Bajki dla Ukrainy

Na ratunek Truskawskim

PL Tekst
Rodzina Jabłkowskich należała do pradawnego rodu Lacusów – małych istot, które sprawowały opiekę nad wszystkimi Jabłoniami na świecie. Jabłkowscy zamieszkiwali tereny polskie od wielu wieków, zaś ten konkretny Sad, w którym dzieje się ta opowieść, od przeszło pięćdziesięciu lat. Historia ich przodków znana była okolicznym stworzeniom i rodzina cieszyła się ogromnym poważaniem. Wiele z duchów opiekuńczych w razie problemów w pierwszej kolejności przychodziło do Jabłkowskich po radę, jak dobrze dbać o powierzone im Rośliny. Trzeba przyznać, że Lacusy, choć drobne (jak to bywa w przypadku opiekuńczych duszków), cechowały się niezwykłą siłą charakteru, zaradnością i pracowitością. Jabłkowscy nie stanowili wyjątku. Mieli ogromne doświadczenie w skutecznej ochronie swoich Jabłoni, a najlepszym dowodem na to, że praca idzie im świetnie były nie tylko obfite zbiory jabłek jesienną porą, ale także rozrastające się z każdym rokiem jabłoniowe aleje w Sadzie. Ludzie – duże istoty zamieszkujące Dom – bardzo sobie cenili piękne owoce, które mogli zbierać co sezon ze zdrowych, mocnych gałęzi Jabłoni. Dlatego co jakiś czas przychodzili do Sadu z nowymi, młodymi drzewkami, które sadzili obok ich jabłoniowych pobratymców. W ten sposób poszerzał się obszar, nad którym Jabłkowscy, jako Lacusy, miały obowiązek sprawować pieczę. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że za sukcesem ich zbiorów owocowych stoją niepozorne duchy opiekuńcze. Byli zbyt roztargnieni, by dojrzeć wśród koron drzew przebiegające sylwetki drobnych, tajemniczych postaci. Czuli jednak jakąś dobrą, pokrzepiającą energię, która przepełniała powietrze w całym Sadzie i płynęła w pniach rosnących tam Drzew. Tak mijały lata przepełnione szczęściem zarówno w Sadzie, sąsiednim Ogrodzie jak i znajdującym się niedaleko Domu. Wszystkie opiekuńcze duszki żyły w zgodzie i chętnie pomagały sobie nawzajem, dzieląc się zarówno smutkami, jak i radościami.

Wiosną, gdy kwitły Czereśnie, Wiśnie, Grusze, Brzoskwinie, Jabłonie i wiele innych Roślin, obchodzono hucznie międzyduszkowe Święto Płatków, podczas którego różne istoty przywdziewały tradycyjne stroje reprezentujące ich ród i szykowały dania z płatków. Jabłkowscy wypiekali sławne lacusańskie pączki nadziewane konfiturą z płatków Jabłoni, Czeresińscy i Wiśnieńscy wspólnymi siłami gotowali potężną ilość bigosu z kiszonych płatków Czereśni i Wiśni, z kolei Brzoskwińczycy częstowali wszystkich swoją legendarną, aromatyczną herbatą z płatków Brzoskwini. Urządzano przeróżne konkursy, na przykład na uszycie najdelikatniejszego koca z opadających na trawę kwiatów, a także śpiewano pieśni spisane dawno temu przez Pierwsze Duchy Opiekuńcze. Była to jedna z najpiękniejszych celebracji i każdy, kto był kiedykolwiek zaproszony na Święto Płatków może ów fakt potwierdzić. Z wielkim szacunkiem i z dbałością o detal obchodzono także czas zbiorów poszczególnych Owoców. Truskawscy zaczynali swoje świętowanie nieraz już pod koniec maja i zapraszali do zabawy na swoich grządkach w Ogrodzie wszystkich sąsiadów. Ileż było radości podczas tych pierwszych okazji do tańców, uczt i śpiewów towarzyszących porom Zbiorów! Przygrywano na harfach z pędów pachnącego groszku, na bębnach z łupin orzecha czy grzechotkach wypełnionych ususzonymi, żółtymi ziarenkami truskawek. Podłużne stoły oświetlone lampionami z księżycowym pyłem zastawiano ciastami przekładanych musem truskawkowym, truskawkowymi lodami, koktajlami i galaretkami. Podawano też cieszącą się wielką popularnością truskawczynę, czyli gęstą zupę truskawkową zabielaną śmietaną, ryż i makaron z polewą truskawkową, a także obficie rozlewano do kryształowych szklanek kompot truskawkowy o pięknym różowym kolorze. Niedługo po Truskawskich kolej na urządzenie Święta Zbioru przypadała Borówiańskim, a zaraz po nich Malinakom. Prócz tego zapraszano się na obchody Zbiorów Morelowych, Agrestowych czy Śliwkowych. Wśród duchów opiekuńczych łatwo było o powód do świętowania. Są to bowiem istoty skore do zabawy i dzielenia się szczęściem z innymi.

