„Wspólnie jesteśmy nad wyraz potężne i potężni. Mamy za sobą [...] historię zwycięstw i przeobrażeń, która może dodać nam otuchy i wiary w siebie, w to, że owszem, możemy zmienić świat.” Rebecca Solnit, Nadzieja w mroku
Trudno myśleć o katastrofie klimatycznej i nie popadać w przygnębienie. Kilka przeczytanych artykułów o wymierających gatunkach i topniejących lodowcach, tych wszystkich sprawach poza naszym zasięgiem, i już przygnębienie zmienia się w marazm. A utknięcie w marazmie to dokładne przeciwieństwo tego, co powinniśmy w obecnym klimacie robić. Na szczęście myślę, że jesteśmy w świetnej, wręcz unikatowej pozycji do tego, żeby realnie być częścią jakiejś zmiany. Jako studentki i studenci uniwersytetów, młode osoby działające w kołach i organizacjach na uczelni, rozpoczynające karierę naukową, albo dopiero przygotowujące się do studiowania – obracamy się bardzo często w towarzystwie inteligentnych, kreatywnych ludzi o różnych doświadczeniach, przeżyciach i umiejętnościach. Potrafimy wykrzesać z siebie dużo entuzjazmu, chcemy wspólnie spędzać czas, poznawać przyjaciół, gromadzić się wokół projektów, które uważamy za słuszne. Uniwersytet, moim zdaniem, powinien być miejscem, gdzie w naturalny sposób możemy spożytkować ten zapał na włączanie się w działania ekologiczne i środowiskowe.
Znanym i nużącym problemem w myśleniu o antropogenicznych zmianach klimatu jest niewielka, zupełnie niedostrzegalna w dużej skali zmiana, którą mogą spowodować działania pojedynczych osób. Uniwersytet, jako pewna wspólnota, ma więc tutaj wielką przewagę, bo gromadzi w jednym miejscu nie tylko tysiące studentów, ale też naukowców specjalizujących się w różnych dziedzinach. To dobrze, bo przeciwdziałanie zmianom klimatu ma charakter interdyscyplinarny. Nie wystarczy nam sama energetyka odnawialna, potrzebujemy też skutecznych metod uprawy jedzenia, nowych materiałów, przemyślenia transportu, sposobów na zbieranie i opracowywanie dużych ilości danych, rozsądnego zarządzania zasobami. Potrzebujemy też humanistycznego podejścia – porządnej edukacji klimatycznej, opieki psychologicznej, mądrego przywództwa, umiejętnego formułowania prawa, wypracowywania wspólnych rozwiązań, efektywnej komunikacji, zrozumienia polityki i socjologii, ekonomii i filozofii. Potrzebujemy też sztuki i kultury, jakiegoś wentyla, przez który będziemy mogli wypuszczać frustrację i niepewność. Jakiegoś piękna, wokół którego będziemy się gromadzić i jakiegoś poczucia wspólnoty. Każdy z nas, ze swoim zestawem umiejętności, jest w tym przypadku potrzebny. Można powiedzieć nawet więcej, każdy jest niezbędny, jeśli mamy skutecznie zareagować na nadchodzące wydarzenia, zjawiska i trudności.
Na Akademii Górniczo-Hutniczej na szczęście już teraz dosyć sporo się w sprawie klimatu dzieje. Po pierwsze, uczelnia kształci tysiące specjalistów. Wiele z nich ma po studiach podstawy bezpośredniej wiedzy, jak odnajdywać się w rzeczywistości, stojącej na granicy katastrofy klimatycznej. Mówimy tutaj o energetykach (zwłaszcza tych specjalizujących się w odnawialnych źródłach energii), inżynierach środowiska, ekspertach od rewitalizacji terenów zdegradowanych, a nawet od niedawna specjalistach od przeciwdziałania i adaptacji do zmian klimatu. A to tylko te kierunki, które bezpośrednio kojarzą się z reagowaniem na globalne ocieplenie. Dodatkowo AGH, razem z Uniwersytetem Wrocławskim i Szkołą Główną Handlową w Warszawie, prowadzi studia podyplomowe w ramach Międzyuczelnianej Akademii Klimatu.
Jako studenci i studentki AGH mamy też oczywiście możliwość działania w kołach naukowych. Nie brakuje wśród nich takich, które poruszają się w klimatycznych tematach. Żeby wymienić tylko kilka: Studenckie Koło Naukowe Ochrony Środowiska, Koło Naukowe Odnawialnych Źródeł Energii Grzała czy AGH Solar Boat. A organizacje studenckie z naszej uczelni odnoszą duże sukcesy, jak na przykład AGH Space System. To znaczy, że przy odpowiednim zaangażowaniu i wsparciu naprawdę jesteśmy w stanie wiele jako studenci i studentki osiągnąć.
