zjedli nam gofry | kwartalnik

Dorociństwo

Portrety
Zastanawiałam się. Zastanawiam? Jeszcze nie wiem, czy skończyłam, ale w każdym razie – myślę. Myśli się miało, ma i będzie miało, a moje dotyczą dorosłości. Proste pytanie „czy uważam się za osobę dorosłą?” zostawiało w mojej głowie pustkę - brak kolorów, dźwięków, przestrzeni a pomiędzy tym niczym, po chwili, jak na ironię, materializowało się przestrzenne, kolorowe i dźwięczne „NIE WIEM”. To nie była dla mnie komfortowa sytuacja – musiałam pogodzić się ze świadomością, że nie za bardzo wiem, na czym stoję. Nie umiem określić siebie. Okropne uczucie, ścisk w żołądku, ukłucie w żebrach, gorzki posmak w ustach. Jak to – nie wiem? Jestem albo nie jestem, należy odpowiedzieć jednoznacznie. Powinnam być. Powinnam być? Im więcej się zastanawiałam, tym więcej pytań rodziło się w mojej głowie i tym mniej odpowiedzi potrafiłam sformułować. Pojawił się więc problem natury niecierpiącej zwłoki – należy się określić, bo symptomy dyskomfortu zaczęły się nasilać i blokować *dorosłe* decyzje dotyczące studiów, pracy, mieszkania.

Jednak podjęłam kroki - nie chciałam zatrzymać się w miejscu. Postanowiłam posłuchać opinii innych - moich przyjaciół, znajomych bliższych i dalszych, maturzystów, studentów, absolwentów. Słuchając różnych odpowiedzi, poszerzę swoją perspektywę, poznam czynniki, które według nich definiują dorosłość i może dzięki temu ja również się określę - to ten dojrzały powód, dla którego zaczęłam pytać. A powód ukryty, o którym wstyd mówić, który jest taki dziecinny? Mi było tak niewygodnie z myśleniem, z zastanawianiem się, że nie chciałam być w tym sama. Niczym płaczący trzylatek „jeśli ja nie mogę się bawić zabawką, to nikt nie będzie się nią bawił”, ja stwierdziłam, że „jeśli ja myślę o tym, czy jestem dorosła, to moi przyjaciele też o tym będą myśleć”. I tak – zaczynałam temat, spisywałam odpowiedzi, redagowałam nadmiar „chyba”, „jakby” i „raczej”, zastanawiałam się, dziwiłam, sympatyzowałam. Wielu rozmówców do mnie wracało: „wiesz, ja jeszcze w temacie dorosłości chcę dodać…” – ha, czyli też zaczęli o tym myśleć! Wszyscy, nie tylko ja, zaczęli szukać odpowiedzi, które może będą bardziej materialne, kolorowe i dźwięczne niż te, których mi udzielili - złapani nagle, nieprzygotowani na rozmowę. A może przygotowani w takim samym stopniu jak na zmierzenie się z dorosłością?


Każdą rozmowę zaczęłam od prostego pytania: czy Ty uważasz, że jesteś osobą dorosłą?


JR: Nie. Nie uważam, żebym była osobą dorosłą w pełni, totalnie świadomą swoich decyzji.
Małgorzata: A jak definiujesz dorosłość?
JR: To jest sytuacja, w której wiem mniej więcej - czego chcę i jak to osiągnąć. Dorosłość jest wtedy, gdy nie muszę się zastanawiać milion razy i pytać o radę przy każdej większej decyzji. Po prostu jestem w stanie postawić na siebie.
Małgorzata: A nie robisz tego już teraz?
JR: Robię, ale nie w takim zakresie. W tym momencie mam wrażenie, że każdą decyzję, którą podejmuję, można odkręcić. Są one zmienialne i jeszcze przynajmniej przez jakiś znaczący okres mojego życia będą. Ja bym teraz za mąż nie wyszła, bo uważam, że jestem jeszcze zupełnie nieukształtowana. Nie sądzę też, żebym miała jeden moment, w którym stanę się dorosła. To się wyklaruje z czasem - im więcej będę się rozwijać, im z większą liczbą osób będę mieć styczność. Stopniowo będę czuła, że sobie poradzę ze wszystkim i że wiem, czego chcę, że jestem we właściwym miejscu. Albo tego miejsca jeszcze muszę poszukać, ale świadomie. A w tym momencie moje miejsce jest niewiadomą. Wciąż.


MN: Nie. Aktualnie nie jestem w stanie utrzymać się sam, mieszkam dalej z rodzicami. Wiadomo, że jeśli byłaby sytuacja dramatyczna, to wydaje mi się, że byłbym w stanie zmienić swój styl życia, żeby stać się osobą dorosłą. Na razie, w mojej obecnej sytuacji życiowej – cieszę się, że ona mi na to pozwala - nie muszę być dorosły.
Małgorzata: A jak możesz zdefiniować bycie dorosłym? Czy to jest dla Ciebie niezależność finansowa?
MN: Według mnie tak. Niezależność finansowa jest aspektem dorosłości. Też wiadomo, że dorosłość definiują cechy charakteru – odpowiedzialność, podejmowanie decyzji (też to, czy się je podejmuje dobrze), zaradność, umiejętność poradzenia sobie w życiu samemu. Przykładowo, jeśli ktoś się przeprowadza z miasta do miasta i potrafi się tam odnaleźć, to oznacza, że jest osobą dorosłą.


