Please ensure Javascript is enabled for purposes of website accessibility
ten o przyjaźni | półrocznik

Mapa samotności – recenzja książki Cleopatra i Frankenstein

Nowy Jork. Ludzie w garniturach spieszą się do pracy, biegacze biegają w Central Parku, do sklepu spożywczego na Manhattanie przyjeżdża kolejna tego dnia dostawa z zaopatrzeniem. Bohaterowie nie są zwyczajnymi ludźmi. To Amerykanie bez prawa jazdy, jeżdżący na wycieczki do Europy, wpisujący się w kosmopolityczny charakter miasta. Bohaterowie mają wiele rzeczy na wyciągnięcie ręki, to jednak nie czyni ich świata szczęśliwszym.

Głównymi bohaterami są tytułowi Cleopatra i Frankenstein. Cleo i Frank poznali się pewnego sylwestra w windzie. Cleo jest złotowłosą Brytyjką i absolwentką malarstwa. Frank jest o ponad 20 lat starszym pracownikiem branży reklamowej. Bohaterowie są sobą zauroczeni niemal od pierwszego wejrzenia i niedługo później biorą ślub. Zaczynamy śledzić ich relację w momencie, który w wielu książkach byłby happy endem. Jednak ich związek toczy się dalej, nie zawsze skręcając w dobre strony – ich relacja jest w wielu momentach toksyczna. Na przestrzeni książki nie wiadomo, jakiemu rozwinięciu akcji kibicować – by się rozstali (z nadzieją, że wydarzy się to bez większego uszczerbku na psychice) czy żeby udało się im naprawić relację.

To historia, w której bohaterowie są w sobie zakochani, ale nie potrafią żyć razem. Jest wiele podobnych opowieści – Zimna wojna w reż. Pawła Pawlikowskiego, Nieznośna lekkość bytu Milana Kundery. Szczególnie do tej ostatniej widzę duże podobieństwo – bohaterowie są, mniej lub bardziej, związani ze środowiskiem artystycznym, nie potrafią się dogadać, jednak są wzajemnie sobą zafascynowani. Cleopatra i Frankenstein jest pod wieloma względami Nieznośną lekkością bytu początku XXI wieku. Czy jednak jest tak dobra jak książka czeskiego pisarza?

Najmocniejszym elementem Cleopatry i Frankensteina jest kreacja bohaterów oraz ściśle związany z tym sposób prowadzenia rozdziałów. Każdy kolejny rozdział, pomimo narracji trzecioosobowej, skupia się na jednym z siedmiu bohaterów – znajomych Cleo i Franka. Przez pryzmat punktu widzenia każdej postaci poznajemy, co oczywiste, jej historię, ale przede wszystkim obserwujemy Cleo i Franka oraz ich ciągle zmieniającą się relację. Fabuła budowana jest przez relacje między bohaterami. Jak w życiu, żaden z nich nie jest kreowany na postać jednoznacznie złą lub dobrą. Nie jest to także typowa opowieść o nierównowadze sił, ze względu na dużą różnicę wieku między Cleo i Frankiem, chociaż nie da się zaprzeczyć, że ona występuje.

Narracja zmienia się na pierwszoosobową tylko w jednym momencie, kiedy do historii wkracza nowa bohaterka – Eleonor, której punkt widzenia zaczyna rzucać nowe światło na całą historię. To bardzo interesujący zabieg, bez którego niektóre aspekty powieści nie mogłyby odpowiednio wybrzmieć. Mimo wszystko Eleonor jest dla mnie najmniej ciekawą postacią. Jest po prostu zwyczajna, podczas gdy reszta bohaterów jest zbiorem specyficznych jednostek. Antypatycznych, budzących współczucie, z wieloma problemami i nieradzących sobie w komunikacji, a przede wszystkim samotnych. Wiele leży im na sercu, ale nie potrafią się tym z innymi, nawet pozornie bliskimi im osobami, podzielić.

Co ciekawe, w książce występuje wątek polski – postać Quentina, przyjaciela Cleo, Polaka urodzonego w Stanach. Wątek jednak nie został poprowadzony dobrze. Quentin, pomimo że jego kreacja skupia się w dużej mierze na polskości nie przejawia polskich cech czy punktu widzenia. Za słowami autorki nie idą czyny i zachowania bohatera, co jest rozczarowujące.

A jak podobieństwo do Nieznośnej lekkość bytu? Nieznośna lekkość bytu jest bez wątpienia dziełem wybitnym. Z bohaterami o złożonych sylwetkach osadzonymi w konkretnej rzeczywistości (Praga po praskiej wiośnie w 1968 roku) i dodatkowymi rozdziałami z filozoficznymi meta-komentarzami narracyjnymi. Cleopatra i Frankenstein o ile fabularnie dość podobna, to pod względem kunsztu literackiego jest zdecydowanie kategorię niżej, choć aspiruje do czegoś więcej, niż literatura środka. Bohaterowie nie są tak namacalni. Nowy Jork jest miejscem dość umownym, stworzonym raczej na bazie wyobrażeń o bohaterach nowojorczykach, niż opisie miasta. Miasto nie jest tu bohaterem. Jeżeli uchowałby się ktoś nieprzesiąknięty masowym wyobrażeniem o Nowym Jorku, mógłby tę historię umiejscowić w jakimkolwiek dużym mieście.

Debiutancki charakter powieści jest wyczuwalny na wielu płaszczyznach. Pomimo że – według materiałów promocyjnych – książka powstawała przez 5 lat, nie wszystkie wątki są dopracowane, podobnie jak styl autorki momentami bywa nierówny. Mimo wszystko jest w tej opowieści coś urzekającego.

Cleopatra i Frankenstein należy do nowego, nienazwanego jeszcze, nurtu literackiego – jak wyjaśniła mi przyjaciółka-polonistka, jest jeszcze na to zbyt wcześnie. Pokazuje on relacje międzyludzkie w dobie późnego kapitalizmu. Skupia się na zdrowiu psychicznym oraz tym, co bohaterowie i bohaterki myślą na temat otaczającej ich rzeczywistości. W skrócie – opisuje kondycję współczesnego świata zachodniego.

Trudno mi polecić tę książkę w ciemno – jest specyficzna, nie dla każdego. Ma elementy hipnotyzujące, ale bohaterowie są pretensjonalni. Natomiast jeżeli ktoś, jak ja, czerpie przyjemność z czytania książek o pretensjonalnych ludziach, znajdzie tu coś dla siebie.

Grafika: Szczepan Macholak