pogoda dla odważnych | kwartalnik

Legendozbiór Zakopiański - o demonie świętych gór opętującym polskich artystów

Portrety
Czymże jest życie pełne gorączki i realnej twórczości tam, na dolinach, wobec urojonej, a jednocześnie tak rzeczywistej, jak uderzenie pałką po łbie, szatańskiej przyjemności przeżywania siebie – prawdziwego zakopiańczyka w uniezależnieniu od wszystkich norm, na tle jedynej w swoim rodzaju dekoracji gór groźnych i potężnych i romantycznych dolin i wąwozów

— Stanisław Ignacy Witkiewicz, Demonizm Zakopanego (1919)



Prolog: przenosiny w czasie

A przecież Zakopane było kiedyś wsią. Osadą skrytą, trudno dostępną, anonimową przestrzenią, nad którą czuwały górskie kolosy. Czuwały Tatry – ta plejada bóstw surowych, skalistych opiekunów w wymagającym ścisku formującym losy poddanych im mieszkańców. Na wzór spienionej, życiodajnej rzeki wije się w niedefinitywności walka przekleństw i błogosławieństw tego miejsca. To srogie, nieujarzmione, fantasmagoryczne piękno, które porwało w żądnym daniny halnym hauście dusze tak wielu wybitnych polskich artystów. Jak silny musiał być urok rzucony na przybysza z Centrum – Tytusa Chałubińskiego – że ten odtąd sługa tatrzańskich sił notorycznie powracał do Zakopanego, odkrywając coraz to nowe walory tego miejsca i tych ludzi? Postać lekarza z Warszawy, którego działania na rzecz promocji Zakopanego jako arkadyjskiego uzdrowiska mają wartość nie do przecenienia, wbiła się głęboko w tę ziemię. Echo Chałubińskiego toczy się wraz z wichrem przez tatrzańskie szlaki, pomnikowo spogląda na współczesnych turystów mijających ulicę Zamoyskiego i wyłania się ze stron historii, legend, opowiastek o tym regionie, które niestrudzenie odświeżają barwność mitu tatrzańsko-zakopiańskiego. A przecież jeszcze w latach 70. XIX wieku Zakopane było niewielką osadą, do której pewnego letniego sezonu przybywa Tytus. I chyba jeszcze nikt wtedy nie przeczuwa, że to początek wielkiej metamorfozy tego miejsca.

O tym, jak Zakopanemu świętość nadawano

W podtatrzańskiej niepozornej miejscowości dostrzeżono potencjał do stania się „polskimi Atenami”. Zachwalany przez Chałubińskiego klimat Zakopanego, sprzyjający schorowanym i chorowitym jednostkom, stał się motorem napędowym pierwszej fali turystyki. Zjeżdżali się, pokonując niełatwą trasę, przyjaciele i znajomi pierwszych „odkrywców” tego miejsca. Zjeżdżali, aby podreperować zdrowie i zachłysnąć się cudownością opisywanej krainy. Wśród towarzystwa nie brakowało person znanych i cenionych. Do pionierskiego artystycznego grona, tworzącego pierwsze legendy zakopiańskości, zaliczali się między innymi Stanisław Witkiewicz, Walery Eljasz, Henryk Sienkiewicz, Leon Wyczółkowski, Helena Modrzejewska, Stefan Żeromski, Kazimierz Tetmajer czy Ignacy Paderewski. Budowaniu się bohemy zakopiańskiej sprzyjała atmosfera ponadnarodowości samego Zakopanego, swoistej enklawy niedraśniętej trójzaborczym szponem. Dość prędko w świadomości odwiedzających to miejsce artystów uformował się topos świętych gór. Wszelkie przejawy „góralszczyzny” wzięły w posiadanie serca i umysły przybywających tam coraz chętniej reprezentantów różnych dziedzin sztuki i nauki. Podczas organizowanych w rozwijającym się kurorcie zabaw chętnie przywdziewano stroje góralskie. Zaś tradycyjna muzyka regionu często stawała się inspiracją dla polskich kompozytorów. Efekty takich zachwytów i prób łączenia stylów możemy dziś doświadczyć na przykład analizując balet „Harnasie” Karola Szymanowskiego czy odsłuchując „Album Tatrzańskie” Ignacego Jana Paderewskiego.

