Wywiad z naczelnikiem Ochotniczej Straży Pożarnej Grupy Ratownictwa Specjalistycznego Kraków
Filip Radomski: Zanim przejdziemy do samej w sobie grupy, chciałem zapytać, jak wyglądały Twoje początki w OSP?
Marcin Zębala: Ja już jestem w OSP tak naprawdę od dziecka. Jeszcze w szkole podstawowej była drużyna MDP, tak zwana młodzieżowa drużyna pożarnicza. Od dziecka ten mundur był mi bliski, jako że byłem harcerzem ZHP i ciągnęło mnie do tego munduru, to się zapisałem właśnie do OSP w miejscowości Goszcza. No i tak byłem tam przez 30 lat. Później rozwijałem, szkoliłem. Starsi druhowie mnie uczyli, szkolili. Jeździliśmy na zawody pożarnicze młodzieżowych drużyn pożarniczych. Aż w końcu później kurs podstawowy ochotniczych straży pożarnych, kurs strażaka pierwszego, drugiego stopnia. Później kurs techniczny. I tak działaliśmy.
A jeśli chodzi o wdrożenie psów, do służby pożarniczej, to się pomysł pojawił w 2012 roku. Z racji tego, że z psami mam do czynienia już od 20 lat. Jestem przewodnikiem psa – owczarka niemieckiego. To jest pasja do owczarków. Zresztą to jest moja ulubiona rasa. I taki pomysł przyszedł mi do głowy, żeby wdrożyć te psy, psi nos do straży. Wzięło się to z takiej sytuacji życiowej, że jeździliśmy przedtem jeszcze z Agnieszką żoną na wystawy psów rasowych, owczarków niemieckich. I na jednej z wystaw pod Bielskiem pamiętam, było bardzo dużo, setki ludzi. Zostawiliśmy Saharę wtedy w samochodzie. Ona miała uchylone okna, bo staliśmy w cieniu. Leżała sobie grzecznie, a my poszliśmy gdzieś z boku, pamiętam zjeść, ale tak, że przez ten cały tłum, gdzieś zupełnie po przekątnej, na drugą stronę całego zjazdu wystaw. No i tam sobie siedzieliśmy i nagle patrzymy, a Sahara nasza jest przy nodze. Wtedy mi tak się zaświeciła kontrolka, że ten psi nos jest niesamowity. Mimo tych setek, czy może nawet tysięcy ludzi, potrafiła sobie wyczuć, rozróżnić, wyselekcjonować tylko ten nasz, mój czy Agnieszki zapach i przyjść do nas. Więc to było dla mnie takie niesamowite. I tak się to zaczęło. Ta grupa w Goszczy, w której byłem pomysłodawcą i założycielem do dzisiejszego dnia działa. Funkcjonuje, a my mamy drugą.
FR: Czyli najpierw powstała ta grupa w Goszczy, a jakie były początki tej obecnej, czyli OSP GRS Kraków?
MZ: Początki były takie, że ta grupa powstała po mojej rezygnacji z grupy w Goszczy z różnych prywatnych powodów. Jako że ja się opiekowałem, byłem dowódcą tej grupy, razem ze mną odeszła pewna grupa osób. Szkoda było tego zatracić przez tyle lat szkoleń, ćwiczeń, nie tylko ludzi, ale i psów. Postanowiliśmy, że stworzymy kolejną jednostkę. Pomysły były, żeby gdzieś dołączyć się do innego OSP, ale summa summarum ostatecznie przyszła taka propozycja i pomysł od pana radnego Hawranka, żeby stworzyć nową w Krakowie. W czym znacznie nam pomógł. Po rozmowach wstępnych i później już coraz szerzej z radnymi Krakowa ten pomysł się urodził na tyle mocno, że doszło do finału i po rozmowach z panem prezydentem Majchrowskim, z dyrektorem gminy Kraków i na końcu z radnymi Krakowa, doszliśmy do porozumienia. No i 11 września 2021 roku ta grupa została powołana, w remizie OSP Zalesie. Z grzeczności tamtejszych druhów została udostępniona nam remiza i tam utworzona uchwałą zarządu, który się budował.
FR: To teraz takie pytanie, być może trochę oczywiste dla wielu, ale jakie są główne cele grupy i w którą stronę grupa chce się rozwijać?
