pogoda dla odważnych | kwartalnik

Z perspektywy artysty– Hokusai Wędrując

Optyka
Starzec opętany malarstwem” – tak mówił o sobie mistrz, którego dzieła wywarły wpływ na twórczość impresjonistów. Czy poruszą też ciebie?
Relacja z monograficznej wystawy drzeworytów Hokusaia w Muzeum Narodowym w Krakowie.


We współczesnym świecie podróże okazują się codziennością. W każdym momencie możemy się dostać gdzie tylko zapragniemy – nieograniczona kultura rozlewa się falą w różne regiony łącząc stare z nowym, zachodnie ze wschodnim, czarne z białym. Tak prezentuje się stan na dziś. Jednak, wyglądanie dalej, poza kurtynę swojego podwórka bądź co najwyżej bliskiej okolicy, stało się nowością dla dziewiętnastowiecznej społeczności, jak również okazało się pokusą dla miłośników odległych kultur. Pośród nich możemy wyróżnić Feliksa Jasieńskiego – wybitnego polskiego znawcę i propagatora sztuki japońskiej, kolekcjonera. Dzięki niemu właśnie, w 1920 roku dobytek Muzeum Narodowego poszerzył się arcydzieła dalekiego wschodu. W ten sposób Hokusai, nie w formie materialnej, ale zamknięty w ramach swojej twórczości trafił do Krakowa, zachwycając na wystawie HOKUSAI. WĘDRUJĄC trwającej od 13 sierpnia do 05 grudnia 2021 roku.

Prezentowana kolekcja składa się z blisko 180 plansz drzeworytniczych oraz 45 albumów drzeworytniczych, ukazujących obraz Japonii z okresu Edo, manggh (szkicowników) Hokusaia, surmino (druków okolicznościowych). Zbiór został też poszerzony o dodatkowe obiekty dzięki darowi Jensa Wiebela, który ofiarował muzeum grafiki nabyte w Japonii przez jego przodka. Z samym mistrzem Hokusaiem (jak również z innymi ikonami malarstwa), możemy się spotkać często, w przejawach kultury popularnej – jego dzieła umieszczane są na ubraniach, ceramice, przedmiotach użytku codziennego. Mimo zapewne dużych walorów ozdobnych nadruków, czy zainspirowanych twórczością grafik, często przechodzą one do naszych umysłów jako powszechnie stosowane wzory, nie umieszczane w szerszym kontekście twórczości artysty. Dlatego przy okazji wystawy warto przyjrzeć się Wielkiej fali w Kanagawie, z bliska podziwiając pełnię jej majestatu w naturalniejszych dla niej warunkach, niż obrazek na t–shircie.

Forma wystawy nawiązuje stricte do rodzaju sztuki, w jakim ulokowalibyśmy dzieła mistrza – Ukiyo (obrazy przepływającego świata). To właśnie miłość do życia w płynącym świecie jest wynikiem wędrówki jaką odbywamy istniejąc i jaką doświadcza sam malarz–artysta w poszukiwaniu swojej ścieżki, interpretacji, samookreślenia, nadania charakteru swojej twórczości, siebie. Dlatego wystawa ta staje się drogą, labiryntem, w którym przedostajemy się do umysłu japońskiego mistrza, przemierzając towarzyszące mu, przepływające pejzaże.
Sama organizacja przestrzeni zdaje się być lakoniczna, surowa, co ułatwia wybrzmiewanie poszczególnym dziełom – prostota formy stawia na piedestale detale.

To co przykuwa uwagę, to fakt, że zanim wejdziemy w przestrzeń kolekcji, korytarz przed wejściem zdaje się przygotowywać nas, mówić “zaraz staniesz twarzą w twarz z sacrum”. Efekt ten zapewniają wizualne animacje oraz niezwykle interesujący tekst kuratorski, szykujący nas kontekstualnie na odbiór wystawy, snuty niczym historia, przygotowuje nas na opowieść-wędrówkę, w którą zanurzymy się wraz z przekroczeniem progu.

Pierwsze co nas spotyka po wejściu to widok niezwykłego majestatu – słynna seria trzydziestu sześciu widoków góry Fuji (w rzeczywistości stworzono ich więcej), a na samym środku sali wybija się (być może tak, abyśmy mogli ją lepiej poczuć) Wielka fala w Kanagawie. Oczywiście wita nas, nikt inny, jak sam Katsushika Hokusai, w swojej karykaturalnej postaci (co niezwykle do niego pasuje, gdyż mistrz słynął ze swojego radosnego humoru).
To, co warto wyróżnić w wystawie, to bogate teksty kuratorskie, które trafnie uzupełniają narrację obrazu, dopowiadając to, co dla niewprawionego w kulturę japońską zwiedzającego, nie zostało dopowiedziane. Obfitość tekstów sprawia, że na całą wystawę trzeba poświęcić co najmniej 3 godziny – w  zależności od tego ile informacji jesteśmy w stanie przyswoić w trakcie wizyty.

