Bajki dla Ukrainy

Co tak stuka?

PL Tekst
Kap, kap, kap, kap…
Chrup, chrup…
Pipi, pi, pipi, pipi…
Puk, puk, stuku puku, puk…
Szyyyy, szy, szyyyyyyy, szyyyyyyyyyyyyyyyy…

Wszystko w kurniku wydawało jakiś dźwięk. Coś kapało, coś chrupało, coś piszczało, coś pukało i coś szumiało. Kury, które spały na swoich grzędach, chyba niczego nie słyszały. Myszki przytulające się gdzieś w kąciku, nie zwracały uwagi na wszystkie te odgłosy. Kogut wsadził dziób pod skrzydło i niczym się nie przejmował.

Kap, kap, kap, kap…


– To chyba deszcz pada na dworze – pomyślał mały pajączek, który kulił się na półeczce pod sufitem i chyba jako jedyny mieszkaniec kurnika nie umiał tej nocy zasnąć.

Chrup, chrup…

– Może to jakieś kurczątko się wierci – zgadywał pajączek.

Pipi, pi, pipi, pipi…

– A co to tak piszczy? Mam nadzieję, że to nic groźnego – stworzonko zaczęło się niepokoić.

Puk, puk, stuku puku, puk…

– Czy to ktoś idzie? Co tak stuka? Dlaczego nie przestaje? – pajączek nie wiedział, skąd pochodzi to dziwne stukanie. Zaczynał się trochę bać.

Szyyyy, szy, szyyyyyyy, szyyyyyyyyyyyyyyyy…

– Proszę, niech przestanie szumieć! Ja chciałbym tylko zasnąć! – mały był już zupełnie przestraszony. Bardzo chciał pobiec, przytulić się do mamy, taty, albo do któregoś z rodzeństwa, ale obawiał się ruszyć z miejsca. Dookoła było prawie całkiem ciemno i coś ciągle kapało, chrupało, piszczało, stukało i szumiało.

W końcu zebrał się na odwagę i ostrożnie wyprostował swoje osiem chudziutkich nóg. Wstał i chwilę nasłuchiwał. Nic się nie zmieniło. Powoli, krok za krokiem ruszył w stronę sypialni rodziców. Przez niewielką dziurkę w desce, z której zrobione były ściany kurnika, wpadało światło. Pajączek zerknął na świat na zewnątrz. To rzeczywiście deszcz tak kapał. Kap, kap – kropelki spadały na dach i na ziemię. Na niebie były chmury, które zasłaniały księżyc, ale na podwórzu stała latarnia, dzięki której wszystko było widać. Przyjemne światło i znajomy odgłos deszczu uspokoiły go trochę.

Szyyyyyyyyyyy…

To podmuch wiatru wpadł przez dziurę w ścianie. Powietrze uderzyło w pajączka i zdmuchnęło zaskoczonego malucha z półki pod sufitem. Spadający pajączek machał nóżkami w powietrzu, ale nic nie mógł zrobić. Rozpędzał się szybko i po chwili upadł na ziemię. Miał szczęście, trafił na kupkę miękkich piórek i nie zrobił sobie krzywdy. Sturlał się z pierzastego pagórka na drewnianą podłogę.

– Ała! – mruknął i spojrzał w górę. Sufit był bardzo wysoko. Jak dostanie się z powrotem na swoją półkę?

Kap, kap, kap, kap…

Pajączek obejrzał się wokół siebie. Dookoła leżały kupki siana i trawy, a w środku tych kupek coś poruszało się w górę i w dół. To śpiące kury oddychały spokojnie. Co, jeśli któraś się obudzi, nie zauważy go i zaatakuje dziobem?

– Mamo! Mamo, pomocy! – krzyknął pajączek. Czy ktokolwiek go usłyszał?

Szyyyyyyyy, szyyyyyy…

Piórka, na które przed chwilą upadł, poruszyły się nagle. Przekręciły się w prawo, w lewo, potem jakby podskoczyły i nieoczekiwanie stanęły na dwóch chudych nogach. Zrobiły kilka kroków do przodu i wkroczyły w plamę światła, które wpadało przez szpary w ścianie. Pajączek mógł teraz zobaczyć, czym była miękka kupka piór, na którą przed chwilą spadł. Miała żółty kolor, dwie patykowate nogi, parę małych skrzydełek, ostry i mocny dziobek, i dwoje oczu, które wpatrywały się natrętnie w pajączka.

