Kwartalnik | Zbiory

Barkley Marathons - Good Luck, Morons

Sport
Frozen Head State Park, Tennessee, 30 marca 2019. Czterdziestu biegaczy z niecierpliwością i nutą niepokoju oczekuje na charakterystyczny dźwięk wydobywający się z wnętrza muszli. Sygnalizuje on, że do rozpoczęcia biegu została godzina. W tym roku nikt go nie ukończy, a przez trzydzieści lat historii biegu zrobiło to tylko piętnaście osób.

Co roku w Wartburgu (U.S.) od 1986 roku organizowany jest prawdopodobnie najdziwniejszy ultramaraton świata. W zasadzie to nie wiadomo, jak długi jest bieg. Prawdopodobnie ma około 100 mil (160 km). Składa się z pięciu pętli po około 20 mil. Limit czasu wynosi 60 godzin. Suma przewyższeń to 16 km. Zazwyczaj nie kończy go nikt, ewentualnie jedna, dwie osoby. Wielu uczestników zapytanych o doświadczenia z Barkley Marathon zwykło odpowiadać: “Naprawdę nie wiesz, co to jest, dopóki się tam nie znajdziesz”.

Ultramaraton powstał z inicjatywy Gary’ego “Lazarus Lake” Cantrella. Zainspirowany ucieczką Jamesa Earleya Raya, mordercy Martina Luthera Kinga, z więzienia Brushy Mountain zlokalizowanego na terenie parku Frozen Head, postanowił ironicznie wyśmiać tę marną ucieczkę i zorganizować bieg. Ray bowiem przez 55 godzin wolności zdołał przebyć tylko 13 km (8 mil) pobliskich lasów i gór. Gary bezwiednie powiedział, że w tym czasie byłby w stanie przebiec spokojnie 100 mil. Tak rozpoczęła się historia Barkley Marathons.

W Barkley Marathon nie liczy się czy jesteś topowym ultramartończykiem w jednym z najlepszych teamów świata, czy zwykłym studentem AGH, czy biegasz 5 km, czy ukończyłeś Hardą Sukę. Szanse na dostanie się są dla wszystkich takie same. Nikt nie dostaje zaproszeń do udziału, a opłata startowa wynosi 1,60 dolara (nie podlega zwrotowi). Co roku na starcie staje około 35-40 zawodników, wybranych przez organizatorów. W jaki sposób? Nie wiadomo. Aby wziąć udział w procesie rekrutacji, należy napisać i wysłać esej o sobie i o tym, dlaczego chcesz startować. Jeśli jesteś szczęściarzem i uda Ci się zakwalifikować, dostaniesz od organizatorów list z kondolencjami o treści: “Niestety, jest nam bardzo przykro, że zostałeś wybrany do startu w Barkley Marathon”. Ale to nie koniec. Ostatnim krokiem rejestracji będzie oddanie Gary’emu, już w obozie startowym, tablicy rejestracyjnej z samochodu pochodzącego z twojego państwa oraz podarowanie jakiegoś ubrania, którego w danym roku potrzebuje organizator. Może będzie to biała koszula, skarpetki albo flanelowa bluza. Jeśli szczęście Ci dopiszę i spełnisz wszystkie wymagania, stajesz się uczestnikiem najdziwniejszego ultramaratonu świata.

Lazarus Lake to człowiek, który sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie zależało mu na organizacji. Wszędzie gdzie się da, ironizuje formułę klasycznych biegów, kompletnie nie przejmuje się tym, czy ktoś ukończy bieg ani czy jest on dobrze przygotowany. Zapomnij o jakiejś dobrze zabezpieczonej i oznaczonej trasie. Nie ma tracku, śladu GPS, używanie jakiejkolwiek nawigacji satelitarnej jest wręcz zabronione. Do pakietu startowego dostajesz mapę i listę z opisanymi punktami kontrolnymi. Opisy to coś w stylu: “Kiedy dobiegniesz do końca ścieżki w lesie, skręć w prawo obok dużego rozłożystego drzewa”. Dobrze, że w lesie zazwyczaj nie ma drzew. 

Biegacze sami muszą wyznaczyć trasę - przypomina to formułę znanych u nas biegów BNO (bieg na orientację). Na trasie znajduje się kilkanaście swoistych punktów kontrolnych, oznaczonych na mapie. Są to książki. Tak, żeby zaliczyć punkt, należy wyrwać stronę z książki, która odpowiada numerowi startowemu zawodnika. Oddanie kompletu stron na końcowym punkcie pętli jest potwierdzeniem przebycia całości trasy. Oczywiście tytuły książek to na przykład “Idiota” Dostojewskiego czy “Potępieni” Palahniuka. 