Przejściem między przedstawioną siłą natury a dalszymi pomieszczeniami staje się korytarz, stworzony zdaje się na wzór drogi między życiem a światem duchów. W przestrzeni tej, niczym z najprawdziwszego mostu, oglądamy różne widoki ludzi splecionych w niekończącym się tańcu z cyklem natury. Przedstawiane grafiki, okazują się być często jednym i tym samym drzeworytem, dla którego czas i technika stworzyły 2 różne (choć niby te same) wersje świata – warto przy tej okazji porównać, ocenić, walory artystyczne tych bardziej współczesnych, z tymi typowymi dla Hokusaia.

Wkraczając do strefy magicznej, drzeworytów z legend i baśni, skutecznie przenosimy się w świat duchów i istot ponadnaturalnych, których istnienie przeplatało się ze świadomością mieszkańców niegdysiejszej Japonii. Po dreszczyku grozy, który zapewne nie omieszka przeszyć nas w tej części, wytchnienie i ukojenie możemy osiągnąć zatrzymując się na trochę dłużej przy cyklu ośmiu wodospadów, z których jakby wyobraźnią wsłuchać się trochę, rozszumia się dźwięk spadającej z wysoka wody. Twórczość artysty można nawet próbować porównać do tego, co usiłował zobrazować. Z niezwykłej delikatności i dokładności formy wyłania się niezwykła siła zjawisk naturalnych, która zdaje się zamieniać miejscami z człowiekiem, który mimo bycia na pierwszym planie, w swojej małości stanowi ledwo tło dla toczących się w przyrodzie zdarzeń. Klimat jego prac skrada nie tylko serce nam, współczesnym znawcom sztuki i osobom uczestniczącym w popkulturze. Już impresjoniści, zachłyśnięci japonizmem, ochoczo czerpali z motywu ukiyo–e, a sam mistrz van Gogh zbierał taką kolekcję (można sobie teraz wyobrazić jak podają sobie rękę z Hokusaiem, kiedy koło koszulek  z Wielką falą, leżą skarpetki w Słoneczniki).
Wychodząc z krainy spadającej wody możemy zerknąć z bliska na kolekcję niezwykle zdobnych, ale często też satyrycznych kartek okolicznościowych, przedstawiających różne sceny z życia i różne oblicza piękna, jak kwiaty, kobiety, czy też sceny mityczne, lub rodzajowe.
Sama kolekcja kończy się nawiązaniem do tego co współczesne, gdyż to właśnie wzorniki, szkicowniki mistrza dały początek Mangghom, do których sięga z ochotą dzisiejsza młodzież i nie tylko.

Osobiście z wystawy wyszłam zauroczona i zachwycona, ale też, co może być zaskoczeniem, trochę zmęczona (podobnie jak po każdej podróży). Materiału, z którym zapoznajemy się podczas zwiedzania jest ogrom. Oczywiście jest to plus! Polecam, mimo wszystko, oglądanie rozłożyć na dwa razy.
W mojej opinii samo przebywanie na wystawie można porównać do medytacji, obecność doskonałych dzieł wciąga w głąb, co staje się jednak kontemplacją w duchu radosnego panta rhei. Oprócz pięknych widoków i poruszeń ducha, warto dodatkowo z wystawy wynieść coś jeszcze – podejście do życia. Nie zatrzymujmy się w miejscu, płyńmy z czasem niczym obłoki, fale, trwajmy w odwiecznej transformacji, niczym zmieniający się w naszych oczach horyzont. Hokusai stworzył nam nie tylko niezwykły obraz obserwowanego świata – ale całej filozofii, która chociaż upłynęło już dziesiątki dekad, wydaje się być stale aktualnym remedium, na doświadczanie tego, co podsuwa nam dzień – dzisiejszy, jutrzejszy, stale inny.

Tak więc,czy Ty drogi czytelniku, podejmujesz tę podróż?





Źródła
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ukiyo–e
https://niezlasztuka.net/o–sztuce/hokusai–katsushika–wielka–fala–w–kanagawie/
https://mnk.pl/wystawy/hokusai–wedrujac
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hokusai_Katsushika