Kwartalnik | Momenty

Na miejscu zastaniesz tylko muchy i głodnych ludzi

Kultura
Czterech nieustraszonych, którzy byli tam, gdzie nie chciał być nikt inny. Dwóch z nich dostało nagrodę Pulitzera, dwóch zginęło, próbując ją zdobyć. Ile potrzeba, by zrobić karierę i zniszczyć sobie życie? Ułamek sekundy, jedna myśl, jedno rozłożenie skrzydeł…


Lata 90. XX wieku, RPA. Idea Apartheidu upada, z więzienia wychodzi aktywista Nelson Mandela. „Jak staruszka zastrzelą, zadzwońcie do mnie” - miał mówić później o nim Kevin, jeden z czwórki mężczyzn. Później, bo na razie cała czwórka biega z aparatami po slumsach robotniczych, które w tym czasie zmieniły się w pole bitwy.
Mężczyźni czuli się nietykalni. Nieśmiertelni. Innym wydawali się bezduszni. I pewnie tacy po części byli. W objętych wojną krajach liczyli się tylko oni, aparat i odpowiedni moment.

15 września 1990
Bojówka Afrykańskiego Kongresu Narodowego oskarża Lindsaye Tshatsbalale o wspieranie Inkathy – zuluskiego ruchu, przekształconego później w prawicową partię polityczną. Lindsaye zostaje otoczony przez tłum, pocięty nożami, pokłuty ostrymi prętami, a na koniec uderzony przez napastników głazem w głowę. Fotoreporterzy patrzą na jego powolną śmierć. Ktoś z tłumu oblewa Lindsaye benzyną i podpala. Ofiara jeszcze przez chwilę krzyczy, miotając się w płomieniach. Wśród fotoreporterów jest Greg, który w pośpiechu szuka odpowiedniego miejsca, by ustawić się pod światło i zrobić idealne zdjęcie. Kiedy młody fotograf zmienia przesłonę w aparacie, do płonącego Lindsaye podbiega mężczyzna i uderza go maczetą w kark.

Fotografia zostaje opublikowana przez nowojorski Times, a zaraz potem staje się jednym z najbardziej znanych zdjęć na świecie. Fotograf zdobywa Pulitzera, a obraz z płonącym Lindsaye zostaje ikoną brutalności panującej podczas wojny w południowej Afryce.


Sudan, rok 1993
Kevin i João, dwóch fotografów, wyrusza do Sudanu, by udokumentować panującą tam klęskę głodu. Kiedy drugi z nich zapytał, co mogą spotkać na miejscu, w odpowiedzi usłyszał: „Muchy i głodnych ludzi”. Trafiają do obozu pomocy humanitarnej. Nagle Kevin dostrzega leżącą na ziemi wychudzoną dziewczynkę. Może próbowała dostać się do obozu, jednak była zbyt słaba? Może zostawiła ją tam matka, która poszła w tym czasie po jedzenie do pobliskiego punktu pomocy? Gdy te myśli kłębiły się w głowie Kevina, za wątłym ciałem dziewczynki przysiadł sęp. Fotograf czeka ponad 20 minut, aż wielki ptak rozłoży skrzydła. W tym czasie z leżącej dziewczynki powoli ulatuje życie. W końcu Kevin decyduje się na zrobienie statycznego zdjęcia.

Wersji dalszego ciągu zdarzeń jest kilka. Sam fotograf kilka razy zmieniał opowieść. W każdej z nich po zrobieniu zdjęcia miał odgonić ptaka, w żadnej natomiast nie powiedział, że udzielił jej pomocy. Podobno chwilę później reporter usiadł pod drzewem, płakał i myślał o swojej małej córce. W tym czasie wygłodzona dziewczynka miała chwiejnym krokiem ruszyć w stronę obozu. Nie wiadomo jednak, czy tam dotarła.
26 marca 1993 roku zdjęcie znalazło się na okładce New York Timesa. Szybko trafiło do innych światowych dzienników. Fotografia sprawiła, że ludzie zaczęli interesować się losem ludzi w Sudanie. Kevin natomiast przyjmował kolejne fale krytyki. W 1994 roku został nagrodzony Pulitzerem.

Choć sytuacja z Sudanu mocno odbiła się na jego psychice, nie porzucił swojej pracy. W marcu tego samego roku trafia razem ze swoimi czterema współpracownikami i jednocześnie przyjaciółmi do Takozy. Gdy Kevin siedzi w hotelowym pokoju, Ken ginie podczas strzelaniny. Fotograf obwinia się o śmierć przyjaciela twierdząc, że to on sam powinien zginąć od kuli. 27 lipca 1994 roku popełnia samobójstwo. „Prześladują mnie żywe obrazy zabitych i cierpiących, widok ciał, egzekucji, rannych dzieci. Odszedłem i jeśli będę miał szczęście, dołączę do Kena” - pisze w pożegnalnym liście.

18 kwietnia 1994
Śmierć samego Kena została uwieczniona przez innego z przyjaciół, Joao Silve. Trzej reporterzy uczestniczą w demonstracji. Niecierpliwią się, czekając aż wydarzy się coś godnego udokumentowania. Nagle padają dwa strzały. Pierwszy trafia w Grega, druga kula dosięga Kena. „Kiedy dostałem ogarnął mnie zamęt uczuć i doznań. (…) Iluzja bezpieczeństwa prysła, ukazując niewyobrażalną bezbronność” - wspomina pierwszy z nich. „Ken nie żyje, ale ty z tego wyjdziesz” - szepnął mu jeszcze ktoś do ucha.

Dlaczego Joao robi zdjęcia, zamiast pomóc przyjacielowi? „Nie pozostawało mu nic innego, jak robić zdjęcia: Ken chciałby zobaczyć je następnego dnia” – tłumaczy Greg. „Przemknęło mu przez głowę, że Ken, tak wyjątkowo czuły na punkcie swojego wyglądu, wolałby zdjęcie, na którym nie zakrywałyby mu twarzy. Przypomniał sobie, jak Ken nalegał, by sfotografować obrażenia Joao po tym, jak dostał cegłą w twarz podczas zamieszek rok wcześniej. Ken wpił Joao zasadę: najpierw fotografować, potem zajmować się całą resztą.”
Greg Marinovicz, Joao Silve, Kevin Carter i Ken Oosterbroek tworzyli najbardziej znaną i nieustraszoną grupę fotografów – Bang Bang Club.