Jednak nawet wśród ich rodów nie brak czasem momentów ciężkich, kiedy nikomu nie jest do śmiechu i nikt nie ma ochoty na tańce czy śpiewy. Bywa, że w Sadzie i Ogrodzie unosi się atmosfera smutku, a spod liści Roślin dociera szum pochlipywań tajemniczych stworzonek. Działo się tak, kiedy nagłe mrozy wiosenną porą niszczyły dopiero rozwijające się, podatne na choroby zielone owoce lub kiedy były atakowane przez chmarę bezlitosnych Insektów Niszczycielskich nadlatujących zawsze nagle i niespodziewanie z krainy ciemności i zła – Mroklandu. Pewnego roku wydarzyło się jednak wielkie nieszczęście, którego nikt ani w Sadzie, ani w Ogrodzie, ani w Domu się nie spodziewał. Ziemię, która należała do grządek Truskawek nawiedziła jakaś wyjątkowo okrutna plaga. Zło opadło na krainę rodziny Truskawskich z taką siłą, że wśród mieszkańców Sadu i Ogrodu momentalnie zapanował popłoch i niedowierzanie. Skąd to Zło? Czego od nich chce? Czy krzaczki Truskawek będą w stanie się obronić przed tajemniczą mroczną siłą, która podkradła się pod granicę ich grządek i zaczęła zatruwać ich własną Ziemię? Doniesienia o pierwszych Truskawkach, które zwiędły w zetknięciu z Wysłannikami Mroklandu wywołały okrzyki grozy wśród opiekuńczych duszków. Truskawscy tracili swoje domy w zastraszającym tempie i powoli nie mieli, gdzie się schronić na swojej Ziemi. W panice obserwowali, jak dotąd wesołe zielone listki pokrywały się brunatną sadzą i gniły. Czuli w sercach skargę truskawkowych korzeni niezdolnych zareagować na tajemniczą truciznę, która skradała się przez korytarze gleby i bezlitośnie infekowała ich system. Rodzina Truskawskich zrozumiała, że bez pomocy innych Roślin nie zdoła się uratować. Wybrano się więc czym prędzej do najbliżej sąsiadującej z nimi rodziny Jabłkowskich. Tak się bowiem złożyło, że rzędy Jabłoni w Sadzie oddzielał jedynie drewniany płotek od grządek Truskawek z Ogrodu. Reprezentanci obu rodzin zebrali się na narady. Truskawscy opowiedzieli, jak znienacka zaatakowała ich siła Mroklandu i jak trudno jest bronić się przed czymś tak nieprzewidywalnym. Mędrczynie i mędrcy ich rodu szukali sposobu, aby skutecznie stawić opór złu, które sieje spustoszenie na ich Ziemi. Jednak w tym czasie kolejne Truskawki obumierały, a dorośli i dzieci tracili swoje domy. Nie mieli, gdzie się schronić. Truskawscy poprosili zatem Jabłkowskich o udzielenie schronienia przerażonym duszkom opiekuńczym wśród gałęzi jabłkowej krainy.

– Wasze drzewa są silne, zdrowie i wysokie. Czy nasza rodzina może się tu schronić? Czy możemy zawiesić doniczki ze zdrowymi krzaczkami Truskawek na gałęziach waszych Jabłoni? Bardzo nam zależy, żeby uratować, co tylko się da – prosili.


Rada Jabłkowskich popatrzyła po sobie. Nie powinno być tu żadnych wątpliwości – należało Truskawskim okazać wsparcie. To jedyne słuszne zachowanie w sytuacji takiego nieszczęścia. Przecież żyli po sąsiedzku, przecież spędzali razem Święta, celebrowali sadzenie nowych Roślin i cieszyli się udanymi Zbiorami. U nich, wśród tylu drzew, miejsce się zawsze znajdzie. Gałęzie ich Jabłoni były rozłożyste i mocne. Odezwał się jednak jeden głos, w którym pobrzmiewał strach: czy taka pomoc nie ściągnie na nich gniewu sił Mroklandu?
– Jabłonie należą do Sadu – tłumaczył Strowberiasz Truskawski, któremu od ostatnich wydarzeń pobladło i posmutniało rumiane dotąd oblicze. – Wasze korzenie są w ciągłej komunikacji z Gruszami, Śliwami, Wiśniami… Jest was więcej i razem tworzycie sojusz, którego Mrokland się obawia. Nie tak prosto powalić drzewo. Zło, które przyszło do nas, zastanowi się dwa razy nim zaatakuje i was.
– Truskawscy mają rację – odezwała się Appelina Jabłkowska. – Nie ma co gadać i zastanawiać się. Trzeba działać póki jest kogo i co ratować. Jeśli im nie pomożemy, to jak to świadczy o nas jako o duszkach opiekuńczych? Czym byłby nasz świat, gdyby nagle zniknęły wszystkie Truskawki? To niebezpieczne, nieprzewidywalne czasy. Musimy być solidarni. Nie możemy dać się skłócić. Trzeba, żeby duszki spojrzały ponad czubek własnego drzewa. Takie jest moje zdanie.


