Please ensure Javascript is enabled for purposes of website accessibility
ten o przyjaźni | półrocznik

Ale wiocha! – rozmowy z studentami o mieszkaniu na wsi

Ostatnie dwadzieścia jeden lat swojego życia spędziłam, przeklinając wychowywanie się na wsi. Przewracałam oczami, kiedy w liceum moi rówieśnicy narzekali, że ich tramwaj się spóźnia pięć minut – mój wsiobus jeździł raz na dwie godziny i rozkład jazdy nie był gwarancją, że w ogóle przyjedzie. Całe gimnazjum spędziłam zazdroszcząc ludziom z miasta, bo mieli codzienny dostęp do miejsc, wydarzeń i sklepów, które ja widziałam raz na pół roku odwiedzając Kraków. Kiedy w 2020 pojawiła się moda na estetykę cottagecore, spędziłam więcej czasu niż chciałabym przyznać kłócąc się z ludźmi, że rzeczywistość nie wygląda jak ich wyimaginowana idylla. Ale szczerze, czy trudno mi się dziwić? Nie zaprzeczam, że polska wieś zachwyca widokami i naturą, ale oprócz tego… dosyć ciężko tę wieś obronić. Wykluczenie transportowe, brak infrastruktury, dalekie dystanse, ostracyzm społeczny, brak możliwości zawodowych to tylko kilka kwestii, przez które zaklinałam, że ja na wieś nie powrócę.

A jednak stale przyłapuję się na tęsknocie do mojej wioski. Będąc w mieście szukam komfortu w myślach o powrocie na wieś, a będąc na wsi tęsknię za wygodą miasta. Ze znajomymi z miasta śmieję z tego, że jedyne ,,rozrywki” na mojej wsi to stadnina koni i rzeźnia, ale kiedy mnie odwiedzają, z dumą pokazuję naszą świetlicę, witacz1 i lasek. Kurde, nawet grając w The Sims 4 moje postacie zaczynają w mieście, ale ostatecznie większość z nich kończy na wsi. Czuję się zawieszona w przepaści między wsią szepczącą do mnie o moich korzeniach i “prostszym” życiu, a miastem krzyczącym o kulturze i możliwościach rozwoju. I ten krzyk miasta, mimo że jest tak głośny, że powoduje urazy słuchu, zawsze wygra.

Moja wioska znajduje się około 25 kilometrów od wjazdu do Krakowa, co oznacza około 30 minutową podróż samochodem. Nie aż tak źle, prawda? Cóż, sytuacja się komplikuje, kiedy nie posiada się prawa jazdy. Miałam szczęście, bo w mojej wsi przez kilka lat funkcjonował bezpośredni bus do Krakowa. Ponieważ musiał przejechać przez całą okolicę, dojazd zazwyczaj zajmował około godziny i pół. Oprócz tego, jeździł tylko kilka razy dziennie, co w praktyce oznaczało codzienny wybór między byciem spóźnionym, a byciem godzinę za wcześnie. Dla przykładu, w moim liceum, które znajdowało się na obrzeżach Krakowa, poprawy sprawdzianów często odbywały się przed zajęciami, o godzinie 7:00. Oznaczało to, że musiałam jechać busem o 4:20, być w Krakowie około 6:00 i czekać godzinę na otwarcie szkoły.

Linia ta była obsługiwana przez firmę prywatną. Każdy, kto mieszkał na wsi prawdopodobnie już przewraca oczami i wie, co napiszę dalej: tak, kiedy linia przestała być opłacalna, z dnia na dzień została odwołana. Oznaczało to pozostawienie setek ludzi z mojej okolicy bez dojazdu do pracy, szkoły, sklepu i bliskich.

Rozmówczyni 1: Był taki czas, kiedy [nazwa firmy] upadła i nie było w zastępstwie żadnego busa. Z dnia na dzień w sumie jesteś w piździe i albo idziesz trzy kilometry do najbliższego przystanku, gdzie jakiś wsiobus, nie autobus, tylko wsiobus, jedzie łaskawie, albo w sumie jesteś w dupie. Szczególnie jak się nie ma prawa jazdy, albo jest jeden samochód w rodzinie, obie osoby muszą iść do pracy, a dzieci do szkoły. To jest często zmianowa praca, jedna osoba na rano, druga na wieczór, to co w takim wypadku?