Popularne za czasów wzmożonej aktywności Tytusa Chałubińskiego na rzecz popularyzacji Tatr stały się tak zwane „wycieczki bez programu” w towarzystwie lokalnych przewodników, które polegały na spontanicznym wędrowaniu przez kilka dni wśród górskich terenów, sypianiu pod namiotami tam, gdzie ich zmierzch zastał i nocnych zabawach wokół rozpalonego ogniska – żarzącego się na pomarańczowo życia, tętniącego w rytmie góralskich śpiewów w ciemności tatrzańskiej nocy. Opis takich zakrojonych na dużą skalę eskapad znaleźć można w książce samego Chałubińskiego – Sześć dni w Tatrach czy też w bardzo wówczas popularnej Na przełęczy Stanisława Witkiewicza. Z praktyką wycieczek bez programu (i w ogóle z życiem bohemy zakopiańskiej) wiązała się postać Sabały, czyli Jana Krzeptowskiego. Legendarny góral, niezrównany gawędziarz i pieśniarz o zbójnickiej przeszłości, zwany Homerem Tatr, swoją obecnością ubogacał niejedno zakopiańskie wydarzenie. Zaprzyjaźniony z Chałubińskim, Witkiewiczem czy Sienkiewiczem wyprawiał się z nimi w góry, przygrywał z hipnotyzującym dynamizmem na złóbcokach, a swoimi gawędami nadawał niezapomnianego charakteru salonowym spotkaniom.

Kolejne dekady przyniosły miejscowości tytuł „duchowej stolicy Polski”, gdzie jak w morsko-okiej tafli odbijały się wszelkie działania, artystyczne tendencje i społeczne ruchy obecne w rozproszonym kraju. Zakopiańskie domy myślicieli i twórców wszelakich w sposób naturalny przeistaczały się w salony artystyczne, gdzie zarówno oddawano się zabawom, kreatywnym zajęciom, jak i rozprawiano na tematy najwyższej wagi. Willa „Witkiewiczówka” w Antałówce, Willa „Harenda” z nieodłącznie związanymi z nią postaciami Jana i Marii Kasprowicz, Willa „Pod Jedlami” rodziny Pawlikowskich, Willa „Atma”, gdzie mieszkał Szymanowski, a gościł między innymi Jarosław Iwaszkiewicz – to tylko kilka z wielu artystycznych śladów, które przez lata udeptywały ścieżkę tożsamościową Zakopanego. Za część projektów tych wyjątkowych budowli odpowiadał ojciec Stanisława Ignacego Witkiewicza – Stanisław Witkiewicz senior. To on w 1891 roku za sprawą artykułu opublikowanego w „Kurierze Warszawskim” konstytuuje, a następnie konsekwentnie propaguje ideę stylu zakopiańskiego. W Tatrach i góralszczyźnie ujrzał Polskę pierwotną, nieskażoną obcymi tradycjami. Postawił na architekturę i ornamentykę góralską jako na elementy, które przechowały w sobie prastarego ducha polskiego. Styl zakopiański był propozycją w rozważaniach na temat stylu narodowego. Przedstawione przez Witkiewicza idee znalazły uznanie w społeczeństwie, a także zdobyły wielu naśladowców. I my dziś jeszcze możemy podziwiać wprowadzone w życie założenia stylu zakopiańskiego. Domy i ich umeblowanie, ceramika czy odzież – inspiracje Podhalem przez lata przelały się na wiele form, czyniąc je wyjątkowymi w swoim rodzaju. Przykładając ucho do kwiatowego wzoru wyczarowanego w ciepłym brązie drewna być może usłyszysz kiedyś podszept zaklętej w nim zakopiańskiej pra-idei.


O tym, jakie cuda wyprawiano w Zakopanem

Wyobraźmy sobie dawne zebrania, rauty, odczyty, koncerty i spektakle w pierwszym domu kultury Zakopanego – Dworcu Tatrzańskim – powstałym w 1881 roku z inicjatywy Towarzystwa Tatrzańskiego. Niech dotrze do nas żywy obraz ludzi, którzy zwykle zapełniają strony naszych podręczników szkolnych. Henryk Sienkiewicz czyta fragmenty powieści, Karłowicz i Paderewski czarują publikę swoją muzyką, Tetmajer z uczuciem deklamuje inspirowane Zakopanem wiersze, a Helena Modrzejewska daje popis swoich umiejętności aktorskich. A teraz dodajmy do tego opowieść o tym, jak to chciano ściągnąć prochy Juliusza Słowackiego do Zakopanego i zbudować mu grobowiec ukryty w górach. Albo o tym, jak same Tatry pragnięto w pewnym momencie przemianować na Park Mickiewicza. A później przypomnijmy sobie krótki epizod z życia Stefana Żeromskiego, kiedy to w październiku 1918 roku został prezydentem Rzeczpospolitej Zakopiańskiej – efemerycznego państwowego tworu. Choć urząd ten niemalże „dyktatorski”, jak sam pisze o tym Żeromski, sprawował zaledwie jedenaście dni, a RZ została wkrótce potem wcielona do II Rzeczpospolitej, to na Podhalu niepodległościowe projekty tak prędko nie wygasły. W owym czasie podczas wieczornych zakrapianych spotkań w góralskich głowach krystalizowała się wizja „jakiejś takiej Rzeczpospolitej Tatrzańskiej”.

Na tym płótnie zakopiańskiej abstrakcji pojawia się również mgielno-błękitny zawijas mistycyzmu tatrzańskiego. Ksiądz Józef Stolarczyk na zdobywanych szczytach gór pieśnią Te deum chrzci niepokorne tereny, artyści wskrzeszają z zatwardziałej pamięci ziem słowiańskie bożki, a filozof Wincenty Lutosławski, w tle mając Tatry, zgłębia temat wpływu jogi na umysł człowieka. Na to wszystko nakłada się jeszcze smuga popularności seansów spirytystycznych wśród zakopiańskiej bohemy. Sprawę tę zaś okrasza wątek wyróżniającego się w owym towarzystwie zdolnego medium, którym był nie kto inny, a noblista, autor Chłopów – Władysław Reymont.

Nowe pokolenie zakopiańskiego środowiska artystycznego, to przede wszystkim Stanisław Ignacy Witkiewicz znany jako Witkacy lub, jak sam siebie tytułował, Demon Zakopanego (notabene, chrzestny syn Sabały i Heleny Modrzejewskiej). Ta wyrazista postać skupiała wokół siebie barwne grono bliskich, przyjaciół i znajomych. Do grupy tej należeli między innymi malarz Rafał Malczewski, narzeczona Witkacego – Jadwiga Janczewska (która w 1914 roku popełni samobójstwo), Zofia i Karol Stryjeńscy, podróżnik Bronisław Malinowski, poeta Antoni Słonimski, wspomniany wcześniej kompozytor Karol Szymanowski, pisarz Kornel Makuszyński, literat Tadeusz Boy-Żeleński czy poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. W dwudziestoleciu międzywojennym przez Zakopane przewinęli się także Jarosław Iwaszkiewicz, Witold Gombrowicz, Zofia Nałkowska czy Bruno Schulz (dwoje ostatnich poznało się właśnie w podtatrzańskiej miejscowości, gdzie mieli nawiązać trwający kilka miesięcy romans).

O młodszym pokoleniu tutejszej bohemy krążyło wiele plotek i legend. Zakopiańskie dwudziestolecie międzywojenne, to między innymi pełne wrażeń tatrzańskie rajdy samochodowe do Morskiego Oka czy sesje narkotykowe przeprowadzane pod lekarskim nadzorem zaprzyjaźnionego radiologa Teodora Białynickiego-Birulę. Witkacy znany był w środowisku ze swojej fascynacji wpływem różnego rodzaju specyfików (od kofeiny po kokainę) na proces tworzenia. Co warto zaznaczyć: interesowało go samo eksperymentowanie, unikał natomiast regularności w przyjmowaniu czegokolwiek. W obawie przed popadnięciem w jakiekolwiek uzależnienie (które postrzegał jako skrajnie negatywne zjawisko), gdy tylko rozpoznawał u siebie niepokojące objawy, konsultował się lekarzy i podejmował się stosownego leczenia. Ciekawym zabiegiem stosowanym przez Witkacego było pozostawianie charakterystycznego, skrótowego zapisu w rogu dzieła, nad którym w danym momencie pracował. Tajemnicza taka adnotacja miała sygnalizować, czy i, jeśli tak, to pod czego wpływem był artysta w trakcie tworzenia. Z Demonem Zakopanego wiąże się wiele więcej fascynujących anegdot. Choćby historie o Witkacym wychodzącym na spacery w piżamie skonstruowanej z gazet czy wpychającym znienacka przyjaciół w zaspy śnieżne. Ta ostatnia praktyka polegała na oblepieniu ofiary żartu śniegiem, a następnie pobiegnięciu do najbliższego domostwa i oznajmieniu, że trzeba natychmiast podjąć się ratowania zamarzającego człowieka. Taka pomoc zwykle przybierała formę „jajecznicy, herbaty i „czystej””. Uraczywszy się w ten sposób (raczył się zarówno poszkodowany, jak i samarytanin-entuzjasta) przywracającymi siły kulinariami opuszczali domostwo, którego mieszkańcy pozostawali w miłym przeświadczeniu o spełnieniu dobrego uczynku.


O tym, jak Zakopane w demona przemieniono

Wraz z końcem pierwszej wojny światowej nastąpił też koniec dominującego dyskursu Tatr jako miejsca sakralizowanego. Powoli dawała o sobie znać tendencja przeciwna. Zakopane, zatraciwszy swój czar małej mieściny otoczonej dziewiczymi górskimi terenami, poddając się nieuchronnym procesom komercjalizacji i wprowadzaniu kolejnych kurortowych udogodnień, gubiło swoją świętość i tajemniczość. Silnie związani z zakopiańskim życiem artyści zaczęli dostrzegać niepokojący zwrot w stronę rozrywkowości organizowanych wydarzeń kosztem rozwoju kultury i sztuki. Coraz mniej odczytów i wystaw, coraz więcej dancingów. Do Zakopanego ściągali, z każdym rokiem liczniej, turyści, oczekujący komfortu i dobrej zabawy. W odpowiedzi na zaobserwowaną zmianę w dynamice tego miejsca Stanisław Ignacy Witkiewicz ukuje termin „Demonizmu Zakopanego”. Artykuł o tym samym tytule zostanie opublikowany po raz pierwszy w dwutygodniku „Echo Tatrzańskie” w 1919 roku. Witkacy diagnozuje tam między innymi, że Zakopane zamieszkuje potężny demon miejsca – genius loci – który dla jednych może być w swej naturze zabójczy, innych zaś, tak zwanych Tytanów Ducha, może krzepić i pchnąć do osiągnięcia maksymalnej mocy twórczej. Co więcej, doszukiwał się w powietrzu Zakopanego obecności „subtelnego narkotyku”, który nazwał zakopianiną i który źródło miałby swoje mieć w samej „zapadającej się” naturze tego miejsca. Zatrucie ową substancją objawiało się między innymi utratą „względnie obiektywnych kryteriów” i stanem omamienia u twórców. Żartobliwie wprowadzone w obieg hasło „zakopianina” posłużyło Witkacemu do krytycznego skomentowania ówczesnego środowiska artystycznego, któremu wytykał np. łatwość z jaką osiadano na laurach, popadanie w otępiające samozadowolenie, przesuwanie realizacji kolejnych projektów na dalszy, niedookreślony plan. Cytat, zaczerpnięty ze wspomnianego artykułu, który pozwalam sobie w tym miejscu przytoczyć, zawiera, moim zdaniem, meritum sprawy – czyli diagnozę Zakopanego jako, w gruncie rzeczy, słusznego w swoim kuszeniu kusiciela, jako tworu doskonale ambiwalentnego: „Nawet ci, którzy nie zostali notorycznymi nieuleczalnymi zakopiańczykami, muszą przyznać, że co najistotniejsze w ich życiu, stało się w Zakopanem właśnie, a jeśli nie zaszło, to w takim razie zajść mogło, a w innej miejscowości nie zajdzie już na pewno nigdy.”.


Epilog: słonecko juz zasło

Słońce już dawno zaszło nad Zakopanem przełomu XIX i XX wieku. Historia drastycznym dźgnięciem sztyletu – wybuchem drugiej wojny światowej – przeszyła serce tamtego świata. Co nam z niego zostało w dzisiejszym Zakopanem? Ośmielam się podsunąć tu ideę sentymentalnego doszukiwania się mitycznej zakopianiny w tym dzikim fresku naszych skrajnie tłumnych, plastikolubnych, przebodźcowanych zakopiańskich czasów. Może współcześnie śladów tej tajemnej substancji-esencji należy szukać w elementach nieoczywistych? Może wędzi się obok grillowanych oscypków, stanowi skład wafelka twojej porcji lodów sprzedawanych na Krupówkach, może ów demonizm hibernuje wszyty w oko pluszowego niedźwiedzia, podzwania w breloczku z owcą, sznurem lamp mruga nad drogami dzisiejszego Zakopanego? Miejsca te nasyciła potężna dawka wyobraźni artystycznej, obecność, która nie mogła ot, tak zniknąć. Wsiąknęła w hale, wtuliła się mchem w dachówki, pociemniała wraz z drewnem willi, wlazła literami w nazwy ulic tego miasta. Zakopane, podejrzewam, otoczone musi być mieszanką opieki i opętania ze strony zasłużonych tej ziemi sylwetek. Demon Witkacy skrobie nocą twój portret w ścianie pensjonatu. Karłowicz czuwa wśród zimowego krajobrazu nad narciarzami. Tetmajer o północy wygłasza odczyt wiersza, pałętając się wokół murów Dworca Tatrzańskiego. Miciński wymyśla nowym przybyszom niewybredne pseudonimy w Nietocie 2.0. Prus, gdy wybija trzecia, staje nad urwiskiem, próbując nawet pośmiertnie przełamać swój lęk wysokości. Stryjeńska struga zabawki po nocach, które przy blasku ogniska z kominka ożywają w góralskim tańcu na parapetach. Oni tam są – grają, malują, piszą, dokazują, wariują. Zakopane duchy świata, który śmignął ze stoku dziejów jaskrawą smugą lawiny wydarzeń czasem kuriozalnych, czasem oszałamiająco pięknych.





Źródła:
Jurczyńska-Kłosok A., Spacerem po Zakopanem: szlakiem literatów i muzyków, Miasto Zakopane, 2019.
Sznapik A. D., Tatrzańska Arkadia: Zakopane jako ośrodek artystyczno-intelektualny od około 1880 do 1914 roku, Wydawnictwo Neriton, 2009.
Majda J., Młodopolskie Tatry literackie, Wyd. 2, WUJ, 1999.
Malczewski R., Pępek świata. Wspomnienia z Zakopanego, LTW 2010.
Witkiewicz S. I., Nienasycenie, Wydawnictwo Zielona Sowa, 2007.
Witkiewicz S.I., Varia, tom 23, PIW 2019.
Kaczorowska K., Perły zakopiańskiej bohemy, https://dziennikpolski24.pl/perly-zakopianskiej-bohemy/ar/3536553 (dostęp: 21.11.2021).
Kijas A., #51 WITKACY: Wariat z Krupówek. POTĘŻNY PODCAST cz. 1, [w:] DAWNO TEMU W SZTUCE, https://open.spotify.com/episode/4tcXU9axSAsQY8FYyrg2uG?si=GsXQYpGVRAOGRNAOQwBmPQ (dostęp: 21.11.2021).
Kowalczyk J. R., Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), https://culture.pl/pl/tworca/stanislaw-ignacy-witkiewicz-witkacy (dostęp: 21.11.2021).
Kuczok W., Demonizm tatrzańskich podziemi, http://witkacy.eu/wp/wojciech-kuczok-demonizm-tatrzanskich-podziemi/ (dostęp: 21.11.2021).
Zakrzewski P., Zakopianina – narkotyk specyficznie polski, https://culture.pl/pl/artykul/zakopianina-narkotyk-specyficznie-polski (dostęp: 21.11.2021).
Anegdoty zbierane, https://witkacologia.eu/Witkacy%20w%20anegdocie/anegdoty.html (dostęp: 21.11.2021).