrza i przyprawił go o ból głowy.
Wyruszył dalej. Po drodze minął jeszcze kilka podobnych wysepek, aż wreszcie dotarł do „końca" – kraty, która blokowała dalszą część kanału. Po prawej stronie miał kolejne drzwi. Chwycił za klamkę i otworzył je bez żadnego problemu. Znajdował się teraz na oświetlonej przez industrialne, ledowe światło betonowej klatce schodowej. Wyruszył w górę.
– … cię wreszcie – ponownie usłyszał głos Ayi.
– Powtórz jeszcze raz.
– Wreszcie cię widzę. Zaraz powinieneś wyjść do ich magazynu. Z tego co widzę na kamerach, powinno być czysto.
Na górze klatki schodowej otworzył drzwi i znalazł się w sporym magazynie, wypełnionym kontenerami, beczkami i starym sprzętem pokrytym płachtami. Ostrożnie się wychylił. Faktycznie, pomimo zapalonego światła nikogo nie widział. Instynktownie uniósł brew – wszak był środek nocy, ale coś mu tu nie grało. Skoro w pobliżu nikogo nie było, dlaczego zostawili światło?
Wyszedł ze swojego ukrycia i przemknął przez magazyn, kierując się w stronę drzwi na korytarz.
– Dobra, skręć teraz w prawo. Jest czysto – powiedziała Aya.
Ostrożnie wyszedł z magazynu, rozglądając się dookoła. Skręcił w prawo, HUD nie wykrywał żadnego zagrożenia. Szedł przez jasny, sterylny korytarz oświetlony zimnymi ledami. Po obu stronach mijał coraz to kolejne drzwi. W placówce było dziwnie cicho, pomimo zapalonych wszędzie świateł, nie widział dotąd żadnej żywej duszy.
Zatrzymał się na chwilę przed stalowymi drzwiami, na których namalowano wzdłuż czerwoną linię. Zaraz nad nią znajdował się napis: „ZAGROŻENIE. NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY".
– Wiesz co to jest? – spytał Jett.
– Patrzę… – odezwała się Aya. – Dziwne… kompletnie tego nie widzę. Jeśli mają tam kamery, to jakoś dobrze zabezpieczone.
Jett chwilowo się zawahał. Poczuł jak jego serce na moment przyspieszyło. Co takiego mogło się kryć za tymi drzwiami? Ruszył jednak dalej.
Wreszcie dotarł do dwóch drzwi oznaczonych jako „serwery" – po przeciwległych stronach korytarza.
– To, czego szukamy powinno być po prawej – powiedziała Aya. – Uważaj, w środku jest jeden strażnik.
Jett ostrożnie uchylił drzwi, kątem oka ujrzał poruszająca się między serwerami sylwetkę. Na interfejsie pojawił się zarys strażnika. Kiedy ten przeszedł na drugą stronę pokoju, Jett przemknął do środka i przywarł do jednego z serwerów. Dookoła migotały diody, a przez szum maszyn co jakiś czas słychać było ciężkie kroki strażnika.
Jett szybko zmienił pozycje, prześlizgując się do kolejnej kolumny serwerów. Przez ścianę widział sylwetkę strażnika, który zaczął się do niego zbliżać. Lekko się wychylił i błyskawicznie odpalił Zwarcie. Chwilę później usłyszał huk upadającego ciała.
Wyszedł zza swojej osłony i ostrożnie zaczął rozglądać się po pokoju. Pomieszczenie wypełniały kolumny i zbiorowiska serwerów, między którymi były ciasne korytarze. Na środku serwerowni natrafił na szerokie biurko z kilkoma monitorami podłączonymi do sporych rozmiarów superkomputera.
– Widzę cię na kamerze. To ten komputer – powiedziała nagle Aya. – Na pendrive'ie masz kernelowego rootkita UEFI z zero-dayem na firmware, który od razu zaloguje cię do systemu.
Jett rozejrzał się po pokoju i ujrzał małą kamerę, w której paliła się czerwona dioda. Kiwnął głową i podszedł do komputera, włączając go przyciskiem. Z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął pendrive'a, który po chwili włożył do odpowiedniego wejścia.
