kraina czasu minionego | półrocznik

Łabędzie śpiewy Ikarów lub inne Megalopolis

Początek

Proszę, proszę wchodzić. Dzieci, zajmijcie miejsca. Mamy rzędy 8 i 9. Siadamy. Adam, nie jedz tych chrupek. Kacper! Nie rzucaj popcornem! Siadamy i oglądamy. Już, cisza! Jak się nie uspokoicie, to będziecie pisać kartkówkę jutro! Spokój, oglądamy.

Ostatnie lata moje i kina

Urodziłem się w momencie, gdy trylogia Spider-Mana Sama Raimiego gościła na dużych ekranach. Do kina zacząłem chodzić dopiero kilka lat później. Mama dostawała bilety z pracy do lokalnego multipleksu. Chodziłem z nią lub z bratem. Z nimi odkrywałem ten niesamowity świat. Filmy przeważnie animowane oraz skierowane do młodego widza.

Początkowo gusta filmowe kształtował mi mój ojciec. Oglądaliśmy razem filmy w telewizji. Spielberg królował. Film o Indianie Jonesie miał pierwszeństwo nad nowszymi produkcjami. Ojciec ma specyficzny gust. Nie lubi smutnych filmów, przy kinie rozrywkowym odpoczywa. Jednak preferuje inny gatunek – spokojne komedie o niczym. To z nim oglądałem filmy m.in. Jacquesa Tati’ego, Charliego Chaplina czy z Louisa de Funèse’a. Żandarma musiałem niemal pamiętać w całości. Radosny świat witał mnie w telewizji. Dzisiaj razem oglądamy animacje i filmy o szczęśliwym zakończeniu. W grę wchodzą też produkcje z czasów młodości mojego ojca. Mało który film kryje sekrety przed nim. Zna prawie każdy na pamięć, jednak i tak zawsze zadaje to samo pytanie: Czy ten bohater przeżyje? Filmy nowej przygody nas łączą.

Gdy zebrałem kilka płyt z filmami, postanowiłem zabawić się we własne kino. Poprosiłem dziadka, aby zmieniał filmy. Ja zaś ustawiłem jego fikuśne fotele i wyciąłem bilety. Wtedy moja wizja upadła, tak samo jak tożsame pomysły mojej babci i jej braci sprzed lat, gdy zamiast odtwarzacza płyt był stary rzutnik. Próbowali robić kino w ogródku ich mamy. Ciężko jednak było zebrać widzów i jeszcze na tym zarobić, gdyż jak rodzinie sprzedawać bilety? Może była to też wina repertuaru? Nie znajdował się w nim Lucas, Spielberg czy też Coppola, czyli twórcy którzy stworzyli kino, które oglądałem za młodu. Pokolenie tych reżyserów ukształtowało moje podejście do tego medium. Trzeba przyznać, że kino rozrywkowe jest częściej puszczane w telewizji niż filmy Tatiego…

Kino się zmienia. Świat w którym się wychowałem, nie znajduje się już w kinie, skończył się... A może się właśnie kończy? Pewne jednak jest to, że to nie pierwszy koniec tego medium, tylko kolejna mała apokalipsa. Znowu nastąpi przemiana. Na tych gruzach wyrośnie kolejne pokolenie, które czeka kolejny koniec. Dla przykładu – pojawienie się filmu dźwiękowego zmieniło mocno rynek. Nastąpił wtedy koniec świata dla wielu aktorów, bohaterów filmów niemych. Podobnie było w latach 60. ubiegłego wieku, kiedy zobaczyliśmy upadek wytwórni filmowych, które przestały być niezależne. Universal został przejęty przez MCA, Warner Bros. przez Kinney National, to tylko dwa z wielu przykładów. Kolejne wytwórnie przechodziły do firm zajmujących się m.in. produkcją przemysłową. Kino jednak istniało dalej.

Można więc twierdzić, że kino jest, było i będzie. Nie zniknie. Zmienia się jedynie jego forma. Wiele przeszło w ostatnich latach. Od pojawienia się streamingu, przez pandemię, po nadejście nowego pokolenia reżyserów. Część środowiska filmowego buntuje się i walczy. Stara się powstrzymać zmiany. Boi się całkowitego zniknięcia multipleksów czy też tego, że streamingi zniszczą rynek filmów komercyjnych jak i artystycznych. Inni widzą nadzieję, że teraz kino będzie mogło stać się KINEM za pomocą streamingów. Wolność twórcza będzie większa i porównywalna z możliwościami, jakie miał Orson Welles czy David Griffiths. Widzieliśmy strajk scenarzystów w Hollywood, gwałtowne podniesienie cen na rynku filmowym w Czechach i kilka podobnych wydarzeń. Również na naszym rynku nie dzieje się najlepiej. Od dłuższego czasu wypływają różne afery związane z filmowcami. Każdy się boi, gdyż nikt nie zna przyszłości. Nie ma na co czekać, tylko trzeba rozmawiać. Takie dyskusje się odbywają, np. podczas Igrzysk Wolności w Łodzi w 2024 roku. Jednak tylko mała garstka ludzi się tym zajmuje. Kino to nie tylko aktorzy i reżyserzy oraz pracownicy techniczni. To też widzowie...

