Kwartalnik | Granice

Książki po angielsku - warto, czy nie?

Pozostać przy polskich tłumaczeniach, czy może od czasu do czasu sięgnąć po anglojęzyczny oryginał?

Czytanie książek w wersji anglojęzycznej staje się wśród nas coraz bardziej powszechne, podobnie jak oglądanie filmów bez polskich napisów. Trudno się temu dziwić, w realiach, w których w ciągu kilku dni możemy nabyć wyczekiwaną lekturę w oryginalnej wersji językowej, zamiast czekać na jej tłumaczenie tygodniami albo i miesiącami. Przestajemy bać się czytać po angielsku treści innych niż artykuły internetowe, sięgamy po amerykańskie i brytyjskie wydania często, jednocześnie zastanawiając się, czy na pewno warto. Jakie są więc zalety i wady lektur językowo innych niż te, dostępnych w polskich księgarniach? Jakie niosą ze sobą korzyści? Czy to wszystko w ogóle się opłaca? Jak prezentują się ceny książek w stosunku do ich polskich odpowiedników? W poniższym artykule przyjrzymy się kilku najistotniejszym kwestiom związanym z tytułami angielskimi. 


  • Obszerna biblioteka
Zdecydowanie największym atutem anglojęzycznej literatury jest ilość dostępnych w jej obrębie tytułów. Pozycje tłumaczone na język polski to zaledwie ułamek tego, co dostępne jest w bibliotekach brytyjskich czy amerykańskich. Jeśli dana książka nie ma zbyt dużych szans na zadowalającą sprzedaż w naszym kraju, to wątpliwe, by ktoś zechciał ją tutaj wydać i narazić się na ewentualne straty, wynikające z braku zainteresowanie potencjalnych konsumentów. Dlatego niektóre z nich nigdy nie trafią na półki naszych księgarń. I mowa tu nie tylko o niszowej beletrystyce, ale również o licznych pozycjach z zakresu nauk ścisłych, historii, czy socjologii, które na naszym rynku mogłyby nie poradzić sobie wystarczająco dobrze. Warto więc często szukać interesujących nas gatunków pośród anglojęzycznych książek i cieszyć się o wiele większym wyborem.

Różnice są bowiem kolosalne. Podczas gdy w Polsce liczba wydawanych rocznie książek oscyluje w okolicach 36 tysięcy (dane za rok 2017), w Stanach Zjednoczonych w tym samym roku na półki trafiło ponad 800 tysięcy nowych tytułów. Portal lubimyczytac.pl, służący jako internetowa biblioteczka do oceniania i katalogowania książek mieści obecnie w bazie 472 tysiące pozycji. Tymczasem, działający na podobnej zasadzie i współpracujący z Amazonem goodreads.com, zawierający większość wydanych przez ludzkość książek, ma ich w katalogu około... 2.8 miliarda! Oczywiście trzeba jednak zaznaczyć, że na tę liczbę składają się nie tylko tytuły anglojęzyczne. 

  • Obcowanie z językiem obcym 
Chyba każdy przyzna, że anglojęzyczne teksty kultury przekazały nam niemniej wiedzy na temat tego języka niż szkolne podręczniki i nauczyciele. Obcowanie z filmami, serialami, grami, oraz książkami, niejednokrotnie całkowicie pozbawionymi polskiej wersji językowej, zmusza nas do porzucenia wygodnego kącika pełnego znanych z codziennego życia zwrotów i wyrażeń. Brak ingerencji tłumacza pozwala nam zapoznać się z oryginalną wersją tekstu, niezmodyfikowanego, wyjętego prosto spod pióra autora, bez dostosowywania go do naszego języka. Przekład może miejscami pozbawić fragmentów powieści pierwotnego znaczenia lub wprowadzić błędy, które przecież się zdarzają. Czytanie w oryginale można porównać do oglądania filmu bez dubbingu, z głosami aktorów pierwotnie obsadzonych w filmie, a nie ich polskich odpowiedników dźwiękowych. 

