Kwartalnik | Horyzont

Poszerzamy horyzonty - Tantra

My jako rasa ludzka, z racji posiadanych zdolności kognitywnych, odróżniamy się od innych gatunków niezwykłą ciekawością i chęcią eksploracji tego, co jest nieznane, nowe, podniecające swoją innością. Historia pokazała, że zafascynowani odmiennością dążymy do ekspansji tego, co udało się nam poznać. Skądinąd niejednokrotnie potrafiąc ze strachu, bezwzględnie wykorzeniać obce i zmieniać na akceptowalne dla nas, wypleniając rdzenne kultury i zwyczaje, pozostawiając jedynie tę część, która jest dla nas wygodna.

Dobytek kultur wschodnich staje się coraz popularniejszy na zachodzie. Joga, medytacja, mantry są właściwie już stałą częścią tego, co nas otacza. Wszelakie warsztaty, prace z czakrami, rytualne kręgi, koncerty gongów i mis tybetańskich, mandale. Problem jest w tym, że w jakiś sposób wyciągając to z tradycji i dostrajają nasze potrzeby, tracimy rdzeń tego, co mają przynieść te zwyczaje, czy praktyki. Oczywiście nie chodzi o to, że mamy nagle przestać robić nasze ulubione ćwiczenia, zupełnie nie. Po prostu czasem wejrzenie głębiej pozwala nam na zupełnie nowe doznania, posiadające zaskakującą wartość.

“Prawdziwa cywilizacja nie będzie przeciwko twojemu dzieciństwu; będzie z niego rosła. Nie będzie wrogo nastawiona do prymitycznej niewinności, będzie jej rozkwitem. Będzie wznosiła się coraz wyżej, ale będzie zakorzeniona w pierwotnej niewinności”~ Osho

Jeśli kiedykolwiek słyszeliście o tantrze to z pewnością kojarzycie ją pod hasłem  “joga miłości”. Oczywiście - skojarzenie to nie jest błędne, jest nawet częściowo adekwatne, jeśli chcemy dokonać szybkiego określenia w zachodnim stylu, który doznanie natury seksualnej przeciwstawia duchowej ascezie.

Jeśliby chcieć szukać tłumaczenia słowa tantra z sanskrytu, oznacza ono między innymi  narzędzie służące do rozciągania (co odnosi się konkretniej do świadomości), splatanie, tkanie, transformację, przemianę, więc jest to praca nad swoim wyższym “ja”, samorealizacja, spełnienie, szersze rozumienie rzeczywistości. To narzędzie do doznawania szczęścia z pomocą naszego ciała, co staje na przekór temu, czego jesteśmy uczeni w  naszych kręgach kulturowych.

Tantra przeciwstawia odmienne jakości, wzajemnie stanowiące uzupełnienie siebie, całość. Desygnat myślowy, jaki możemy sobie wykreować zawiera się w  parze bogów - Śiwa iŚakti, energii męskiej i żeńskiej, statyczności i chaosie, które uzupełniają się, będąc różnymi aspektami tej samej rzeczywistości. Stąd też pojawia się powiązanie seksualne/miłosne.
Obydwa te bieguny nie są jednak zależne od naszego współistnienia z drugą osobą, lecz zawierają się w nas samych, co daje nam pole do szerszego odczuwania, łączenia tych jakości w życiu codziennym, co staje się narzędziem do samorozwoju i pracy nad naszym potencjałem. Dlatego też powinniśmy dążyć do harmonicznego połączenia tych energii - oświecenia, dosięgnięcia absolutu. 

Tak więc tantra nie jest jedynie systemem praktyk, mantr, pozycji, lecz sztuką życia, postępowaniem zgodnie ze sobą i swoimi radościami, postrzeganiem ciała jako drogi do boskości. Nie jest przypisana do jednego systemu religijnego czy filozofii. Przełamuje granice między dobrem a złem, życiem a śmiercią, dniem i nocą, kobietą i mężczyzną. Osoba praktykująca staje się odbiciem wszechświata, wyzbywa się z narzucanych schematów, jest blisko samego stworzenia, przez rozszerzenie swojego doświadczenia o przeciwstawne jakości.

Kiedy słyszę tantra - moja dusza rwie się do tańca, wolności, harmonii, braku ograniczeń ciała, do uwolnienia pierwiastka boskości w moim istnieniu.

Dosyć interesująca jest rozbieżność znaczeniowa słów wynikająca z kontekstu kulturowego. Konkretnie chodzi o ubóstwo. Czemu akurat odnosi się do braku biedy? Ma to swoje korzenie w średniowiecznych wierzeniach chrześcijańskich, gdzie asceza - umartwianie się, była tym, co zbliżało wierzącego do Boga, Stwórcy - wychwalała go. Natomiast owo ubóstwianie w tantrze jest zjednoczeniem jednostkowej świadomości z absolutem, uniwersalną jaźnią. Ciało jest zatem tym, co pomaga nam tego dostąpić. Pozwala nam zrównoważyć jakości, połączyć się z energią przeciwstawną do nas, odbić makrokosmos istnienia, w mikrokosmosie wewnętrznej harmonii. Stajemy się niepodzielną całością, siłą twórczą (co ciekawe, w wielu religiach właśnie na początku był chaos, z którego wynikało stworzenie), czego oczywiście możemy doświadczać podczas kulminacyjnego momentu aktu miłosnego, ale nie o samą przyjemność tu chodzi a o stan jedności, spełnienie wyższego JA, doświadczenie szerszej rzeczywistości, jak zdawać by się mogło bliskiej tej rzeczywistości boskiej. 

Tantra to “energia czystej świadomości”, energia kreacji. Doświadczanie życia zależy od otwartości naszego umysłu, od zauważenia mądrości w prostocie, akceptacji, nie narzucaniu nikomu niczego. Wszystko trzeba traktować jako naturalny i potrzeby proces, życie jak i śmierć. Tak więc na wzór tego, co nas otacza, my sami w sobie możemy stać się całością. W każdym momencie możemy zauważyć boskość, a w każdej istocie iskrę boga, porozumiewać się ponad słowa z innymi, otaczającymi nas istnieniem (jak to bywa w akcie miłosnym, wspólnej kontemplacji, medytacji, modlitwie). Można to przyrównać do dziecięcej błogości, niewinności, radości, która emanuje życiem, chęcią doświadczania, gdyż widać w niej sens stworzenia. Radość chwili staje się drzwiami do nieskończoności, do przeciwstawienia się ciągłemu umartwianiu. Tantra pokazuje jak czcić życie.

A tak po ludzku co nam może dać tantra? 

Poza zachwalanymi praktykami miłosnymi uczy nas bliskości, akceptacji, otwartości na inne istnienia, miłości do siebie i drugiej osoby. Pozwala nam cieszyć się chwilą, czerpać radość z życia, rozwija naszą duchowość w codziennym życiu, niezależnie od systemu religijnego, czy też braku utożsamiania się z jakimś. Daje nam możliwość nauki samego siebie, przed spojrzenie pod innym kątem, z szerszej perspektywy.

Tak naprawdę podejście tantryczne zawiera się w postulowanych obecnie hasłach jak self care, body positivity, mindfulness, akceptacji, równości, rewolucji seksualnej.
Zdaje się wręcz, że głosimy to, co było modne już tysiące lat temu. Szkoda tylko, że do wszystkiego musimy dorosnąć, a później dodatkowo przerobić na swoje zachodnie, szybkie i wybuchowe standardy. Może, lepiej jest jednak dotykać źródeł? 

Poszerzajmy horyzonty, a może zobaczymy więcej w świecie, jak i w nas samych!