Kwartalnik | Horyzont

Nigdy nie będziesz szła sama

Feminizm to również dyskusja o płci — jej istocie i znaczeniu. Obecnie w dyskursie publicznym wiele mówi się o toksycznej męskości, a także o potrzebie przełamywania stereotypów związanych z cechami przypisywanymi danej płci. Błędne postrzeganie kobiet ze względu na przypisywane im kulturowo cechy jest jednym z powodów ich dyskryminacji. Jest to oczywiście obosieczna broń, która w swojej istocie krzywdzi również mężczyzn. Wspomniana już toksyczna męskość sprawia, że także mężczyźni padają ofiarami płciowych stereotypów — społecznie uważa się za nieakceptowalne lub nieodpowiednie, gdy mężczyzna płacze, nie posiada prawa jazdy lub chodzi do kosmetyczki. W przypadku kobiet spektrum to wydaje się być jednak szersze — w dyskursie społecznym często mówi się o tym jak kobiety powinny wyglądać (mieć długie włosy, golić nogi, nosić biżuterię, dbać o cerę, być szczupłe), wypowiadać się (grzecznie, kulturalnie, nie powinny przeklinać), czy też zachowywać (studiować humanistyczne kierunki, posiadać dzieci, nie pracować na kierowniczych stanowiskach). Cechy męskie i żeńskie często stawia się w swoistej opozycji, która zakłada również brak jednych, w przypadku zaistnienia drugich. Oznacza to, że społeczny obraz kobiety jest w miarę jednorodny i stawiany w opozycji do obrazu mężczyzny. Prawda tymczasem ma prawo być całkiem inna — te cechy i zachowania często przeplatają się, i występują zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Wieloletni, konkretny odbiór cech „męskich” i „żeńskich” sprawił, że mężczyźni uważani są za osoby silne, żądne sukcesu, opanowane, zaradne, kobiety zaś za delikatne, wrażliwe, emocjonalne. Naturalnie z tej pierwszej wizji wychodzi nam obraz osoby sukcesu, biznesmena na wysokim stanowisku zawodowym, z drugiego zaś — osoby zajmującej się domem, o wysokiej inteligencji emocjonalnej. Właśnie z tych obrazów bierze się w społeczeństwie przekonanie, że to mężczyźni powinni być zarządzającymi liderami, kobiety zaś opiekunkami domowego ogniska. Jest to założenie błędne na kilku poziomach. Po pierwsze, jak już wspomniałam, cechy stereotypowo męskie i żeńskie często mieszają się w osobowościach wielu osób, w sposób nieoczywisty, i nie pozwalający przypisać się do żadnego z tych schematów. Po drugie zaś, błędnym jest przekonanie, że inteligencja emocjonalna lub wrażliwość nie są potrzebne na przykład w polityce — wręcz przeciwnie, w wielu przypadkach to właśnie one pozwalają na bardziej świadome, bliższe ludziom rządzenie i zarządzanie. 