– AAAAAAAAAAA! – krzyknął pajączek i przerażony skulił się na ziemi.
– AAAAAAAAAAA! – zawołał cienkim głosikiem kurczaczek i rzucił się do ucieczki.
Zapanowała cisza. Pajączek drżał ze strachu. Co, jeśli ta mała kura go podepcze? Albo zje? Albo porwie i schowa na zawsze w swoim gnieździe?

Szyyyyy, szyyy, szyyyyy, szyyyyyyyyy…

Pajączek leżał nieruchomo i czekał, aż coś się wydarzy. Jednak dookoła panował bezruch. Tylko wiatr dął na podwórzu. Po kilku minutach stworzonko odważyło się otworzyć oczy. Ostrożnie podniosło głowę i rozejrzało się po kurniku. Straszliwego kurczaka nigdzie nie było widać. Ostrożnie podniósł się z podłogi i wtedy dostrzegł sterczące zza pobliskiej belki żółte piórka. Wystawały raz z jednej strony, raz z drugiej i jakby trochę się trzęsły.

Zaciekawiony pajączek ruszył w ich kierunku. Szedł powoli i ostrożnie. Pamiętał, że nadal może być w niebezpieczeństwie. Wydawało mu się, że słyszy jakiś szept. Rozlegał się on tym wyraźniej i głośniej, im bliżej podchodził.

– Nie gryź mnie, straszny pająku! Proszę, nie gryź mnie! Wracaj na swoją pajęczynę i nie zjadaj mnie, proszę! – słowa te wypowiadał żółty kurczaczek, który chował się za drewnianą belką i widocznie bardzo, bardzo się bał.
– Ja nie mam wcale ochoty cię ugryźć. Nie gryzę nikogo. Tata mówi, że to nieładnie – powiedział pajączek.
Kurczaczek najpierw zamilkł, potem znieruchomiał i w końcu spojrzał na pajączka jednym okiem.
– Nie zjesz mnie? – zapytał piskliwym głosem.
– Nigdy w życiu! Myślałem, że to ty będziesz chciał mnie zjeść – odpowiedział pajączek.

Kurczaczek wychylił się cały zza drewnianej belki i szepnął:

– Dlaczego miałbym jeść pająki? Pierwszy raz widzę pająka z bliska i wygląda jeszcze mniej apetycznie niż z daleka!
– Pierwszy raz widzę kurczaka z bliska i uważam, że wyglądasz bardzo ładnie z tymi żółtymi piórkami – odrzekł pajączek.
– Dziękuję – spokojniejszy już trochę ptaszek zbliżył się odrobinę – Co ty tutaj robisz w środku nocy?
– Nie mogłem spać. Chciałem pójść do mamy, ale wiatr zdmuchnął mnie tu, na dół – odpowiedział mały pająk.

Spojrzeli równocześnie na półkę pod dachem.

– Mieszkasz tak wysoko? Ja bym się bał, że spadnę! – powiedział żółty ptaszek.
– Ja dzisiaj spadłem, ale na szczęście wylądowałem na tobie i nic sobie nie zrobiłem. Nie boję się wysokości, tylko tych dziwnych odgłosów, które słychać czasem w nocy.
– Jakich odgłosów?
– Jak będziemy cicho, to na pewno słyszysz.

Kap, kap, kap, kap…
Chrup, chrup…
Pipi, pi, pipi, pipi…
Puk, puk, stuku puku, puk…
Szyyyy, szy, szyyyyyyy, szyyyyyyyyyyyyyyyy…

– To kapanie to deszcz, a szumienie to wiatr. Ale cała reszta jest jakaś przerażająca! – powiedział pająk.
– Co, jeśli to jakieś zapomniane jajko wykluwa się gdzieś w zapomnianym kącie? – zapytał kurczaczek.
– Albo jakiś wandal rozdziera pajęczyny! – niepokoił się pajączek.
– Sprawdzimy to? – zaproponował ptak.
– Dobra! – odpowiedział pająk.

Oba stworzonka zamilkły i ponownie zaczęły nasłuchiwać.
Kap, kap, kap, kap…
Chrup, chrup…
PIPI, PI, PIPI, PIPI…
Puk, puk, stuku puku, puk…
Szyyyy, szy, szyyyyyyy, szyyyyyyyyyyyyyyyy…

Do ich uszu dobiegały tajemnicze hałasy. Trudno było uwierzyć, że ktokolwiek może spać w takim harmidrze, ale pozostałe zwierzęta chrapały bezpiecznie na swoich posłaniach. Pajączek nie był już sam, więc bał się trochę mniej, ale na wszelki wypadek przysunął się trochę bliżej do swojego nowego znajomego. Kurczaczek nachylił głowę do pająka i powiedział.

