Kwartalnik | Momenty

Śluz od DC - recenzja serialu Potwór z bagien

Kultura
Seriali z uniwersum DC jest tak wiele, że trudno znaleźć osobę, która nie zetknęła się (dobrowolnie lub mimowolnie) z przynajmniej jednym z nich. O jakości tych produkcji można by napisać wiele. Poza liczącym już osiem sezonów "Arrow", który zapoczątkował całe to średniej jakości uniwersum, trudno wskazać jednak jakikolwiek tytuł, który nie byłby kolejnym średniej jakości tasiemcem, powstałym jako zapychacz czasu antenowego kolejnych stacji telewizyjnych, chcących się pochwalić nowym superbohaterskim widowiskiem w portfolio. Szkoda, że kiedy takowy wreszcie się pojawił, twórcy zdecydowali się ukręcić mu łeb, jeszcze zanim pierwszy sezon ujrzał światło dzienne. Zapewne sądzili, podobnie jak wielu widzów, że Potwór z bagien nie ma nawet śladowych szans na sukces. Czas pokazał, jak bardzo się mylili.


Swamp Thing zadebiutował na kartach komiksów już w 1971 roku. Pokryty zielenią i rzecznym mułem humanoid wyróżniał się na tle innych postaci wydawnictwa DC Comics, ale dopiero Alan Moore (twórca m.in Watchmen, V jak Vendetta) wyniósł go na wyżyny popularności swoją przełomową Sagą o Potworze z Bagien, po dziś dzień cieszącą się uznaniem wśród czytelników. Już sama geneza bohatera, zdeformowanego przez bagienne mutageny, czyniła go bardziej oryginalnym od większości tworzonych taśmowo zamaskowanych mścicieli w pelerynach, z pałkami, mieczami i mocami telekinetycznymi. Mroczne i ciężkie w odbiorze opowieści z udziałem tragicznego bohatera cechowały się niepowtarzalnym klimatem i od lat czekały na przyzwoitą adaptację na dużych lub też małych ekranach. Wreszcie do akcji wkroczyło więc Warner Bros Television oraz platforma streamingowa DC Universe (oczywiście niedostępna w naszym kraju), realizując pierwszy z wielu planowanych sezonów. 

W ten oto sposób otrzymaliśmy serial odstający od reszty hurtowo produkowanych treści z coraz bardziej niszowymi postaciami w rolach głównych, takimi jak dziadek Supermana (Krypton) czy też lokaj Batmana (Pennyworth). Twórcy Potwora z bagien kreują tu świat całkowicie niezależny, skupiając się na własnej historii, a nie wciskaniu jak największej liczby nawiązań do innych elementów uniwersum. W centrum akcji osadzają dwójkę naukowców: przemienionego w tytułowe monstrum Aleca Hollanda oraz jego przyjaciółkę Abby Arcane. Lądujemy w fikcyjnym miasteczku Marais, na moczarach Luizjany, gdzie gęste jak smoła bagna budzą grozę nie tylko z powodu okrywającej je tajemniczej zielonej mgły, ale także przez niewyjaśnione i mrożące krew w żyłach zjawiska. Tu kogoś rozszarpią dzikie pnącza, tu ktoś widzi zjawy i duchy. Standardowo. Oczywiście w czasie gdy moce nadprzyrodzone sieją popłoch wśród mieszkańców, czarne charaktery próbują znaleźć w tym wszystkim sposób na zarobek. Klasyka. 







W tle przewija się istny tłum ról drugoplanowych, pchających cały scenariusz do przodu. Skutkuje to momentami porażającą liczbą rozgałęziających się wątków, naprawdę imponującą, biorąc pod uwagę zaledwie 10 odcinków, na jakie składa się całe widowisko (plotki głoszą, że pierwotnie miało ich być 13, ale ekipa została zmuszona do zejścia z planu zdjęciowego przedwcześnie). Ciężko się w tym pogubić, jednak wyraźnie widać, że wiele motywów tworzonych było z myślą o rozwinięciu i domknięciu ich w kolejnych sezonach. Całość była otwarta na kontynuację, wyraźnie nastawiona na dalszą eksploatację. 

Naprawdę przyzwoicie (o dziwo) prezentuje się nawet sama historia. Może i nie należy ona do szczególnie ambitnych i nie wykracza poza ramy superbohaterskiej bajki, jednak wielokrotnie potrafi zaskoczyć. Zwroty fabularne, na czele z finałowym, kluczowym dla głównego bohatera, wypełniają swoje zadanie, mimo iż zaczerpnięte zostały częściowo z komiksów, które debiutowały już kilkadziesiąt lat temu. Olbrzymi plus należy się również za dopieszczoną scenografię, stanowiącą jeden z najważniejszych elementów Potwora z bagien i oddającą klimat oryginału. Budowa samego bagna pochłonęła kilka milionów dolarów, co widać. Marais i jego mieszkańcy tworzą niepowtarzalną atmosferę. Zaś sam pokryty gęstą roślinnością Alec Holland wynurzający się z wód moczarów, wyposażony w zbroję z praktycznych efektów specjalnych, bez niepotrzebnego komputerowego liftingu, to widok warty zapamiętania. 

Anulowanie serialu było ogromnym zaskoczeniem, zarówno dla widzów, twórców, jak i samej obsady. Powody nie są znane, ale mówi się o budżecie, który znacznie przekroczył pierwotne założenia. Bardziej prawdopodobnym winowajcą jest jednak olbrzymi chaos, który panuje za kulisami Warner Bros. Entertainment Inc, gdzie właściciele praw do wszystkich postaci DC nadal nie potrafią dojść do porozumienia, bezustannie rzucając nowymi pomysłami i anulując je jeszcze przed ich realizacją. Szkoda, że musiał na tym ucierpieć właśnie Potwór z bagien, który mógł wnieść powiew świeżości do tego uniwersum. 

Serial od kilku tygodni możecie legalnie obejrzeć na HBO GO. Wzbudza coraz większe zainteresowanie wśród widzów, zwłaszcza tych, którzy chcą na własne oczy przekonać się, czym zasłużył na tak szybkie skasowanie. Na razie nikt nie znalazł jednoznacznej odpowiedzi...