MZ: Cele, tak jak mówisz, są oczywiste, czyli priorytetem jest pomoc ludziom zaginionym w katastrofach budowlanych, tudzież w terenie otwartym. Chcemy się rozwijać w ten sposób, doszkolić, doposażyć jednostkę, ludzi, sprzęt. Oczywiście, przede wszystkim samochody, to co ma być na samochodach, czyli w takich działaniach stricte w grupie ratownictwa specjalistycznego, no bo my nie będziemy raczej wyjeżdżać do pożarów, do wypadków, natomiast absolutnie możemy wyjechać do wsparcia Straży Pożarnej w Krakowie, jak będą jakieś wichury, powalone konary czy też powodzie. Wtedy możemy wspierać, pomagać. Na pewno chcemy iść w kierunku rozwoju, szkoląc się w tematyce techniki, taktyk, poruszania się w terenie otwartym, czy właśnie w poszukiwaniach na gruzowiskach, przez wykorzystanie urządzeń geofonów, czy kamer wziernikowych, już nie mówię nawet o psach ratowniczych, bo to jest wiadomo priorytet. Czy poszerzymy jeszcze tę specjalizację o bezzałogowe statki powietrzne, łodzie na akwenach wodnych do poszukiwań z sonarem, to wszystko czas pokaże. Pewnie, że wszystko by się chciało, ale do tego też trzeba mieć miejsce, dużą remizę, sprzęt, no i też środki, które pozwolą na zakup tego wszystkiego.
FR: Jakie są największe wyzwania i trudności pojawiające się w trakcie poszukiwań, które stają przed grupą?
MZ: Wydaje mi się, że to wszystko zależy, od tego, jacy dowódcy jadą z danym zastępem do takich działań, bo od wyszkolenia dowódcy i tego zastępu jest zależny stopień trudności w danych działaniach. Oczywiście każda akcja się różni. Jeżeli mówimy o poszukiwaniach terenowych, bo to najczęściej jeździmy w naszym rejonie, to akcje gruzowiskowe przy katastrofach budowlanych najczęściej są na terenie Śląska, gdzie istnieją lokalne tego typu jednostki. A my tutaj od strony północnej Krakowa mamy wezwań najwięcej do wsparcia policji, jako organu wiodącego poszukiwania, jesteśmy do wsparcia w terenie otwartym, w poszukiwaniach ludzi zaginionych. A ci ludzie giną w różny sposób. Są to dzieci z autyzmem i starsi ludzie z zanikami pamięci, z Alzheimerem i z różnymi starczymi chorobami, które mogą po prostu trudność powodować. Na ile są też podane informacje o zaginionym. Bo jeżeli mamy punkt zaczepienia zaginionego, że wyszedł dokładnie z miejsca x i był widziany w miejscu y, to my możemy zawęzić jakiś obszar poszukiwań i jest troszkę łatwiej. Ale jeżeli wiemy, że osoba zaginęła, ale z domowników nikt tej osoby nie widział i nie była przez lokalnych ludzi widziana taka osoba, to jest bardzo trudno. Natomiast pracujemy nad tym zawsze. Na pewno zależy to też od pogody, od terenu, od choroby, od sytuacji, od tego, jaka jest grupa zaginięcia. Na przykład zaginięcie klasy pierwszej, to wiemy wszyscy, że taka osoba potrzebuje natychmiast pomocy i to jak najszybciej, bo jest to związane z jakąś chorobą, która mogła spowodować zaginięcie, zasłabnięcie. Tu liczy się w dużym stopniu czas. Bo jeżeli jest osoba cukrzykiem, czy ma inne jakieś dolegliwości, gdzie powinna przyjąć leki, a tych leków nie zabrała ze sobą, to w dużym stopniu gra też rolę czas. Być może jakaś presja wtedy ciąży na ratownikach. Tak jak mówię i wracam z powrotem do punktu początkowego. Czyli doświadczenie, bo presja to jedno, ale doświadczenie drugie. Jeżeli w jakim stopniu zastęp wyjedzie z doświadczeniem, no to ten stopień trudności się wtedy różni.
FR: Jak już było wspomniane, grupa się skupia głównie na psach, ale jak wygląda ich szkolenie?