W tej dyskusji nie chodzi jednak jedynie o to, że cechy stereotypowo męskie lub żeńskie są przypisywane do konkretnych osób ze względu na ich płeć, a nie faktyczne cechy. Problem leży również w tym, że cechy kobiece zostały uznane za gorsze — za coś, co stanowi wyraz swego rodzaju słabości. Wrażliwość, delikatność czy inteligencja emocjonalna, szczególnie w zestawieniu z pewnością siebie czy siłą, wydają się stanowić w dyskursie społecznym swego rodzaju wstyd, mimo tego, że mogą być to przecież cechy zdecydowanie pozytywne. Właśnie dlatego opieka nad dziećmi i domem stanowi w oczach społeczeństwa swego rodzaju wstyd, i z pewnością nie jest zawodem o prestiżu równym pracy w banku. Powraca tu wspomniany wcześniej problem — zgody z samą sobą w kontekście wybierania swojego zawodu i sposobu zachowywania się. W sytuacji, gdy cechy przypisywane kobietom uznaje się za negatywne, kobiety chcąc odciąć się od tych stereotypów starają zachowywać się inaczej, nawet jeżeli nie jest to zgodne z ich wewnętrznymi przekonaniami. Oczywiście powoduje to swego rodzaju błędne koło — bo jeżeli nawet kobiety wypierają się swoich własnych cech, to kto w takim wypadku powinien ich bronić? Jest to zagadnienie trudne i wielopoziomowe, jednak moim zdaniem wynika z braku doceniania bardziej emocjonalnej, wrażliwej części ludzkiej natury. Badania pokazują, że w społeczeństwach, w których równość między płciami jest większa, kobiety częściej przejawiają cechy „typowo kobiece” — na przykład wybierają humanistyczne kierunki studiów. Stanowi to swoiste sprzężenie zwrotne stereotypów — w sytuacji, gdy kobiety nie muszą już walczyć o swoje prawa i udowadniać swoich wartości, czują się swobodnie, i mogą dokonywać wyborów, z którymi faktycznie się zgadzają, a nie takich, które jedynie sprzeciwiają się patriarchatowi. 

Obecnie świat w dużej mierze skierowany jest przede wszystkim do mężczyzn. Widać to nawet na kanwie języka polskiego, o czym ostatnio coraz częściej się mówi. Język polski nastawiony jest przede wszystkim na męskie formy — gdy w grupie ludzi znajduje się chociaż jeden mężczyzna, to chociażby zestawiony był ze stoma kobietami, o takiej grupie nadal powiemy „oni”, a nie „one” — a więc zaimki w pewien sposób zawsze „uogólniamy” do formy męskiej. W dyskursie społecznym brakuje również kobiecych form, chociażby przy nazwach zawodów (jak ministra, prezydentka, hydrauliczka), a większość przekazów (choćby medialnych) kierowana jest przede wszystkim do mężczyzn (poprzez używanie jedynie męskich form, na przykład „czy kiedykolwiek widziałeś?”). Język wpływa na to jak postrzegamy naszą rzeczywistość — to jak mówimy ma wpływ na to jak myślimy. Dlatego zawsze, gdy mówimy o prezydencie widzimy mężczyznę, w ten sposób jednocześnie pogłębiając stereotyp tego, że jedynie mężczyzna może być głową państwa. Oczywiście mechanizm ten działa również w drugą stronę, dlatego w naszym języku brakuje też wyrażeń takich jak sprzątacz albo męskiej formy od przedszkolanki. Już na poziomie samego języka przypisujemy pewne zawody lub zachowania mężczyznom lub kobietom, wpływając tym samym na błędne przekonania o przynależności danych cech do kobiet lub mężczyzn. 

Dyskusja o tym na ile płeć powinna być obecna w przestrzeni publicznej jest oczywiście trudna i dotyka wielu złożonych aspektów naszego życia społecznego. Weźmy na przykład podział na męskie i damskie toalety. Istnienie takiego podziału z oczywistych względów stanowi utrudnienie chociażby dla osób niebinarnych, które nie identyfikują się z żadną płcią, a więc wybór żadnego z pomieszczeń nie wydaje się być słuszny. Stanowi to również utrudnienie dla rodzica z dzieckiem — w tym wypadku matka nie powinna wchodzić z synem do męskiej toalety, ponieważ nie jest to miejsce dla niej. Jednocześnie podział ten doprowadza często do kuriozalnych sytuacji, w których kolejki do dwóch stojących koło siebie toalet są skrajnie różnej długości. Oczywiście respektowanie podziału na płeć w toalecie nie jest w żaden sposób sankcjonowane prawnie, jednak łamanie tych zasad może (i często jest) sankcjonowane społecznie. Z drugiej strony, podział ten może przyczyniać się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa, na przykład wśród kobiet przebywających w klubie. W sytuacji tego typu przebywanie w większej grupie osób tej samej płci może realnie zwiększać bezpieczeństwo jednostek i pozytywnie wpływać na ich samopoczucie. Już na tym prostym przykładzie można zobaczyć, że kwestia eksponowania podziału na płeć w dyskursie społecznym, nie jest wcale taka trywialna i jej utrzymanie lub zniesienie może doprowadzić do różnorodnych skutków. Podkreślanie różnic pomiędzy płciami to nie tylko problem w zakresie zatrudnienia, ale również zapisy prawne, które pozwalają na większą dbałość o przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet, ponieważ to właśnie one częściej padają jej ofiarami. 