Monitory się odpaliły. Ekran logowania mignął tylko przez ułamek sekundy. Pojawił się komunikat „kernel exception", proces uwierzytelniania zawiesił się, po czym system załadował pulpit z uprawnieniami administratora.
– Dobra, jestem w systemie – powiedział Jett.
Zaczął przeglądać pliki. Zlecenie miało zamknąć się na przechwyceniu danych, ale Jett czuł potrzebę dowiedzenia się, co tak naprawdę przechwytują. Przeklikiwał się przez kolejne foldery, aż w końcu natrafił na folder o nazwie „AI – dane badawcze".
– Dane o AI, pewnie to jest nasz cel? – spytał.
– Chwila… – powiedziała Aya. – Tak, dokładnie. Teraz kopiuj to i wynoś się stamtąd.
– Sekundka…
Jett wszedł do folderu, po czym zobaczył kilka podfolderów: „Model prekognitywny – beta", „RAPORT: incydent MIND/578;1213/2053" i „Obiekty testowe".
– Co to do cholery jest…? – wymamrotał, próbująć wejść w któryś z folderów.
Poczuł ucisk w żołądku. Każdy z napotkanych plików odpalał się, ale tylko w formie losowych ciągów znaków – wszystkie były zaszyfrowane. W jego głowie zaczęły jednak łączyć się kropki.
– Musisz się pospieszyć… wykrywam… – powiedziała Aya.
– Co wykrywasz? Halo?
Znowu cisza.
W międzyczasie skopiował potrzebne foldery i wrzucił je na pendrive'a. Rozpoczęło się kopiowanie.
– Sorry, że przerywam, ale mamy problem – odezwał się nagle Jay. – Zmieniam miejsce, jacyś ochroniarze zaczęli tu węszyć.
– Przyjąłem.
Kopiowanie dalej trwało, ale powoli dobiegało końca.
– Kurwa, oni… – znów odezwała się Aya. W jej głosie słychać było panikę.
– Co tam się dzieję? – Jett poczuł jak jego serce coraz mocniej bije.
– Musisz ucie–
Głos Ayi się urwał.
– Halo? Aya?
Cisza.
Kopiowanie dobiegło końca. Jett chwycił za pendrive'a i szybkim ruchem wrzucił go do kieszeni kurtki. Nagle w serwerowni zapaliły się czerwone światła i w budynku rozległ się alarm.
Kontraktor ich wystawił.
– Jay? – odezwał się Jett, idąc w stronę wyjścia – Musisz się rozłączyć. Jesteśmy spaleni.
Nie czekając na odpowiedź, sam zakończył połączenie. Jego interfejs na razie nie wykrywał żadnego ruchu na korytarzu. Zanim jednak zdążył wyjść z serwerowni, drzwi zostały automatycznie zablokowane stalowymi belkami.
Szybko się odwrócił i pobiegł w drugą stronę – ujrzał drugie drzwi na końcu pomieszczenia. Po drodze jeszcze zabrał kartę dostępu strażnika i zdążył wyjść z pokoju, zaraz zanim drzwi również zostały zablokowane.
Przemieszczał się przez korytarz. W budynku cały czas wybrzmiewał alarm, a wcześniejsze blade światła były teraz czerwone. Jedną rękę trzymał na ukradzionym wcześniej pistolecie, a na interfejsie cały czas miał odpalone automatyczne skanowanie. Korytarz zakręcał w prawo. Zatrzymał się na sekundę i ukrył za narożnikiem – wychylił się i na wszelki wypadek zhakował widoczną kamerę. Ruszył dalej.
Skan nagle coś wykrył – spory ruch gdzieś po lewej stronie. Grupa strażników przechodzących przez jakąś inną część budynku? Po prawej stronie znajdowały się te same stalowe drzwi z czerwoną linią, które widział w poprzednim korytarzu. Chwilę się zawahał, ale nie chciał ryzykować walki. Zanim ci zdążyli się zbliżyć, szybko przeszedł przez drzwi.