Możemy to łatwo zaobserwować. My decydujemy portfelami, który film jest dobry... w większości przypadków. Parafrazując Rejs: Lubimy oglądać filmy, które już widzieliśmy. Nie chcemy nowego, gdyż się go boimy. Obserwujemy to na przykładzie kolejnych filmów, m.in. Marvela, produkowanych według tego samego szablonu.

Powracają też starzy bogowie, którzy dzisiaj są co najwyżej bałwanami. Tim Burton nakręcił kolejną część Soku z żuka, która jest dziwnie podobna do pierwszej, jak i innych jego filmów.

Steven Spielberg nakręcił w ostatnich latach odgrzewany kotlet w postaci West side story. George Lucas zaś od lat zajmuje się tylko Gwiezdnymi Wojnami. Trzeba jednak przypomnieć, że zaczynał od filmu Amerykańskie graffiti.

Tym reżyserom lat przybywa i trudno spodziewać się po nich nowego przeboju kinowego. Lynch też już nie weźmie kamery do ręki. Ciągle czekamy na ostatni film Tarantino. Spielberg spróbował pokazać, że ciągle ma talent. Nakręcił więc dobry film Fabelmanowie, który jednak nie zwrócił się. Nie odpuszcza i planuje kolejne projekty. Zaś mój ulubiony Terry Gilliam próbował swoich sił kręcąc film o Don Kichocie, który nie spotkał się z najlepszym odbiorem. Dawni wielcy reżyserzy co chwilę pokazują, że jeszcze tworzą. Jednak różnie im to wychodzi. Jeśli eksperymentują – nie mają szczęścia, jeśli zaś idą sprawdzoną ścieżką, spotyka ich krytyka. Pozostaje pytanie, jakim dziełem skończą swoją karierę?

O uczniu Dorothy Arzner

Moich seansów trylogii Ojca Chrzestnego nie zaliczyłbym do udanych. Zawsze coś się działo. Jednak potrafię docenić kunszt tych filmów jak i samego reżysera. Do tej pory sprzeczam się z bratem, która z części jest lepsza. Większość dzieł stworzonych przez Coppolę jest zaliczanych do klasyki kina.

Teraz Francis Ford Coppola nakręcił Megalopolis. Film dziwny, który ciężko opisać. Porusza wiele tematów, można go nazwać Wielkim Filmem. Nie dlatego, że jest tak dobry. Po prostu Coppola chciał dużo nim pokazać. Chciał, aby to był film idealny. Takie filmy często się nie udają. Przykładem jest m.in. Bitwa pod Wiedniem czy też Wojna królów. Epoka na takie filmy minęła. Przyjemniej się ogląda kino skupione na krótkiej historii. Dla przykładu Czas mroku toczy się na przełomie kilkunastu dni i jest to dobry film.

Pomysł na Megalopolis nie trafił w swój czas. Gdyby Coppola znalazł od razu fundusze, byłby to kolejny film z przełomu wieków. Znalazłby się w biografii reżysera i następnie zniknąłby w natłoku kolejnych filmów. Finał tego filmu wpisuje się idealnie w myśl o końcu historii, idei która szerzyła się na początku XXI wieku.

Można też powiedzieć, że gdyby ten film powstał dopiero za X lat, mógłby być lepszy. Coppola miał bowiem duże plany związane z technologią. Film ten nie broni się jako pokaz techniki.

Dla Coppoli ten film to pożegnanie, co jest smutne. Dużo osób pamięta tylko ostatnie dzieło twórcy. Może dlatego tak źle go odbieramy? Inaczej jest, gdy wiemy że ktoś może się jeszcze poprawić. Coppola ma już swoje lata oraz wydał fortunę na swoje opus magnum. Prawdopodobnie już nic nie stworzy, nawet gdyby zmienił zdanie.