Uczelnia oferuje też inne sposoby zdobywania wiedzy – bardziej epizodyczne i popularnonaukowe, ale bardzo ciekawe i na pewno zachęcające do doczytywania w literaturze i dopytywania profesorów na korytarzach. Mamy więc cykl otwartych wykładów AGH NAUKA spotkania, odbywających się mniej więcej raz w miesiącu w budynku U2, gdzie można posłuchać o wszystkim, o czym się na AGH rozmawia – o eksploracji kosmosu, sztucznej inteligencji i fizyce cząstek. Krakowscy naukowcy mówią tam też czasem o sprawach związanych z transformacją energetyczną, badaniem arktycznego lodu i znajdowaniem w nim śladów dawnego klimatu, czy polskiej perspektywie na globalne ocieplenie. Wykłady są rejestrowane i udostępniane na Youtube i Spotify. Tam też można szukać uczelnianego podcastu Bunkier Nauki, w którym dowiemy się na przykład, jak to jest z tą energetyką jądrową i czy ludzkość ma szansę przetrwać zmiany klimatu. Poszczególne wydziały, biblioteka i sami naukowcy również organizują swoje wydarzenia. Tematyka katastrofy klimatycznej przewija się częściej lub rzadziej we wszystkich działaniach na uczelni. Moim zdaniem nie ma jednak jednoznacznego komunikatu, że jest to problem, który AGH uważa za szczególnie ważny i którym świadomie oraz pilnie próbuje się zająć. Trudno jest też znaleźć na ten temat jakiekolwiek informacje. Oczywiście, mamy możliwość segregacji śmieci na wydziałach, wygodnego przypięcia roweru w każdym miejscu kampusu i panele fotowoltaiczne na akademikach – to naprawdę świetnie. Ale na stronie internetowej AGH dla klimatu (klimat.agh.edu.pl) w zakładce aktualności znajduje się tylko jeden wpis. Informuje o powołaniu Komitetu Sterującego inicjatywy AGH dla klimatu i jest opatrzony datą 11 lutego 2020. Uczelnia widzi więc (a przynajmniej widziała) problem i konieczność działania. Możliwe, że entuzjazm i plany Komitetu ostudziła pandemia, która skutecznie zmieniła hierarchię pilnych działań uniwersytetów wiosną 2020 roku. Myślę, że od tego czasu w Wiśle upłynęło wystarczająco dużo wody, żeby znowu zająć się sprawą.
AGH nie wydaje się mieć szerszego pomysłu na siebie w kontekście zmian klimatu, a w strategii AGH słowo „klimat” nie pada ani razu. Szkoda, ale dzięki temu mamy przecież dużo miejsca i potencjału do przemyślenia sposobu, w jaki uczelnia mogłaby włączyć się do klimatycznych działań. Myślę, że w celu zrozumienia, jak można to zrobić, warto zajrzeć do planów najlepszych światowych uczelni. Co w tej kwestii robi się na MIT, Cambridge i Oxfordzie?
Oczywiście panuje konsensus co do tego, że kampusy uczelni powinny jak najszybciej stać się neutralne klimatycznie. MIT planuje osiągnąć net-zero do roku 2026 i całkowicie wyeliminować własne emisje do 2050, Cambridge do 2048, Oxford przewiduje zerową emisję netto na 2035 rok. Szczegóły tych planów są różne, ale ogólne założenia podobne – skupienie na efektywności energetycznej obecnych i nowych budynków oraz urządzeń, ograniczenie lub zoptymalizowanie ilości podróży służbowych, gospodarka śmieciami, informowanie i edukowanie społeczności akademickiej o koniecznych modyfikacjach przestrzeni fizycznej i sposobu funkcjonowania uczelni, wygospodarowanie środków na potrzebne zmiany, przemyślane wykorzystanie zasobów.