MZ: Szkolenie psa trwa przez okres około trzech lat. Od samego szczeniaka. Oczywiście, że są przewodnicy, którzy zaczynają przygodę szkolenia jak ma pies rok, dwa lata i też ma trzy lata, ale to jest taka ostateczna granica wiekowa, ponieważ tak jak powiedziałem, okres szkolenia to około trzech lat, więc pies, kiedy się wyszkoli taki trzyletni, to ma sześć lat. Granica pracy tego psa po wyszkoleniu wtedy się skraca. Jeżeli weźmiemy szczeniaka i od szczeniaka szkolimy tego pieska, i predyspozycje się pokazują, że się nadaje do ratownictwa, to po trzech latach pies jest wyszkolony, zdaje egzamin w Państwowej Straży Pożarnej. Uprawnia to psa i przewodnika, czyli tak zwany zespół, do udziału w akcjach poszukiwawczo-ratowniczych na terenie kraju i za granicą.
Pies zdaje zależnie od tego, do czego się szkoli. Może być klasy terenowej jeden i klasy gruzowiskowej jeden. Najpierw się zdaje klasę zero, czyli komisja w Państwowej Straży Pożarnej ocenia, czy pies ma predyspozycje, czy w ogóle się nadaje do dalszego szkolenia. I później podchodzi do kolejnego egzaminu komisji. Tam zdaje również współpracę przewodnik z psem, czyli jest tam kilka elementów posłuszeństwa, schodzenia po różnych przeszkodach ruchomych, czy na wysokości, po drabinie, w górę, w dół. I ten pies musi być absolutnie karny i współpracować z przewodnikiem. Jest to oceniane punktowo. Później przechodzą w sektor, gdzie są ukryci pozoranci. Przewodnik nie wie, gdzie te osoby są ukryte, i pies musi odnaleźć tych ludzi, wskazać miejsce, gdzie są i oznaczyć. Czyli pokazać przewodnikowi, że tu jest osoba zaginiona w tym momencie. A oznaczają różnie te pieski. Raz oznaczają rolką, tak zwanym bringselem. Czyli bierze pies rolkę do pyska i przy odnalezionej osobie przychodzi do przewodnika. Przewodnik zapina go na smycz i pies prowadzi do osoby zaginionej. Lub pies oznaczający, szczekając, zostaje przy osobie odnalezionej i szczeka, dopóki nie podejdzie tam ratownik i udzieli pomocy. A droga cała szkolenia to jest długi temat. Jedynie, co na szybko mogę powiedzieć, to w dużym stopniu idzie socjal za tym pieskiem. Czyli pies musi poznać życie szeroko rozumiane. Czyli świat cały, życie, które otacza go wokoło. Żeby coś go nie zaskoczyło w jego działaniach później w pracy ratowniczej. Różnego rodzaju hałasy, szumy, ludzie przeróżni.
Wszystko, co sobie można wyobrazić i do czego przygotować psa, to tak się go przygotowuje.
Przewodnik i instruktor cały czas obserwują zwierzę. Jak ono się zachowuje, z czym ma problem. To się ewentualnie koryguje, poprawia. Niektóre psy się wycofuje, bo się nie nadają.
Na pewno nie mogą być agresywne w stosunku do ludzi ani do innych zwierząt. I to też się tutaj koryguje w największym stopniu, jak się da. Jeżeli się nie da, jeżeli ma wrodzoną taką wadę, że jest agresywny i nie da się mu po prostu pokazać, że praca ratownicza będzie dobrym kierunkiem dla niego, to niestety trzeba wycofać i szkolić inne zwierzę.
FR: Ile jest w tej chwili psów w grupie? Które są już pracujące, a które się jeszcze szkolą?
MZ: Jest w tej chwili siedem piesków.
Jest Akim, owczarek niemiecki, ośmioletnia Wierna, która jest psem ratowniczym i Zen, który jest psem border collie, to są psy ratownicze klasy jeden teren. Jest Saszka Labrador piesek, który ma trzy lata teraz. I ma zdany egzamin klasy zero teren. Więc teraz będzie podchodzić do egzaminu klasy jeden teren. Później mamy Ami, golden retriever to jest dwuletnia suczka i Lara, które teraz będą podchodzić do egzaminu klasy jeden teren. A jeszcze jest Axel, półtoraroczny piesek owczarek belgijski. Także on też jest w szkoleniu początkowym tak naprawdę.
FR: W jakie działania poza tymi faktycznie typowymi akcjami, które wykonuje OSP, angażuje się grupa?
MZ: My jesteśmy wolontariuszami, można powiedzieć szeroko rozumianymi.