W pokoju było dość ciemno – zapalone były lekko przydymione, laboratoryjne ledy, które wypełniały pomieszczenie zimnym, zielonkawym światłem. Alarm z zewnątrz był ledwo słyszalny – tak jakby pokój był dźwiękoszczelny.
Przed sobą widział coś, co przypominało jakiś panel sterowania – wiele monitorów i komputerów, a przed nimi szyba oddzielająca kolejne pomieszczenie, które przypominało… salę szpitalną?
Jett ostrożnym krokiem zbliżył się do szyby. Widział tam kilka parawanów szpitalnych. Nie dało się zobaczyć, co tak naprawdę zasłaniały, ale zza każdego z nich wychodziło skupisko kabli – przez sufitowe uchwyty prowadziły aż do superkomputerów zamieszczonych pod ścianą.
Po drugiej stronie sali widział przejście do bliźniaczego pokoju z szybą. Nie był jednak w stanie zajrzeć do środka – szyby ewidentnie były lustrami weneckimi. Zawahał się. Spojrzał za siebie – wyjście z powrotem na korytarz oznaczałoby spotkanie z grupą strażników. Choć nie widział konkretnej liczby, sygnatury cieplne wyswieltone na HUD'zie mówiły jedno – było ich tam wiele.
Przeszedł więc przez drzwi do środkowej sali. Na wszelki wypadek wyciągnął pistolet zza paska. Nie potrafił stwierdzić, o co konkretnie chodzi, ale coś mu nie pasowało w tym pomieszczeniu.
Nagle usłyszał szum maszyn – superkomputery zaczęły działać. Wtem ujrzał ruch za jednym z parawanów – kable gwałtownie się poruszyły. Coś huknęło, po czym parawan się przewrócił.
Jett na moment zamarł. Zza wywróconego parawanu wstał człowiek w stroju pacjenta, ogolony na łyso. Do głowy miał podpięte elektrody – końcówki kabli, które widział wcześniej. Człowiek ruszył w jego stronę. Jego ruchy były nienaturalne, nagłe i niezesynchronizowane – tak jakby ciało poruszało się autonomicznie względem mózgu.
Skan na interfejsie pokazał coś zadziwiającego – system wykrył człowieka łącznie z kablami i komputerem jako jeden obiekt.
– Stój, bo strzelam! – krzyknął Jett, celując w człowieka.
Pacjent jednak nie odpowiedział. Kiedy wszedł do bardziej oświetlonej części pokoju, Jett miał szansę spojrzeć na jego twarz. Oczy były dziwnie „martwe" – choć niewątpliwie żył, wyglądał jak trup… sterowany przez jakąś siłę.
– Stop! – ponownie krzyknął Jett.
Zero reakcji. Człowiek posłał nagły cios w strone Jetta, lecz był za daleko, żeby go trafić.
Pacjent znów spróbował zaatakować. Jett uniknął i uderzył go rączką pistoletu, myśląc, że uda mu się go znokautować.
Pomimo zadanego ciosu, człowiek wciąż był na nogach. Co więcej, sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie zarejestrował bólu ani kontaktu fizycznego.
Jett cofnął się pod ścianę. Postanowił zmienić taktykę. Strzelił w skupisko kabli, przerywając je. Pacjent momentalnie upadł na ziemię, niczym robot odcięty od prądu. Jett przez chwilę zatrzymał się nad ciałem. Wypuścił powietrze i rozglądnął się po sali. Dopiero teraz zarejestrował, że drgały mu ręce. Czy to były te „obiekty testowe" opisane w plikach?
Chwila spokoju jednak nie trwała długo. Interfejs wykrył ruch – na czerwono podświetliły się obiekty za dwoma innymi parawanami – kolejni „pacjenci". Nie tracąc czasu, Jett przestrzelił kable pierwszego i drugiego, po czym ruszył w stronę drzwi.