Strategie, które czytałam, skupiają się głównie na zmianach w tkance uczelni, w sposobie jej funkcjonowania, kształcie kampusu i sposobach organizacji życia akademickiego. Pojawiło się w nich miejsce na zachęcanie do osobistych zmian w codziennym zachowaniu osób spędzających czas na uczelni. Jednak uniwersytety nie próbują zrzucić odpowiedzialności za zmniejszenie swojego śladu węglowego na pojedyncze osoby. Wręcz przeciwnie – biorą odpowiedzialność za zachowanie społeczności akademickiej na siebie. Chcą uświadamiać i informować ludzi, nie tylko o swoich działaniach, ale też o ogólnie przyjętych zasadach zrównoważonego życia. Próbują też dbać o to, żeby uczelnia miała taki wygląd, funkcjonalność i zasady, żeby przestrzeganie tych reguł było intuicyjne i prostsze niż łamanie ich. Przykład: zapewnienie miejsc do parkowania rowerów i łatwego dojazdu autobusem do uczelni. Albo, co planuje wprowadzić Oxford: domyślne podawanie wegetariańskiego lub wegańskiego posiłku na wydarzeniach organizowanych przez uczelnię, z opcją otrzymania mięsa lub ryb na życzenie. Tak, wiem, skandaliczne!
Planów na bezemisyjne kampusy się spodziewałam, ale zdziwiło mnie (pozytywnie!), że duży nacisk na światowych uniwersytetach kładzie się na wkład, jaki uczelnie mogą wnieść w lokalną i globalną społeczność w zakresie walki z katastrofą klimatyczną. A są to:
Po pierwsze, rozwój nauki – badania nad wpływem człowieka na klimat i bioróżnorodność, nad możliwościami minimalizowania tego wpływu, nad sposobami radzenia sobie z nim (tutaj oczywiście ważny jest też aspekt dzielenia się zdobytymi danymi, wolna nauka, otwarty dostęp do wyników badań). Rozwijanie, udoskonalanie i wdrażanie dostępnej technologii. Tworzenie innowacji, rozszerzanie idei, konstruowanie narracji.
Po drugie – kształcenie kolejnych pokoleń świadomych specjalistów gotowych do wprowadzenia uniwersyteckiej wiedzy i technologii do różnych gałęzi gospodarki. Wychowywanie liderów i pedagogów, obywateli świadomych swojej odpowiedzialności wobec globalnej społeczności i wyposażonych w narzędzia do wprowadzania zmian w grupach, w których będą pracować.
Po trzecie – udostępnianie rzetelnej wiedzy i informacji szerszej publiczności. Wspieranie merytoryczne rządów i samorządów w podejmowaniu decyzji. Współtworzenie programów nauczania. Przygotowywanie lokalnej społeczności na skutki nadchodzących zmian.
Po czwarte – dbanie o sprawiedliwą transformację. Zabieganie o równowagę pomiędzy kosztami społecznymi ponoszonymi przez grupy najbardziej poszkodowane przez katastrofę klimatyczną, możliwością rozwoju tych społeczności a koniecznością wyeliminowania emisji gazów cieplarnianych.
Wartość, jaką uniwersytety mogą wnosić w globalny wysiłek związany z powstrzymywaniem zmiany klimatu, łagodzeniem jej skutków i przygotowywaniem się do jej następstw, jest ogromny. Wszystko to brzmi wprawdzie dość górnolotnie, ale może realizować się w konkretnych działaniach i możliwych do zmierzenia krokach. Nie musimy niczego wymyślać od zera – naukowcy z czołowych światowych uczelni zrobili to już za nas. Nie musimy też z nimi konkurować ani martwić się, że nasz wkład jest mniejszy. Nie musimy wyrzucać sobie, że czegoś jeszcze nie zrobiliśmy. Możemy czerpać inspirację z osiągnięć i ambicji innych. Wszyscy gramy do wspólnej bramki – cudze sukcesy, to nasze sukcesy.
Książka Nadzieja w mroku napisana przez amerykańską historyczkę i feministkę Rebeccę Solnit stawia tezę, że wspólne działania dążące do określonego celu często go osiągały, nawet jeśli nie wydawało się to prawdopodobne. W ten sposób w minionych latach walczono o prawa człowieka, czy równość mniejszości. I chociaż wiele zostało jeszcze do wywalczenia, dużo już osiągnęliśmy.
Kiedy rozpoczyna się jakąś zmianę, często trudno uwierzyć, że zwycięstwo jest możliwe, a z perspektywy poczynionych postępów czasem nie można się nadziwić, że trzeba było o nie zabiegać. Chociaż wygodna i szczęśliwa przyszłość ze wzrastającą globalną temperaturą i jej nieprzewidywalnymi, prawdopodobnie trudnymi konsekwencjami jest niepewna, to nie zgadzam się na porzucenie nadziei, że uda nam się połączyć siły i wypracować dobre rozwiązania. Jak możemy przeczytać w Nadziei w mroku:
„Nadzieja to przekonanie, że to, co robimy, ma znaczenie, nawet jeśli nie sposób z góry przewidzieć, jakiego i kiedy znaczenia nabierze, na kogo i na co może wpłynąć. W istocie być może nigdy się tego nie dowiemy, nawet po fakcie, co nie umniejsza znaczenia naszych działań.”
