Codzienność stała się głośna. Dosłownie i symbolicznie. Miasta hałasują, ekrany migają, myśli nie chcą zwolnić. Próbujemy nadążyć, sprostać, dopasować się – i gubimy po drodze siebie. W tym zgiełku pojawia się potrzeba ciszy, przestrzeni, oddechu. Mamy wszystko, a wciąż czujemy, że czegoś nam brak. Żyjemy w czasach obfitości – informacji, rzeczy, możliwości – a jednak coraz częściej dopada nas zmęczenie, chaos i trudne do uchwycenia poczucie przesytu.
Przebodźcowani zwykłą codziennością
W świecie, który nie zna ciszy, tempo życia wyznaczają powiadomienia. Z każdej strony atakuje nas nadmiar informacji, dźwięków, obrazów, przedmiotów. Media zasypują nas wiadomościami, których prawdziwości nie umiemy zweryfikować, wiadomości zaczynają się od tragedii i katastrof, a media społecznościowe nieustannie dostarczają kontrowersyjnych treści. Nawet wieczorem, kiedy fizycznie odpoczywamy, nasze zmysły rzadko mają szansę na prawdziwą przerwę. Scrollujemy, przeskakujemy z zadania na zadanie, z filmiku na filmik. W rezultacie zaczynamy funkcjonować w stanie permanentnego przeciążenia.
Co więcej, młodzi ludzie często czują presję związaną z osiąganiem sukcesów. Widząc swoich rówieśników w mediach, którzy publikują zdjęcia z kolejnych egzotycznych wakacji, zaręczyn czy kupna mieszkania, mogą czuć się niewystarczajáco spenieni. W mediach często można spotkać narrację mówiącą, że w wieku dwudziestu kilku lat człowiek powinien mieć ustatkowane życie, podczas gdy uznaje się ten okres za czas na poznawanie siebie, spontaniczność i zmiany decyzji.
Wszystko to składa się na naszą rzeczywistość. W efekcie codzienne funkcjonowanie staje się walką z przebodźcowaniem. Luksusem jest brak hałasu i powiadomień, a także spokój.
Minimalizm – mniej znaczy… więcej?
Minimalizm zaczął rozwijać się w XX wieku, z początku głównie w sztuce. Wtedy artyści dążyli do ograniczenia środków w swoich dziełach w odpowiedzi na niedawno królujący abstrakcjonizm ekspresyjny. Później minimalizm stał się stylem architektonicznym, w którym dążono do redukcji zbędnej ornamentyki. Jednak czym jest obecnie?
Minimalizm w dzisiejszych czasach stał się stylem życia. Według jego idei – mniej znaczy więcej. Im mniej zbędnych rzeczy posiadamy tym jest to korzystniejsze dla nas samych. Minimalizm zachęca do świadomego ograniczenia nadmiaru posiadanych rzeczy, ale też bodźców czy zobowiązań, po to, żeby skupić się na tym, co naprawdę jest dla nas ważne. Nie chodzi tu jednak o rezygnację “dla zasady”, tylko o świadomy wybór jakości nad ilością, prostoty nad przesytem. Nie trzeba wszystkiego wyrzucać ani kupować nowych rzeczy, nie chodzi też o pozbywanie się czegoś na siłę. Nikt nie każe pozbywać się ulubionych sukienek czy rezygnować z ulubionego koloru na rzecz beżu czy szarości. Nie ma reguły – minimalizm dla każdego może wyglądać nieco inaczej. Dla jednych będzie to oczyszczenie swojej przestrzeni ze zbędnych przedmiotów, dla innych ograniczenie konsumpcji mediów społecznościowych. Chodzi tu o odzyskanie balansu w życiu. Mniejszą liczbę rzeczy dużo prościej kontrolować i łatwiej nadać im wartość sentymentalną, co skutkuje tym, że nie giniemy pod stosami zbędnych i zapomnianych rzeczy. Dokładnie wiemy, co mieści nasza szafa, biurko czy komoda. W czystym, niezagraconym pomieszczeniu łatwiej też o skupienie i wyciszenie.
Wieś – trend czy tęsknota
Nieprzypadkowo coraz więcej ludzi marzy o wyprowadzce na wieś. Zamienianie mieszkania w hałaśliwym, betonowym mieście na mały domek w zaciszu stało się trendem widocznym w mediach społecznościowych. Dla wielu osób przeprowadzka na wieś jest sposobem na odzyskanie równowagi i złapanie oddechu. Powodów takiej decyzji może być wiele, jednak przeważnie są to zmęczenie hałasem, tłokiem, brakiem czasu, ciągłym pośpiechem i przebodźcowaniem. Zazwyczaj szukamy prostoty, którą odnajdujemy na wsi.
Częstym jest traktowanie przeprowadzki jako świadomego stylu życia. Chcemy być bliżej natury, żyć wolniej, bardziej lokalnie, zdrowiej. Wieś daje możliwość posiadania większej przestrzeni dla siebie i rodziny czy uprawy małego ogródka. Jest to wizja życia, w którym mniej rzeczy rozprasza, a więcej daje realną wartość.
