Kwartalnik | Bieguny

Podróż z dziennika Grotołaza

Strzeliste, surowe i tajemnicze - to ten obraz sprawia, że na samą myśl o poznaniu nowych zakątków jaskiń, oczy świecą się członkom AKG AGH, czyli Akademickiego Koła Grotołazów AGH. Połączyła ich pasja do nieznanych i nieodkrytych terenów znajdujących się w podziemiach naszego globu. W odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób udaje im się połączyć ich pasję z nauką na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie odpowiada Bartłomiej Kurdziel, prezes AKG AGH.



Do tego artykułu posłuchaj utworu z naszej playlisty: Dawid Podsiadło - W dobrą stronę

Muszę bez bicia przyznać, że bardzo zaciekawiliście mnie swoim Kołem. Z zaskoczeniem przyjęłam fakt, że taka organizacja działa na terenie AGH. Skąd wzięła się inspiracja na powstanie takiego zrzeszenia na AGH?

O to pytanie należałoby zapytać naszych praprzodków. Istniejemy na AGH od 1971 roku i pewnie wtedy były trochę inne pobudki niż teraz, ale zarówno wtedy, jak i teraz u podstaw naszej działalności jest zrzeszanie ludzi ciekawych gór i tego, co się w nich kryje, czyli jaskiń.

Uczelnia głównie słynie z Kół Naukowych i ich innowacyjnych wynalazków - nie baliście się, że wasze Koło może nie “przebić się” przez obraz organizacji naukowych?

My trochę z innej bajki, wprawdzie w naszych szeregach było i jest wiele osób z wydziałów geologicznych czy górniczych, którym pomagamy w ich badaniach naukowych, ale ciężko nas nazwać kołem naukowych w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jakiś czas temu uczelnia ujednoliciła działalność rozmaitych organizacji studenckich do rangi „kół naukowych”. Do jednych ta łatka pasuje bardziej, do innych mniej. Dla nas najważniejsze jest to, że możemy dalej działać na AGH jako Akademicki Klub Grotołazów i jesteśmy z tego dumni. A czy ma to formę koła naukowego, czy czegoś innego, to już mniejsza o to.

Co Was wyróżnia na tle innych organizacji?

Trudne pytanie, obecnie jest ciężki czas do zrzeszania się. Chodzi o to, że za czasów, kiedy zakładano nasz klub, pewnie jednym z powodów do jego założenia były ciężkie czasy, zarówno jeśli chodzi o finanse studentów, jak i sytuację polityczną niesprzyjającą wyjazdom zagranicznym. Studenci zrzeszali się, aby wspólnie się organizować, a większość posiadanego sprzętu alpinistycznego była po prostu klubowa. Teraz jest dobrobyt, wszyscy wszystko mają, na przykład do takiej wspinaczki skałkowej, jakże obecnie popularnej potrzeba dwóch studentów, jednej liny i paru innych średnio drogich rzeczy. Podejrzewam, że dwa stypendia naukowe by na to wystarczyły. I tu właśnie nasza szansa! Do przyzwoicie dużej jaskini tatrzańskiej potrzeba 300-400 metrów liny, kilka kilogramów innego sprzętu zespołowego, nie mówiąc już o sprzęcie osobistym. Wszystko trzeba tam zanieść i potem z tym wrócić. Nikt, no może prawie nikt, nie będzie tego trzymał w akademiku pod łóżkiem. Na taką akcję potrzeba przynajmniej 4-5 wyszkolonych osób i dorodnego magazynu. Dlatego właśnie kluby jaskiniowe wciąż mają się dobrze. Często ludzi gór ma się za indywidualistów i samotników. W jaskiniach się to nie udaje, tu potrzebny jest sprawny wyszkolony zespół. Jesteśmy takim klubem, który na potrzeby realizacji wspólnych celów łączy indywidualistów w grupy.

W jaki sposób można zauważyć waszą działalność na AGH-u?

No to jest nasza słaba strona. Najaktywniejszy jest nasz profil na Facebooku. Ale za mało o nas, za mało… Mamy tablice, banery, ale oczywiście chcielibyśmy więcej. Nasza siedziba mieści się w wydziale nauk humanistycznych, przygotowujemy się do zrobienia wystawy zdjęć jaskiniowych na korytarzach. Ciężko opisać, o co chodzi w naszym sporcie. To trzeba zobaczyć. Wciąż chodzenie po jaskiniach jest bardzo mało popularne i często mylnie kojarzone ze wspinaczką, a to jednak całkiem inny sport. To trochę jak z kwadratem i prostokątem, każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem. Tak i u nas, nie każdy wspinacz jest grotołazem, za to każdy grotołaz potrafi się wspinać.
 