Oczywiście, że skupiamy się na wszystkim, co się łączy z nazwą Straż Pożarna. Od ściągania kota z drzewa, po pomoc starszej pani, która nie może dojechać do przychodni. Angażujemy się również w akcje różne, jak na przykład WOŚP. Była potrzeba, żeby przyjąć uchodźców, którzy uciekali przed wojną, przed agresorem, to też przyjmowaliśmy, też tutaj wspieraliśmy naszymi siłami. Tworzyliśmy takie miejsca, skupiska, w których te osoby mogły przebywać. Zabezpieczaliśmy dla nich pożywienie. Angażujemy się w akcje takie jak Mikołaj. Czyli w domach dziecka, żeby też troszkę radości wprowadzić dla dzieciaków. No i też jeździmy po różnych placówkach, gdzie przez swoją obecność i tych psów naszych ratowniczych, robimy pokazy. Takie w różnych miejscach, szkołach, placówkach, na różnych festynach, dniach dziecka, też wspieramy swoją obecnością.
FR: Kto i w jaki sposób może zostać członkiem grupy?
MZ: Myślę, że każdy może być członkiem grupy. Ktoś może zostać od młodzieżowej drużyny pożarniczej, a członkiem już osoba pełnoletnia, która przejdzie ten okres kandydacki. Okres kandydacki musi przejść, żeby poznać działania grupy. Grupa poznaje tę osobę. No i później przechodzi na okres stażu, gdzie się szkoli. Potem już zostaje zaprzysiężona po egzaminie wewnętrznym na strażaka, członka grupy. Wiadomo, że też musi przejść kurs podstawowy strażaka. I to ją uprawnia do akcji poszukiwawczo-ratowniczych właśnie. Badania lekarskie też trzeba przejść. No i myślę, że tyle. Każda osoba, która fizycznie sobie po prostu radzi. Wiadomo, jeżeli ktoś ma jakieś duże kontuzje, wtedy może wykluczyć taką osobę, ale jeżeli w miarę zdrowie pozwala na prace fizyczne jakiekolwiek i przebywanie w niskich temperaturach czy wysokich, nie ma jakiegoś problemu związanego z jakimiś chorobami, no to absolutnie może. Każdy zaczyna, więc musi przejść całą ścieżkę, żeby się wyszkolić i dążyć do ideału ratownika-poszukiwacza w takiej grupie. A później już szkolić kolejne osoby i tyle.
Marcin Zębala: Ja już jestem w OSP tak naprawdę od dziecka. Jeszcze w szkole podstawowej była drużyna MDP, tak zwana młodzieżowa drużyna pożarnicza. Od dziecka ten mundur był mi bliski, jako że byłem harcerzem ZHP i ciągnęło mnie do tego munduru, to się zapisałem właśnie do OSP w miejscowości Goszcza. No i tak byłem tam przez 30 lat. Później rozwijałem, szkoliłem. Starsi druhowie mnie uczyli, szkolili. Jeździliśmy na zawody pożarnicze młodzieżowych drużyn pożarniczych. Aż w końcu później kurs podstawowy ochotniczych straży pożarnych, kurs strażaka pierwszego, drugiego stopnia. Później kurs techniczny. I tak działaliśmy.
A jeśli chodzi o wdrożenie psów, do służby pożarniczej, to się pomysł pojawił w 2012 roku. Z racji tego, że z psami mam do czynienia już od 20 lat. Jestem przewodnikiem psa – owczarka niemieckiego. To jest pasja do owczarków. Zresztą to jest moja ulubiona rasa. I taki pomysł przyszedł mi do głowy, żeby wdrożyć te psy, psi nos do straży. Wzięło się to z takiej sytuacji życiowej, że jeździliśmy przedtem jeszcze z Agnieszką żoną na wystawy psów rasowych, owczarków niemieckich. I na jednej z wystaw pod Bielskiem pamiętam, było bardzo dużo, setki ludzi. Zostawiliśmy Saharę wtedy w samochodzie. Ona miała uchylone okna, bo staliśmy w cieniu. Leżała sobie grzecznie, a my poszliśmy gdzieś z boku, pamiętam zjeść, ale tak, że przez ten cały tłum, gdzieś zupełnie po przekątnej, na drugą stronę całego zjazdu wystaw. No i tam sobie siedzieliśmy i nagle patrzymy, a Sahara nasza jest przy nodze. Wtedy mi tak się zaświeciła kontrolka, że ten psi nos jest niesamowity. Mimo tych setek, czy może nawet tysięcy ludzi, potrafiła sobie wyczuć, rozróżnić, wyselekcjonować tylko ten nasz, mój czy Agnieszki zapach i przyjść do nas. Więc to było dla mnie takie niesamowite. I tak się to zaczęło. Ta grupa w Goszczy, w której byłem pomysłodawcą i założycielem do dzisiejszego dnia działa. Funkcjonuje, a my mamy drugą.
