dwie jaskółki | kwartalnik

Samotność w lustrze

Twory
Wydaje mi się, że niewiele rzeczy naprawdę mnie przeraża. W codziennym życiu bardzo trudno prawdziwie wyprowadzić mnie z równowagi, choć muszę przyznać, że nieprzyzwoicie często narzekam. W sytuacjach kryzysowych zaś zazwyczaj wykazuję się stoickim spokojem i samodyscypliną, dogłębnie tłumacząc sobie swoje położenie i zimno kalkulując, czy opłaca mi się wpadać w panikę. Obawiałam się jednak, że istnieje coś, co byłoby w stanie mnie poważnie zaniepokoić, a mianowicie — brak lustra.


Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez ludzi wokół siebie, pełniących funkcję właśnie takich luster. Można się w nich przeglądać do woli niczym w lusterku z bajki o Królewnie Śnieżce. Dowiadujemy się wtedy, mogłoby się wydawać, prawdy – prawdy o swoim wyglądzie, o swojej wartości, o swoich sukcesach i porażkach… Bo w końcu inni ludzie są naszym upragnionym punktem odniesienia. Wystarczy tylko spojrzeć na swoje odbicie w czymś lustrze, a od razu wiemy, czy śpiewamy od kogoś lepiej (czy też gorzej), czy nasz żart był wystarczająco zabawny i tym samym wykazaliśmy się wyszukanym poczuciem humoru (czy też okazaliśmy się niezręczni towarzysko), czy otoczenie pochwala nasz związek z nowo poznanym partnerem (czy też rodzina grozi nam wydziedziczeniem) – można by wyliczać i wyliczać, dowodząc jedynie, że większość naszych decyzji podejmujemy po, chociażby, szybkim spojrzeniu na otaczające nas lustra. Chyba tylko głupi wyszedłby na ulicę, wiedząc, że tego dnia prezentuje się fatalnie.


Nagły brak luster budzi zatem uzasadniony lęk, bo gdy nie ma luster, nie ma przecież niczego. Nikt nie pochwali naszej ładnej sukienki, nikt nas nie pocieszy i nie utwierdzi w przekonaniu, że zrobiony przez nas obiad wcale nie był taki zły, ba, nikt nas nawet nie skrytykuje za niedbale napisany raport. Niespodziewanie nie wiadomo zatem, co mamy robić i raptownie wszystko staje się bez sensu. Dlaczego mielibyśmy podejmować jakiekolwiek działania, skoro nie będą one miały dla nikogo żadnej wartości? Wniosek z tych przemyśleń jest prosty – by istnieć, potrzebujemy innych.


Czasem jednak te banalne słowa okazują się nie być takie oczywiste, gdyż luster wokół nas po prostu nie ma, nawet gdybyśmy z pełną świadomością chcieli je mieć. Długo nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś takiego może mnie spotkać i nie dowierzałam, że mój koszmar się spełnia, powoli unicestwiając moje życiowe plany. Teraz gdy jestem na tyle odważna, by przyznać, że otaczające mnie lustra na dobre zniknęły, nie ogarnia mnie jednak strach czy rozpacz. W porę przypomniałam sobie, że przecież ja też mogę być dla siebie swoim własnym lustrem, na które w każdej chwili mogę spojrzeć.


To, co zobaczymy w swym lustrze, w głównej mierze zależy od nas samych. Być może to nie będzie nawet lustro, a jedynie krzywe zwierciadło, które nie powie nam prawdy, a jedynie wzmoże nasze lęki. Kiedy dostrzeżemy w nim swój wizerunek, najczęściej nie ma już wtedy ratunku poza nieszczęsnymi poszukiwaniami innych upragnionych luster, czynionymi ostatkiem sił.


Z doświadczenia wiem, że takiej sytuacji można jednak świadomie uniknąć. Należy być przede wszystkim uważnym, jednocześnie zachowując trzeźwy, obiektywny umysł. Szybko można zdać sobie sprawę, czy ma się do czynienia z krzywym zwierciadłem. Pozbycie się go jest wówczas rzeczą prostą. Mimo wszystko w prawdziwym już lustrze możemy nierzadko dostrzec inny obraz, niż widzieliśmy do tej pory. Nagle dowiadujemy się o sobie czegoś nowego – o tym, w co naprawdę wierzymy, czego naprawdę pragniemy i kim naprawdę jesteśmy. I jest to o wiele większym skarbem niż tysiące innych ludzkich luster, w których moglibyśmy się nieustannie przeglądać. Po co przecież byłoby nam więcej krzywych zwierciadeł?