Istnieje również inna, nieco bardziej pragmatyczna część tego zagadnienia. Dotyczy ona produktów, które są dostosowane (lub pozornie dostosowane) do kobiet czy mężczyzn. Zjawisko to możemy zaobserwować szczególnie przy różnorodnych kosmetykach — nazywane jest ono „różowym podatkiem”. Pojęcie to oznacza różnice w cenach pomiędzy produktami skierowanymi do kobiet i do mężczyzn (poprzez komunikację wizualną lub słowną) — zazwyczaj to właśnie kobiety, za niemal identyczne pod względem jakości i kosztów produkcji przedmioty, płacą więcej niż mężczyźni. Przykład mogą stanowić tutaj maszynki do golenia, które mimo identycznej jakości i rozbieżności jedynie w kolorze (różowy kontra niebieski), różnią się ceną, na niekorzyść tych różowych. Badania w tym zakresie w 2015 roku przeprowadził Nowojorski Departament do Spraw Konsumentów — sprawdzono 794 produkty z 35 kategorii. Wyniki badania pokazały, że w 30 przebadanych kategoriach produkty dla kobiet były droższe niż dla mężczyzn (13% dla kosmetyków, 8% dla ubrań, 7% za zabawki). Można byłoby oczywiście powiedzieć, że kobiety mogą przecież wybierać produkty, które chcą i które bardziej opłaca im się kupować (również męskie), jednak w świetle przytoczonych przeze mnie wcześniej przykładów stygmatyzacji ze względu na wykonywanie działań niezgodnych stereotypowo ze swoją płcią, przy jednoczesnym częstym ignorowaniu kobiet przez język, nie jest to już takie proste. Jest to w pewien sposób naturalne, że każdy chce czuć, że produkt lub usługa, który kupuje jest skierowany i dostosowany do niego — nie powinno więc dziwić, że kobiety chętniej sięgają po produkty do nich zaadresowane. 

Podsumowując moje wcześniejsze przemyślenia: różnice między płciami nie są problemem, ani powodem do wstydu, jak mogłoby się wydawać. Dotyka nas mnóstwo stereotypów, zarówno tych o kobietach, jak i o mężczyznach, które nas stygmatyzują i nie pozwalają nam zachowywać się tak, jak chcemy i jak czujemy się naprawdę. W moim odczuciu feminizm dąży do tego, by cechy postrzegane obecnie “kobieco” (takie jak wrażliwość, inteligencja emocjonalna, ale też delikatne rysy twarzy, czy niski wzrost) przywrócić do społecznych łask, tak, aby już nigdy nie były one nacechowane negatywnie, tylko neutralnie. Dzięki osiągnięciu takiego stanu, wspomniane wcześniej różnice przestałyby być definiujące i stygmatyzujące. Jest tak, ponieważ problem nie leży w samych naszych cechach, a ich społecznym postrzeganiu. Takie podejście sprawia, że łatwiej byłoby zrozumieć i przyjąć, że kobieta może być stanowcza i nastawiona na karierę zawodową, a mężczyzna — wrażliwy i oddany zajmowaniu się domem. Jest to również perspektywa, w której nie wypieramy się różnic między ludźmi, ale przestajemy je wartościować ze względu na płeć, co ma szansę przyczynić się do zmniejszenia dyskryminacji kobiet.