FR: Czyli najpierw powstała ta grupa w Goszczy, a jakie były początki tej obecnej, czyli OSP GRS Kraków?
MZ: Początki były takie, że ta grupa powstała po mojej rezygnacji z grupy w Goszczy z różnych prywatnych powodów. Jako że ja się opiekowałem, byłem dowódcą tej grupy, razem ze mną odeszła pewna grupa osób. Szkoda było tego zatracić przez tyle lat szkoleń, ćwiczeń, nie tylko ludzi, ale i psów. Postanowiliśmy, że stworzymy kolejną jednostkę. Pomysły były, żeby gdzieś dołączyć się do innego OSP, ale summa summarum ostatecznie przyszła taka propozycja i pomysł od pana radnego Hawranka, żeby stworzyć nową w Krakowie. W czym znacznie nam pomógł. Po rozmowach wstępnych i później już coraz szerzej z radnymi Krakowa ten pomysł się urodził na tyle mocno, że doszło do finału i po rozmowach z panem prezydentem Majchrowskim, z dyrektorem gminy Kraków i na końcu z radnymi Krakowa, doszliśmy do porozumienia. No i 11 września 2021 roku ta grupa została powołana, w remizie OSP Zalesie. Z grzeczności tamtejszych druhów została udostępniona nam remiza i tam utworzona uchwałą zarządu, który się budował.
FR: To teraz takie pytanie, być może trochę oczywiste dla wielu, ale jakie są główne cele grupy i w którą stronę grupa chce się rozwijać?
MZ: Cele, tak jak mówisz, są oczywiste, czyli priorytetem jest pomoc ludziom zaginionym w katastrofach budowlanych, tudzież w terenie otwartym. Chcemy się rozwijać w ten sposób, doszkolić, doposażyć jednostkę, ludzi, sprzęt. Oczywiście, przede wszystkim samochody, to co ma być na samochodach, czyli w takich działaniach stricte w grupie ratownictwa specjalistycznego, no bo my nie będziemy raczej wyjeżdżać do pożarów, do wypadków, natomiast absolutnie możemy wyjechać do wsparcia Straży Pożarnej w Krakowie, jak będą jakieś wichury, powalone konary czy też powodzie. Wtedy możemy wspierać, pomagać. Na pewno chcemy iść w kierunku rozwoju, szkoląc się w tematyce techniki, taktyk, poruszania się w terenie otwartym, czy właśnie w poszukiwaniach na gruzowiskach, przez wykorzystanie urządzeń geofonów, czy kamer wziernikowych, już nie mówię nawet o psach ratowniczych, bo to jest wiadomo priorytet. Czy poszerzymy jeszcze tę specjalizację o bezzałogowe statki powietrzne, łodzie na akwenach wodnych do poszukiwań z sonarem, to wszystko czas pokaże. Pewnie, że wszystko by się chciało, ale do tego też trzeba mieć miejsce, dużą remizę, sprzęt, no i też środki, które pozwolą na zakup tego wszystkiego.
FR: Jakie są największe wyzwania i trudności pojawiające się w trakcie poszukiwań, które stają przed grupą?
MZ: Wydaje mi się, że to wszystko zależy, od tego, jacy dowódcy jadą z danym zastępem do takich działań, bo od wyszkolenia dowódcy i tego zastępu jest zależny stopień trudności w danych działaniach. Oczywiście każda akcja się różni. Jeżeli mówimy o poszukiwaniach terenowych, bo to najczęściej jeździmy w naszym rejonie, to akcje gruzowiskowe przy katastrofach budowlanych najczęściej są na terenie Śląska, gdzie istnieją lokalne tego typu jednostki. A my tutaj od strony północnej Krakowa mamy wezwań najwięcej do wsparcia policji, jako organu wiodącego poszukiwania, jesteśmy do wsparcia w terenie otwartym, w poszukiwaniach ludzi zaginionych. A ci ludzie giną w różny sposób. Są to dzieci z autyzmem i starsi ludzie z zanikami pamięci, z Alzheimerem i z różnymi starczymi chorobami, które mogą po prostu trudność powodować. Na ile są też podane informacje o zaginionym. Bo jeżeli mamy punkt zaczepienia zaginionego, że wyszedł dokładnie z miejsca x i był widziany w miejscu y, to my możemy zawęzić jakiś obszar poszukiwań i jest troszkę łatwiej. Ale jeżeli wiemy, że osoba zaginęła, ale z domowników nikt tej osoby nie widział i nie była przez lokalnych ludzi widziana taka osoba, to jest bardzo trudno. Natomiast pracujemy nad tym zawsze. Na pewno zależy to też od pogody, od terenu, od choroby, od sytuacji, od tego, jaka jest grupa zaginięcia. Na przykład zaginięcie klasy pierwszej, to wiemy wszyscy, że taka osoba potrzebuje natychmiast pomocy i to jak najszybciej, bo jest to związane z jakąś chorobą, która mogła spowodować zaginięcie, zasłabnięcie. Tu liczy się w dużym stopniu czas. Bo jeżeli jest osoba cukrzykiem, czy ma inne jakieś dolegliwości, gdzie powinna przyjąć leki, a tych leków nie zabrała ze sobą, to w dużym stopniu gra też rolę czas. Być może jakaś presja wtedy ciąży na ratownikach. Tak jak mówię i wracam z powrotem do punktu początkowego. Czyli doświadczenie, bo presja to jedno, ale doświadczenie drugie. Jeżeli w jakim stopniu zastęp wyjedzie z doświadczeniem, no to ten stopień trudności się wtedy różni.
FR: Jak już było wspomniane, grupa się skupia głównie na psach, ale jak wygląda ich szkolenie?
MZ: Szkolenie psa trwa przez okres około trzech lat. Od samego szczeniaka. Oczywiście, że są przewodnicy, którzy zaczynają przygodę szkolenia jak ma pies rok, dwa lata i też ma trzy lata, ale to jest taka ostateczna granica wiekowa, ponieważ tak jak powiedziałem, okres szkolenia to około trzech lat, więc pies, kiedy się wyszkoli taki trzyletni, to ma sześć lat. Granica pracy tego psa po wyszkoleniu wtedy się skraca. Jeżeli weźmiemy szczeniaka i od szczeniaka szkolimy tego pieska, i predyspozycje się pokazują, że się nadaje do ratownictwa, to po trzech latach pies jest wyszkolony, zdaje egzamin w Państwowej Straży Pożarnej. Uprawnia to psa i przewodnika, czyli tak zwany zespół, do udziału w akcjach poszukiwawczo-ratowniczych na terenie kraju i za granicą.
Pies zdaje zależnie od tego, do czego się szkoli. Może być klasy terenowej jeden i klasy gruzowiskowej jeden. Najpierw się zdaje klasę zero, czyli komisja w Państwowej Straży Pożarnej ocenia, czy pies ma predyspozycje, czy w ogóle się nadaje do dalszego szkolenia. I później podchodzi do kolejnego egzaminu komisji. Tam zdaje również współpracę przewodnik z psem, czyli jest tam kilka elementów posłuszeństwa, schodzenia po różnych przeszkodach ruchomych, czy na wysokości, po drabinie, w górę, w dół. I ten pies musi być absolutnie karny i współpracować z przewodnikiem. Jest to oceniane punktowo. Później przechodzą w sektor, gdzie są ukryci pozoranci. Przewodnik nie wie, gdzie te osoby są ukryte, i pies musi odnaleźć tych ludzi, wskazać miejsce, gdzie są i oznaczyć. Czyli pokazać przewodnikowi, że tu jest osoba zaginiona w tym momencie. A oznaczają różnie te pieski. Raz oznaczają rolką, tak zwanym bringselem. Czyli bierze pies rolkę do pyska i przy odnalezionej osobie przychodzi do przewodnika. Przewodnik zapina go na smycz i pies prowadzi do osoby zaginionej. Lub pies oznaczający, szczekając, zostaje przy osobie odnalezionej i szczeka, dopóki nie podejdzie tam ratownik i udzieli pomocy. A droga cała szkolenia to jest długi temat. Jedynie, co na szybko mogę powiedzieć, to w dużym stopniu idzie socjal za tym pieskiem. Czyli pies musi poznać życie szeroko rozumiane. Czyli świat cały, życie, które otacza go wokoło. Żeby coś go nie zaskoczyło w jego działaniach później w pracy ratowniczej. Różnego rodzaju hałasy, szumy, ludzie przeróżni.
Wszystko, co sobie można wyobrazić i do czego przygotować psa, to tak się go przygotowuje.
Przewodnik i instruktor cały czas obserwują zwierzę. Jak ono się zachowuje, z czym ma problem. To się ewentualnie koryguje, poprawia. Niektóre psy się wycofuje, bo się nie nadają.
Na pewno nie mogą być agresywne w stosunku do ludzi ani do innych zwierząt. I to też się tutaj koryguje w największym stopniu, jak się da. Jeżeli się nie da, jeżeli ma wrodzoną taką wadę, że jest agresywny i nie da się mu po prostu pokazać, że praca ratownicza będzie dobrym kierunkiem dla niego, to niestety trzeba wycofać i szkolić inne zwierzę.
FR: Ile jest w tej chwili psów w grupie? Które są już pracujące, a które się jeszcze szkolą?
MZ: Jest w tej chwili siedem piesków.
Jest Akim, owczarek niemiecki, ośmioletnia Wierna, która jest psem ratowniczym i Zen, który jest psem border collie, to są psy ratownicze klasy jeden teren. Jest Saszka Labrador piesek, który ma trzy lata teraz. I ma zdany egzamin klasy zero teren. Więc teraz będzie podchodzić do egzaminu klasy jeden teren. Później mamy Ami, golden retriever to jest dwuletnia suczka i Lara, które teraz będą podchodzić do egzaminu klasy jeden teren. A jeszcze jest Axel, półtoraroczny piesek owczarek belgijski. Także on też jest w szkoleniu początkowym tak naprawdę.
FR: W jakie działania poza tymi faktycznie typowymi akcjami, które wykonuje OSP, angażuje się grupa?
MZ: My jesteśmy wolontariuszami, można powiedzieć szeroko rozumianymi.
Oczywiście, że skupiamy się na wszystkim, co się łączy z nazwą Straż Pożarna. Od ściągania kota z drzewa, po pomoc starszej pani, która nie może dojechać do przychodni. Angażujemy się również w akcje różne, jak na przykład WOŚP. Była potrzeba, żeby przyjąć uchodźców, którzy uciekali przed wojną, przed agresorem, to też przyjmowaliśmy, też tutaj wspieraliśmy naszymi siłami. Tworzyliśmy takie miejsca, skupiska, w których te osoby mogły przebywać. Zabezpieczaliśmy dla nich pożywienie. Angażujemy się w akcje takie jak Mikołaj. Czyli w domach dziecka, żeby też troszkę radości wprowadzić dla dzieciaków. No i też jeździmy po różnych placówkach, gdzie przez swoją obecność i tych psów naszych ratowniczych, robimy pokazy. Takie w różnych miejscach, szkołach, placówkach, na różnych festynach, dniach dziecka, też wspieramy swoją obecnością.
FR: Kto i w jaki sposób może zostać członkiem grupy?
MZ: Myślę, że każdy może być członkiem grupy. Ktoś może zostać od młodzieżowej drużyny pożarniczej, a członkiem już osoba pełnoletnia, która przejdzie ten okres kandydacki. Okres kandydacki musi przejść, żeby poznać działania grupy. Grupa poznaje tę osobę. No i później przechodzi na okres stażu, gdzie się szkoli. Potem już zostaje zaprzysiężona po egzaminie wewnętrznym na strażaka, członka grupy. Wiadomo, że też musi przejść kurs podstawowy strażaka. I to ją uprawnia do akcji poszukiwawczo-ratowniczych właśnie. Badania lekarskie też trzeba przejść. No i myślę, że tyle. Każda osoba, która fizycznie sobie po prostu radzi. Wiadomo, jeżeli ktoś ma jakieś duże kontuzje, wtedy może wykluczyć taką osobę, ale jeżeli w miarę zdrowie pozwala na prace fizyczne jakiekolwiek i przebywanie w niskich temperaturach czy wysokich, nie ma jakiegoś problemu związanego z jakimiś chorobami, no to absolutnie może. Każdy zaczyna, więc musi przejść całą ścieżkę, żeby się wyszkolić i dążyć do ideału ratownika-poszukiwacza w takiej grupie. A później już szkolić kolejne osoby i tyle.
Grafika: Bartłomiej Iskra