To niesamowite, że jesteśmy w stanie zrezygnować z wielu dóbr, które oferuje nam miasto dla ciszy i spokoju. W mieście zazwyczaj funkcjonuje rozwinięta komunikacja miejska, miejsca kultury, organizowane są różnego rodzaju wydarzenia, bliżej nam do miejsca pracy czy uczelni. Wszystko to jesteśmy w stanie poświęcić dla małego domku na wsi, gdzie często brakuje transportu publicznego i infrastruktury i spotykamy różne sezonowe trudności. Zakupy spożywcze w większym sklepie wiążą się z dłuższą podróżą, tak samo jak praca stacjonarna czy rozrywki w formie kina i teatru. Jednak wieś w zamian za to oferuje spokój i ciszę, poczucie przestrzeni, pewnego rodzaju wolność i powolne życie. Nie chodzi tylko o modę na rustykalne wnętrza czy weekendowe wypady do domków w lesie. To głębszy ruch – odpowiedź na zmęczenie stylem życia, który przez lata uchodził za „normalny”. Nie tylko normalny, ale też pożądany – kojarzony z sukcesem, rozwojem i intensywnym korzystaniem z życia. Dziś, zmęczeni przebodźcowaniem i ciągłym pośpiechem, coraz częściej redefiniujemy te wartości, szukając ich w spokoju, prostocie i świadomym zwolnieniu tempa.
Naturalny reset – siła koloru zielonego
Zieleń to kolor, który dominuje w świecie natury, a jednocześnie wyjątkowo rzadko pojawia się w świecie technologicznym. Może właśnie dlatego działa na nas tak kojąco. Zieleń wprowadza spokój, równowagę i – co dziś szczególnie cenne – oddech od nadmiaru bodźców. Na kolor ten można również długo patrzeć, ponieważ nie wywołuje zmęczenia w naszych oczach tak jak kolor czerwony czy żółty. Stąd też chęć wyjazdu na wieś, gdzie natury w postaci lasów, łąk i zieleni jest więcej.
W świecie zdominowanym przez szarości betonu i błękitne światło ekranów zieleń jest jak przestrzeń, która zaprasza do spowolnienia myśli. Z tego powodu, coraz więcej osób wprowadza go do swojego życia na różne sposoby: częste wizyty w parku lub lesie, rośliny czy nawet kolorystykę wnętrza domu lub mieszkania. Pozwala to na stworzenie przestrzeni, w której umysł może choć na chwilę odpocząć.
Zielony przestaje być jedynie kolorem, a staje się potrzebą. Wprowadzamy go intuicyjnie, kierując się zmęczeniem i chęcią zatrzymania się przynajmniej na moment. Nic więc dziwnego, że w domach pojawia się coraz więcej roślin, że modne stają się wnętrza inspirowane naturą, a urlopy coraz częściej spędzamy nie w zatłoczonych miastach, lecz w otoczeniu drzew i ciszy.
Domowa dżungla
Powrót do natury widoczny jest także w domach. Ci, którzy nie mogą cieszyć się ogrodem pełnym pięknych roślin, sprowadzają je do wnętrza swoich domów i mieszkań. W mediach społecznościowych pojawia się wiele treści edukacyjnych i poradników związanych z uprawą roślin. To odpowiedź na potrzebę kontaktu z naturą. Rośliny we wnętrzach nie tylko oczyszczają powietrze, ale przede wszystkim porządkują przestrzeń emocjonalną. Pielęgnowanie ich staje się codziennym rytuałem, który daje poczucie sensu i rytmu. Podlewanie, przesadzanie, obserwowanie wzrostu to czynności, które wyciszają, wymagają skupienia i obecności “tu i teraz”.
Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że dom pełen roślin to zaprzeczenie minimalizmu, w rzeczywistości oba te zjawiska świetnie się uzupełniają. Minimalizm nie oznacza pustki, ale uważność – otaczanie się tym, co ma znaczenie. A rośliny właśnie takie są: żywe, zmienne, wymagające obecności i troski. Ich obecność w mieszkaniu nie służy przesytowi, ale przeciwnie – pomaga skupić się na tym, co naprawdę ważne. Zamiast kolejnych dekoracji, które szybko się nudzą, wybieramy coś, co rośnie, rozwija się i wymaga cierpliwości.
Zielone światło dla prostego życia
Minimalizm we współczesnym świecie przestaje być tylko estetycznym trendem – staje się świadomym wyborem, odpowiedzią na przebodźcowanie, pośpiech i nadmiar. Ucieczka na wieś, wprowadzenie roślin do wnętrz, kontakt z naturą – to wszystko nie jest już tylko chwilową modą, ale głęboką potrzebą. Wszystko to razem pozwala osiągnąć balans w życiu.
_____
grafiki: Joanna Ryba
grafiki: Joanna Ryba