  • Szybkość premiery 
Jeszcze 10 lat temu, opóźnienie pomiędzy polskim a angielskim wydaniem danego tytuły potrafiło wynieść kilka lat. Ten odstęp czasowy, który skazuje polskich czytelników na oczekiwanie, podczas gdy zachodni odbiorcy mogą od dawna cieszyć się wyczekiwaną lekturą, ulega na szczęście stopniowemu zmniejszeniu. Już nie lata a miesiące dzielą wydanie angielskie i polskie. Różnica jednak pozostaje i dla osób, które chcą czym prędzej zapoznać się z kolejnym dziełem ulubionego autora, nawet dzień zwłoki jest przecież irytujący. Owszem, zdarzają się pozycje, które ukazują się na wszystkich rynkach w ten sam dzień, bez jakichkolwiek opóźnień, już zawczasu przetłumaczone. Taka sytuacja nie jest jednak częsta i dotyczy książek, których wysokie miejsce w rankingach bestsellerów jest całkowicie pewne. Mowa tu np. o Ogień i krew George’a R.R. Martina. 


  • Ilość dostępnych wariantów
W Polsce ograniczeni zazwyczaj jesteśmy do tylko jednej wersji danego tytułu, o którą pokusiło się wydawnictwo. Czasami, w szczególnych przypadkach, dana pozycja ukazuje się zarówno w wydaniu z twardą (droższą), jak i miękką (tańszą) oprawą. Bywa, że na wiele miesięcy albo nawet lat po premierze, można również zaopatrzyć się w drobną edycję kieszonkową. Tymczasem w angielskich i amerykańskich sklepach wybór wersji może wręcz przytłoczyć. Twarde, miękkie oprawy w różnych wariantach okładki, wydania kieszonkowe do podróży, wydania promujące na okładce ekranizację (chociaż te są częste i u nas), oraz oczywiście, obowiązkowo e-booki, praktycznie każdego tytułu. Samego Harry’ego Pottera możecie dostać na przykład w wariantach kolorystycznych odpowiadających każdemu z czterech domów Hogwartu. Bywa nawet, że możecie kupić tę samą książkę w jedynie lekko zmienionej formie (np. kilka centymetrów wyższą i węższą, albo z mniej gładką okładką) od innego wydawcy! 

  • Audiobooki niemal każdego dużego tytułu 
Nieważne co chcecie przeczytać, w angielskiej wersji jest to na pewno w wersji audiobooka. Praktycznie każda ciesząca się nieco większą niż przeciętną popularnością pozycja jest dostępna jako słuchowisko Amazona w wersji cyfrowej, a czasem nawet i fizycznej na CD, nawet od dnia premiery. Dla przykładu, podczas gdy fani Wiedźmina od dawna wyczekują dwóch ostatnich tomów sagi w polskiej formie audiobooka, są one już od dawna dostępne w wersji angielskiej, podobnie jak cała biblioteka innych znakomitych lektur. Jeśli więc lubicie słuchać książek miast je czytać, to anglojęzyczny wybór pozycji z pewnością zrobi na was ogromne wrażenie. 


  • Cena
Zacznijmy od największego i najbardziej uporczywego problemu, z jakim wiąże się kupowanie anglojęzycznych wydań. Kwota, jaką trzeba wyłożyć za przeciętną książkę, potrafi być, jak na nasze Polskie realia, po prostu druzgocąca. W dniu premiery cena (zazwyczaj za twardą oprawę, bo tylko taka jest początkowo dostępna) sięga czasami nawet £20/20$, co przekłada się na wydatek około 100 zł. Jest to zdecydowanie istotny fakt w sytuacji, gdy większość pozycji po przekładzie na nasz język możemy kupić o ponad 50% taniej. Ceny oczywiście wraz z czasem maleją, głównie za sprawą wydań w miękkiej oprawie, które potrafią kosztować nawet dwukrotnie mniej niż ich twardsze odpowiedniki. Jednak nawet po takich obniżkach nadal oscylują w okolicach £10/10$, tym samym przekraczając kwotę, jaką za praktycznie każdą książkę zapłacimy w przeciętnej polskiej księgarni. Ponadto, ceny podręczników akademickich potrafią sięgnąć już nie kilkudziesięciu, ale nawet kilkuset dolarów. 


