Please ensure Javascript is enabled for purposes of website accessibility
kraina czasu minionego | półrocznik

Fragment życia

Chmury zaczęły spowijać niebo nad wybrzeżem, a wiatr przybierał na sile.

„Oby tylko nie zaczęło padać” – pomyślała Lorna, mimo że była przygotowana na wszelkie warunki pogodowe. Nie cierpiała deszczu, ale była skazana – a przynajmniej tak sobie wmawiała – na życie w miejscu, gdzie padało zawsze. Wiedziała, że zacznie padać i teraz, więc jej myśl zdawała się być jedynie mimowolną prośbą wysłaną w eter. Gdy tylko na jej nos spadła pierwsza kropla deszczu, spojrzała nad siebie, po czym rozłożyła krzesło turystyczne, które uporczywie niosła pod ręką i usiadła. Po godzinie, może dwóch, udała się w dalszą wędrówkę. W trakcie minęła dużą liczbę osób. Była zdziwiona, ponieważ o tej porze roku mało kto wybierał się na klif. Obok zdziwienia ukłuła ją złość, gdyż ten jeden jedyny dzień w roku chciała mieć klif wyłącznie dla siebie i zwykle się to życzenie spełniało.

Gdy w końcu dotarła na szczyt, ponownie rozłożyła swoje krzesło. Usiadła i zasnęła. Obudził ją dopiero znajomy głos.

— Przepraszam, że się spóźniłam. — Powiedziała piękna wysoka kobieta o długich czarnych włosach. Podeszła do Lorny i wzięła ją za rękę. Poleciła by ta poszła za nią, mimo że Lorna dobrze wiedziała co musi robić i co się za chwilę wydarzy.

— Przez moment bałam się, że nie przyjdziesz. — Kobieta nic nie odpowiedziała na słowa Lorny, a obdarzyła ją jedynie niewyraźnym uśmiechem, co jednak umknęło uwadze dziewczyny.

Podeszły do krawędzi klifu i ze spokojem rzuciły się w otchłań oceanu. Po chwili już nie znajdowały się na wybrzeżu, a przed wejściem do domu, w którym wychowała się Lorna. Dźwięki samochodów na ulicy, śpiew ptaków, rozmowy ludzi – wszystko było przytłumione, ledwo słyszalne.

— Co chcesz mi dzisiaj pokazać?

— Zobaczysz. — Kobieta odpowiedziała z uśmiechem – tym razem szczerym i głębokim.

Po wejściu do domu zobaczyły krzątającą się rodzinę. W tym małą dziewczynkę, która biegnąc z impetem nagle przewróciła się lądując nosem na marmurową podłogę. Lornę coś w tym momencie uderzyło. Im bardziej dziewczynka zaczynała płakać, tym słabiej Lorna ją słyszała.

— Pamiętam ten dzień… byłam mała, ale pamiętam. Dlaczego?

— Nigdy nie wracałyśmy do tego tematu i wiem, że twój ojciec też go nie poruszał, ale to odcisnęło na tobie duże piętno które będziesz nosić do końca życia. Chciałabym, abyś zapamiętała dzisiejszy dzień jako najważniejsze z naszych spotkań.

Po tej rozmowie obydwie weszły w głąb salonu i usiadły, przyglądając się dalszym poczynaniom dwójki rodziców i sześcioletniej córeczki.

— Uwielbiałaś te wyjazdy. Rano wstawałaś bardzo wcześnie i próbowałaś zepchnąć mnie i tatę z łóżka. Byliśmy wykończeni po całym tygodniu, ale twój śmiech powodował, że tego nie odczuwaliśmy. — Lorna nie spojrzała ani razu w stronę swojej rozmówczyni. Udawała zaabsorbowaną rozgrywającymi się przed nią scenami. Resztę czasu przesiedziały w ciszy. Ciszy, która wyrażała milion słów.

Po kilku godzinach rodzina wsiadła do samochodu, one usiadły razem z nimi. Przez większośc drogi nadal się do siebie nie odzywały. Rozmowy pozostałych pasażerów coraz bardziej znikały za mgłą. Tym razem Lorna postanowiła przerwać ciszę.

— Gdybyś usadziła mnie wtedy z drugiej strony, nie byłoby nas tutaj prawda? – Patrzyła się na siedzącą obok niej dziewczynkę oraz jej matkę na przednim siedzeniu pasażera.

— Chciałam to zrobić, ale twój tata bał się, że będziesz go rozpraszać. Na początku trzymałam przy swoim, ale w końcu dałam się przekonać. To była najlepsza decyzja w moim życiu.

— I ostatnia. — Wtrąciła Lorna.