Przebiegł przez kolejny pokój sterowania, po czym trafił na korytarz – znów usłyszał donośny alarm i zobaczył czerwone lampy. Wyszedł tymi samymi drzwiami, które minął w drodze do serwerowni. Nie mógł jednak wrócić się do magazynu – na interfejsie widział oznaki ruchu gdzieś w tamtej części budynków. Pewnie więcej strażników. Ruszył więc przed siebie i wszedł do innego pomieszczenia, które wyglądało jak sporych rozmiarów biuro.
W przeciwieństwie do reszty budynku światło w biurze było zgaszone. Na biurkach zauważyć można było stosy różnych dokumentów a w kącie pomieszczenia znajdowała się sporych rozmiarów tablica korkowa. Wiedział jednak, że nie ma dużo czasu. Interfejs pokazywał mu ruch z obu stron. Przyspieszył i przebiegł na drugą stronę biura, wleciał w kolejne drzwi, nieomal wywalając je z zawiasów.
Znajdował się w kolejnym magazynie, tym razem mniejszym i o wiele bardziej ciasnym. Rozejrzał się dookoła. Nie było okien, a jedyne inne drzwi prowadziły na korytarz – ten sam, który patrolowała grupa strażników. Zobaczył jednak coś innego – zsyp na śmieci.
Zbliżył się do niego, przeciskając się między szafkami, pudłami i starymi komputerami. Zawahał się, ale… nie było innej opcji.
Wskoczył do zsypu.
Osłaniając twarz ręką, poleciał w dół, wielokrotnie obijając się o metal. Wylądował w kontenerze – na szczęście worki śmieci niejako zamortyzowały upadek. Wyskoczył z kontenera i oparł się o jego ściankę zdyszany. Rozprostował obolałe kończyny i rozejrzał się. Kontener, na którym wylądował, znajdował się niedaleko ulicy. Nawet z zewnątrz słyszał alarm – ich akcja ewidentnie wprowadziła straże w stan wysokiej gotowości.
Odsapnął i ruszył przed siebie, przebiegając przez alejkę i strefę rozładunkową dla ciężarówek, aż wreszcie dotarł na ulicę. Spojrzał w prawo i zobaczył szybko podjeżdżającą furgonetkę Jay'a.
Podbiegł do samochodu i pospiesznie wskoczył do środka. Jay odjechał z piskiem opon.
– Miałeś szczęście, akurat musiałem znowu zmienić pozycję – powiedział Jay. – Nie wiem, co tam się stało, ale zjechało się od cholery strażników.
– Wystawili nas – Jett mruknął, biorąc oddech.
Nastała chwilowa cisza.
– Co z Ayą? – wreszcie zapytał Jay.
– Nie mam pojęcia. Kompletnie ją odcieło.
Jay kiwnął głową, przez chwilę nie odpowiadając. Skupiał się na drodze.
– Musimy czym prędzej dojechać do Cody.
________________
Dojechali na miejsce spotkania. W drodze kilkukrotnie zmieniali trasę i wypatrywali podejrzanych samochodów, upewniając się, że nikt ich nie wykryje na ostatniej prostej. Byli teraz w opuszczonym magazynie na południu dzielnicy przemysłowej. Specjalnie wybrali lokację inną od kryjówki, żeby zachować bezpieczeństwo.
Jett bez słowa podszedł do Cody i gwałtownym ruchem wyciągnął pendrive'a.
– Masz swoje dane – mruknął.
Coda nawet nie spojrzał Jettowi w oczy – jego wzrok od razu powędrowal w stronę sprzętu. Wziął pendrive'a i ostrożnie obejrzał go ze wszystkich stron.
– Żadnego „dziękuję", ani nic takiego? – powiedział Coda, chowając pendrive'a do kurtki.
Jay przewrócił oczami.
– Weź mnie nie wkurwiaj – parsknął śmiechem Jett. – Wpuściłeś nam trojana, idioto. Twój kontraktor nas wystawił, zrobił z nas debili.
Coda nic nie mówił.
– Wiesz w ogóle, co z Ayą? – odezwał się Jay.
– Nie – odpowiedział Coda. – To musiał być atak sieciowy. Neuroforge ją wykryło i odcięło.
