Światło odbite

Poczuj.

Martyna Górowska

5/14/2026

Za moimi plecami siedzi niezidentyfikowany obiekt. Nie wiem co robi, jednak wyobrażam to sobie. Pomiędzy swoimi wargami trzyma podłużną fałdę mojego mózgu. Zasysa ją przez wąską szparę ust. Organ leniwie obraca się, rolowany warstwa po warstwie.

A więc możliwość myślenia dobiega końca. Nareszcie. Chciałabym doznać tego stanu. Wpatrywać się w martwą geometrię pomieszczenia wokół, nie mając żadnej myśli poza tym, co widzę. Przywilej dany tylko nielicznym. Mój umysł jest betoniarką śmieci, która całodobowo mieli niepotrzebne informacje w jeszcze mniej użyteczne formy.

Kątem oka po prawej stronie zauważam odbicie w oknie. Agresywnie odbijające się ślepia wbiegają do mojego umysłu, wybudzając z zakamarków wcześniej zahibernowane emocje. Odwracam wzrok, napinając całe ciało. Wsłuchuję się w piszczącą ciszę. Nie chcę tam ponownie spoglądać. Ale jednocześnie nie mogę się powstrzymać. Poddaję się ciekawości, gdyż wyżera resztki pozostałej części mózgu.

Cały świat się zatrzymuje. Oddech staje się jedynym dźwiękiem na tej planecie. Nadaje rytm klatkom każdej ze scen. Spoglądam w prawo. Półprzezroczysty zarys smolistego ciała. Ustawiony w takiej samej pozycji, siedzącej jak ja. Łapię z bytem kontakt wzrokowy w odbiciu. Jego gałki oczne to dwa oślepiające słońca. Jednak jest tu coś jeszcze dziwniejszego. Mój mózg, który pobłyskuje i lekko gaśnie wraz z każdym mrugnięciem stwora, jakby zostało mu odcięte źródło zasilania.

Przełykam ślinę. Byt kontynuuje swoją poprzednią czynność. Obiera mój mózg z zewnętrznej warstwy. Jego dłonie najpierw ciągną kleistą konsystencję, którą następnie wkłada do ust. Przez ten proces mój narząd coraz intensywniej odbija światło, które obnaża to, na co nie jestem gotowa spojrzeć.


Chcąc powstrzymać proces odsłaniania przestrzeni wokół, obracam tułów i przechwytuję jego kończynę. Kieruję wzrok w górę. Dwa malutkie słońca wżerają się w mój umysł, tworząc obezwładniające mrowienie, podobne do tego po wypiciu zbyt zmrożonego napoju. Automatycznie zamykam oczy.

Gdy odzyskuję wszystkie zmysły, zauważam, że zrobiło się trochę ciemniej. Otwieram je z powrotem. Postać zmrużyła ślepia. Czarne powieki blokują częściowo przepływ światła — a więc dlatego jego skóra jest taka ciemna.

Jego ciało wygląda jak uformowana smoła w humanoidalnym kształcie. Dotykam przedramienia postaci. Spogląda na swoją bezwładną rękę. Unoszę ją do góry bliżej oczu. Stwór poddaje się każdemu dotykowi. Jak marionetka, która nie wie, co ma zrobić po wyjściu ze schematu. Albo ktoś, kto pierwszy raz w życiu zyskał opiekuńczą uwagę drugiej istoty.

Jego skóra jest napięta przez wewnętrznie znajdujący się nieludzki szkielet. Wygląda jak system korzeniowy rozprzestrzeniony nie przez ewolucję, a warunki środowiska. Wyobrażam sobie, że jeden korzeń kości mógłby za bardzo się rozrosnąć i przebić skórę lub sprawić drażniące uczucie podczas użytkowania ciała.

Obracam jego rękę na drugą stronę. Moje serce zamiera. Opuszki palców są całkowicie zdeformowane. W niektórych momentach uwypuklone bąblami, wyżarte, bądź krzywo zrośnięte.


Podążam za pierwszym impulsem, jaki wkracza do mojego umysłu. Dotykam palcem wskazującym błony otaczającej mój mózg. Jakbym dotknęła rozżarzonego do czerwoności metalu. Serce wyrywa się z klatki piersiowej. Czuję, jak w miejscu dotknięcia zaczynają pojawiać się uwypuklenia wypełnione osoczem. Stwór łapie mój palec. Nachyla się nade mną i wsadza go do swoich ust. Całe światło z jego oczu znika i transportuje się do mojej ręki. Słodkie ciepło regularnym pulsem rozlewa się po całym ciele. Uświadamiam sobie, że wpatruję się w niego z rozdziawionymi ustami. Wyrywam się z uścisku, gdy zaczyna być to zbyt przyjemne. Ból znika, jednak rana pozostaje.

Chwytam obie dłonie postaci i ponownie na nie spoglądam. Moje serce zostaje ściśnięte jak owoc, czego konsekwencją jest wypływ płynu z oczodołów. Kładę jego skrzywdzone ręce na moich policzkach i kieruję wzrok na dwa ciała niebieskie. Przechylam głowę z boku na bok.

Jego dłonie delikatnie zaciskają moją głowę. Nachyla swoje ciało nade mną. Kontroluje ilość światła wychodzącego z oczu, które zaczyna migać, zmieniać kolory, grać dziwny rytm. Nie wiem dlaczego, ale rozumiem przekaz tej wypowiedzi. A raczej czuję. Wkracza we mnie obce uczucie lęku. Strach, który przeżywam na co dzień, jest skupiony na mnie. Ten jednak martwi się o obiekt zewnętrzny. Chce kontrolować coś, co uciekało spomiędzy palców, przez co los zmusza go do biernej obserwacji z zabarykadowanymi ustami. Uczucie to nie dorównuje w niczym mojej szarej melancholii. Przypomina miażdżący nacisk głazu na ciało.

Stwór w swoim cichym bólu ponownie zbliża dłoń w celu kontynuacji procesu oczyszczania. Przechwytuję jego łapy i zbliżam do części mózgu wolnej od powłoki. Pcham je dalej, aż zatapiają się między fałdy mózgowe. Wewnątrz jestem bombardowana informacją o niebezpiecznym ciele obcym. Jego jeden niekontrolowany ruch palców zniszczy mnie. Odczuwam jednocześnie, jak jego palce zaczynają się regenerować. Przechwytują światło z umysłu, które poprzez żyły okrążające korzeniowe kości rozlewa się na resztę ciała. Wraz z nim do jego umysłu wpływają moje myśli. Chcę stworzyć na siłę uczucie spokoju i mu je oddać, lecz on wybiera coś innego. Doszukuje się pewności, że ze mną wszystko w porządku. Że nic sobie nie zrobię. A więc kreuję te myśli. Lecz są one fałszywe. Zabierają to, co dla mnie najcenniejsze – część duszy, która mnie identyfikuje. Dzięki której wiem, że żyję.

Gdy przepływ świetlnych myśli dociera do jego twarzy, słońca przemieniają się w zwykłe gałki oczne. Zaczynają z nich płynąć nieprzerwanym strumieniem łzy. Jego ciało nagrzewa pomieszczenie w kolorach, jakich nigdy wcześniej w moim życiu nie widziałam. On sam zaś wydaje się bardziej żywy niż ja.

Kontakt

Sprawdź nasze social media!

E-mail

redakcja@bis.agh.edu.pl

© 2026. All rights reserved.