– Najgłośniejsze jest chyba to piszczenie, słyszysz? Dochodzi jakby zza tamtej grzędy, chodźmy sprawdzić! – wskazał skrzydłem.

Ruszyli ostrożnie w kierunku popiskiwania. Z każdym krokiem dźwięk był trochę bardziej wyraźny, dzięki czemu wiedzieli, że zmierzają w dobrą stronę. Gdy minęli śpiące na grzędzie kury, zobaczyli poruszający się szybko ciemny kształt. Nóżki pająka zaczęły drżeć ze zdenerwowania, a w piersi małego ptaka serce zaczęło bić szybciej. Tajemniczy kształt poruszał się w kółko i popiskiwał. Przypatrywali mu się przez chwilę z bezpiecznej odległości, aż w końcu zaczął wyglądać jakby znajomo.

– Czy to nie jest mysz? – zastanawiał się pająk.
– Rzeczywiście wygląda trochę jak mysz – zgodził się kurczaczek.

W tym momencie piszczące stworzenie zauważyło ich i podbiegło. Pająk miał rację, była to myszka. Wyglądała na bardzo roztrzęsioną.

– Pomocy! Mój braciszek wpadł do dziury w podłodze i nie umie wyjść! Czy możecie mu pomóc? – wydyszała myszka.

Kurczak i pająk nie wahali się ani przez chwilę. Równocześnie kiwnęli głowami i poszli za myszką, która zaprowadziła ich do dziury w podłodze. Gdy spojrzeli do środka, zobaczyli małe szare stworzonko, które próbowało wyjść z pułapki, wspinając się na ściany. Kurczak nachylił się i spróbował złapać malucha dziobem, ale nie dosięgał. Spojrzał z niepokojem na swojego nowego przyjaciela. W tym momencie pajączek wpadł na pomysł. Był przecież pająkiem, jego specjalnością było tkanie nici!

– Już wiem! Zrobię linę! – krzyknął i zaczął szybko pracować.

Myszka i kurczak przyglądali się cienkim nóżkom pająka, gdy zwinnie skręcały długie sieci we wspaniałą, wytrzymałą linę. Już po chwili była gotowa.


– Złapcie jeden koniec – powiedział pajączek do myszki i kurczaka – A ty chwyć za drugi! – krzyknął w głąb dziury i rzucił sznur do środka.
– Złapałem – krzyknął głosik z głębin.
– Raz, dwa, trzy, ciągniemy! – zarządził pajączek.

Kurczak i myszka wytężyli mięśnie i powoli, stękając i sapiąc, wyciągnęli małego na powierzchnię. Mysie rodzeństwo natychmiast rzuciło się sobie w ramiona.


– Tak się bałam! Myślałam, że już nigdy cię nie wyciągnę! – mówiła myszka, przytulając się do braciszka. – Dziękuję Wam za pomoc!

Kurczak i pająk uśmiechnęli się z zadowoleniem. Nagle, bez zapowiedzi, żółty przyjaciel pajączka uderzył dziobem w ziemię zaraz obok niego. Pająk odskoczył szybko.

– Uważaj! – krzyknął – Mogłeś mnie trafić!
– O, przepraszam, zobaczyłam tylko ziarenko i bardzo chciałem je zjeść – powiedział kurczak z pełną buzią – O, tam jest kolejne! – krzyknął i podbiegł kilka kroków. Dziobnął niewielkie ziarenko i natychmiast zauważył następne. Ruszył w jego kierunku, zupełnie zapominając o uratowanych myszkach. Pająk ledwo za nim nadążał.
– Poczekaj, ja nie biegam tak szybko! – sapał, przebierając ośmioma nogami najszybciej, jak mógł.

Kurczak znalazł jeszcze kilka kolejnych smakołyków, porozrzucanych na podłodze. Biegał od jednego do drugiego tak prędko, że jego mały przyjaciel ledwo dotrzymywał mu kroku. Wreszcie zatrzymał się przed ogromnym workiem z karmą, schowanym w kącie kurnika. Gdy pajączek go dogonił, kurczak stał z otwartą buzią i przyglądał się z zachwytem swojemu znalezisku.