Reżyser pozostawia więc nam ten film, właściwie to Postfilm. Medium kina dawno przestało się skupiać tylko na filmie komercyjnym i artystycznym. Twórcy zaczęli tworzyć inne projekty na wielkie ekrany. Wes Anderson od dawna tworzy coś na pograniczu teatru i filmu. Natomiast Joker: Folie à deux nie jest drugą częścią serii, tylko zapisem emocji Artura. Wykorzystują to medium do wyrażenia swojego pomysłu. Oni nie tworzyli filmów sensu stricte.

Natomiast Coppola uznał, że stworzy Postfilm, kino ostateczne. Film, który ogarnie świat swym blaskiem i każdy następny będzie niepotrzebny. Coś się jednak nie udało.

Oglądając Megalopolis widzę ogromną ilość nawiązań. Przed oczami mam różne filmy, które powstały od czasu wynalezienia kamery. Przede wszystkim rzucały mi się odniesienia do Metropolis Fritza Langa. Momentami odzywał się humor rodem z Monty Pythona. Echo filmów gangsterskich z lat 80’ oraz 90’? Bez problemu wskażę takie sceny. Symfoniści miejscy też musieli mieć w nim swój udział. Megalopolis jest zbiorem filmów, wielkim workiem. Zapisem historii. Podręcznikiem, który pokazuje całość kina, które powstało do dzisiaj.

Przez te zabiegi, dzieło Coppoli traci ducha. Tragedia kłóci się z komedią. Raz patrzymy na film o mieście, na symfonię, która nagle staje się thrillerem politycznym. Nie ma płynnego przejścia pomiędzy sekwencjami. Coppola dodatkowo rzuca myśli starożytnych i swoje przemyślenia. Jest to dosłownie rzut w widza. Marek Aureliusz, Marek Aureliusz i Marek Aureliusz. Pod rząd trzy cytaty cesarza i każdy podpisany. Widz nie ma pola do zastanowienia. Ciężko się to ogląda. Coppola próbuje ratować sytuację, mówiąc widzom, że to baśń o współczesnym Rzymie. Przecież w baśni można sobie na więcej pozwolić, część głupstw ujdzie dzięki temu. Jednak tutaj to nie działa.

Technicznie ten film też nie wypada najlepiej – część scen jest źle oświetlona. Aktorzy starają się jak mogą, aby wydobyć coś z ról i scenariusza. Całość ich jednak przygniata.

Lumier się uśmiecha

Podobno nieboszczycy mogą się uśmiechać. Bracia Lumiere zapewne robią to chętnie za każdym razem, kiedy ktoś idzie ich śladem. Podział kina na szkołę meliesowską oraz lumierowską jest prosty i często krzywdzący. Zakłada po pierwsze, że wskazani twórcy byli pierwsi. Jednak kino powstało w kilku miejscach w podobnym czasie i każdy ma swojego pioniera kinematografu. Po drugie, kino za bardzo jest zróżnicowane, aby móc zamknąć je w dwóch szufladach.

Chciałbym jednak móc powiedzieć jakieś dobre słowo o Megalopolis. Film można zaliczyć do nurtu lumierowskiego. W nim znajdują się filmy dokumentalne, które zapisują pewną rzeczywistość. Wjazd pociągu na peron czy Wyjście robotników z fabryki są doskonałymi przykładami tego nurtu. Jednak, jak wcześniej wspomniałem, film Coppoli jest bardziej podobny m.in. do Metropolis, który jest filmem meliesowskim. Dlaczego więc można uznać go za „dokument”?

Z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest zapis historii kina. Widać elementy z każdej epoki, zaczerpnięte od wielu reżyserów. Jest on idealny, aby pokazywać go i co chwilę omawiać scenę. Można szukać odniesień i nawiązań. Jak Player one miał masę smaczków dla graczy, tak twór Coppoli jest stołem szwedzkim dla pasjonatów kina. Jest niczym podręcznik X Muzy.

Drugim powodem jest zapis historii. Morfologia historyczna filmu zajmuje się odpowiedzią dlaczego. Dlaczego ten film powstał? Dlaczego wtedy? Możemy dzięki niej przebadać Megalopolis. Dowiemy się wtedy, że m.in. myśl końca historii dominowała przy jego tworzeniu. Przecież film opowiada baśń, która kończy się szczęśliwie. Populiści zostają pokonani i wygrywa zgoda. Jest to tylko powierzchowna obserwacja osoby bez wykształcenia filmowego. Zapraszam do własnych obserwacji.