Jak funkcjonuje wasze zrzeszenie podczas roku akademickiego?

Przez cały rok akademicki w czwartki o 20.00 mamy spotkania w naszej siedzibie w podziemiach (jak na grotołazów przystało) w budynku Wydziału Humanistycznego przy ul. Gramatyka 8a. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych. Rok akademicki poświęcamy głównie na organizację szkoleń i działalność w naszych ukochanych Tatrach. Często udaje się nam wyjechać za granicę na takie wyjazdy, zwane przez nas „weekend +” czyli 3-4 dni działalności w Alpach lub na Bałkanach. 

A w wakacje, kiedy nie macie ograniczeń w postacie kolokwiów i projektów?

No właśnie, najbardziej znamienita część naszej działalności odbywa się w czasie wakacji. Wyprawy eksploracyjne, bo o nich mowa to 2-3 tygodniowe wyjazdy do miejsc, gdzie możemy eksplorować, czyli odkrywać nowe jaskinie. Jest w tym wszystkim jakaś dziwna satysfakcja, znaleźć się tam, gdzie jeszcze nikt nigdy nie był i to nie w miejscu bez wyrazu, tylko w prawdziwym raju – przynajmniej dla nas. W tym sporcie wciąż jest jeszcze wiele do odkrycia i są miejsca na ziemi, gdzie wcale nie jest o to tak bardzo trudno.

Jaka podróż, którą organizowaliście najbardziej zapadła Ci w pamięć?

Na mnie osobiście największe wrażenie robi eksploracja masywu Picos de Europa w Hiszpanii. Kiedyś, jak zaczynałem chodzić po górach, jeden z czołowych polskich taterników powiedział mi, że nie mógł uwierzyć, że całe Tatry mogłyby się zmieścić w jednej dolinie alpejskiej, dopóki nie pojechał w Alpy, jak również nie mógł uwierzyć, że całe Alpy mogłyby się zmieścić w jednej dolinie himalajskiej, dopóki nie pojechał w Himalaje. Tak samo z jaskiniami, na początku chodzi się po jaskiniach jurajskich i trudno sobie wyobrazić, że jest coś dużo większego. Po pierwszej akcji w Tatrach ta granica jest już dużo dalej postawiona, a w Picos, trudno sobie naprawdę wyobrazić, że góry mogą być aż tak puste w środku…

Bardzo jestem ciekawa, jak wygląda u Was rekrutacja. W większości kół polega to na wypełnieniu formularza i rozmowie z zarządem podczas drugiego etapu rekrutacji. A u was? Przeprowadzacie jakieś testy w jaskiniach czy dana osoba nadaje się do AKG ? 

No u nas wygląda to trochę inaczej, oczywiście każdy może przyjść do nas na spotkanie i pogadać, może się z nami zabrać na jakieś wyjazdy towarzyskie itd., ale żeby być grotołazem z prawdziwego zdarzenia trzeba przejść Kurs Taternictwa Jaskiniowego organizowany przez nas przeważnie dwa razy w roku na wiosnę i na jesień. To taki rodzaj unifikacji, żebyśmy wiedzieli, że każdy z Kartą Taternika Jaskiniowego jest w stanie iść z nami na akcję i nie będziemy się musieli o niego martwić. Polskie jaskinie nie należą do prostych, głównie za sprawą ich pionowego charakteru. Pewne wytyczne nakłada na nas Tatrzański Park Narodowy, bo niestety dużo największych Polskich jaskiń jest właśnie tam. Jeszcze inne warunki nakłada na nas Ministerstwo Sportu, bo pod nie też podlegamy, a pozostałe po prostu zdrowy rozsądek. Ogólnie taki kurs trwa około roku i składa się z kilku różnych bloków tematycznych i obozów tatrzańskich. Nasi członkowie po kursie jaskiniowym, oprócz poruszania się po jaskiniach, umieją się wspinać, chodzić zimą po górach, odbywają szkolenie lawinowe, warsztaty z pierwszej pomocy, ratownicze i wiele innych ciekawych rzeczy.

Dziękuje za poświęcony czas. Cieszę się, że dowiedziałam się o was co nieco.
Również dziękuję. Polecamy się wszystkim ciekawym świata gór i jaskiń!

Do tego artykułu posłuchaj utworu z naszej playlisty: Dawid Podsiadło - W dobrą stronę
Playlista do kwartalnika "Bieguny"