Chrup, chrup!

Chrupanie rozległo się w pobliżu i brzmiało wyjątkowo głośno. Przyjaciele odruchowo zbliżyli się do siebie i zamarli w oczekiwaniu.

Chrup, chrup, chrup!

– Co to może być? – zapytał drżącym głosem pająk.

Chrup, chrup!

– Nie mam pojęcia – pisnął kurczak, trochę zbyt głośno.

Chrupanie urwało się.

– Kto tam jest? Słyszę Cię! Wychodź! – zza worka z ziarnem ktoś się odezwał.
– To tylko my, ale już nas tu nie ma! – szybko odpowiedział kurczak.
– Dlaczego tu jesteście i co widzieliście?! – osoba zza worka była bardzo zdenerwowana.

Przyjaciele nie wiedzieli co robić. Bali się pokazać nieznajomemu, ale bali się również uciekać. Za ziarnem coś się poruszyło i już w następnej chwili na ścianie pojawił się cień, a zaraz potem zza worka wychyliła się czyjaś głowa. Miała ona dziób, dwoje czujnych oczu i grzebień na głowie. Należała do dorodnego koguta.

– Wujek? – zapytał niepewnie kurczak.
– Żółty? Co ty tu robisz o tej porze? – zdziwił się kogut.

Kurczak popatrzył na pająka z uśmiechem.

– To tylko mój wujek! Nic nam nie grozi! – powiedział.
– Czy tam na ziemi stoi pająk? – przestraszył się kogut.
– Tak, ale nie martw się, on nie gryzie. Jest moim przyjacielem – odrzekł kurczak.

Kogut zrobił zdziwioną minę.

– Co wy tu robicie, maluchy? Powinniście spać – powiedział cicho.
– Chcemy dowiedzieć się, co tak chrupie! Masz może jakiś pomysł?
– Coś chrupie? Nic nie słyszałem – kogut szybko odwrócił wzrok i z powrotem schował się za worek.

Przyjaciele poszli za nim. Zdążyli jeszcze zobaczyć, jak kogut szybko wpycha rozsypane na ziemi ziarenka do worka, ale już po chwili odwrócił się do nich.

– Nic tutaj nie chrupało, musiało się wam wydawać dzieciaki.

Pająk zdał sobie sprawę, że rzeczywiście od momentu, kiedy zaczęli rozmawiać z kogutem, chrupanie ustało. Dodatkowo zauważył, że do barwnych piórek koguta przyczepiły się okruszki. Dzięki tym wskazówkom udało mu się odgadnąć, co tak okropnie chrupało całą noc.

– Myślę, że to Twój wujek tak chrupie – powiedział pajączek do przyjaciela.

Kogut jakby skulił się i zasłonił twarz skrzydłem.

– Myślę, że on podjada nocą ziarenka – kontynuował pająk.
– Wy nie rozumiecie, maluchy, ja tylko chciałem spróbować – wymamrotał kogut – Zobaczyłem wieczorem, że farmer przyniósł nową porcję ziarna, i chciałem sprawdzić, czy nie jest może zepsute, albo nieświeże, albo… – kogut zmieszał się całkowicie

Pająk i kurczak popatrzyli na siebie z rozbawieniem.

– I nikomu o tym nie powiedziałeś? – zapytał z uśmiechem mały ptak.
– Nie chciałem Wam zawracać głowy – tłumaczył się kogut – Na początku tylko spróbowałem jedno ziarenko, ale potem tak mi zasmakowały, że nie mogłem się powstrzymać…
– Czyli nie są zepsute, ani nieświeże? – dopytał pająk.

Chrup!

To kurczak zjadł jedno z pozostałych ziarenek.

– Zupełnie nie – powiedział z uśmiechem. – Moim zdaniem bardzo dobre.

Kogut popatrzył na swojego siostrzeńca i roześmiał się, zaraz za nim pajączek. Wspólnie uprzątnęli resztę rozsypanego jedzenia i zamknęli worek.

Kap, kap, kap, kap…
Puk, puk, stuku puku, puk…
Szyyyy, szy, szyyyyyyy, szyyyyyyyyyyyyyyyy…

Od całej tej pracy, nasłuchiwania i wyjaśnień, pajączek poczuł się nagle bardzo zmęczony. Spojrzał w górę. Jego półka pod sufitem była bardzo wysoko.