Warto przy tym pamiętać, że przy zakupie książki na platformie pokroju Amazona, doliczyć do tego musimy najczęściej również koszty przesyłki międzynarodowej, bo paczki nie odbierzemy za darmo w żadnym salonie firmowym. Rzecz jasna, są inne sposoby, w jakie możemy zaopatrzyć się w angielskie wydanie. W samym Krakowie funkcjonuje kilka księgarń o odpowiednim profilu jak np. AmericanBookStore na ulicy Sławkowskiej, gdzie nietrudno o liczne promocje. Angielskie wydania w niskiej cenie znajdziemy też w internetowych dyskontach pokroju aros.pl


  • Tempo czytania
Nawet jeśli możecie się pochwalić certyfikatami językowymi i świetnym obyciem z angielskim, to jako obywatele Polski, zawsze będziecie sprawniej czytać po polsku. Podczas lektury po Google Translator sięgniecie nieraz, szukając wyjaśnienia słów, które wymyślił autor na potrzeby swojej książki. W przypadku beletrystyki problem ten nie będzie aż tak spowalniał, jednak jeśli chodzi o pozycje popularnonaukowe, podręczniki czy poradniki, sytuacja się komplikuje, wraz ze zwrotami, których używają pisarze. Z jednej strony, na takim obcowaniu z językiem polega przecież nauka. Z drugiej jednak, może to czasami irytować, jeśli po prostu chcemy przeczytać niezobowiązującą lekturę. 


  • Szpetota i nietrwałość wydań 
Mogłoby się wydawać, że za kwotę, którą musimy przeznaczyć na zakup anglojęzycznej książki, otrzymamy edycję ładniejszą, trwalszą i lepiej prezentującą się na półce niż wydanie polskie. Tymczasem czeka nas niemałe zaskoczenie, gdy zorientujemy się, że nasz zakup z Amazona wcale nie wygląda lepiej od tego, co moglibyśmy dostać w księgarni na rogu ulicy. Różnice leżą nie tylko w wersji językowej, ale również w samej jakości wydania. Miękka oprawa okazuje się znacznie mniej trwała od jej polskiego odpowiednika - wierzch książki szybko się wygina, a wewnątrz brak tak powszechnych na naszym rynku skrzydełek. Można odnieść wrażenie, że to książka po prostu jednorazowa. Zaskoczeniem może być też oprawa twarda, najczęściej występująca tu z obwolutą. Obwolutą, pod którą, zgodnie z tym, co znamy z polskich książek, powinna kryć się taka sama ilustracja, tyle że nadrukowana na okładkę. Tymczasem w wersji angielskiej lub amerykańskiej, pod spodem… nie ma nic! 

Tak, zgadza się, pod obwolutą znajdziecie najczęściej całkowicie czarną, pustą oprawę. Jeśli ją więc zgubicie lub zniszczycie w podróży, to książka zacznie przypominać kilkudziesięcioletnie tomiszcze wykradzione z uczelnianej biblioteki. 

Według Raportu Biblioteki Narodowej z 2017 roku, aż 8% naszej populacji czyta w języku obcym. Największy odsetek z tej liczby stanowią oczywiście studenci, obyci z zagłębianiem się w kolejne strony anglojęzycznej dokumentacji technicznej. Wkrótce się przekonamy, czy ten trend okaże się wzrostowy, czy też stale rozrastająca się oferta polskich wydawnictw zatrzyma przy sobie czytelników. 

Źródła: