Kwartalniki | Reakcje

Eviva l'arte!

“Do lasu poszedłem, gdyż chciałem żyć głęboko i świadomie/ Pić życia sok i ssać jego szpik/ By wykorzenić to, co nie jest życiem/ By umierając nie odkryć, że nie żyłem” ~Henry David Thoreau

“Stowarzyszenie Umarłych Poetów” w reżyserii Petera Weira to nie najnowszy - gdyż premierę miał 2 czerwca 1989 roku - i bez wątpienia  poruszający film. W 1990 dzieło to otrzymało Oscara za najlepszy scenariusz, którego autorem był Tom Schulman. Perłą produkcji niezaprzeczalnie jest Robin Williams, który wcielając się w Johna Keatinga poruszył serca widzów do tego stopnia, że doczekał się nominacji dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Na marginesie, swojego pierwszego Oscara dostał za najlepszą rolę drugoplanową z filmu “Buntownik z wyboru”, który również polecam! 

Tradycja. Honor. Dyscyplina. Doskonałość. Któż zechce się im przeciwstawić, gdy myśli o sukcesie w życiu? Kto wskrzesi w sobie iskrę odwagi, gdy ma życie do wygrania? Przyszły prawnik? Lekarz? Człek nie mający nic do stracenia? Członek Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Jesienią 1959 roku do skostniałego od konserwatyzmu liceum - Akademii Weltona dla młodych chłopców - przybywa John Keating. Człowiek bez wątpienia ekscentryczny, pogrążony w melancholii, który dostaje posadę nauczyciela języka angielskiego. 

Od razu dostrzega morze hormonów szalejące w jego podopiecznych. Jest to wszak etap dojrzewania, buntu, pierwszych miłości i pełnych życia pasji. Podejście nowego nauczyciela do przedmiotu jest, hmm… nowatorskie. Idea “Carpe diem” nie schodzi mu z ust, przez co stara się pokazać młodym uczniom życie. Nie, nie takie jakie ułożą im ich rodzice. Keating nie widzi w nich lekarzy, prawników, inżynierów. Dostrzega morze emocji. Bardzo interesuje przy tym sobą grupę uzdolnionych przyjaciół. 

Siedmiu ich było. Nie mniej, nie więcej. Neil Perry, którego ojciec trzymał twardą ręką. Miał w przyszłości zostać lekarzem. Todd Anderson - nowy uczeń liceum. Chłopak zamknięty w sobie. Charles Dalton, Knox Overstreet, Gerard Pitts, Steven Meeks i Richard Cameron. Chłopcy zwykle pogrążeni w nauce, dążą ku świetlanej przyszłości. Nowy nauczyciel wprowadza chaos w ich życiu. W pewnym momencie Neil odkrywa, że Keating był “łamaczem niewieścich serc” oraz członkiem Stowarzyszenia Umarłych Poetów - tajnej organizacji, której mottem był cytat Henrego Davida Thoreau.

Młodzi buntownicy wymykają się w nocy do jaskini położonej nad rzeką, by w spokoju i świetle księżyca kontemplować poezję, spotykać się z dziewczynami oraz palić papierosy. Wprowadza to niebywały zamęt w ich życiu. Poezja rozbudza ich pasje, namiętności. Nie są już tymi samymi ludźmi. Neil odkrywa, że chciałby grać w teatrze. Dostaje rolę w amatorskiej sztuce “Sen nocy letniej”. Sztuka ta nie została wybrana przypadkowo. Pełno w niej magii, miłości i emocji. Wszystkiego tego, czego młodzi uczniowie powinni unikać.

W tym samym czasie dyrektorowi, Panu Nolanowi, nie podoba się to, jak prowadzi zajęcia ekscentryczny nauczyciel angielskiego. Pojawiają się opinie, że uczniowie będą go nienawidzić, gdy odkryją, że nie mogą zostać drugim Rembrandtem. 

Wkrótce Keating zostaje obarczony samobójstwem jednego z uczniów. Zostaje wyrzucony ze szkoły, jednak zasiane przez niego ziarno poezji, a przy tym i buntu zaczyna wreszcie kiełkować. Młodzi ludzie - na czele z Toddem Andersonem - kontestują decyzje kierownictwa szkoły i wchodzą na ławki. “Umarli Poeci” zostali niezaprzeczalnie odmienieni. 

“Stowarzyszenie Umarłych Poetów” to dramat. Wykreowany w nim świat jest początkowo światem pozbawionym jakiejkolwiek nuty poezji. Sztuka jest marginalizowana i tłamszona. Dzieła mistrzów ocenia się schematycznie - pusto. W tym świecie dochodzi do przewrotu. Siódemka młodych ludzi staje na czele rewolucji poetyckiej, która raz na zawsze odmieni ich rzeczywistość. Śmierć kolegi wyryje się w pamięci, a cytat Thoreau będzie mottem na całe życie.