– Mieszkasz tam na górze? – zapytał kogut.
– Tak – odpowiedział pająk.
– Potrzebujesz pomocy w powrocie do domu? – zatroszczył się kogut.

Pajączek spojrzał na dużego ptaka i pokiwał głową. Kogut pochylił się powoli i przyłożył dziób do podłogi obok pająka.

– Wskakuj, mały, podrzucę cię! – powiedział, a pajączek ostrożnie wspiął się na czubek jego głowy i usadowił się wygodnie pośród piór.
– Chodźmy, Żółty! Ruszamy zanieść Twojego kolegę do domu – powiedział do kurczaka kogut.

Mały ptaszek ruszył za dużym ptakiem, na którego grzebieniu kołysał się niewielki pasażer. Minęli worek z ziarnem, ostrożnie przeszli obok dziury w podłodze, przemknęli między grzędami, na których drzemały kury. Pajączek patrzył z wysokości koguciej głowy na kurnik i chociaż był daleko od domu, pierwszy raz w ciągu całej nocy, zupełnie się nie bał. Czuł się bezpieczny. Myślał, że taki duży i silny ptak jak kogut, przed wszystkim go obroni. Koguty pewnie niczego się nie obawiają. Rządzą w kurniku i wszystkich chronią. Są nieustraszone.

Pajączek nie miał pojęcia, że koguty też się boją. Drżą na przykład na samą myśl o lisach, a lisy uciekają przed ludźmi, a wielu ludzi bardzo boi się takich pająków, jak on sam.

Rozmyślając, nawet nie zauważył, kiedy dotarli do dużej drabiny, która prowadziła prawie do samego sufitu. Kogut pewnie wspiął się po stopniach, a za nim podskakiwał mały kurczak. Gdy dotarli na górę, kogut wychylił się i przysunął głowę do pajęczej półki. Ostrożnie, uważając, żeby znowu nie spaść, pajączek przeszedł po kogucim dziobie do domu. Widział już swoją pajęczynęi bardzo chciał iść przytulić się do mamy, ale odwrócił się do dwóch ptaków i uśmiechnął.

– Dziękuję Wam bardzo! Gdyby nie Wy, nie udałoby mi się wrócić do domu – spojrzał na kurczaczka – Może się jeszcze kiedyś pobawimy?

Kurczak ochoczo skinął głową, po czym oba ptaki pomachały pająkowi skrzydłem i zeszły po drabinie. Pajączek śledził ich wzrokiem, aż zniknęli na swoich grzędach, a potem jak najszybciej umiał, pobiegł do domu.

Był bardzo zdziwiony, gdy zobaczył, że jego mama wcale nie śpi. Krzątała się po pajęczynie i zachowywała się, jakby coś zgubiła. Podbiegł do niej i przytulił się mocno.

– Tutaj jesteś, wszędzie cię szukałam! Tak się bałam, że coś Ci się stało! – wyszeptała mama, przytulając go mocno wszystkimi ośmioma nogami.
– Ty się bałaś? Myślałem, że dorośli nigdy się nie boją! – zdziwił się mały pająk.
– Każdy czasem czegoś się boi – mama pogłaskała go po głowie – Gdzieś ty był całą noc?
– Spadłem z półki, a potem spotkałem przyjaciela, a potem razem… – pajączek ziewnął – Jestem teraz bardzo zmęczony. Mogę opowiedzieć Ci rano?
– Oczywiście, kochanie – mama pocałowała go w czoło.

Dwa pająki ułożyły się wygodnie na pajęczynie. Było im wygodnie i ciepło. Pajączek już prawie spał, kiedy zdał sobie sprawę, że nadal nie wie, co tak dziwnie stuka.

Puk, puk, stuku puku, puk…

Może to mysie rodzeństwo wróciło do domu i puka do drzwi. A może dzięcioł uderza w drzewo, a może to koń w stajni obok tupie kopytem. Albo wiadro zawieszone na linie, odbija się raz po raz od studni. Pajączek nie wiedział, ale to nie miało znaczenia. Już się nie bał. Zamknął oczy i zasnął spokojnie obok mamy.

Deszcz na podwórzu wpadał do kałuż, a wiatr szumiał w liściach drzew. Coś przyjemnie stukało.

Kap, kap, kap, kap…
Puk, puk, stuku puku, puk…
Szyyyy, szy, szyyyyyyy, szyyyyyyyyyyyyyyyy…