Jako studentka uniwersytetu jestem więc przekonana, że to, co może dać światu nasza uczelnia (i wszystkie inne), ma duże znaczenie.
Źródła:
Znanym i nużącym problemem w myśleniu o antropogenicznych zmianach klimatu jest niewielka, zupełnie niedostrzegalna w dużej skali zmiana, którą mogą spowodować działania pojedynczych osób. Uniwersytet, jako pewna wspólnota, ma więc tutaj wielką przewagę, bo gromadzi w jednym miejscu nie tylko tysiące studentów, ale też naukowców specjalizujących się w różnych dziedzinach. To dobrze, bo przeciwdziałanie zmianom klimatu ma charakter interdyscyplinarny. Nie wystarczy nam sama energetyka odnawialna, potrzebujemy też skutecznych metod uprawy jedzenia, nowych materiałów, przemyślenia transportu, sposobów na zbieranie i opracowywanie dużych ilości danych, rozsądnego zarządzania zasobami. Potrzebujemy też humanistycznego podejścia – porządnej edukacji klimatycznej, opieki psychologicznej, mądrego przywództwa, umiejętnego formułowania prawa, wypracowywania wspólnych rozwiązań, efektywnej komunikacji, zrozumienia polityki i socjologii, ekonomii i filozofii. Potrzebujemy też sztuki i kultury, jakiegoś wentyla, przez który będziemy mogli wypuszczać frustrację i niepewność. Jakiegoś piękna, wokół którego będziemy się gromadzić i jakiegoś poczucia wspólnoty. Każdy z nas, ze swoim zestawem umiejętności, jest w tym przypadku potrzebny. Można powiedzieć nawet więcej, każdy jest niezbędny, jeśli mamy skutecznie zareagować na nadchodzące wydarzenia, zjawiska i trudności.
Na Akademii Górniczo-Hutniczej na szczęście już teraz dosyć sporo się w sprawie klimatu dzieje. Po pierwsze, uczelnia kształci tysiące specjalistów. Wiele z nich ma po studiach podstawy bezpośredniej wiedzy, jak odnajdywać się w rzeczywistości, stojącej na granicy katastrofy klimatycznej. Mówimy tutaj o energetykach (zwłaszcza tych specjalizujących się w odnawialnych źródłach energii), inżynierach środowiska, ekspertach od rewitalizacji terenów zdegradowanych, a nawet od niedawna specjalistach od przeciwdziałania i adaptacji do zmian klimatu. A to tylko te kierunki, które bezpośrednio kojarzą się z reagowaniem na globalne ocieplenie. Dodatkowo AGH, razem z Uniwersytetem Wrocławskim i Szkołą Główną Handlową w Warszawie, prowadzi studia podyplomowe w ramach Międzyuczelnianej Akademii Klimatu.
Jako studenci i studentki AGH mamy też oczywiście możliwość działania w kołach naukowych. Nie brakuje wśród nich takich, które poruszają się w klimatycznych tematach. Żeby wymienić tylko kilka: Studenckie Koło Naukowe Ochrony Środowiska, Koło Naukowe Odnawialnych Źródeł Energii Grzała czy AGH Solar Boat. A organizacje studenckie z naszej uczelni odnoszą duże sukcesy, jak na przykład AGH Space System. To znaczy, że przy odpowiednim zaangażowaniu i wsparciu naprawdę jesteśmy w stanie wiele jako studenci i studentki osiągnąć.