Odchodząc od Meliesa i braci Lumiere, można też zauważyć, iż Megalopolis spełnia w większości postulaty futurystów. Zacytuję tutaj tylko końcowy wniosek futurystów: „Malarstwo + rzeźba + dynamizm plastyczny + słowa na wolność + bruityzm + architektura + teatr synkretyczny = kinematograf futurystyczny. Na tej drodze dekomponujemy i rekomponujemy wszechświat według naszych cudownych kaprysów, aby ustokrotnić potęgę włoskiego geniuszu twórczego oraz jego absolutną władzę na światem”. Nie chcę przez to nazywać Francisa Forda Coppolę futurystą. Zauważam tylko chichot historii. W sumie dobrze, że futuryści nie zdominowali rynku filmowego.

W ostatnim moim spojrzeniu na ten film, chcę porównać go do jednej z pierwszych teorii filmu amerykańskiego. Jej autorem jest Nicolas Vachel Lindsay. Dzieli on filmy na trzy rodzaje: film akcji, film intymny oraz film widowiskowy. Odbiega to od początkowego podziału filmów na lumierowskie oraz meliesowskie. Według tych kryteriów, Megalopolis jest hybrydą wszystkich gatunków. Jednak najbardziej przypomina film intymny. Lindsay opisuje ten rodzaj jako „malarstwo w ruchu” oraz jednocześnie lirykę. Film jest wtedy ograniczony kadrem, który jest tak wielki jak dla przykładu stół. W takim filmie przedmioty odgrywają rolę aktorów. U Coppoli można to zauważyć – Megalon ma być największym aktorem tego widowiska, z niego ma być zbudowane nowe, lepsze miasto. Idąc dalej za Lindsayem można zaobserwować, że film intymny ma pokazywać uczucia. W Megalopolis to widać, choć nie wyszło najlepiej. Nie da się zaprzeczyć, że Cezar kocha córkę Cycerona. Coppola stara się, na swój sposób, przedstawić wielkich panów rzymskich. Ukazuje ich w humorystycznych epizodach, jak chce Lindsay. Najważniejszą cechą takiego filmu jest fakt, że aktorzy są tylko lalkami w mechanizmie. To widać na ekranie oraz słychać poza nim… Więc tak, Coppola nakręcił hybrydę, która ma najwięcej cech filmu intymnego.

Czy to ma sens?

Wywiad z Ikarem

Dzień dobry Panie Ikarze. Dzisiaj będziemy rozmawiać o pańskim filmie i ogólnie o kinie. Zacznijmy od pierwszego pytania. Nie traćmy czasu, bowiem nie mamy go aż tak dużo.

Ja jednak uważam, że mamy go trochę.



Nie chcę jednak go Panu marnować, Panie Ikarze. Nakręcił więc Pan film o ludziach, którzy wybierają życie w ciągłej podróży. Poświęcają się w tym celu. Szukają ciągle swojego miejsca. Nie umieją go znaleźć. Wszystko zamyka się w jednym wagonie, który staje się całym ich światem. Metafizyczna przypowieść o życiu po życiu. Czuć w tym filmie szekspirowski duch. Kino francuskie oraz argentyńskie musiały promieniować i oddziaływać.

Czasu jednak tyle nie mam. Tak, nakręciłem film o konduktorach. Takie było pańskie pytanie?

Nie. Czy Panu, Panie Ikarze, nie wstyd?

Dlaczego mi wstyd ma być?

Zrobił Pan beznadziejny film. Jest on zły technicznie, scenariuszowo, aktorsko i w ogóle. Nie da się go obronić. Dno dna, Panie Ikarze. Jakby Pan spadł do wody podczas lotu.

Nie uważam, aby ten film był zły. Są oczywiście rzeczy nad którymi można popracować. Nie czyni to jednak z niego słabego filmu.

Proszę Pana, tutaj niczego nie da się naprawić. Pan sknocił swoją karierę. Zepsuł Pan, Panie Ikarze, nazwisko swojego ojca. Trzeba tutaj przypomnieć, że nakręcił on takie filmy jak Skrzydła czy też Ucieczka z Itaki oraz Upadek syna. Psuje to Pan. Pański film niszczy zasługi pańskiego ojca, Panie Ikarze.

Czy ja jestem swoim ojcem? Pan wybaczy, ale ja zrobiłem być może niedoskonały film. Nie jest jednak on tak tragiczny, aby psuć reputację mojego ojca.

Ale Pan jest pokraką, która psuje tylko kulturę kina! Nie rozumie go Pan wcale, Panie Ikarze! Żadnego filmu już Pan nie zrobi! Istota kina jest Panu obca, Panie Ikarze!

