Kwartalnik | Horyzont

Oswajanie z horyzontem

w głowie się nie mieści,
że słońce się mieści
w spoczynku za jakimś byle wzgórzem
choć nie mości tam gniazda
ta gwiazda
nie schowała się ani trochę

to my jesteśmy śmieszni
bo perspektywy mamy złudne
i widzieć musimy na opak
poskramiamy liche iluzje
wierzymy głupio
że my to centrum
zapominamy, że wzgórze
co tam wzgórze
kraje, kontynenty, potęgi wód
to jedna setna „nic”
we wszechświecie

dzieci przypadku, dzieci zgubione
worki bez dna próbujemy łatać
igła i nić
teraz szyj, szyj
coś trzeba robić
tworzyć prędko mikroskalę
bo dech stracimy
od samej świadomości
zmiażdży nas donos
kosmonauty, który widział za dużo

nie potrafimy oko w oko z tą informacją
pierścienie saturna schowaliśmy w logo
drogę mleczną uparty przełknie na raz
czarna dziura stłumiona do inwektywy
kosmiczne ceny mamy za ćwiartkę przestrzeni blokowej
kupowanie gwiazd – o, to nam znane
specjalizujemy się w takich zagrywkach
i czasem tylko drży nam czubek buta,
bo coś złego przynosi widok
zdeptanego przypadkiem
tak zupełnie bez sensu
bez splendoru
bez konsekwencji
ciała mrówki

koniec świata! 
wołamy, wołamy
choć świat idzie dalej
choć świat mógłby dalej
i bez człowieka
i co teraz?