Obecnie funkcjonuje u nas komunikacja publiczna, która jeździ do naszej gminy i miasta powiatowego. Chociaż oznacza to co najmniej dwie przesiadki aby dojechać do Krakowa, chwała im za wprowadzenie tych linii. Rozwiązuje to problem, z którym mierzy się wiele polskich wsi, czyli de facto monopol prywatnych firm na dane linie, który powoduje szalone wzrosty cen biletów. W końcu, jeżeli jest tylko jedna firma jadąca przez daną wieś, jej mieszkańcy nie mają wyboru i zapłacą jakąkolwiek cenę, aby dostać się do pracy czy szkoły.

Oczywiście moja wieś to nie odosobniony przypadek. Większość wiosek boryka się z wykluczeniem transportowym – czasem ich sytuacja jest lepsza, kiedy wieś jest przy większej drodze, ale często jest jeszcze gorzej, kiedy najbliższy przystanek czy infrastruktura jest oddalona kilometrami. Pamiętajmy przy tym, że wieś się starzeje – w 2020 r. na wsi najwięcej osób było w wieku 65 lat i więcej2 – młodzi wyjeżdżają do miast, co sprawia, że osoby starsze często pozostawione są same sobie. We wsiach, w których nie ma sklepów, osoby starsze i niepełnosprawne często są uzależnione od komunikacji publicznej do większej wsi aby spełnić podstawowe potrzeby.

Rozmówca 2: U mnie mieszka taka jedna babcia, której córka wyjechała za granicę do pracy. Powiedziała mi, że normalnie dojeżdża do wsi obok do sklepu busem, ale kiedy droga jest zaśnieżona albo pada deszcz, nie może nawet dojść na przystanek, bo musi zejść z górki, no i nie da rady używać laski w takich warunkach. No a gmina nie odśnieża tej drogi, więc w zimę musi całkowicie polegać na swoich sąsiadach.

Ale przecież wieś to zawsze zgrana społeczność, która sobie nawzajem pomaga, prawda?

Wiele osób romantyzujących wieś wierzy, że jest to idylla z samymi ciężko pracującymi i życzliwymi osobami, które zawsze wspierają się nawzajem. Żartobliwie winię za to grę Stardew Valley i, już mniej żartobliwie, popularną w ostatnich latach fetyszyzację “tradycyjnego” stylu życia i “tradwives”.

Rozmówczyni 1: Jest jakaś dziwna fetyszyzacja wsi, że oni są tacy czyści, że tam ciężko pracują i jest świetnie. Bo ja to bym chciała proste życie, cottagecore, te sprawy. Ja bym chciała przenieść się na wieś i nie wiem, hodować owce. I to byłoby super życie. No a jakby, no, nie, kurwa, nie ma takich wsi w Polsce.

Rzeczywistość jest inna – osoby posiadające gospodarstwo rolne to zdecydowana mniejszość na polskiej wsi. Praca na gospodarstwie to długie godziny bardzo ciężkiej i nieestetycznej pracy, często od świtu do zachodu. Zarobki powodują, że rolnicy i ich rodziny często egzystują na granicy przetrwania. Fetyszyzacja tradycyjnego stylu życia w dyskursie publicznym może być niebezpieczna – zależność finansowa od małżonka jest jednym z najczęstszych powodów, dla których kobiety nie opuszczają przemocowych związków, a decyzja o zostaniu tradwife jedynie pogarsza sytuację, ponieważ bez źródła dochodu i z przerwą w życiu zawodowym opuszczenie małżonka jest jeszcze trudniejsze.

Ostracyzm to część, w której moi rozmówcy najbardziej się różnili.

Rozmówczyni 1: Ta wieś mi się tak kojarzy z takim ostracyzmem, po prostu że nieważne co zrobisz, i tak ludzie będą cię krytykować i będą się na ciebie krzywo patrzeć [...]. To, że wszyscy się znają i nie możesz od tego uciec, to cię hamuje. Przynajmniej mnie to tak hamowało strasznie, że ja nie byłam w stanie nic zrobić ze swoim życiem bez jakichś komentarzy albo głupich ocen [...]. I to było tak, że ja się przez ten okres podstawówka-gimnazjum bałam normalnie wychodzić na ogródek, bo jakby mnie widać na ogródku [...]. Ty nie jesteś w stanie nic, absolutnie nic, o sobie ukryć, nawet, gdybyś bardzo chciała.

