Please ensure Javascript is enabled for purposes of website accessibility
przebij śniegi | kwartalnik

Wycinać skrawki Dnia

Dom żyje, ale czy my żyjemy?
Pora Nocna

Noc narazie
jest jeszcze ciemna i zimna.
Nikt nie pamięta obecnie nazw ulic.
Ludzie wchodzą w złe bramy,
pukają obcym w drzwi.
I można tak chodzić i chodzić.
I błądzić i błądzić.
Aż wreszcie gdzieś na rogu tych pustych ulic
pod barem o nazwie z kilkoma zgłoskami
w oknie zobaczysz uśmiechniętą twarz,
i te pięć palców opartych o szybę.

______________________________Ulga.

To nasza Mieszkanka.

Wschód

Codziennie o tej samej
rannej
godzinie
wszystkie drzwi
narożnej kamienicy
z mocno obdartą fasadą
otwierają się nagle powoli.

Następnie słychać
jak drewniane schody
skrzypią
wraz z każdym
kolejnym krokiem
wszystkich Mieszkanek
tej szarej narożnej kamienicy.

Po chwili zawsze zapada cisza
a ona trwa i trwa i trwa.
Czasem zakłóca ją jedynie jakby
szum
a może szmer
prowadzonych na małym dziedzińcu
szarej narożnej kamienicy
rozmów.

Południe

Mieszkanki
siedzą razem na schodkach
dziedzińca naszej kamienicy,
powoli paląc długie papierosy.

Każda ma chustkę na głowie
a w niej wspólne myśli
i wspólne życzenia.

Dym powoli zniekształca dziedziniec
i różne myśli przychodzą,
pukając w drzwi
naszych Mieszkanek.

Jedna mówi, że z doświadczenia
popadając w rutynę
łatwo zapomnieć o sobie.
Kryć wspomnienia o życiu wśród drzew.
Nie łatwo żeby poznać się wreszcie na wolności
wyrywać daleko, gdzie inny Świat
czeka.
Od innej nagle pada pytanie
może lepsze jest to, co jest teraz?
Bo przecież co czynić można
poza naszym domem?

Jedna z nich tylko
nieśmiało zauważa, że
Dom nie jest jeden.
Dom jest ruchomy.
Jak ciało, które codziennie pomaga innym.
Jak serce, które wlewa tą miłość i wdzięczność.
Dom musi ulec zmianom.
Czasu.

A kolejna myśli na głos.
Dom żyje, ale czy my żyjemy?
Złammy naszą powtarzalność
wróćmy do niej jutro.
Stracić,
ale co stracić?
To tylko Czas.

Zachód

I tak pożegnały się
drogie Kury.
Z zadaszonym podwórkiem,
trzykrotnym buziakiem w policzek.

Zgasiły o schodki
schadzkowe
kilka wypalonych
papierosów.
Paczkę schowały na później.
Otworzyły drzwi na oścież, zrzucając kuchenne ubrania.
Odłożyły na bok słomiane patyki.

Wyszły z narożnej kamienicy.
Idąc nie oglądały się za siebie.
Bo każda z nich
miała już tylko jedną myśl w głowie.

Jutro się przecież umiera,

ale dziś

dziś się żyje!

Grafika: Martyna Sikora