– Odcięło… – zaśmiał się Jett, przesuwając rękę po tyle głowy. – Zarzucili jej hack bojowy. Cokolwiek było na tym pendrive'ie, od razu wiedzieli że jesteśmy w systemie. To była ustawka.
– Będziesz udawał, że nic nie wiedziałeś? – dodał Jay
– Zadanie wykonaliście, wypłatę dostaniecie jutro z rana. Dziękuję za współpracę – powiedział Coda, odwracając się.
Zrobił krok w stronę swojego samochodu, po czym na chwilę się zatrzymał.
– A co do Ayi, może wpadnie po wypłatę za kilka dni. Albo ktoś znajdzie jej zwłoki. Kto wie? – dodał. – Wszyscy jesteśmy w tym od dawna, każdy z nas znał ryzyko.
Wsiadł do samochodu i odjechał.
Jay i Jett przez chwilę stali w ciszy, patrząc na odjeżdżającego Codę. Jett z całej siły kopnął pobliski kamień, wyrzucając z siebie frustrację.
– Brzydzę się nim – wreszcie mruknął Jett.
Jay popatrzył na niego, po czym spojrzał na podłogę.
– Szczerze mówiąc, ja też – odezwał się.
– Będziesz nadal dla niego pracował?
– Ehh, nie wiem… może. Czasem nie ma innej opcji.
Jett kiwnął głową, po czym popatrzył na widoczne przez okna magazynu wieżowce.
– Musimy teraz przeczekać sytuację. Nie daj się zabić.
– Ty też – uśmiechnął się Jay.
Mężczyźni podali sobie rękę, po czym każdy odjechał w swoją stronę.
________________
Mieszkanie Jetta, miesiąc później.
Jett zaparzył poranną kawę i wziął gryz gotowej kanapki z automatu. Tło wypełniały najnowsze wiadomości.
– […] Przechodzimy teraz do informacji giełdowych. Najgłośniejszym dzisiejszym tematem jest, jak się zdaje, niespodziewany upadek Neuroforge – dotychczasowego lidera w segmencie broni neuronalnych.
Jett podgłośnił, opierając się o blat kuchenny.
– Spółka w bezprecedensowym tempie traci swoją pozycję rynkową. Eksperci wiążą upadek giganta z zaangażowaniem w przemysł sztucznej inteligencji.
Nalał kawę i usiadł na sofie. Na złączu neuronalnym odpalił wideo z reportażu.
– Mamy dla państwa świeże, ekskluzywne informacje udostępnione przez sponsora naszego programu, Axiom Cover. Hakerzy z Axiom Cover wykryli niepokojące i nieetyczne działania Neuroforge, które już teraz zaowocowały skandalem. Korporacja Neuroforge przeprowadzała eksperymenty przy użyciu AI, przez które––
Jett wyłączył transmisję i parsknął śmiechem. Popatrzył przez okno na korporacyjne centrum i zawiesił wzrok na charakterystyczny wieżowiec z logiem „AC". Axiom od lat był najpotężniejszą ubezpieczeniową korporacją na Zachodnim Wybrzeżu. Specjalizowali się w ubezpieczaniu kontraktów wojskowych i złączy neuronalnych.
Axiom od początku ustawili całę akcję tak, aby kradzież danych „przypadkiem" włączyła wszystkie systemy Neuroforge i przy okazji uruchomiła AI w fazie eksperymentalnej. Potrzebowali tylko kilku małych najemników, którzy odwalą za nich robotę – gdyby coś poszło nie tak podczas samego ataku, nikt nie mógłby zwalić winy na Axiom.
A teraz, skoro dane zostały ujawnione, mogli usmażyć dwie pieczenie na jednym ogniu – odegrać się na Neuroforge, przez które stracili masę kasy, a przy okazji pewnie też wyłudzić od nich ubezpieczenie.
Nadal nikt nie wiedział, co się stało z Ayą. Jay gdzieś się zaszył, ale powoli wracał do robienia kontraktów. Coda go nie obchodził – Jett usunął jego kontakt kilka dni po otrzymaniu wypłaty.
Jett wziął łyk kawy, ironicznie się uśmiechając.
– „Zaufany kontraktor", co?