Z drugiej strony

Moje doświadczenia niestety bardziej przypominają doświadczenia pierwszej rozmówczyni. W bardzo wczesnym wieku nauczyłam się, że jakakolwiek inność nie jest mile widziana w społeczności wiejskiej a większość myśli lepiej jest trzymać za zębami. I nie mam tutaj nawet na myśli ekstremalnej dewiacji – regularnie spotykałam się z sytuacjami rodem jak ze słabego sitcomu o nastolatkach z wczesnych lat dwutysięcznych, w których osoby były wyśmiewane za takie trywialne rzeczy jak posiadanie starego telefonu, staranie się w nauce czy czytanie książek. Przebywając w miejscach publicznych w każdej sekundzie czułam świadomość, że każde moje słowo i działanie jest oceniane i może stać się ofiarą głuchego telefonu. Przez ,,każde” mam na myśli każde – moi rówieśnicy przyłapanie mnie na ,,gorącym uczynku” przytulania mojej przyjaciółki (gasp!) potrafili zmienić na plotkę, że jestem ,,chora” na homoseksualizm. Śmierć ze starości mojego psa w oku niepalącej sympatią do mojej rodziny plotkującej sąsiadki nagle stawała się głodzeniem, a po kilku dniach oskarżano mnie w szkole o morderstwo.

Wszędzie, miasto czy wieś, znajdują się osoby ze złymi intencjami. Jednak kiedy każdy w twojej miejscowości cię zna, podpadnięcie jednej osobie może oznaczać podpadnięcie większości osób, które znasz. Doświadczenie ostracyzmu w okresie, w którym twój mózg nie skończył się formować nie jest miłe i kosztuje bardzo dużo zdrowia oraz pieniędzy wydanych na terapię.

Nie zrozumcie mnie źle – nie próbuję demonizować mieszkania na wsi, zajmowania się roślinami i zwierzętami, decyzji kobiet na pozostanie w domu czy też sfeminizowanych zajęć. Jest bardzo dużo osób, które czują się szczęśliwe i spełnione mieszkając na wsi. Uprawa roślin i zajmowanie się zwierzętami jest pięknym zajęciem i może być nawet formą aktywizmu (zobacz: ruchy solarpunowe i anarcho-prymitywistyczne). Sama jestem nowo upieczoną matką bazylii i maciejki, a moim ulubionym hobby jest szydełkowanie. Uważam po prostu, że to, co mówimy i myślimy o wsi ma realny wpływ na życie osób mieszkających na niej. Dyskurs publiczny ma wpływ na traktowanie osób ze wsi przez miejsca pracy, ośrodki badawcze, polityków i resztę społeczeństwa. Jest to istotne także w akademii, gdzie zdecydowana większość osób pochodzi z miasta. Wierzę, że decyzje na temat przeprowadzki na wieś powinny być robione bez różowych okularów i ze świadomością ryzyk.

Powiedziano wszystko co powiedziałam, jutro wskakuję w wsiobusa na moją wieś i przejadę się rowerem nad rzekę. Nie mogę się doczekać.

-----
Źródła:
[1] Jak definiuje Merriam-Webster: “Tradwife to kobieta zamężna, która przyjmuje tradycyjne role i wartości płciowe; słowo to jest szczególnie używane w odniesieniu do młodej kobiety, która decyduje się zostać gospodynią domową i dzieli się swoim stylem życia online. Jest ściśle związane z trendem na mediach społecznościowych, który rozpoczął się w 2020 roku i powszechnie został uznany za ultrakonserwatywny”.
[2] R. Heron, M. Eisma, K. Browne; “Why Do Female Domestic Violence Victims Remain in or Leave Abusive Relationships?”; Journal of Aggression, Maltreatment & Trauma (2020).
[3] Wiedzieli zanim ja wiedziałam.