zjedli nam gofry | kwartalnik

FOR AM

Galimatias
Niech pierwsza strona artykułu będzie pusta. Niech nie zawiera ani jednego słowa. Ani jednej kropki, ani jednego przecinka. Biała karta, czysta tablica. Tabula rasa. Artykuł. Niech wszyscy wiedzą, że jest to artykuł. Artykuł ma tytuł. Chwytliwy, ale na temat. Prosty, ale niełatwy. Zawsze dużą czcionką, zawsze na początku. A gdyby tak – postawić tytuł na końcu. Tak. Niech pierwsza strona artykułu będzie pusta – z tytułem na końcu. Na samym dole pustej kartki. Na odwrót – a może właśnie tak, jak powinno być. Najpierw treść, potem tytuł. Tyle, że treści nie ma. Chyba, że nie dawać tytułu. Nie ma treści – nie ma tytułu. Dać trzy gwiazdki – jak wielcy poeci. Albo mali poeci. Żeby ktoś musiał mu nadać incipit. Incipit. Podoba mi się. Artykuł musi być ważny, żeby ktoś mu nadał incipit. Ktoś, nie ja, określi pierwsze napisane słowa. Właściwie – nie napisane. Stworzone. Wykreowane. Trzeba mi przyznać rację, że mój artykuł zasługuje na incipit. Teraz autor. Autor jest wcześniej niż tytuł. Ale jak się jest małym poetą, to nikt nie zwraca uwagi na autora. Podpiszę się na górze strony. Albo nie – na dole. Przed tytułem, żeby zachować pozory. Pozory. Niech choć jedna rzecz w tym artykule napisanym przez poetę będzie jak trzeba. Właśnie – a jak trzeba? Ma być autor, tytuł, treść i forma. Treści nie ma. Specjalnie. Tytułu nie określam. Specjalnie. Jeśli podam autora, to sama stanę się tym artykułem. Nie podam. Nie podpiszę się. Nie. Nie będzie tam mojego imienia. Ani mojego nazwiska. Ktoś, nie ja, określi autora. Napisze „autor nieznany”. Tylko ja będę wiedzieć. Znać. Rozumieć. Rozumieć. Właśnie. Nie ma treści. Nie ma tytułu. Nie ma autora. Ale czytelnik ma rozumieć. Lub chociaż próbować. Pomyśleć. Czytelnik lubi, jak teksty są dla niego. Chwytliwe, ale na temat. Proste, ale nie łatwe. Zawsze dużą czcionką, zawsze na początku. To może forma. Tak. Przekonam go formą. Formą określę, o czym piszę. Piszę – nie piszę. Mój artykuł będzie określany przez formę. Forma – biała karta, czysta tablica. Tabula rasa. Jednak niech czytelnik pomyśli – niech przeczyta incipit. Niech przeczyta „autor nieznany”. Niech czytelnik sam zinterpretuje. Zobaczy sztukę. Zobaczy siebie. Sztukę siebie. Siebie na sztuki. Formę sztuki, sztukę formy. Siebie na sztuki w formie, formę sztuki na siebie. Formę dla formy. Sztukę dla sztuki. I siebie. Dla siebie.