Po tej przemowie Rada Jabłkowskich jednogłośnie zadecydowała o udzieleniu natychmiastowej pomocy wszystkim duszkom chcącym opuścić grządki Truskawek. Ustalono także, że Truskawscy wyznaczą zdrowe sadzonki i krzaczki, które zostaną przeniesione w doniczkach i ulokowane na najmocniejszych gałęziach Jabłoni, gdzie przeczekają burzliwe czasy walk z siłami Mroklandu. Rodziny Jabłkowskich wzięły się do pracy. Przygotowano dodatkowe pokoje dla Truskawskich w jabłkowych domkach, dorośli uczyli się gotować tradycyjne potrawy z Truskawek, żeby jak najlepiej ugościć zmęczone, zmartwione duszki, a dzieci malowały plakaty z Truskawkowymi Polami, które przyklejano później na drzwiach mieszkań, na korze i na liściach Jabłoni, żeby Truskawscy poczuli się jak u siebie. Między Jabłoniami zaczęły coraz częściej być widoczne drobne sylwetki truskawkowych duszków w tradycyjnych czerwonych strojach w żółte kropki. W tym czasie odbywało się wiele spotkań między Jabłkowskimi i Truskawskimi, żeby lepiej się poznać i zrozumieć swoje przyzwyczajenia i charaktery. Uczono się od siebie nawzajem ulubionych jabłkowo-truskawkowych powiedzonek, wieczorami przy blasku księżyca opowiadano historie swoich rodów, a w kuchni zaczęto łączyć smaki dwóch Owoców, których ochroną zajmowały się mieszkające teraz wspólnie rodziny. W ten sposób powstało wiele smakowitych dań takich, jak sorbety jabłkowo-truskawkowe podawane w upalne letnie dni, jabłkowo-truskawkowe frytki zajadane podczas długich, deszczowych, jesiennych wieczorów czy rozgrzewający zimą słodki deser – jabłko zapiekane w kruchym cieście z farszem truskawkowym. Wspólne spędzanie dni sprzyjało także tworzeniu się nowych pieśni, opowieści i wierszyków, których Jabłkowscy i Truskawscy byli głównymi bohaterami. Między rodzinami wywiązało się mnóstwo pięknych przyjaźni.

Tymczasem część klanu Truskawskich, która pozostała w Ogrodzie, żeby bronić swojej Ziemi, dzień w dzień dzielnie walczyła o to, by wśród grządek Truskawek znów zapanował pokój. Pomagało im w tym wiele duchów opiekuńczych z całego Ogrodu i Sadu. W końcu, wspólnymi siłami, znaleziono rozwiązanie. Udało się stworzyć magiczny specyfik, którym smarowano krzaczki Truskawek i podlewano Ziemię. Zło z Mroklandu syczało i bulgotało z gniewu aż trzęsła się cała ziemia w Ogrodzie. Jednak specyfik, który otaczał ochronną błoną coraz większy teren truskawkowy zmuszał je do wycofywania się. Trwało to wiele ciężkich tygodni, ale w końcu udało się wygnać z terenu Ogrodu ostatnie niszczycielskie siły Mroklandu. Dzień, w którym po raz ostatni usłyszano złowrogi syk spod ziemi przypadł akurat na początek wiosny. Po całym Ogrodzie i Sadzie rozniósł się wielki, chóralny okrzyk zwycięstwa. Wszystkie duszki wybiegły z domów i zaczęły śpiewać Hymn Opiekunów Roślin. Natura znów budziła się do życia. Truskawki zostały uratowane. Jeszcze tego samego roku – w połowie czerwca – urządzono na grządkach Truskawek najpiękniejszy w historii Festiwal Szczęścia Truskawkowego. Podczas uroczystości trwających kilka dni zaprezentowano między innymi nowe truskawkowo-jabłkowe piosenki, zabawy, stroje czy dania. Znów opowiadano sobie żarty przy podłużnych, bogato zastawionych stołach i tańczono boso na soczyście zielonych trawnikach.

Ludzie z Domu bardzo zadowoleni, że nowy rok tak dobrze się zapowiadał, przekonali się też wtedy ostatecznie, że ich Ogród i Sad są wyjątkowe. Pewnego ciepłego, czerwcowego wieczoru, gdy przechadzali się między rzędami zasadzonych Roślin, usłyszeli jak ich Truskawki się śmieją! I mogliby przysiądz, że między krzaczkami mignęły im na moment cienie miniaturowych postaci. W powietrzu zaś unosił się zapach pieczonych jabłek i konfitury truskawkowej. Uśmiechnęli się nagle, wyobrażając sobie, że nad ich Ziemią czuwają jakieś niezwykle dobre, wesołe, pracowite duszki. Tego roku i ludzi, i wszystkie inne stworzenia przepełniało poczucie, że życie potrafi być bardzo, bardzo piękne.