Uczelnia oferuje też inne sposoby zdobywania wiedzy – bardziej epizodyczne i popularnonaukowe, ale bardzo ciekawe i na pewno zachęcające do doczytywania w literaturze i dopytywania profesorów na korytarzach. Mamy więc cykl otwartych wykładów AGH NAUKA spotkania, odbywających się mniej więcej raz w miesiącu w budynku U2, gdzie można posłuchać o wszystkim, o czym się na AGH rozmawia – o eksploracji kosmosu, sztucznej inteligencji i fizyce cząstek. Krakowscy naukowcy mówią tam też czasem o sprawach związanych z transformacją energetyczną, badaniem arktycznego lodu i znajdowaniem w nim śladów dawnego klimatu, czy polskiej perspektywie na globalne ocieplenie. Wykłady są rejestrowane i udostępniane na Youtube i Spotify. Tam też można szukać uczelnianego podcastu Bunkier Nauki, w którym dowiemy się na przykład, jak to jest z tą energetyką jądrową i czy ludzkość ma szansę przetrwać zmiany klimatu. Poszczególne wydziały, biblioteka i sami naukowcy również organizują swoje wydarzenia. Tematyka katastrofy klimatycznej przewija się częściej lub rzadziej we wszystkich działaniach na uczelni. Moim zdaniem nie ma jednak jednoznacznego komunikatu, że jest to problem, który AGH uważa za szczególnie ważny i którym świadomie oraz pilnie próbuje się zająć. Trudno jest też znaleźć na ten temat jakiekolwiek informacje. Oczywiście, mamy możliwość segregacji śmieci na wydziałach, wygodnego przypięcia roweru w każdym miejscu kampusu i panele fotowoltaiczne na akademikach – to naprawdę świetnie. Ale na stronie internetowej AGH dla klimatu (klimat.agh.edu.pl) w zakładce aktualności znajduje się tylko jeden wpis. Informuje o powołaniu Komitetu Sterującego inicjatywy AGH dla klimatu i jest opatrzony datą 11 lutego 2020. Uczelnia widzi więc (a przynajmniej widziała) problem i konieczność działania. Możliwe, że entuzjazm i plany Komitetu ostudziła pandemia, która skutecznie zmieniła hierarchię pilnych działań uniwersytetów wiosną 2020 roku. Myślę, że od tego czasu w Wiśle upłynęło wystarczająco dużo wody, żeby znowu zająć się sprawą.
AGH nie wydaje się mieć szerszego pomysłu na siebie w kontekście zmian klimatu, a w strategii AGH słowo „klimat” nie pada ani razu. Szkoda, ale dzięki temu mamy przecież dużo miejsca i potencjału do przemyślenia sposobu, w jaki uczelnia mogłaby włączyć się do klimatycznych działań. Myślę, że w celu zrozumienia, jak można to zrobić, warto zajrzeć do planów najlepszych światowych uczelni. Co w tej kwestii robi się na MIT, Cambridge i Oxfordzie?
Oczywiście panuje konsensus co do tego, że kampusy uczelni powinny jak najszybciej stać się neutralne klimatycznie. MIT planuje osiągnąć net-zero do roku 2026 i całkowicie wyeliminować własne emisje do 2050, Cambridge do 2048, Oxford przewiduje zerową emisję netto na 2035 rok. Szczegóły tych planów są różne, ale ogólne założenia podobne – skupienie na efektywności energetycznej obecnych i nowych budynków oraz urządzeń, ograniczenie lub zoptymalizowanie ilości podróży służbowych, gospodarka śmieciami, informowanie i edukowanie społeczności akademickiej o koniecznych modyfikacjach przestrzeni fizycznej i sposobu funkcjonowania uczelni, wygospodarowanie środków na potrzebne zmiany, przemyślane wykorzystanie zasobów.
Strategie, które czytałam, skupiają się głównie na zmianach w tkance uczelni, w sposobie jej funkcjonowania, kształcie kampusu i sposobach organizacji życia akademickiego. Pojawiło się w nich miejsce na zachęcanie do osobistych zmian w codziennym zachowaniu osób spędzających czas na uczelni. Jednak uniwersytety nie próbują zrzucić odpowiedzialności za zmniejszenie swojego śladu węglowego na pojedyncze osoby. Wręcz przeciwnie – biorą odpowiedzialność za zachowanie społeczności akademickiej na siebie. Chcą uświadamiać i informować ludzi, nie tylko o swoich działaniach, ale też o ogólnie przyjętych zasadach zrównoważonego życia. Próbują też dbać o to, żeby uczelnia miała taki wygląd, funkcjonalność i zasady, żeby przestrzeganie tych reguł było intuicyjne i prostsze niż łamanie ich. Przykład: zapewnienie miejsc do parkowania rowerów i łatwego dojazdu autobusem do uczelni. Albo, co planuje wprowadzić Oxford: domyślne podawanie wegetariańskiego lub wegańskiego posiłku na wydarzeniach organizowanych przez uczelnię, z opcją otrzymania mięsa lub ryb na życzenie. Tak, wiem, skandaliczne!