Niemiły jest Pan... Nie udał mi się ten film... Jednak rozumiem istotę kina. Ojciec mi wyjaśniał od kołyski, dlaczego stworzył kamerę. Kierował się zasadami, marzeniami. Tworzył dla ludzi. Chciał, żeby kino było dla ludzi! Kinematograf miał być warsztatem przyrodników, lekarzy, historyków. Przekazywać wiedzę, rzeczy nieuchwytne i niedostępne! Zapisywać czas dla przyszłych pokoleń. Przecież film miał być trudniejszy do retuszowania! Nie miał kłamać… Zarzut, że film pokazuje tylko skutki jest bezprzedmiotowy. Tylko szarlatan lub nieoświecony historyk mógłby tak uznać. Przyczyny też może pokazać… Zależy to od interpretacji. Dodatkowo, jeśli film jest za bardzo zmanipulowany, możemy z niego odczytywać historię – morfologię filmu. Dlaczego powstał wtedy? A nie dla przykładu wczoraj? Trzeba po prostu to widzieć. Nie każdy ma taki dar. Nie każdy wychodzi z siebie i umieszcza się na zewnątrz świata – w ruchu. Kamerzysta zapisuje ruch. On poznaje świat, ruch brył i kształtów. Zdejmuje widoki, migawki z rzeczywistości, która jest w ciągłym ruchu! Każdy z nas może być kamerą. Ikar rano wstaje i myśli o locie – o ruchu. Jeszcze jednym i jeszcze jednym. On chce poznawać, jego poznanie jest kinematograficzne. I co z tego, że znowu spadnie? Znowu zginie? On pozbiera się i będzie obserwować ruch jeszcze raz. Tysiące takich marzycieli z pudełkami chodzi i poznaje ten nasz świat wydając przy tym łabędzi śpiew. Zapisuje go. Dzięki temu, nasze przyszłe pokolenia będą mogły zobaczyć nasz świat i zrozumieć nas samych, czego my nie potrafimy…

Przepraszam Pana, Panie Ikarze, że przerywam. Muszę jednak zapytać. Jak film miałby być pomocny w medycynie?

To jest jasne. Można nagrywać rzadkie choroby. Przebieg ich oraz leczenie. Trzeba dodać też zapis operacji. Ile razy dokonuje się rzadkich operacji? Niewiele, należy więc archiwizować takie momenty. Dydaktyka miałaby nowe narzędzia dzięki temu!

Muszę Pana przeprosić.

Miło mi to usłyszeć. Czyli jednak widzi Pan kunszt w moim filmie?

Nie. Doszedłem do wniosku, że pański ojciec, Panie Ikarze, też był beztalenciem. Natomiast pański film to nie był nawet łabędzi śpiew – muzyką tego nazwać nie można. Tylko jakieś pobrzękiwanie.

To że Pan do mnie tak mówi, sprawia mi ogromną przykrość. Gdybym miał się tym filmem żegnać, czego nie zamierzam, byłbym w stanie pogodzić się tym. Zrobiłem go sam…

______
Seans dwóch miast

Film obejrzałem w kinie Charlie, które znajduje się w Łodzi. Jak się tam znalazłem? Trudno mi odpowiedzieć, może musiało wszystko zdarzyć się, tak jak się miało zdarzyć. Nudziłem się na tym seansie. Jednak w kinie mam zasadę – nie wychodzę przed końcem filmu. Na sali była tylko garstka ludzi. Seans zapewne bym źle zapamiętał, gdyby nie mozaika, która była położona na jednej ze ścian. Patrzyłem na nią. Przedstawiała miasto, którym miała być Łódź. Czy to nie wizja dwóch miast? Megalopolis i Łódź. Oba miasta w remoncie i w budowie. Łódź i Megalopolis… Szkoda, że jednak aktor w postaci miasta w filmie Coppoli jest bezobjawowy. Niby jest ale nie do końca.

Gdyby ktoś kiedyś trafił do Łodzi, to do Kina Charlie zapraszam serdecznie. Proszę nie bać się tego budynku. Ma swój styl i charakter, a seanse są wyjątkowe.

Sequel Początku

Dzieci! Wychodzimy. Nie zapomnijcie niczego. Mam nadzieję, że dobrze zapamiętałyście ten film. Na jutro napiszcie sprawozdanie z dzisiejszej wycieczki. Pamiętajcie również o przeczytaniu książki na przyszły wtorek. Po kogo przyszli już rodzice, może iść.

Przedmowa, która zaginęła i nie odnalazła się

Piszę ten tekst, aby przypomnieć sobie filmy i świat przeszły, który odszedł… Właściwie to nadal odchodzi. Uwielbiałem zawsze ten bajkowy świat, zniekształcony przez wspomnienia. Chciałem go jakoś pożegnać, na swój sposób, podobnie jak Coppola. Jak wyszło? Możecie Państwo sami to ocenić.

grafika: Patrycja Gołdyś