— Jak widzisz każda – nawet najmniejsza – decyzja ma wpływ na twoje życie. I na życie innych.

— Kiedy to się stanie? Chcę to mieć już za sobą.

— Możemy jechać tak długo jak zechcemy.

— Ale ja nie chcę! — Lorna zalała się łzami. — Nie chcę patrzeć jak umierasz po raz drugi. — Na te słowa kobieta odwróciła się w stronę szyby okna samochodu, po której intensywnie spływały strugi deszczu. — Wcześniej spędzałyśmy razem najpiękniejsze chwile mojego życia. Tworzyłyśmy na nowo najlepsze wspomnienia, a teraz chcesz znowu przeprowadzić mnie przez tę tragedię.

— Moje dziecko, wiesz, że nic z tego się nie wydarzyło. To istnieje tylko w twojej wyobraźni. — Lorna nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ właśnie w tym momencie samochód, którym jechały został uderzony tak mocno, że po kilkudziesięciu sekundach toczenia, wylądował na dachu, a pasażerowie siedzący z przodu, wylecieli z niego i wylądowali na asfalcie.Tym razem nie słyszała już niczego. Po chwili zdała sobie sprawę, że stoją na chodniku obok miejsca wypadku. Stały tak dłuższą chwilę. Oglądały cały przebieg zdarzeń niczym film w niemym kinie. Lorna czuła się jak zahipnotyzowana. Chciała biec w stronę wraku, pomóc leżącej na drodze kobiecie, jakby to miało zmienić bieg wydarzenia sprzed tak wielu lat, ale nie mogła poruszyć nawet dłonią.

— On też był w bardzo ciężkim stanie, ale miał siłę, żeby walczyć o życie za naszą dwójkę. Jak wiesz ja tej siły w sobie nie miałam. — Po chwili milczenia kobieta kontynuowała swój monolog. W tym czasie miejsce wypadku już się uspokoiło. Lorna ponownie przejęła kontrolę nad swoim ciałem. Kobiety odeszły w stronę szpitala.

— Chciałam, abyś nauczyła się być wdzięczna za to, że chociaż jedno z nas przeżyło ten wypadek, a nie sfrustrowana życiem, ponieważ jedno z nas zginęło. W końcu lepiej mieć jednego żyjącego rodzica, niż żadnego…

— Tego dnia padało... Zapomniałam o tym... To przez deszcz…

— Kochanie nie szukaj winy ani w pogodzie, ani w innych ludziach. Właśnie dlatego chciałam cię tutaj zabrać. Musisz… musisz po prostu odpuścić, Lorna. Minęło dwanaście lat, a ty nadal żyjesz w cieniu tego wypadku.

— Ledwo cię pamiętam, wiesz? Tata ma zdjęcia i w ogóle, ale to nie to samo. Z każdym dniem twój obraz w mojej głowie staje się coraz mniej wyraźny.

— Ale ty nigdy o mnie nie zapomnisz. Jestem tego pewna, jak niczego innego na świecie. Musiałam się przekonać, że ty też to odkryjesz. — Szły tak jeszcze kilka godzin. Lorna zwierzyła się w końcu ze wszystkich swoich obaw, które kobieta starała się rozwiać.

Nadszedł czas, aby wrócić, skąd przyszły.

— Lorna, moja droga córeczko, musimy się pożegnać.

— Czemu mówisz to w tak dziwny sposób? Zawsze się żegnamy.

— Ponieważ… ponieważ tym razem żegnam się już ostatni raz. — Kobieta mówiła to z wyraźnym smutkiem.

— O czym ty mówisz? — Głos Lorny zaczął drżeć.

— Moim zadaniem było pomóc ci ułożyć życie po tej tragedii. I przez te wszystkie lata naprawdę mnie potrzebowałaś. Dlatego byłam przy tobie. Jednak masz już osiemnaście lat i widzę, że nauczyłaś się żyć sama. Obserwuję cię cały czas… i wiem. Zawsze możesz mieć mnie przy sobie. W swoich myślach, w sercu. Nadal możesz przychodzić nad wybrzeże, ale mnie tam nie będzie. Pamiętaj, że bardzo cię kocham. I trzymaj tą myśl przy sobie. — Lorna chciała zatrzymać matkę, odsunąć ją od podjęcia tej decyzji, ale nim zdążyła choćby otworzyć usta, znów siedziała w swoim krześle turystycznym na szczycie klifu. Przestało padać, a niebo nad wybrzeżem rozjaśniało. Lorna wstała i podeszła bliżej zbocza, aby wsłuchiwać się w fale uderzające o brzeg. Już od dziecka było to dla niej najbardziej kojący dźwięk.

grafika: Julia Szymczycha