KK: Tak. Definiuję się jako osoba dorosła. A dlaczego? Wydaje mi się, że jak patrzę na moich rówieśników, to jeżeli byśmy mieli w tym momencie sobie powiedzieć prosto w oczy, że jesteśmy dorośli, to ja bym mógł to powiedzieć, a oni nie.
Małgorzata: A czym według Ciebie charakteryzuje się bycie dorosłym?
KK: Wiesz, na pewno nie możesz być zależny od rodziców i mieć takich momentów w życiu, że trzeba im powiedzieć, że popełniłeś błąd.
Małgorzata: Że nie musisz się nikomu tłumaczyć?
KK: Tak – że nie musisz się nikomu wyjaśniać, dlaczego zrobiłeś tak, a nie inaczej. Dorosłość to takie uczucie wolności w sobie – robisz to, co chcesz i tylko Ty jesteś za to odpowiedzialny.


MC: Muszę się zastanowić, daj mi chwilę. Szczerze mówiąc to nie.
Małgorzata: A jak definiujesz dorosłość?
MC: Wiesz, zdefiniowałbym dorosłość jako samowystarczalność, stabilność i pewność. Samowystarczalność finansową, stabilność emocjonalną, pewność w podejmowaniu decyzji.
Małgorzata: Myślisz, że kiedykolwiek to osiągniesz?
MC: Nie wiem. Może nigdy nie będę dorosły.


KG: Ja się zastanawiam nad rozgraniczeniem osób dorosłych i dojrzałych. Myślę, że jestem na dobrej drodze do dorosłości. Mam pracę, jestem odpowiedzialna, samodzielna, pewna siebie. Dla mnie to są cechy osoby dojrzałej, która rządzi swoim życiem dobrze, może trochę lepiej niż ja teraz. Najważniejsza w tym wszystkim jest pewność siebie - że znasz swoje miejsce, swoją rolę i dobrze Ci z tym. Że umiesz ułożyć sobie to życie. Uporządkować chaos.


NC: Ja lubię termin młody dorosły. Uważam, że to jestem ja w tym momencie. Takim dorosłym dorosłym zdecydowanie nie jestem. Tata mi przesyła pieniądze co miesiąc na akademik, żebym sobie mogła żyć. Ale w międzyczasie pracuję i zarabiam na wszystkie moje zachcianki, które potrzebuję do szczęścia. Więc taki młody dorosły – już prawie, ale jeszcze nie.


JL: Ostatnio coraz bardziej, ponieważ w pewien sposób ustatkowałem swoje życie. Znalazłem stałą sympatię i w związku z tym muszę planować wiele rzeczy. Mój chłopak nie mieszka w tym samym mieście co ja, więc oboje bardzo mocno zgrywamy kalendarze, żeby móc się spotykać. Poczułem się bardzo dorosły, kiedy zaplanowałem sobie wszystkie weekendy do końca września. Nie czuję możliwości żadnych lawiracji w tych planach. To mnie bardzo stresuje. Zacząłem też pracę ostatnio, zarabiam swoje pieniądze. Czuję odpowiedzialność za swoje życie. Bardzo chciałbym wrócić do czasów maturalnych, kiedy tego nie było.
Małgorzata: A który czynnik najbardziej wpływa na to, że czujesz się dorosły?
JL: Chyba najbardziej ta osoba. Wcześniej, przed tym związkiem, nie czułem odpowiedzialności i dorosłości. Nie było żadnej stabilizacji. A teraz muszę dzielić się swoim czasem - znaczy muszę, chcę się dzielić swoim czasem z drugą osobą. To jest właśnie chyba ten czynnik, który daje poczucie dorosłości w życiu. Też fakt, że my planujemy rzeczy. Miesiąc temu, jak byliśmy w Danii, zapadła decyzja, że za 5 lat będziemy tam mieszkać. Kroki zostały już poczynione związku z tym - ja zapisałem na kurs duńskiego, mój chłopak również. To sprawia, że czuję się dorosły.


MK: Postrzegam dorosłość w dwóch aspektach - materialnym oraz intelektualnym. Materialny - człowiek samodzielnie się utrzymuje, intelektualny - samodzielnie potrafi sobie wyznaczać cele. Te dwie rzeczy najbardziej definiują dorosłość, ze wskazaniem na ten materialny aspekt, który dzisiaj jest wyjątkowo trudny. Tak naprawdę dorosły jesteś, gdy bardziej niż swoje zauważasz potrzeby innych i jednocześnie radzisz sobie z własnym życiem, zamiast liczyć wiecznie na pomoc i bycie przez kogoś utrzymywanym. To chyba tyle. Czy ja się czuję osobą dorosłą? Owszem, czuję się osobą dorosłą, bo spełniam oba swoje kryteria.



Jakże zagadkowe są te wszystkie zmiany! Nigdy nie jestem pewna, kim będę, z minuty na minutę. Czy ja znalazłam swoją odpowiedź? Czy określiłam się, że tak, to jest już ten moment, w którym jestem dorosła? Na usta ciśnie mi się „CHYBA tak” – co piszę z przekąsem. Pozostaję niepewnie pewna, JAKBY pomiędzy, RACZEJ zdecydowana. Przeprowadzenie tych wszystkich rozmów doprowadziło mnie jednak do sukcesu – czuję się bardziej obyta z moją dorosłością. Tylko czasami staje się ona jeszcze dorociństwem - kiedy jestem na uczcie u Kapelusznika, zajadam się słodyczami, piję herbatkę i zastanawiam się, niczym Alicja z Krainy Czarów, czy tym razem urosnę czy zmaleję i czy znajdę drogę do (a może z) króliczej jamy.