No dobrze, może trochę uogólniłem, pisząc wcześniej, że wszyscy mają taką samą szansę na zakwalifikowanie się do startu. Pewna grupa osób musi powtarzać się co roku - to tak zwani Weterani. Osoby, które już startowały w poprzednich edycjach Barkley Marathon. Dzięki nim inni mają szansę spróbować ukończyć bieg. Nowicjusze zazwyczaj trzymają się na początku z Weteranami, licząc na ich znajomość trasy. 
Na bieg składa się pięć pętli. Każda pętla kończy się i zaczyna w tym samym miejscu przy żółtej bramie w bazie startowej. To jedyny punkt na trasie, gdzie znajduje się obsługa, można odpocząć, uzupełnić zapas wody i zjeść posiłek regeneracyjny. Każda pętla ma około 20 mil (32 km), chociaż tak naprawdę nikt nie wie, jaki jest rzeczywisty dystans. Biegacze twierdzą, że to bliżej 26 mil (42 km). Aby ukończyć bieg, należy zrobić 5 okrążeń. Pierwsze dwa okrążenia pokonuje się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, kolejne trzecie i czwarte przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Pierwsza osoba, która ukończy cztery okrążenia, wybiera, w którym kierunku chce pobiec piąte, kolejna po niej będzie musiała biec w przeciwną stronę do tej, którą wybrał pierwszy zawodnik. 

Ukończenie pierwszych trzech okrążeń to tak zwany “Fun Run”. Początkowo przy pierwszych edycjach nikt nie kończył trzech okrążeń. Ludzie myśleli, że cały bieg składa się tylko z tych trzech pętli. Po tym, jak pierwszym zawodnikom udało się zrobić Fun Run, organizatorzy oznajmili, że do zaliczenia należy ukończyć pięć okrążeń. Limit czasu wynosi 60 godzin. 

Barkley Marathon poniża na każdym kroku. Bardzo trudne górskie tereny i masa przewyższeń (około 16 km), wysoka temperatura i zmieniająca się szybko pogoda, niszczy zawodników fizycznie i psychicznie. Jakby tego było mało, jeśli zdecydujesz się przerwać bieg przed końcem, zostajesz ostatecznie “wyciszony” przez organizatorów poprzez wysłuchanie “Taps” (utwór grany na trąbce ku czci poległych żołnierzy Stanów Zjednoczonych), granego przez lokalnego trębacza. Jeśli jednak uda Ci się ukończyć pięć pętli, na koniec przy bramie startowej musisz nacisnąć przycisk “Easy button”. Wydobywa się z niego pełen energii głos, mówiący: “That was easy”... Co roku organizatorzy wybierają również czarnego konia biegu - osobę, która według nich absolutnie nie ma żadnego pojęcia, na co się pisze i raczej na pewno nie ukończy biegu. Dostaje pierwszy numer startowy.

Gary zapytany kiedyś, czy sam ukończył bieg, odpowiedział, śmiejąc się przy tym, że nie był nawet blisko. A nazwa wydarzenia? Wzięła się od nazwiska znajomego farmera Barry’ego Barkleya, który pomagał Cantrellowi w organizacji różnych wydarzeń. Postanowił odwdzięczyć się mu, nazywając jeden z najtrudniejszych biegów świata jego nazwiskiem. No a poza tym, Barkley Marathon po prostu brzmi amerykańsko i pasuje.

Barkley Marathon to coś, co jest pełne absurdu, więc jakie są w nim założenia? Nie chodzi tu o zawody - ultramaraton wyciąga z biegania to, co najlepsze i najgorsze. Czysta forma biegania górskiego, a zarazem niesamowicie trudna i wymagająca. Ukończenie jest możliwe, tylko jeśli połączymy siłę fizyczną i psychiczną. Jeśli jedno z nich zawiedzie, nie masz szans. Barkley udowadnia, że w bieganiu ultradystansów nie ma jednoznacznej odpowiedzi (a może nawet nie ma jej w ogóle) na pytanie, dlaczego to robisz. Na pewnym etapie biegania trudno jest znaleźć w sobie prawdziwą odpowiedź na to pytanie. Być może potrzebujemy coraz cięższych wyzwań. 

Na podstawie analizy siebie mogę powiedzieć, że dochodzimy do momentu, w którym musimy zejść na naprawdę daleką warstwę psychiki, aby znaleźć clue siebie. To takie płaszczyzny, których nie chcemy przedstawiać publicznie, często jesteśmy z nimi sami albo dzielimy się tym jedynie z najbliższą osobą. To tak, jakby nurkować głębiej i głębiej w ogromnym akwenie. Tafla wody symbolizuje nas takich, jacy jesteśmy na co dzień. Oddalając się od niej, coraz mniej światła wpada przez kolejne warstwy. Dopływamy do momentu, w którym jest już całkowicie ciemno. Jesteś sam. Unosisz się w pozornie pustym eterze. To dopiero tutaj można znaleźć prawdziwe odpowiedzi. Dojście do tego momentu może ułatwić nam na przykład udział w tak trudnym biegu jak Barkley.

Nie sposób opisać w słowach, jak absurdalnie dziwnym wydarzeniem jest Barkley Marathon. Na YouTube możecie obejrzeć relację uczestników z przygotowania to tego niezwykłego biegu oraz z samego startu. Dobrym uzupełnieniem tego artykułu jest dokument “The Barkley Marathons: The Race That Eats Its Young” dostępny na Netflixie. Jeśli znajdziecie chwilę, obejrzyjcie, a podczas każdej kolejnej sesji będziecie mogli powiedzieć sobie, że jeśli ktoś jest w stanie ukończyć Barkley Marathon, to wy jesteście w stanie zaliczyć każdy przedmiot...