Planów na bezemisyjne kampusy się spodziewałam, ale zdziwiło mnie (pozytywnie!), że duży nacisk na światowych uniwersytetach kładzie się na wkład, jaki uczelnie mogą wnieść w lokalną i globalną społeczność w zakresie walki z katastrofą klimatyczną. A są to:
Po pierwsze, rozwój nauki – badania nad wpływem człowieka na klimat i bioróżnorodność, nad możliwościami minimalizowania tego wpływu, nad sposobami radzenia sobie z nim (tutaj oczywiście ważny jest też aspekt dzielenia się zdobytymi danymi, wolna nauka, otwarty dostęp do wyników badań). Rozwijanie, udoskonalanie i wdrażanie dostępnej technologii. Tworzenie innowacji, rozszerzanie idei, konstruowanie narracji.
Po drugie – kształcenie kolejnych pokoleń świadomych specjalistów gotowych do wprowadzenia uniwersyteckiej wiedzy i technologii do różnych gałęzi gospodarki. Wychowywanie liderów i pedagogów, obywateli świadomych swojej odpowiedzialności wobec globalnej społeczności i wyposażonych w narzędzia do wprowadzania zmian w grupach, w których będą pracować.
Po trzecie – udostępnianie rzetelnej wiedzy i informacji szerszej publiczności. Wspieranie merytoryczne rządów i samorządów w podejmowaniu decyzji. Współtworzenie programów nauczania. Przygotowywanie lokalnej społeczności na skutki nadchodzących zmian.
Po czwarte – dbanie o sprawiedliwą transformację. Zabieganie o równowagę pomiędzy kosztami społecznymi ponoszonymi przez grupy najbardziej poszkodowane przez katastrofę klimatyczną, możliwością rozwoju tych społeczności a koniecznością wyeliminowania emisji gazów cieplarnianych.
Wartość, jaką uniwersytety mogą wnosić w globalny wysiłek związany z powstrzymywaniem zmiany klimatu, łagodzeniem jej skutków i przygotowywaniem się do jej następstw, jest ogromny. Wszystko to brzmi wprawdzie dość górnolotnie, ale może realizować się w konkretnych działaniach i możliwych do zmierzenia krokach. Nie musimy niczego wymyślać od zera – naukowcy z czołowych światowych uczelni zrobili to już za nas. Nie musimy też z nimi konkurować ani martwić się, że nasz wkład jest mniejszy. Nie musimy wyrzucać sobie, że czegoś jeszcze nie zrobiliśmy. Możemy czerpać inspirację z osiągnięć i ambicji innych. Wszyscy gramy do wspólnej bramki – cudze sukcesy, to nasze sukcesy.
Książka Nadzieja w mroku napisana przez amerykańską historyczkę i feministkę Rebeccę Solnit stawia tezę, że wspólne działania dążące do określonego celu często go osiągały, nawet jeśli nie wydawało się to prawdopodobne. W ten sposób w minionych latach walczono o prawa człowieka, czy równość mniejszości. I chociaż wiele zostało jeszcze do wywalczenia, dużo już osiągnęliśmy.
Kiedy rozpoczyna się jakąś zmianę, często trudno uwierzyć, że zwycięstwo jest możliwe, a z perspektywy poczynionych postępów czasem nie można się nadziwić, że trzeba było o nie zabiegać. Chociaż wygodna i szczęśliwa przyszłość ze wzrastającą globalną temperaturą i jej nieprzewidywalnymi, prawdopodobnie trudnymi konsekwencjami jest niepewna, to nie zgadzam się na porzucenie nadziei, że uda nam się połączyć siły i wypracować dobre rozwiązania. Jak możemy przeczytać w Nadziei w mroku:
„Nadzieja to przekonanie, że to, co robimy, ma znaczenie, nawet jeśli nie sposób z góry przewidzieć, jakiego i kiedy znaczenia nabierze, na kogo i na co może wpłynąć. W istocie być może nigdy się tego nie dowiemy, nawet po fakcie, co nie umniejsza znaczenia naszych działań.”
Jako studentka uniwersytetu jestem więc przekonana, że to, co może dać światu nasza uczelnia (i wszystkie inne), ma duże znaczenie.
Źródła:
- Massachusetts Institute of Technology: Fast Forward: MIT’s Climate Action Plan for the Decade. A commitment to leadership in solving the climate crisis May 2021
- University of Oxford: Environmental Sustainability Strategy 15 March 2021
- University of Cambridge: Carbon Reduction Strategy 2020 Update
Grafika: Beata Król